Specjalista do spraw wszelakich

Specjalista do spraw wszelakich

pomysłowy i sprawiedliwy

Właśnie próbuję doprowadzić swój tekst do ładu (i publikacji), gdy zaczyna się bombardowanie. Mailami. Skrzynka rozgrzewa się do czerwoności i syczy. Ktoś wpadł na pomysł, ktoś inny się wzburza. Pomysł trzeba wprowadzić już, teraz, zaraz. I tak, żeby było Sprawiedliwie. Ja też się wzburzam: że przeszkadzają mi w pracy i że już za późno na wprowadzanie tego typu pomysłów. Zrobimy tak, ale później.

Mimo wszystko, odpisuję uprzejmie i finito, wracam do pracy. Swojej pracy.




... niestety nie. Chciałabym, ale się nie da. Jedyny Sprawiedliwy dalej się upomina o uwagę. Bo on tak chce i już, i tak ma być, bo on wie lepiej, czym ja się powinnam w danym momencie zajmować. Spełnianiem jego oczekiwań. On będzie mi sterem, żaglem i okrętem. On będzie mi szefować...

* * *
- A, i popraw jeszcze to formowanie baterii na formatowanie.
Coś mi zadźwięczało w głowie, że już szukałam w internetach i wyszło na to, że prawidłowe jest formowanie. Tak właśnie napisałam w tekście. 

Zadźwięczało. I zagłuszyły to kolejne gorączkowe maile w sprawie pomysłu. Weźcie się idźcie przewietrzyć, czy coś...

* * *
- Brak czasu to nie jest wystarczający argument! - grzmi w mailu Pomysłowy I Sprawiedliwy.
* * *

Nie mam siły na namysł. Automatycznie wprowadzam ostatnie poprawki i zmieniam to nieszczęsne formowanie na formatowanie. Mam już dość tego tekstu i pomysłów jego dotyczących. Opublikujmy to i miejmy z głowy. Kolejne artykuły czekają.

* * *

Po kilku dniach dostaję maila z informacją, że powinno być formowanie, nie formatowanie. Nie od Sprawiedliwego. Od kogoś, kto był na tyle miły, że zauważył błąd i dał znać, że warto to poprawić.
- Super, dzięki za info. Zaraz to ogarnę.
Wzdycham boleśnie. Gdyby ktoś Od Pomysłów I Sprawiedliwości zajął się swoją pracą, nie byłoby czego teraz poprawiać. Gdyby dopilnował swojej roboty, swoich zadań i swoich ludzi.

* * *
- Hej. Dostałam właśnie maila, z którego wynika, że wprowadziliście mnie w błąd. W tekście użyłam sformułowania formować baterię, podczas gdy od Was dostałam informację, że mam to poprawić na formatować baterię. Jak się okazuje - to moja pierwotna wersja była poprawna.
- Nie widzę potrzeby poprawiania tego. Potocznie mówi się o formatowaniu baterii i to określenie jest również o wiele częściej wyszukiwane w internecie niż formowanie baterii.
* * *
Nie mogę przestać się śmiać. Tak oto Pomysłowy I Sprawiedliwy został samozwańczym specjalistą do spraw SEO. No, przeszedł samego siebie. Już nie jestem zła, bo zrobił mi dzień. Teraz na jego maila odpisuje Gremlin, zacierając łapska z radości:
- OK... Rozumiem, że w takim razie możemy również bez zastrzeżeń używać tytułu Łiła de czempion, obok We are the champions, bo ludzie tak wyszukują w Google?
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.


Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
Senność i dużo książek. Przegląd tygodnia 23-29 stycznia

Senność i dużo książek. Przegląd tygodnia 23-29 stycznia

Wstyd przyznać, ale to był kolejny tydzień, który nie zapadł mi zbytnio w pamięć. Zawiniło jednak to, że przez jego większość byłam bardzo senna. Jedyne, na co miałam siłę, to leżenie w łóżku.

senność i dużo książek

Podejrzewam przesilenie wiosenne (nie za wcześnie trochę?). Albo skutki niewyspania się w weekend... Może to być także niedobór magnezu i witamin. Uzupełniam od kilku dni ;-)




Senność naprawdę mocno dawała mi się we znaki. Zarówno w dzień, w trakcie pracy, jak i wieczorem. We wtorek byłam już tak zdesperowana, że postanowiłam nazajutrz pracować z domu. Liczyłam na to, że wstanę o jakiejś 8. Hmmm, nie wyszło. Wstałam o 7 :-P

Mimo to, praca zdalna zawsze jest spoko. Łatwiej mi się skupić i zrobić wszystko to, co mam do zrobienia. Jestem zazwyczaj bardziej wyspana i zrelaksowana, bo nie muszę się śpieszyć rano. Na dodatek, oszczędzam prawie 2 godziny, kiedy nie muszę nakładać twarzy (tzn. makijażu) i dojeżdżać. Same plusy :-)

W czwartek pojechałam do biura. Chętnie popracowałabym jeszcze z domu, ale musiałam i tak znaleźć się na mieście, bo miałam do odbioru nowy czytnik e-booków. InkBook Classic 2. Skusiłam się na niego, bo chciałam sprawdzić, czy naprawdę czyta się na nim lepiej. I oj, faktycznie. Chyba niedługo będziemy kupować drugi, bo zasadniczo ten należy do mojego wspaniałego i czasem trudno się podzielić :-D

W piątek miałam wolne, więc jak już Legimi zaczęło mi działać na czytniku (po długim, długim czasie, bo oczywiście nie obyło się bez problemów ze zmianą urządzenia w abonamencie), pogrążyłam się w lekturze. Przedtem jednak postanowiłam zrealizować część swojego Wyzwania Minimalistki i uporządkować rzeczy przed spakowaniem (bo już wkrótce przeprowadzka). Zaczęłam od tej części, której najbardziej nie lubię - dokumentów. Nigdy nie rozumiem, po co muszę trzymać taką ilość papierzysk przez ileś lat. Zostawiłam tylko najpotrzebniejsze: umowy o pracę, świadectwa pracy, dokumenty ze szkoły i z banku... Reszta poszła do pieca.

A potem zaczęłam czytać. Dokończyłam wreszcie ten nieszczęsny Minimalizm po polsku. Zniechęciłam się trochę końcówką, w której autorka podaje już nieco przejaskrawione przykłady ascetycznych katolików. Niby prostota ma dawać radość. Mam tylko lekkie wątpliwości, czy akurat taka... Nie zrozumcie mnie źle: niech ci ludzie żyją sobie, jak chcą. Tyle tylko, że ja bym aż tak nie mogła.

Potem przeczytałam prawie jednym tchem Polska odwraca oczy, czyli zbiór reportaży Justyny Kopińskiej. Niektóre kojarzyłam już z internetu. Najbardziej podobał mi się pierwszy, Spokojny sen Anny, który opowiadał o żonie Trynkiewicza. Wyobraźcie sobie, że autorka nie napisała ani razu, co sądzi, tylko wiernie zrelacjonowała rozmowy z tytułową Anną. Mimo to, reportaż wywoływał bardzo konkretny zestaw emocji. Sprawdźcie sami :-)

Po trudnych tematach przyszedł czas na coś lżejszego. Biurwa. Nie spodziewałam się zbyt wiele po tej książce, ale szybko zmieniłam zdanie. Chaotyczna narracja głównej bohaterki albo przypadnie Wam do gustu, albo wkurzy. Mnie się podoba. Książka wciągnęła mnie tak, że dziś na pewno ją skończę czytać :-)

W międzyczasie szybko przeskoczyłam do Sekretów poliglotów i skończyłam je w jakieś 2 godziny. I tak długo, jak na 95 stron. Dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy, o których chyba stworzę osobny post ;-)

Oprócz tego - standardowy, leniwy weekend. Obejrzeliśmy oczywiście The Grand Tour. Uwielbiam ich za dialogi, a 12. odcinek był pełen świetnych ripost. Najlepsze pociski leciały w stronę ogromniastego SUV-a Bentley, którego wybrał sobie James May. Pozostali nabijali się, że wygląda jak Buckingham Palace. Martwili się, czy przy większych prędkościach meble mu się nie poprzesuwają. Przechwalali się też nawzajem swoimi autami, które wybrali do testów. Zaczął May:
- A czy wiecie, że mam w tym samochodzie aż 18 głośników?
- Tylko tyle? - odciął się Clarkson - Ja mam 27...
- ... i wszystkie grają chłam.
Sprawdźcie sobie również, przez jakie miejscowości jechali w Niemczech i Austrii... Podpowiem, że pojawiło się Kissing. Reszta nazw nie nadaje się do publikacji :-D

Oglądaliśmy też Jacka Reachera, który wywołał u mnie permanentne déjà vu. Jestem prawie stuprocentowo pewna, że już widziałam ten film. Podobno widzieliśmy tylko zwiastun... Nie było to jednak kino wysokich lotów i ostatecznie bardziej przysypiałam niż patrzyłam w ekran. Wolę dobry sen niż kiepskie filmy ;-)

Bawiłam się też trochę w projektanta wnętrz na Home by me. Bardzo fajna stronka, dzięki której można rozplanować wystrój pokoju lub nawet całego mieszkania. Niestety, nie działa na Google Chrome. Musiałam używać Edge'a :-P

W tym tygodniu na blogu:

Jak się wkurza zapracowanych, oddech weekendu i czółko


Mój dzień


Trzy dobre nawyki, które uczynią ten rok jeszcze lepszym


A u Was co słychać w tym tygodniu? Dajcie znać, czy też byliście tacy senni jak ja :-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
Trzy dobre nawyki, które uczynią ten rok jeszcze lepszym

Trzy dobre nawyki, które uczynią ten rok jeszcze lepszym

trzy dobre nawyki, które uczynią ten rok jeszcze lepszym

Dzisiaj podzielę się z Wami listą 3 celów, które zamierzam zrealizować  na początku tego roku. Nastawiam się, że zrobię to do końca lutego. Chcę wyrobić sobie 3 dobre nawyki, które sprawią, że ten rok będzie lepszy i przyjemniejszy

Traktuję to jako wyzwanie i zachęcam Was do udziału. Oczywiście, wymyślcie sobie takie nawyki, których faktycznie potrzebujecie: może to być czytanie jednej książki tygodniowo, wcześniejsze wstawanie, albo jedzenie większej ilości owoców. Coś, co sprawi, że Wasz rok będzie bogatszy, lepszy i bardziej wartościowy. Dla inspiracji wrzucam swoją własną listę. Jesteście ciekawi, co planuję? To zaczynamy :-)






1. Inbox zero

Dotyczy przede wszystkim mojego maila służbowego, na którym w tej chwili już tylko dziada z babą brakuje. Prywatnego także chcę uporządkować, ale to już nieco później. Służbowy to priorytet, bo go najczęściej teraz używam. Jak go uporządkuję? Przede wszystkim nowe wiadomości będę od razu usuwać, jeśli ich nie potrzebuję, a pozostałe wrzucać w odpowiednie foldery. Ustawię też filtry, żeby częściowo zautomatyzować ten proces. Pisałam już o tym w poście z moimi noworocznymi postanowieniami.


2. Wdzięczność

Bardzo ważna kwestia, o której z czasem zapominam. Co wieczór przed snem zastanowię się, a najlepiej zapiszę 3 powody do wdzięczności za ten dzień. Wdzięczność jest magiczna. Zawsze sprawia, że w moim życiu dzieje się jeszcze więcej dobrego, gdy jestem wdzięczna za to, co już się zdarzyło.


3. Inspirująca muzyka

Codziennie będę słuchać nowych playlist na Youtube i Spotify. Zależy mi na tym, by poznać jak najwięcej nowej muzyki, która mnie zachwyci. Dotyczy to zarówno playlist, które dostanę od kogoś, jak i tych, które sama znajdę. Na szczęście, w mojej pracy mogę słuchać muzyki nawet przez cały dzień i tak naprawdę pomaga mi to w skupieniu się. Chcę to dobrze wykorzystać :-) Na pewno i Wy na tym skorzystacie, jeśli lubicie moje Muzyczne inspiracje.

Dołączcie do wyzwania. Czekam na Wasze komentarze: jakie dobre nawyki chcecie sobie wyrobić w tym roku? :-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
Mój dzień

Mój dzień

O 6 rano budzi mnie dźwięk budzika.

Jeśli mam szczęście, jest to pierwszy dźwięk, który słyszę, odkąd przyłożyłam głowę do poduszki o 22 czy 23 poprzedniego wieczora. W innym przypadku - jeden z serii bodźców, które uniemożliwiły mi ciągły sen. O ile w środku nocy mogłam sobie pozwolić na zaśnięcie z powrotem, o tyle teraz nie ma szans. Wtedy jedną z pierwszych myśli jest: A gdyby tak popracować z domu?

Odrzucam ją wraz z kołdrą.

kawa śniadanie mój dzień

Jeśli miałam szczęście, to wstaje mi się lekko i przyjemnie, a do odrzucenia pozostaje mi tylko kołdra.

W trakcie makijażu otwieram powoli jedno oko, a potem drugie. Zamknięte oczy sprawdzają się jedynie w trakcie lakierowania włosów.




Potem czas na śniadanie, które czasem muszę również przygotować. I kawę. Bez kawy nie da rady. Na to wszystko w najlepszym razie mam około 15 minut. Miałabym więcej, gdybym odpuściła makijaż, ale... wolę wyjść głodna niż nieumalowana. Zjeść mogę w pracy. Malować się? Niby też, ale to już trochę głupio.

Jem, wypijam łyk kawy i wybiegam na autobus. W tym momencie bardzo doceniam to, że mam dosłownie rzut beretem do przystanku. Mogę wyjść dosłownie 2 minuty przed przyjazdem autobusu, a i tak zdążę. Są oczywiście też takie dni, kiedy biorę samochód. Wolę samochód. W samochodzie można głośno śpiewać.

W autobusie też, ale ludzie dziwnie patrzą.

Gdy już dotrę do pracy, odpalam laptopa i idę po drugą dawkę kofeiny. Czasami muszę się jej napić od razu po przyjściu, bo inaczej nie jestem w stanie nic zrobić. Są też dni, kiedy mogę spokojnie poczekać, aż kolejka do ekspresu się rozładuje, a kawę wypijam zimną po kilku godzinach. Zdarza się, że biorę dużą z mlekiem. Są też i takie dni, kiedy muszę do niej dodać espresso.

Wszystkie są jednak do siebie podobne.

Zabieram się za pracę.

Koło 15 dziwię się, że przecież niedawno przyszłam do pracy. Jeśli w nocy słyszałam zbyt wiele dźwięków, o 15 czuję ulgę, że już niedługo jadę do domu i będę mogła się poobijać. W pracy nie umiem. Lubię swoją pracę i niezależnie od tego, jak się czuję, zawsze znajdę sobie coś do roboty. 

I pracuję, pracuję, pracuję.

A potem szybko wyłączam laptopa. Wychodzę z pracy i idę na parking po auto lub na autobus. Wracam, jem obiad, a potem ląduję w łóżku. Najczęściej z książką, tabletem (i odpalonym Legimi) lub laptopem. Blog sam się nie napisze, a wiedza o SEO sama nie zdobędzie. Tak mija mi wieczór. Czasem zamiast czytać, oglądam coś: Ucho prezesa, Googlebox lub jakiś serial. Generalnie jednak wieczory po pracy też są do siebie podobne - robię to, na co mam ochotę. Zdarza się, że próbuję się przespać. To jednak nigdy nie wychodzi, bo nie umiem spać w dzień.

Późny wieczór dla mnie zaczyna się o 21. Wtedy najczęściej zasypiam przy oglądaniu serialu, filmu lub jakiegoś programu w TV. Jeśli dobrze pójdzie, śpię spokojnie do rana.

O 6 rano budzi mnie dźwięk budzika...


Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
Jak się wkurza zapracowanych, oddech weekendu i czółko. Przegląd tygodnia 16-22 stycznia

Jak się wkurza zapracowanych, oddech weekendu i czółko. Przegląd tygodnia 16-22 stycznia

To było do przewidzenia, że im później się zabiorę za pisanie przeglądu tygodnia, tym mniej będę pamiętać. Mimo to, spróbuję odtworzyć, co się działo. Tak, to będzie zaskakująco krótki tygodnik. Krótki, jak pamięć copywritera ;-)

tygodnik na blogu lifestylowym

Problem tkwi chyba w tym, że zeszły tydzień był serią dni podobnych do siebie. Jak wygląda taki dzień? Sprawdźcie. Przy okazji pisania przeglądu tygodnia mimowolnie stworzył się drugi post ;-)




W piątek w biurze wszyscy byliśmy jacyś tacy... odprężeni. Jeszcze lepiej pasowałoby określenie: rozprężeni, bo choć to praca, zaskakująco mało mówiliśmy o pracy. Wyraźnie było czuć oddech weekendu na plecach. To miła odmiana, po czuciu oddechu deadline'ów, ASAP-ów i Q4 na plecach ;-)

Byłam nieco niewyspana i tym razem objawiło się to w nieco dziwny sposób: byłam niekontrolowanie złośliwa. Co zdanie, to riposta. Na przykład, kolega dowiedział się w zawoalowany sposób, że umie liczyć tylko do 1... Poszłam do sąsiedniego teamu:

- Hej, wezmę sobie od was trochę herbaty.
- Trochę? To znaczy ile?
- Całe opakowanie. Będzie ci łatwiej policzyć ;-)

A potem wybrałam sobie jednego z najbardziej zawalonych robotą ludzi i zaczęłam do niego pisać. Tak się wkurza zajętych ludzi na firmowym komunikatorze:

- Cześć.
- Cześć.
- Słuchaj...
- Nie, nie mam pieniędzy.
- Chciałam tylko...
- ?
- ... napisać Ci, że dziś nie mam do Ciebie żadnej sprawy :-D

Dla wyjaśnienia: gdy piszę w pracy Słuchaj..., to oznacza, że na bank kolejnym zdaniem będzie Mam do Ciebie sprawę. Najczęściej jest to jednak kolejne zdanie, od razu po moim Cześć. Jeśli nie mam sprawy, piszę na powitanie Hej. Kto ze mną często gada, ten już zauważył. PS. To wciąż nie był szczyt złośliwości. Gdybym była bardzo złośliwa, nie pisałabym osobnych wiadomości na komunikatorze, tylko pojedyncze maile ;-)

W sobotę oczywiście nie udało mi się pospać tak długo, jakbym chciała. Nie umiem. Budzę się ok. 8-9 rano i tyle. Wyciągam telefon, zaczynam coś czytać i zmuszam się do zrobienia czegokolwiek. W sobotę postanowiłam odpocząć najbardziej, jak tylko się dało i nie robić nic. Tylko czytałam i zrobiłam paznokcie. A potem pojechaliśmy na Kabaret Moralnego Niepokoju.

Siedzieliśmy w ostatnim rzędzie i odkryłam, że wzrok mi się znacząco osłabił. Serio, do tej pory bez problemu widziałabym wszystko, co się dzieje na scenie. W sobotę potrzebowałam okularów... których ze sobą nie wzięłam. Taka dola copywritera. Siedzi, wpatruje się w ekran, a potem widzi już tylko na odległość ekranu od oczu ;-)

KMN jak zawsze świetny. Na żywo są naprawdę super. Jedyny minus to to, że już znaliśmy większość skeczy.

Potem wylądowaliśmy u znajomych. W trakcie gry w Soulcalibur spuściłam pozostałym drobny łomot :-D Nie jestem gamerem, ale lubię czasem powygrywać. Najlepiej w jakąś bijatykę lub strzelankę. Graliśmy też w Czółko. Takie kalambury na telefon. Świetne, gdy gra się w kilka osób.

Potem wybraliśmy się na karaoke. Byłam nastawiona na edycję konkursową, niestety... prowadził DJ, który ma wyje... wyrąbane. O konkursie nic mi nie wiadomo - nie było żadnego ogłoszenia wyników, ani nic... A jestem prawie pewna, że wygrałam :-P

W niedzielę zaś zamulaliśmy. Jak nigdy, spałam do 14. A potem standardowo, oglądaliśmy Grand Tour. I tak minął weekend, a ja po raz kolejny stwierdziłam, że powinien trwać co najmniej 3 dni.

Na blogu w tym tygodniu wciąż działo się całkiem sporo:

Mrozy, poszukiwanie Atlantydy i przełom


Prasowacz parowy z Aliexpress. Moje opinie #3


Pierwsze noworoczne wyzwanie: minimalizm!


Postanowiłam także wykorzystać parę okazji do zaoszczędzenia kasy. Wymienione pomysły okazały się bardzo inspirujące, dlatego polecam i Wam. Najbardziej podobają mi się Freebies na Aliexpress i bardzo liczę na to, że coś wkrótce wyhaczę ;-) Wpis zachęcił mnie także do tego, żeby wrócić do wyzwania konkursowego. Warto, na pewno warto. Ćwiczenie kreatywności na pewno mi się przyda, jakaś fajna nagroda również. Niejedna ;-)

Uśmiałam się także z tej informacji. Boskie, po prostu boskie!

W tym samym programie usłyszałam także, że już powstały pierwsze monety z wizerunkiem Donalda Trumpa i amerykańską flagą. Gremlin od razu wyobraził sobie ich polską odmianę: z Antonim na tle orła. I brzozy. Ciekawe tylko, który kraj by je przygotował. W tym przypadku Rosja to raczej niet ;-)

A co tam u Was ciekawego się działo w tym tygodniu? :-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket

Pierwsze noworoczne wyzwanie: minimalizm!

Pierwsze noworoczne wyzwanie: minimalizm!

Wspominałam Wam już o tym w przeglądzie tygodnia. Z okazji przeprowadzki chcę ograniczyć ilość swoich przedmiotów - zwłaszcza, że będę mieć do dyspozycji mniejszą ilość przestrzeni niż do tej pory. Zainspirowała mnie do tego również książka Minimalizm po polsku.




Tak oto rozpoczynam swoje prywatne wyzwanie minimalistki.

minimalizm po polsku - wyzwanie

W trakcie instalowania się w nowym mieszkaniu, będę dzielić wszystko na trzy grupy:


1. Potrzebne

Wszystkie przedmioty, które zostawię, ponieważ używam ich na co dzień.

2. Do naprawy

Wszystko to, co trzeba najpierw naprawić, żeby zdecydować, co dalej. Potem część rzeczy z tej grupy zostawię, a część oddam/sprzedam.

3. Niepotrzebne

Wszystko, czego nie używam i raczej już nie będę. Sprzedam, oddam lub wyrzucę, jeśli się nie będzie nadawać do dalszego użytkowania.
    Być może wyjdzie z tego też grupa Do zastanowienia, ale to raczej na bieżąco będę decydować, co się stanie z jej zawartością.

    Wrzucam wyzwanie, ponieważ chcę i Was zmotywować do ogarnięcia swojej przestrzeni. Jeśli czujecie się przytłoczeni, brakuje Wam miejsca, a cotygodniowe porządki to jedno wielkie przestawianie gratów z kąta w kąt, to znaczy, że trzeba wreszcie coś z tym zrobić.

    Nie daję Wam odgórnej recepty na sukces - sprzątajcie, dopóki nie poczujecie, że jest Wam lepiej. Nie jestem fanką świrowania pt. zostawiam sobie tylko 100 rzeczy, bo to nierealne. Chodzi po prostu o to, żeby zyskać przestrzeń i poczuć, że teraz wszystko jest na właściwym miejscu.

    Nie musicie się przeprowadzać, żeby podjąć wyzwanie. Na pewno sami najlepiej wiecie, czy już macie powody, by choć trochę ogarnąć swój dobytek :-)

    Sama wiem, że mam całą masę przedmiotów, które mogą się jeszcze komuś przydać, a mnie tylko zawadzają. Chcę choć po części odzyskać pieniądze, jakie na nie wywaliłam i większość po prostu wystawię na Allegro lub Olx.

    Po przeprowadzce zdam Wam relację, jak mi poszło i czy było warto :-) Dołączcie koniecznie!
    Obserwuj mnie na:
    Photobucket Photobucket Photobucket

    Prasowacz parowy z Aliexpress. Moje opinie #3

    Prasowacz parowy z Aliexpress. Moje opinie #3

    Paczki wciąż przychodzą i mam już drobne zaległości z recenzjami. Dziś na tapecie - turystyczny prasowacz parowy z Aliexpress, który zamówiłam w grudniu. Zainspirowała mnie do tego Aleksandra. Już wcześniej marzył mi się taki sprzęt, ale raczej myślałam o czymś markowym. Zdecydowałam się jednak na urządzenie z Alie. To wersja turystyczna, która zajmuje mało miejsca i jest również całkiem tania.

    recenzje produktów z Aliexpress





    Prasowacz przyszedł błyskawicznie - jak na standardy Aliexpress, rzecz jasna. Zamówiłam go 10 grudnia, a odebrałam w pierwszy dzień po Świętach, czyli zaledwie 16 dni później.

    W pudełku znalazłam prasowacz, dodatkową końcówkę ze szczotką (podobno do tkanin z długim włosiem), woreczek do przewożenia prasowacza oraz instrukcję obsługi.

    Tak  urządzenie wygląda na żywo.

    mini prasowacz parowy z Aliexpress

    A tak przedstawiono je na zdjęciu w aukcji. Jak widzicie - bez różnicy. Nie ma się do czego przyczepić :-)
    prasowacz parowy z Aliexpress

    Urządzenie jest banalnie proste w obsłudze. Wystarczy odkręcić górną część, nalać zimnej wody z kranu, zakręcić, podłączyć do prądu i nacisnąć guzik. W ciągu około 45 s woda podgrzewa się i zaczyna generować silny strumień pary.

    Prasowanie ubrań również jest łatwe. I nawet całkiem przyjemne - o wiele przyjemniejsze niż zabawa z tradycyjnym żelazkiem na desce (lub bez deski). Wieszacie ubranie na wieszaku (np. na szafie lub na grzejniku w łazience) i przeciągacie nad nim prasowacz. Para wodna prostuje wszelkie zagniecenia. Nie robi też kantów na rękawach (niektórym to nie przeszkadza, a mnie zawsze wkurzało). Czasem trzeba ręką naciągnąć materiał - tutaj radzę uważać, bo łatwo o bolesne oparzenie. Na szczęście, mimo mojego talentu do uszkadzania siebie i otoczenia, nic sobie złego nie zrobiłam :-)

    Pojemność zbiorniczka wystarcza na ok. 2 ubrania lub jedno bardziej wymagające. Innymi słowy: 2 T-shirty lub 1 para dżinsów :-) Można by to uznać za wadę, ale... dzięki temu prasowacz jest kompaktowy i lekki. Poza tym, nie muszę się schylać, jak przy tradycyjnym prasowaniu na desce. Ubranie mogę zawiesić na odpowiedniej wysokości i prasować na stojąco lub na siedząco - jak mi wygodniej.

    Prasowacz zamówiłam tutaj. W aplikacji kosztował 93 zł. W aukcji jest mowa o rosyjskim magazynie, choć w trackingu widziałam, że moja paczka idzie bezpośrednio z Chin. Miałam przez to małego mindfucka, ale najważniejsze, że szybko wszystko dotarło.

    Pamiętajcie, żeby przy zamawianiu wybrać europejską wtyczkę - EU Plug. Na zdjęciu z aukcji widać również białe, plastikowe zabezpieczenie z bolców - trzeba je ściągnąć przed podłączeniem do prądu.

    Podsumowując: świetne urządzenie za niewielką kasę. Ułatwia życie i przydaje się w domu. W podróży jeszcze go nie testowałam, ale na pewno to zrobię przy najbliższej okazji. Na zakończenie wrzucam zdjęcie z aukcji, które mnie totalnie rozbroiło. Photoshop - level Aliexpress :-D

    fotoszop level China
    Obserwuj mnie na:
    Photobucket Photobucket Photobucket
    Mrozy, poszukiwanie Atlantydy i przełom. Przegląd tygodnia 9-15 stycznia

    Mrozy, poszukiwanie Atlantydy i przełom. Przegląd tygodnia 9-15 stycznia

    To był mroźny tydzień. Na szczęście tylko do środy :-)

    zimowe zdjecie

    Cały weekend spędziłam w domu (oprócz szybkiego wypadu na miasto) i konsekwentnie odmawiałam wystawiania nosa z łóżka. Nic dziwnego, że w poniedziałek mróz mnie zaskoczył. Wyszłam na przystanek i w ciągu najbliższych kilku minut przestałam czuć palce u nóg. Niestety, na autobus czekałam blisko godzinę i się nie doczekałam. Trzeba było wrócić po auto, albo w ogóle odpuścić sobie ruszanie się z domu. Wybrałam auto.

    Potem się dowiedziałam z radia, że PKS-y nie dojeżdżały, bo... przez weekend zamarzły. Ponad 30 autobusów nie wyruszyło w trasę, ponieważ przewoźnik używa kiepskiego paliwa. Brawo!

    niedźwiedź polarny robi facepalma

    A swoje palce zaczęłam czuć dopiero po pierwszej kawie w pracy...

    Nie było mi dane spokojnie popracować. Moje auto też próbowało zamarznąć, choć nie przez kijowe paliwo. Problemem były uszczelki w drzwiach. Co 2 godziny latałam na parking sprawdzić, czy da się jeszcze dostać do samochodu. Wystarczyło, że w sobotę wsiadałam na siedzenie pasażera od strony kierowcy. Wolałabym uniknąć włażenia do auta przez bagażnik ;-)

    Potem ruszyłam głową i stwierdziłam, że może trzeba te uszczelki posmarować czymś tłustym. Sprawdziłam w internetach - bingo! Można było użyć np. wazeliny kosmetycznej... której nie miałam. Zużyłam więc całą pomadkę ochronną z Bebe. Swoją drogą, musiało to bosko wyglądać, jak smarowałam uszczelki szminką... Dzięki temu jednak drzwi już nie zamarzły. A potem użyłam jakiegoś tłustego smaru do zamków. Jak już go kupiliśmy ;-)




    W poniedziałek nastąpił także przełom w szukaniu mieszkania. Miałam upatrzoną bardzo ładną kawalerkę w dobrej lokalizacji, ale niestety... W międzyczasie w kolejkę wskoczyła jakaś znajoma właścicielki i wyszło na to, że chyba kolejne fajne miejsce mi przepadnie. Czekałam na info do poniedziałku. Dostałam telefon, że jednak ta znajoma zrezygnowała. Hurra! Byłam następną osobą w kolejce i czułam, że się uda. Niestety nie było tak prosto - trzeba było się jakoś tak umówić, żeby pasowało obecnym lokatorom. Z trudem, ale udało mi się w środę. Dzień wcześniej oglądałam jeszcze jedno - fajne, ale bez pralki i łóżka. Stwierdziłam, że to będzie rezerwowe.

    Największym przełomem było jednak to, że wreszcie udało mi się cokolwiek obejrzeć i nie zatrzymywać się na etapie rozmowy telefonicznej (już nieaktualne lub proszę dzwonić za miesiąc, bo teraz nie ma mnie w mieście - o pozostałych sytuacjach poczytacie w jadowitym wpisie Najgorsi właściciele mieszkań).

    W środę obejrzałam to upatrzone i zdecydowałam się. Na drugi dzień wpłaciłam kaucję, podpisałam umowę i teraz tylko czekam do końca miesiąca, aż poprzedni lokatorzy ogarną przeprowadzkę. Wtedy ja będę ogarniać swoją :-)

    Mam w związku z tym ważne postanowienie, związane po części z książką, którą czytam: minimalizm! Mianowicie, zrobię sobie swoje własne wyzwanie minimalistki i w trakcie urządzania się będę od razu segregować swój dobytek. Niektórych rzeczy będę musiała się w ogóle pozbyć (sprzedać/wyrzucić), część naprawić, a te potrzebne zostawić. Mieszkanie jest dość małe, dlatego to bardzo ważna kwestia :-) Inna rzecz, że szkoda mi miejsca na milion niepotrzebnych bzdetów.

    W piątek pracowałam zdalnie. Liczyłam na ciszę i spokój, niestety... okazało się, że remont w domu trwa. Dziwne, bo w tygodniu nic się nie działo. Pisałam przy akompaniamencie wiercenia i walenia młotkiem. Nie wiem, jakim cudem udało mi się w ogóle skoncentrować. Pod koniec miałam już wrażenie, że dowiercili się do Narnii, a za chwilę to i Atlantyda się odnajdzie... Na dokładkę, remont skończył się mniej więcej równo z moją pracą. Suuuuuper.

    W tym tygodniu pochłonęły mnie dwie książki. Pierwsza to Minimalizm po polsku. Całkiem spoko się czyta, choć mam wrażenie, że autorka serwuje tylko same dobrze znane rozwiązania, na które każdy sam by wpadł w trakcie porządków... jak już by się za nie zabrał. Wiele oczekiwałam po rozdziale na temat historii gromadzenia (Od PRL-u do rozbuchanej konsumpcji), ale też był napisany bardzo oględnie i po łebkach. Dowiedziałam się tego, co i tak już wiem. Jedyny plus jest taki, że ten... hmmmm, poradnik (?) dał mi dodatkowego kopa do ogarnięcia swojego dobytku, żeby nie zagracić niewielkiej przestrzeni, w której niedługo będę funkcjonować.

    Druga książka to niesamowicie wciągająca Magia słów, którą czytam służbowo. Jest świetna. Autorka podaje konkretne przykłady i tłumaczy wszystko w bardzo zrozumiały sposób. Bardzo polecam tym, którzy chcą pisać lepiej :-)

    Odłogiem leżą Opowieści z meekhańskiego pogranicza i nie jestem do końca pewna, czy jeszcze je ruszę. Może, ale... nie ciągnie mnie do nich :-)

    Trafiłam też w tym tygodniu na fajnego bloga pisanego również przez copywriterkę - Celownik.net. Sprawdźcie - jest naprawdę spoko. Zwłaszcza wpis o wyzwaniach żebrolajkowych na FB ;-)

    W trakcie przeglądania Aliexpress znalazłam kilka niesamowitych gadżetów. Już wkrótce pojawi się wpis, w którym je Wam pokażę. Będą perełki!

    Nie wiem czemu, ale wciąż także przeglądam ogłoszenia o wynajmie mieszkania. Chyba z ciekawości, na co można liczyć. W sobotę okazało się, że Przypadek nr 4 z wpisu Najgorsi właściciele mieszkań wrócił na Olx. No to patrzcie i podziwiajcie, jakie fajne by to było mieszkanie, gdyby nie właściciele.

    Ta kawalerka jest naprawdę ładna, ale jej cena skoczyła w górę. Ciekawe, czemu? Ogłoszenia przez chwilę nie było w serwisie. Podejrzewałam, że znalazł się chętny (tzn. został wybrany w castingu na najcichszego lokatora ever). Czyżby po miesiącu miał już dosyć neurotycznej pani właścicielki? Jeśli szukacie mieszkania w okolicy - na to spójrzcie, westchnijcie z żalem, ale nie traćcie czasu na rozmowy. Szkoda, że takie ładne miejsce się marnuje. Niestety, Janusze wynajmu nie widzą swoich błędów. Swoją drogą, to ogłoszenie wcześnie było wrzucone z konta o nazwie "Janusz" :-D

    wpadka właścicielki mieszkania

    Sobotę spędziłam, łamiąc sobie paznokcie na kręglach (standard), ratując je przed skróceniem (chcecie wiedzieć, jak?), a potem bankrutując w Monopoly. Nie rozumiem, czemu - przecież tak ostrożnie inwestowałam... Może za ostrożnie? Za to stałam się właścicielką 4 dworców kolejowych i świetnie pamiętałam o tym, że jak ktoś pojawi się na jednym z nich, to wisi mi czynsz. Tym bardziej, jeśli zatrzyma się na dłużej, bo musi opuścić kolejkę :-D
    - Heeej, stoisz na moim dworcu. Czynsz poproszę!
    - Znowu? Już płaciłem. No, stoję, bo omijam kolejkę. To co, mam Ci jeszcze postojowe płacić??
    Tak poważnie, to zapomniałam, że mi już zapłacił.

    Na kręglach siedzieliśmy ściśnięci na niewielkiej kanapie w 6 osób i wyszło na to, że już nawet po godzinach negatywne komunikaty przekształcam w pozytywne. Copywriter w akcji:
    - Ale tu ciasno na tej kanapie...
    - Nie "ciasno", tylko: "Panują tu niezwykle romantyczne warunki. Idealne, by się przytulić".
    Podobnie niektórzy właściciele opisują swoje mieszkania, zwłaszcza te niewiele większe od szafy ;-) "Przytulne mieszkanie..." :D Tak się zastanawiam... Może wezmę na warsztat najczęściej spotykane określenia w ogłoszeniach o wynajmie i przełożę je na polski? ;-)

    Na blogu pojawiły się w tym tygodniu cztery wpisy:

    Nie będę aniołem, bo mam alergię na pierze


    Dlaczego 2016 był dobry?


    2017 będzie jeszcze lepszy!


    Czasami znikam...


    A co u Was ciekawego? :-)

    Obserwuj mnie na:
    Photobucket Photobucket Photobucket
    Czasami znikam...

    Czasami znikam...

    czasami znikam




    Czasami znikam. Jestem sobie, jestem... i nagle mnie nie ma. Jeszcze wczoraj rozmawialiśmy, było dużo śmiechu, a dziś tylko odczytuję wiadomości na Facebooku. Nie odpowiadam. Nie piszę. I tak przez najbliższe kilka tygodni, miesięcy...   Mam w głowie mętlik i próbuję go opanować. Nie mam siły na nic więcej. Ale Ty o tym nie wiesz, prawda? Nic nie widzisz.

    Czasami nie chce mi się słuchać o Twoim życiu, tylko opowiadać o swoim. Słuchaj lepiej, a zrozumiesz, co tkwi we mnie. Nie słuchaj, a znowu ocenisz tak, jak zawsze - za szybko i nietrafnie. Znowu nie słuchasz...

    Czasem przeszkadza mi hałas. Czasami w ogóle nie zwracam na niego uwagi. Czasami aż boli mnie od niego głowa. Wtedy jestem kapryśna, marudna i mam wszystkiego dość. To nie Twoja wina. To tylko moje życie chwilowo stało się mniej znośne. Stało się nie moje, patrzę na nie z boku i wciąż odliczam czas. Nic się nie martw, zignoruj. Przejdzie mi - jak zawsze. Znowu ignorujesz.

    Czasami mam dość tego, że Ty zawsze wiesz lepiej. To nieprawda. Dobrze pamiętam różne szczegóły, a Ty się upierasz, kłócisz i ja dla świętego spokoju ustępuję, Co z tego, że jestem pewna na 100%.  Ty też jesteś.

    Czasami znikam, a Ty dalej jesteś. I myślisz, myślisz, dużo za dużo, aż wymyślisz. I też znikasz. Mówisz, że jeśli ja nie toleruję, to Ty mnie też nie możesz tolerować. Skąd taki pomysł, że nie toleruję? Czemu znowu wiesz lepiej, choć wcale nic nie wiesz?

    Czasami znikam. Znikam, bo nie wierzę, że warto się pojawiać.

    Obserwuj mnie na:
    Photobucket Photobucket Photobucket
    2017 będzie jeszcze lepszy! Noworoczne cele i postanowienia

    2017 będzie jeszcze lepszy! Noworoczne cele i postanowienia

    U Hedonistki wyczytałam, że podobno postanowienia noworoczne robią ludzie bez charakteru... Ja jednak, podobnie jak Daria, uważam, że wyznaczanie sobie celów jest rozwijające, dlatego dziś podzielę się z Wami, czego chcę dokonać w tym roku. Będą wieeeelkie rzeczy! ;-) Was też na wstępie zachęcam do stworzenia takiej listy. Wiele pożytecznych wskazówek, jak spisać postanowienia, by je zrealizować znajdziecie u Ani w tym wpisie oraz w tym.




    Moje cele pochodzą z zapisywanych przeze mnie na bieżąco w moim magicznym zeszycie 100 celów, których wciąż przybywa. Na razie mam zapisane 27 i wciąż myślę nad kolejnymi. Wcześniej miałam 24 cele. Jeden jest już zrealizowany i muszę przyznać, że bez wielkiego wysiłku :-) Na początek roku postanowiłam swoją listę nieco zaktualizować i uzupełnić o nowe rzeczy, które chcę osiągnąć. Zasadniczo, moje postanowienia nie mają określonej daty na realizację - po prostu, im więcej uda mi się zrealizować w tym roku, tym lepiej. Ciekawi, na czym mi zależy? No, to zaczynamy!


    noworoczne plany i postanowienia

    Cele zawodowe

    1. Zostać najbardziej kreatywnym i wydajnym copywriterem w firmie


    najlepszy copywriter w firmie

    Takim, że będę stawiana za wzór zarówno nowym pracownikom, jak i tym ze stażem dłuższym niż mój. Chcę udowodnić, że zatrudnienie mnie to najlepsza inwestycja dla firmy oraz sobie, że mogę, że potrafię i że marzenia się spełniają. Chcę się przekonać, że praca może być ciekawa, rozwojowa i dawać radość oraz naprawdę duże pieniądze. Zależy mi też bardzo na tym, aby tworzone przeze mnie treści przynosiły ogromne korzyści Czytelnikom: odpowiadały na ich pytania, interesowały ich i inspirowały. Wiem, że jeśli spełnię to pierwsze i będę naprawdę świetnym pracownikiem, to za tym przyjdą też i lepsze zarobki.

    2. Mieć uporządkowanego maila


    uporządkowana skrzynka mailowa

    Krótko mówiąc - inbox zero. Chcę to w najbliższym czasie wprowadzić i zadbać o porządek na moim mailu służbowym, oraz prywatnym. Ustawię filtry, dzięki którym niektóre wiadomości od razu będą lądowały we właściwych folderach. Sama po otrzymaniu też będę je przenosić we właściwe miejsca.


    Cele rozwojowe


    1. Rozpocząć karierę muzyczną


    kariera wokalna

    Chcę w tym roku spełnić swoje marzenie i założyć zespół, a także zacząć publikować na YouTube covery różnych utworów. Uwielbiam śpiewać i bardzo chciałabym się tym zajmować regularnie. Wiem, że to odważne postanowienie, ale na pewno uda mi się je zrealizować :-)

    2. Rozwinąć się jako muzyk


    kariera muzyczna

    Wiecie, że kilka lat temu grałam na klawiszach? Niestety, od tamtego czasu nie mam w ogóle na czym ćwiczyć i niestety cofnęłam się trochę, jeśli chodzi o umiejętności. Nic straconego. W tym roku kupię sobie keyboard i od nowa rozwinę się w tej dziedzinie. Uwielbiałam grać i dlatego zależy mi, by kontynuować tę przygodę.


    Cele materialne

    1. Wynająć dobre mieszkanie


    ładne i zadbane mieszkanie

    To cel na najbliższe tygodnie. Zależy mi na ładnym, czystym mieszkaniu w cichym i spokojnym miejscu, z którego będę miała dobry dojazd i blisko do centrum, z niewielkim czynszem i opłatami. Właściciele mili i wyrozumiali. Najlepiej bez sąsiadów nad i pod (znajomi tak mają i wierzcie mi, cisza jak we własnym domu). Mile widziana wanna w łazience :-) Cel długoterminowy to własne mieszkanie, ale póki co, potrzebuję po prostu czegoś w mieście, żeby mieć bliżej do pracy.

    2. Rozwinąć swoje sklepy z koszulkami


    bardzo popularne sklepy z koszulkami

    Chcę zadbać o ich pozycjonowanie, tak, żeby potem każdy, kto szuka fajnej koszulki (dla informatyka lub z zabawnym nadrukiem dla kobiety) znajdował je w wyszukiwarce. Zależy mi na tym, aby moje produkty sprzedawały się "same", bez mojego większego wysiłku.

    3. Znaleźć dobre źródło pasywnych dochodów


    źródło pasywnego dochodu

    Myślę ostatnio ciągle nad tym, co zrobić, żeby zarabiać przy okazji, bez wkładania w to dużego wysiłku. W momencie, kiedy pracuję na etacie, trudno mi będzie znaleźć czas na regularną pracę dodatkową, dlatego chciałabym zorganizować sobie źródło, które będzie działać samodzielnie i przynosić mi dodatkowe pieniądze.

    4. Kupić własny samochód


    mieć swoje własne auto

    Marzy mi się to, odkąd zrobiłam prawo jazdy i czas, aby spełnić to marzenie. Wierzę, że w tym roku mi się uda. Upatrzony model to Seat Cordoba, ale... Golf IV też może być. Lubię Golfy ;-)



    Oczywiście, to tylko część listy, ale jej resztę pozostawię już dla siebie. Mam nadzieję, że zainspirowałam Was do stworzenia własnych list. Podejmujecie wyzwanie? Jakie macie plany i postanowienia na ten Nowy Rok? Dajcie znać - może mnie też zainspirujecie :-)

    Obserwuj mnie na:
    Photobucket Photobucket Photobucket

    Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger