niedziela, 15 stycznia 2017

Mrozy, poszukiwanie Atlantydy i przełom. Przegląd tygodnia 9-15 stycznia

To był mroźny tydzień. Na szczęście tylko do środy :-)

zimowe zdjecie

Cały weekend spędziłam w domu (oprócz szybkiego wypadu na miasto) i konsekwentnie odmawiałam wystawiania nosa z łóżka. Nic dziwnego, że w poniedziałek mróz mnie zaskoczył. Wyszłam na przystanek i w ciągu najbliższych kilku minut przestałam czuć palce u nóg. Niestety, na autobus czekałam blisko godzinę i się nie doczekałam. Trzeba było wrócić po auto, albo w ogóle odpuścić sobie ruszanie się z domu. Wybrałam auto.

Potem się dowiedziałam z radia, że PKS-y nie dojeżdżały, bo... przez weekend zamarzły. Ponad 30 autobusów nie wyruszyło w trasę, ponieważ przewoźnik używa kiepskiego paliwa. Brawo!

niedźwiedź polarny robi facepalma

A swoje palce zaczęłam czuć dopiero po pierwszej kawie w pracy...

Nie było mi dane spokojnie popracować. Moje auto też próbowało zamarznąć, choć nie przez kijowe paliwo. Problemem były uszczelki w drzwiach. Co 2 godziny latałam na parking sprawdzić, czy da się jeszcze dostać do samochodu. Wystarczyło, że w sobotę wsiadałam na siedzenie pasażera od strony kierowcy. Wolałabym uniknąć włażenia do auta przez bagażnik ;-)

Potem ruszyłam głową i stwierdziłam, że może trzeba te uszczelki posmarować czymś tłustym. Sprawdziłam w internetach - bingo! Można było użyć np. wazeliny kosmetycznej... której nie miałam. Zużyłam więc całą pomadkę ochronną z Bebe. Swoją drogą, musiało to bosko wyglądać, jak smarowałam uszczelki szminką... Dzięki temu jednak drzwi już nie zamarzły. A potem użyłam jakiegoś tłustego smaru do zamków. Jak już go kupiliśmy ;-)




W poniedziałek nastąpił także przełom w szukaniu mieszkania. Miałam upatrzoną bardzo ładną kawalerkę w dobrej lokalizacji, ale niestety... W międzyczasie w kolejkę wskoczyła jakaś znajoma właścicielki i wyszło na to, że chyba kolejne fajne miejsce mi przepadnie. Czekałam na info do poniedziałku. Dostałam telefon, że jednak ta znajoma zrezygnowała. Hurra! Byłam następną osobą w kolejce i czułam, że się uda. Niestety nie było tak prosto - trzeba było się jakoś tak umówić, żeby pasowało obecnym lokatorom. Z trudem, ale udało mi się w środę. Dzień wcześniej oglądałam jeszcze jedno - fajne, ale bez pralki i łóżka. Stwierdziłam, że to będzie rezerwowe.

Największym przełomem było jednak to, że wreszcie udało mi się cokolwiek obejrzeć i nie zatrzymywać się na etapie rozmowy telefonicznej (już nieaktualne lub proszę dzwonić za miesiąc, bo teraz nie ma mnie w mieście - o pozostałych sytuacjach poczytacie w jadowitym wpisie Najgorsi właściciele mieszkań).

W środę obejrzałam to upatrzone i zdecydowałam się. Na drugi dzień wpłaciłam kaucję, podpisałam umowę i teraz tylko czekam do końca miesiąca, aż poprzedni lokatorzy ogarną przeprowadzkę. Wtedy ja będę ogarniać swoją :-)

Mam w związku z tym ważne postanowienie, związane po części z książką, którą czytam: minimalizm! Mianowicie, zrobię sobie swoje własne wyzwanie minimalistki i w trakcie urządzania się będę od razu segregować swój dobytek. Niektórych rzeczy będę musiała się w ogóle pozbyć (sprzedać/wyrzucić), część naprawić, a te potrzebne zostawić. Mieszkanie jest dość małe, dlatego to bardzo ważna kwestia :-) Inna rzecz, że szkoda mi miejsca na milion niepotrzebnych bzdetów.

W piątek pracowałam zdalnie. Liczyłam na ciszę i spokój, niestety... okazało się, że remont w domu trwa. Dziwne, bo w tygodniu nic się nie działo. Pisałam przy akompaniamencie wiercenia i walenia młotkiem. Nie wiem, jakim cudem udało mi się w ogóle skoncentrować. Pod koniec miałam już wrażenie, że dowiercili się do Narnii, a za chwilę to i Atlantyda się odnajdzie... Na dokładkę, remont skończył się mniej więcej równo z moją pracą. Suuuuuper.

W tym tygodniu pochłonęły mnie dwie książki. Pierwsza to Minimalizm po polsku. Całkiem spoko się czyta, choć mam wrażenie, że autorka serwuje tylko same dobrze znane rozwiązania, na które każdy sam by wpadł w trakcie porządków... jak już by się za nie zabrał. Wiele oczekiwałam po rozdziale na temat historii gromadzenia (Od PRL-u do rozbuchanej konsumpcji), ale też był napisany bardzo oględnie i po łebkach. Dowiedziałam się tego, co i tak już wiem. Jedyny plus jest taki, że ten... hmmmm, poradnik (?) dał mi dodatkowego kopa do ogarnięcia swojego dobytku, żeby nie zagracić niewielkiej przestrzeni, w której niedługo będę funkcjonować.

Druga książka to niesamowicie wciągająca Magia słów, którą czytam służbowo. Jest świetna. Autorka podaje konkretne przykłady i tłumaczy wszystko w bardzo zrozumiały sposób. Bardzo polecam tym, którzy chcą pisać lepiej :-)

Odłogiem leżą Opowieści z meekhańskiego pogranicza i nie jestem do końca pewna, czy jeszcze je ruszę. Może, ale... nie ciągnie mnie do nich :-)

Trafiłam też w tym tygodniu na fajnego bloga pisanego również przez copywriterkę - Celownik.net. Sprawdźcie - jest naprawdę spoko. Zwłaszcza wpis o wyzwaniach żebrolajkowych na FB ;-)

W trakcie przeglądania Aliexpress znalazłam kilka niesamowitych gadżetów. Już wkrótce pojawi się wpis, w którym je Wam pokażę. Będą perełki!

Nie wiem czemu, ale wciąż także przeglądam ogłoszenia o wynajmie mieszkania. Chyba z ciekawości, na co można liczyć. W sobotę okazało się, że Przypadek nr 4 z wpisu Najgorsi właściciele mieszkań wrócił na Olx. No to patrzcie i podziwiajcie, jakie fajne by to było mieszkanie, gdyby nie właściciele.

Ta kawalerka jest naprawdę ładna, ale jej cena skoczyła w górę. Ciekawe, czemu? Ogłoszenia przez chwilę nie było w serwisie. Podejrzewałam, że znalazł się chętny (tzn. został wybrany w castingu na najcichszego lokatora ever). Czyżby po miesiącu miał już dosyć neurotycznej pani właścicielki? Jeśli szukacie mieszkania w okolicy - na to spójrzcie, westchnijcie z żalem, ale nie traćcie czasu na rozmowy. Szkoda, że takie ładne miejsce się marnuje. Niestety, Janusze wynajmu nie widzą swoich błędów. Swoją drogą, to ogłoszenie wcześnie było wrzucone z konta o nazwie "Janusz" :-D

wpadka właścicielki mieszkania

Sobotę spędziłam, łamiąc sobie paznokcie na kręglach (standard), ratując je przed skróceniem (chcecie wiedzieć, jak?), a potem bankrutując w Monopoly. Nie rozumiem, czemu - przecież tak ostrożnie inwestowałam... Może za ostrożnie? Za to stałam się właścicielką 4 dworców kolejowych i świetnie pamiętałam o tym, że jak ktoś pojawi się na jednym z nich, to wisi mi czynsz. Tym bardziej, jeśli zatrzyma się na dłużej, bo musi opuścić kolejkę :-D
- Heeej, stoisz na moim dworcu. Czynsz poproszę!
- Znowu? Już płaciłem. No, stoję, bo omijam kolejkę. To co, mam Ci jeszcze postojowe płacić??
Tak poważnie, to zapomniałam, że mi już zapłacił.

Na kręglach siedzieliśmy ściśnięci na niewielkiej kanapie w 6 osób i wyszło na to, że już nawet po godzinach negatywne komunikaty przekształcam w pozytywne. Copywriter w akcji:
- Ale tu ciasno na tej kanapie...
- Nie "ciasno", tylko: "Panują tu niezwykle romantyczne warunki. Idealne, by się przytulić".
Podobnie niektórzy właściciele opisują swoje mieszkania, zwłaszcza te niewiele większe od szafy ;-) "Przytulne mieszkanie..." :D Tak się zastanawiam... Może wezmę na warsztat najczęściej spotykane określenia w ogłoszeniach o wynajmie i przełożę je na polski? ;-)

Na blogu pojawiły się w tym tygodniu cztery wpisy:

Nie będę aniołem, bo mam alergię na pierze


Dlaczego 2016 był dobry?


2017 będzie jeszcze lepszy!


Czasami znikam...


A co u Was ciekawego? :-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
UDOSTĘPNIJ TEN POST

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.