poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Powiedziałam "TAK!". Przegląd tygodnia 14-20 sierpnia

To trochę dziwny tydzień. Niby krótszy, a jednak jakiś taki... bardziej męczący. Początek był relaksujący i spokojny, końcówka - nietypowo jak na mnie - bardzo towarzyska.

słonecznik na tle nieba

Nietypowo, bo mam dość introwertyczną naturę. Choć tak, macie rację - bardziej ambiwertyczną. Taki wszechstronny introwertyk, który potrafi czasem być ekstrawertykiem ;-)

Do pracy wróciłam w środę, z mocnym postanowieniem, że na razie nie biorę więcej urlopu. Oszczędzam do listopada. Zobaczymy, jak to wyjdzie. Jeśli moje tygodnie pracy będą wyglądać tak, jak te trzy dni, to ja nie wiem...

Najgorszy z tego wszystkiego był piątek. Nagle wszystko było na JUŻ. Mało brakowało, a musiałabym pracować w weekend - na szczęście, udało mi się ogarnąć chaos i zdążyć ze wszystkim. Rzadko się to zdarza, ale tym razem o 15 wręcz wybiegłam z biura. Z poczuciem ogromnej ulgi. Zadowolona z siebie, ale wykończona.

Udało mi się posprzątać, ogarnąć obiad na dwa dni i trochę poczytać. Znowu nietypowo, bo zazwyczaj unikam robienia porządków w weekend, staram się nimi zająć w środę, albo w czwartek, żeby potem mieć wolne. Później poszliśmy do kina. Miał być Walerian, ale spontanicznie wybraliśmy Bodyguarda Zawodowca. Bardzo trafna decyzja. Fantastycznie się bawiłam na tym filmie. Jeśli jeszcze nie byliście w kinie, to polecam :-)




Potem było jeszcze trochę włóczenia się po mieście, czyli dość nietypowy, jak na mnie, sposób odpoczywania. O dziwo, po tym ciężkim tygodniu taka włóczęga mi naprawdę pomogła zapomnieć o pracy.

Był to efekt wyzwania Tydzień mówienia "TAK" (czyli powiedziałam "TAK!" i to nie raz), któremu starałam się podołać. Polegało na tym, że starałam się jak najczęściej zgadzać, szczególnie w sytuacjach, w których normalnie odruchowo powiedziałabym "Nie" (czytaj: Gdy co chwila ktoś proponuje mi wyjście i spędzenie praktycznie całego weekendu poza domem). Czy było warto? Było i to zdecydowanie. Takie wyzwania pomagają czasem nieco przesunąć nasze "zardzewiałe" granice, otworzyć się na nowe i przede wszystkim - sprawić komuś radość.

W sobotę udało mi się długo pospać - jak nigdy, wstałam o 14. Trochę czytania, odpoczynku, a potem znowu towarzysko i wesoło.

W niedzielę podobnie. Wieczór spędziliśmy ze znajomymi, grając na Kinekcie. Ograłam ich w kręgle oraz w darta, a potem jeszcze raz w prawdziwej kręgielni. Powinnam była skorzystać z tej dobrej passy i puścić totka ;-)

Na blogu pojawiły się trzy posty:

Rozpierdlol w długi weekend


4 najczęściej zlecane typy tekstów


Filmowe inspiracje #1


Krótko mówiąc, to, co zawsze u mnie na blogu - lifestyle, copywriting i recenzje filmów. Przewidywalnie ;-)

Nadrabiałam też zaległości w czytaniu książek i... narobiłam sobie zaległości na blogach. Udało mi się jednak przeczytać wszystkie posty Agnieszki na temat freelance'u. Trafiłam tam z innego bloga i zdziwiłam się mocno, że pojawiły się kolejne wpisy z tej kategorii - m.in. na temat mitu pracy 24/7 czy też emerytury freelancera. Gorąco polecam!

Odkryłam też dość ciekawy blog copywriterki. Niestety, z tego, co widzę, nie jest od kilku miesięcy aktualizowany. Przejrzałam go trochę i jeszcze zamierzam. Czytanie blogów innych copywriterów to wręcz mój moralny obowiązek ;-)

Najbardziej urzekł mnie jednak wpis Lepiej Widocznych, którzy twierdzą, że politycy są tak mocno oderwani od rzeczywistości, że już tylko oni używają podupadającego Twittera. Sama miałam jakieś trzy podejścia do "ćwierkacza", ale wyświetlające mi się co chwila nudne wywody celebrytów mnie zniechęcały. Ostatnio znów rozważałam wystartowanie z blogowym Twitterem, ale uświadomiłam sobie, że nie mam na to czasu. Ten wpis tylko mnie w tym utwierdził.

A Wy co sądzicie o Twitterze? Macie, korzystacie czy wolicie inne miejsca w sieci?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket Photobucket Photobucket

piątek, 18 sierpnia 2017

Filmowe inspiracje #1 - lipiec

Odkąd prowadzę Bullet Journal i zbieram w jednym miejscu obejrzane filmy, jestem zaskoczona. Okazuje się, że w ciągu miesiąca oglądam ich całkiem sporo. Być może zapisywanie zadziałało na mnie motywacyjnie i dlatego zaczęłam oglądać więcej (bo ostatnio miałam kryzys - nic mi się nie podobało i przy wszystkim zasypiałam). Postanowiłam więc, że będę się z Wami cyklicznie dzielić przeglądem tych filmów i ich krótkimi, spontanicznie zapisywanymi recenzjami. Sprawdźcie, co warto zobaczyć, a co lepiej odpuścić.

wzgórza Hollywood


Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara

Kapitan Jack Sparrow znowu chleje, wyzłośliwia się i traci swoją załogę.

Bardzo fajny, dynamiczny film rozrywkowy. Świetny humor sytuacyjny i dużo zabawnych dialogów. Akcja zasuwa jak szalona i porywa ze sobą. Warto, warto, warto i jeszcze raz warto!




Król Artur i legenda miecza

Nie jestem w stanie opisać fabuły.

Spodziewałam się, że film Guya Ritchiego będzie fajny, przyjemnie szybki i żywy, a dostałam po oczach jakąś młócką. Pojęcia nie mam, o czym był ten film. Akcja zasuwała z nadświetlną prędkością. Mój zmęczony po pracy mózg nie był w stanie jej dogonić. Nie na wieczorny relaks. Na plus tylko dobór aktorów pasujących do kostiumowego filmu oraz efekty specjalne. Reszta była dziwna.

Baby driver

Młody chłopak kochający muzykę pracuje dla mafii jako kierowca. Chce wkrótce odejść.

Spodziewałam się energicznego filmu akcji z dobrą muzyką. Dostałam energiczny film z dobrą muzyką i zbyt prawilnym zakończeniem. Bonny i Clyde postanowili dać młodym dobry przykład i postąpić choć raz legalnie. Film całościowo był świetny, ale to jakże pedagogiczne zakończenie zbiło mnie z tropu. Słowem, kto ma dobre serce, musi wylądować za kratkami...


Jak dogryźć mafii

Bruce Willis lata tu i tam, czasem bez ubrań. Jason Momoa robi z siebie głupka.

Tylko jeden gag szczerze mnie rozbawił. Reszta OK, ale nie bardzo wiem, po co obejrzałam ten film. Nie wiadomo, o co w nim chodziło. Można obejrzeć, ale bez szału. Bruce, dlaczego w tym zagrałeś? Boleśnie niewykorzystany potencjał historii.

W starym, dobrym stylu

Trzech starszych panów po likwidacji systemu emerytalnego postanawia napaść na bank.

Świetna, naprawdę zabawna i bardzo energiczna komedia. Urocza, z pozytywnym przesłaniem, pomysłowa i inteligentna. Takie komedie lubię! Zostawiła mnie w bardzo dobrym nastroju.


Table 19

Przy tytułowym stoliku numer 19 zasiedli goście, których zaproszono, bo tak wypada.

Nie są to najważniejsi goście na tym weselu. Całą imprezę oglądamy z ich perspektywy. Dopiero gdzieś w okolicach 30. minuty filmu mamy okazję zobaczyć... parę młodą. Poznajemy też bliżej życie bohaterów i zaczynamy lepiej ich rozumieć. To dość specyficzna komedia, ale warta uwagi. Scena, w której Walter gratuluje panu młodemu - bezcenna. Film zostawia z dziwną refleksją, ale warto go obejrzeć.


CHiPs

Do drogówki wstępuje tragicznie niezaradny facet. Zostaje partnerem bardzo pewnego siebie gliniarza.

Przedziwna komedia typu buddy-cop. Niezbyt inteligentna, choć miała swoje dobre momenty. Czasem było się z czego pośmiać, ale to zdecydowanie nie mój typ komedii.

Mumia

Nie jestem w stanie opisać fabuły.

Nawet nie próbowałam oglądać. Znudziły mnie już pierwsze ujęcia.

Mam nadzieję, że wśród moich propozycji znajdziecie coś dla siebie. A Wy jakie filmy byście mi polecili? Chętnie obejrzałabym jeszcze jakąś komedię podobną do W starym, dobrym stylu  :-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket Photobucket Photobucket

środa, 16 sierpnia 2017

4 najczęściej zlecane typy tekstów

Gdy próbujesz zacząć zarabiać na pisaniu, trafiasz czasami na zagadkowe nazwy w briefach. W Twojej głowie rodzą się pytania... Co to jest precel? Co ma wspólnego precel z zapleczem? Co jeszcze mogę pisać? Dziś Ci to wyjaśnię.

research na tablecie

Precel

W internecie najłatwiej zarabiało się do tej pory na preclach (czyli tekstach na tzw. presell page), pisanych wyłącznie pod wyszukiwarki. To proste i krótkie treści (zazwyczaj 1000-1500 znaków ze spacjami), w których musisz zawrzeć daną frazę kluczową. Często już same frazy brzmią kulawo - np. fotograf Gdynia. Możesz wybrnąć: Potrzebny Ci dobry fotograf? Gdynia to miasto, w którym go znajdziesz.

Jeśli jednak użyjesz całości w zdaniu, również nic się nie stanie. Wystarczy minimalna poprawność ortograficzna. Precel nie musi pięknie brzmieć i zaskakiwać oryginalnością. To jest coś, co powinieneś napisać w maksymalnie 5 minut. W innym przypadku w ogóle się nie opłaca za to zabierać - są to najmniej płatne teksty, czasami nawet poniżej 1 zł/1000 zzs (choć warto walczyć o wyższe stawki - 2 zł/1000 zzs to już całkiem OK jak na precel). Sam widzisz - tu się liczy szybkość, a nie zgrabne operowanie słowem.

Co jest najważniejsze?
Nie piszesz tego dla ludzi, a dla wyszukiwarki. Pisz szybko.





Zaplecze

Kolejny z serii "łatwych" tekstów. Różni się od precla tylko tym, że możesz na nim więcej zarobić (stawki od 3 zł za 1000 zzs, ale bywa, że i trafisz na 6-7 zł/1000 zzs). Musi być poprawny merytorycznie. O ile w preclu może Cię nawet fantazja ponieść, o tyle w zapleczu musisz pisać prawdę. Są to teksty, które lądują na tzw. stronach zapleczowych, z których linkuje się do pozycjonowanych stron.

Kiedyś były podstawą pozycjonowania. Im więcej takich linków się zdobyło do swojej strony, tym wyżej strona znajdowała się w Google. Warto było mieć wiele zapleczy, nawet kiepskiej jakości. Obecnie ta praktyka ma raczej równie średni sens, co tworzenie presell page, bo algorytmy Google się zmieniły. W tej chwili dla wyszukiwarek ważniejsza jest jakość linków do Twojej strony, a nie ich ilość. Nie zmienia to jednak faktu, że jeszcze pisze się zaplecza. Wciąż istnieją pozycjonerzy, którzy działają w podziemiu na zapleczu ;-)

Taki tekst również jest głównie dla wyszukiwarki. Nie musi brzmieć doskonale, ale byłoby miło, gdyby jakoś brzmiał - bo może go przeczytać także jakiś zbłąkany internauta, który w poszukiwaniu informacji trafił na krańce internetu.

O, na przykład takie:


Portable donkey boombox? Takie rzeczy tylko w internecie ;-)

W swojej karierze napisałam bardzo dużo zapleczy. Czasami tekst musiał dotyczyć prostych zagadnień dotyczących stomatologii i w treści zawierać frazę "dentysta Gdynia". Dość karkołomne, ale dało się ogarnąć. Pisałam również treści, które miały pomóc wypozycjonować dość popularne sklepy internetowe z ubraniami lub wypożyczalnie samochodów. Średnia długość tekstów to 2 000 zzs.

Co jest najważniejsze?
Umiejętne wplecenie frazy i szybkie pisanie.

Artykuł

Dalej mamy już artykuły. Te proste wymagają nie tyle znajomości tematu, ile umiejętności wyszukania informacji. Mogą to być na przykład treści dotyczące domowych sposobów na przeziębienie. Nie potrzebujesz do nich fachowej, medycznej wiedzy - wystarczy, że potrafisz zrobić szybki research i wykorzystać zdobytą wiedzę.

Takie artykuły płatne odpowiednio do wysiłku. Płaci się za nie lepiej niż za zaplecza i precle, ale głównie dlatego, że są dłuższe i po prostu - lepiej napisane (przynajmniej z założenia). Można zarobić zazwyczaj ok. 30-100 zł. Ich długość to zazwyczaj 3 000-5 000 zzs.

Nie przypominam sobie, żebym pisała wiele tego typu tekstów... Wpadło mi kiedyś zlecenie na recenzje filmów na jakiś portal. Na szczęście, oba znałam, przypomniałam sobie tylko szybko ich fabułę i zaczęłam pisać. Nie zajęło mi to zbyt dużo czasu. Uwag po wysłaniu też nie było.

Co jest najważniejsze?
Nawet prosty artykuł musi być atrakcyjny dla czytelnika. Pisz swobodnie, a potem dokładnie przeczytaj. Dobrze sformatuj tekst. Świetnie sprawdzają się tutaj wszelkie listy i wypunktowania oraz pogrubienia ważnych fraz.

Artykuł specjalistyczny

Kolejna kategoria to artykuły specjalistyczne. Do ich napisania trzeba mieć konkretną wiedzę - np. medyczną, techniczną. Mogą to być na przykład treści dotyczące leków, które pomagają na przeziębienie - wymagają wtedy wiedzy farmaceutycznej.

Artykuły specjalistyczne są dla Ciebie, jeśli znasz się szczególnie dobrze na jakiejś dziedzinie. Koniecznie staraj się dążyć do pisania tekstów na "swój" temat - to najbardziej opłacalne rozwiązanie. Oszczędzasz czas, bo w czasie researchu nie musisz googlować wszystkiego od A do Z. Na dodatek, zarabiasz więcej dzięki specjalizacji, tematyce, w którą nie każdy jest w stanie się wgłębić. Tutaj ceny zaczynają się od 100-150 złotych. Ich długość to 5 000-15 000 zzs.

W tej chwili zajmuję się pisaniem takich właśnie specjalistycznych tekstów. Piszę o tym, co lubię i na czym się znam. Wymaga to jednak ode mnie stałego uaktualniania wiedzy i bycia na bieżąco. W tym celu czytam książki, inne artykuły oraz śledzę portale i blogi branżowe.

Co jest najważniejsze?
Po pierwsze - wiedza. Po drugie - podanie tej wiedzy Czytelnikowi w atrakcyjny sposób.

To najczęściej pojawiające się w zleceniach typy tekstów. Mam w planie kolejny wpis na ten temat, bo jest jeszcze co najmniej kilka typów, które są warte wspomnienia. Masz w związku z tym jakieś pytania? Chcesz, żebym napisała o jakimś konkretnym rodzaju?

Chcesz nauczyć się pisać dobrej jakości teksty i zarabiać w internecie?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket Photobucket Photobucket

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Rozpierdlol w długi weekend. Przegląd tygodnia 7-13 sierpnia

Poniedziałek - czyli czas na przegląd tygodnia. W galerii telefonu tym razem raczej pusto, co mogłoby sugerować, że niewiele się działo. Spróbujmy zatem sobie przypomnieć...

leżaki nad morzem i mewy

Na pewno sporo pracowałam. To był jeden z nielicznych pełnych tygodni pracy w te wakacje - bo kiedy tylko mogę, korzystam z przedłużonych weekendów. Właśnie cieszę się ostatnim długim wakacyjnym weekendem... Najbliższe dwa miesiące planuję przepracować bez urlopowania się, bo chcę zostawić sobie kilka dni na zapas. Zobaczymy, jak to wyjdzie - mój organizm dość regularnie żąda odpoczynku.




Po pracy dalej próbowałam odpocząć. Wciąż bardzo fajną metodą na odpoczynek są treningi. Ćwiczę trzy razy w tygodniu od ponad miesiąca. Widzę już pierwsze efekty i mam więcej energii. Robię, co mogę, by pogodzić treningi z życiem. Czasami wymaga to dość dużego pośpiechu (wpadam z pracy do domu, przebieram się w dres, ćwiczę, biegnę pod prysznic, ogarniam się i wybiegam z kanapką w zębach na ulicę, żeby zdążyć). Czasami wymaga dobrego zaplanowania i wychodzi, że zamiast ćwiczyć w poniedziałek, środę i piątek, ćwiczę w środę, czwartek i piątek - tak będzie w tym tygodniu. I tak warto. Samo poczucie, że robię coś dla siebie i na dodatek, daje to efekty, jest bezcenne.

Pierwszy raz w te wakacje udało mi się wyskoczyć na odkryty basen. Całkiem fajnie było, choć bardzo tłoczno.

Pod koniec tygodnia zrobiło się całkiem towarzysko. Wychodzi na to, że jak się dobrze dobierze ekipę, to babskie piwo może być całkiem sympatyczne i kulturalne ;-) Fajnie było i liczę na powtórkę.

W niedzielę postanowiliśmy uciec z miasta, które zostało właśnie najechane przez pielgrzymów. Pierwsze korki zaczęły się już w piątek. Swoją drogą, moje miasto jest fatalnie zorganizowane pod kątem tych pielgrzymek. Trudno się dziwić, że mieszkańcy ich nie lubią - ten miesiąc po prostu kompletnie dezorganizuje nasze życie. Na szczęście, tym razem po drodze widzieliśmy tylko dwie pielgrzymki. Nigdzie nie utknęliśmy.

Nikt też nie obudził mnie religijnymi śpiewami pod oknem o 7 rano. Niebywałe, ale wspaniałe. Tak trzymajcie ;-)

Obejrzałam też trzy filmy. Byłam w kinie na Dunkierce. W domu oglądałam Ustawkę oraz znowu - Strażników Galaktyki vol. 2. Więcej o tych filmach napiszę Wam już wkrótce :-) O Strażnikach przeczytacie we wpisie z recenzjami filmów Marvela.


Jeśli się zastanawiacie, tak - publikuję w poniedziałki, środy i piątki. W tej chwili to dla mnie najlepszy system :-)

Słyszeliście o tej aferze z Tigerem? Żyje nią cały marketingowy świat. Byłam przekonana, że to wyreżyserowana akcja (jak większość takich niby-wpadek, które mają sprawić, żeby mówili), ale argumentacja Przemka Pająka mnie przekonuje.

Sam pomysł na kreację był fatalny i bardzo nie na miejscu. Inna rzecz, że bojkot marki należał się im już za sam Sebixowy sposób prowadzenia komunikacji (rozpierdlol, serio?), choć podobno Sebixy były głównym odbiorcą...

Nie przekonuje mnie  za to pół miliona, tak samo, jak nieudolna próba bojkotu przez "dziennikarza" TVP Info.

Najgorszym pomysłem było jednak wywalenie z pracy osób, które stworzyły tego posta. To poważny błąd w zarządzaniu. Kolejny błąd i to po stronie agencji znowu. Stworzyć to sobie mogły (szczególnie gdy dostały wytyczne, że ma być buntowniczo i rewolucyjnie). Nie miało to jednak prawa zostać zatwierdzone. Jeśli ktoś w tej sprawie powinien wylecieć, to content managerowie czy też inne osoby decyzyjne, które udzieliły zgody na publikację. Być może także i po stronie Maspexu. To nie jest podręcznikowy sposób działania - tu się z Przemkiem nie zgadzam. Na przełożonych ciąży większa odpowiedzialność - za błędy własne oraz błędy ich podwładnych. Dlatego to przełożeni powinni ponieść konsekwencje, a nie szeregowi pracownicy.

Z nieco innej beczki - bardzo spodobał mi się podcast Agnieszki, w którym dzieli się 10 sposobami na wykorzystanie czasu bez zleceń. Motywująco! W treści znajdziecie zarówno nagranie, jak i transkrypcję. Po części właśnie ten odcinek zachęcił mnie do ogarnięcia tego, na co nie mam czasu - dokumentów. Spontanicznie kupiłam segregator, zestaw koszulek i wreszcie poukładałam wszystkie papierzyska.

Część o własnym produkcie przypomniała mi, że mam zaledwie kilka miesięcy, by napisać książkę i tak, zabrałam się za to - zaczęłam pisać książkę dla dzieci na konkurs Biedronki. Kiedy jak nie teraz? :-)

A co u Was? Jak Wam mija długi weekend?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket Photobucket Photobucket
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.