4 filmy, które warto obejrzeć w grudniu

4 filmy, które warto obejrzeć w grudniu

W listopadzie byłam tak produktywna, że nie miałam już kiedy oglądać filmów. To dlatego lista jest wyjątkowo krótka. Na szczęście, wszystkie filmy są bardziej lub (tylko trochę) mniej godne polecenia. Zaczynamy?

taśma filmowa

X-men: Apocalypse

Jakaś dziwna maniana ze starożytnym bogiem.
X-meni cofnęli się jeszcze bardziej, niż można by się spodziewać. Zawsze, kiedy oglądam kolejną część X-menów, myślę sobie, że nie można już bardziej namieszać... wtedy przychodzi ich reżyser i mówi: "No to patrz". Trochę mętny był ten motyw z tym całym bogiem, ale film i tak całkiem nieźle zrealizowany. Warto, nawet dobrze się ogląda.

X-men geneza: Wolverine

Ciężkie przeżycia Wolverine'a od dzieciństwa do dojrzałości.
Trochę tandenty i kiczowaty, niezbyt zgodny z resztą uniwersum (np. Profesor X chodzi i jest w pełni sprawny), ale można obejrzeć. Sama w sobie historia Wolverine'a jest naprawdę wciągająca.


Liga sprawiedliwości

Batman, Wonder Woman, Flash, Cyborg i Aquaman razem w jednym wonder-teamie.
Tytuł zasugerował mi zebranie się drużyny, która na ulicach jakiegoś strasznego miasta (może Gotham?) będzie się starała zaprowadzać sprawiedliwość. Tak bardzo się zasugerowałam, że nie bardzo pamiętam, o co właściwie w tym filmie chodziło. I nie, oglądanie go po imprezie nie ma tu nic do rzeczy... chyba. Mimo wszystko 6/10, więc wciąż warto.


Barry Seal: król przemytu

Wzloty i upadki króla przemytu.
Na początku nie chciałam oglądać i żądałam dostępu do swojego telefonu (słowem, film uznałam za tak kiepski, że lepiej go przesiedzieć z nosem w smartfonie niż normalnie oglądać). Potem przyzwyczaiłam się do formuły filmu (trochę w stylu Guya Ritchiego) i mnie wciągnęło, a telefon odłożyłam na bok. Tom Cruise nie pasował mi do tej postaci, ale ostatecznie mnie przekonał i świetnie sobie poradził. Okazuje się, że życie przemytnika to nie tylko ucieczka i stres, ale także luksusy, imprezy i duuuuużo kasy. Wielki plus za aktora dobranego do roli BJ'a: budzi niechęć i od razu wiemy, czego się po nim spodziewać. Na dodatek, jest cholernie obleśny. Cały film: dobry, żywy, energiczny i porywający. Zdecydowanie produkcja wysokich lotów ;-)

A Wy jakie filmy polecacie?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Dobry tydzień i grudzień. 27 listopada - 3 grudnia [LINK PARTY]

Dobry tydzień i grudzień. 27 listopada - 3 grudnia [LINK PARTY]

Po kilku ciężkich tygodniach, kiedy brakowało mi zarówno humoru, jak i siły, przyszedł tydzień, kiedy nie byłam może zbyt produktywna - raczej umiarkowanie - ale to, czego się dotykałam, niemalże zamieniało się w złoto. To były naprawdę dobre dni i mam nadzieję, że w tym ostatnim miesiącu roku będzie takich więcej.

biały kalendarz adwentowy

Dobre jest też to, że tym razem udało mi się ogarnąć przegląd tygodnia już w sobotę ;-)


Przegląd tygodnia

Najpierw był poniedziałek. Wiem, że to odkrywcze. Praca, potem szybkie tankowanie, nieco mniej szybki korek, w którym utknęłam, basen, pyszna kolacja i znowu szybkie ogarnianie bloga. Pod basenem zaczęła się moja dobra passa - teraz czekają na mnie lepsze miejsca na parkingu. O tyle lepsze, że nikt nie jest w stanie zaparkować 3 mm od moich drzwi.




Wygląda na to, że oficjalnie przyszła zima. Nie da się tego zauważyć, no chyba że jesteś jednym z nich...


Zima zaskakuje drogowców, jak ASAP-y copywriterów.

A ja tymczasem przez te kilka zimowych dni jeździłam do pracy... rowerem. I nie, nie mam zimówek. Raczej dość gładkie opony miejskie, ale skoro piszę do Was te słowa, to znaczy, że żyję i rąk nie połamałam.

Tak poważnie, dopóki nie wjeżdżałam na warstwę śniegu czy lodu, było OK. W mieście raczej z założenia jest cieplej między budynkami, dlatego śnieg tam szybciej topnieje. Drogi dość szybko były czarne, choć... nie zaszkodziłoby im posypanie piaskiem, bo wieczorami robiło się już ślisko. Tymczasem piaskarki chyba mają jakiś limit pustych przebiegów do wyrobienia, bo sobie po prostu jeżdżą w kółko. Nie widziałam, żeby sypały. Nikt nie widział. Najwyraźniej wraz z jajkami i masłem zdrożał też i piasek, i trzeba go oszczędzać...

No chyba że jeżdżą i czekają, aż ta słynna zima przyjdzie ;-)

Najpiękniejszym dniem tego tygodnia był czwartek. Właściwie, zaczęło się już w środę... Wtedy to, o jakiejś 10:40 dostałam telefon z radia Zet, że nazajutrz chcą do mnie zadzwonić w sprawie konkursu, w którym wzięłam udział. Oczywiście, że po takiej wiadomości nie byłam w stanie myśleć już o niczym innym.

W czwartek faktycznie zadzwonili. Raz, że za moment zadzwonią, by ze mną porozmawiać na antenie, a potem już faktycznie po to, żeby ze mną pogadać. Oczywiście, że za drugim razem mój telefon odmówił posłuszeństwa i postanowił przestać odtwarzać dźwięk dzwonka. Uratowało mnie to, że akurat spojrzałam na telefon i zauważyłam, że dzwoni. Wyleciałam gdzieś w korytarz i czekałam na swoją kolej ;-) Półtorej minuty do wejścia.

W trakcie słyszałam, co się dzieje na antenie i leciało akurat Échame La Culpa, które teraz wyjątkowo dobrze mi się kojarzy.

Oczywiście, że miałam masę pomysłów, co powiedzieć na antenie i żadnego nie zrealizowałam. Szczerze, to nie bardzo do mnie docierało, co się dzieje. Jak przez mgłę. Podobnie było, gdy oficjalnie usłyszałam, że wygrałam. A co wygrałam? Pokażę, gdy dotrze do mnie przesyłka ;-) Zdecydowanie to jest jedna z moich najlepszych nagród, oprócz roweru, i jestem z siebie wyjątkowo dumna.

Taki sukces potrafi człowieka wyłączyć z życia na kilka dni. Całe napięcie zeszło ze mnie, gdy już oficjalnie dostałam maila i wtedy dopiero poczułam się przemęczona. Przez resztę dnia zamulałam i ledwo byłam w stanie coś zrobić. No i bardzo szybko padłam wieczorem. Silne emocje potrafią zmęczyć.

Piątek był bardzo sportowym dniem. Zaczęło się od porannego cardio czyli wykopywania auta spod półmetrowej warstwy śniegu (stało od wtorku, a śnieg padał bez przerwy). Wykopywania, bo copywriter ;-) Dłużej odśnieżałam, niż jechałam do pracy. Oczywiście, że reszta śniegu stopniała w ciągu dnia, gdy auto sobie na mnie czekało pod biurem... Po pracy - basen. Pełen relaks, bo koniec tygodnia, zapachniało weekendem... Jakoś źle to tylko ogarnęłam, bo po basenie jeszcze pojechałam na zakupy do Biedronki - a to, zwłaszcza w piątek, ma niewiele wspólnego z relaksem. Już wolę tych Januszy na basenie niż w Biedrze...

Reszta wieczoru minęła wyjątkowo spokojnie i znowu szybko padłam. Jestem jakaś niedospana, ale to chyba dlatego, że przez większą część tygodnia melduję się w pracy już przed 7.

Udało mi się też dostać wreszcie do pierwszego projektu w trnd - dostałam info, że paczka w drodze. Z czym? Wspomnę wkrótce ;-)

Dziś zaczęłam dzień od gotowania, a teraz siedzę nad blogiem. Chcę jeszcze ogarnąć komentarze i coś podziałać, a potem już oficjalnie relaks. Może jakiś film, albo książka :-)


Najnowsze wpisy

Na blogu w tym tygodniu:

Życie poza strefą komfortu


Jaki powinien być dobry tekst?


Odkurzamy:

Bądź miły dla pana z paczką. Dzień z życia kuriera

(wpis w sam raz na grudzień, kiedy kurierzy są zawaleni robotą i naprawdę warto być dla nich miłym)

I tak, widziałam ten filmik ;-) Nawet na żywo...

Przegląd internetów

Co nowego w internetach? Cóż, dzisiaj, z racji mojego dobrego humoru mam dla Was kilka rzeczy, które Was popsują.

Poznajcie pana, który pracuje w czasie wolnym od bezrobocia, a przez pozostałe 6 dób w tygodniu pozostaje bezrobotnym. Gdyby to się działo w czasach internetu, pewnie by został celebrytą, a tak... cóż, można trafić na niego przypadkiem w internetach.

Poznajcie także prezentera radiowego, który jest moim mistrzem. Mnie rozpoznanie piosenki zajęło znacznie więcej czasu.

Dotarła do mnie kiedyś opowieść, jak to do jakiejś polskiej stacji radiowej zadzwonił pan z lekko przepitym głosem i poprosił o piosenkę. Niestety, zapomniał tytułu:
- To była piosenka taka... taka...
Prowadzący bez namysłu puścił to. Ostrzegam - earworm!

A co u Was dobrego? Dajcie znać i dołączcie do link party :-) Mamy w końcu pierwszy poniedziałek miesiąca.

Zasady linkowego party:
  1. Naciśnij przycisk Add your link.
  2. W polu URL wpisz adres swojego wpisu.
  3. W polu Name wpisz TYTUŁ swojego posta.
  4. W polu E-mail podaj swój adres e-mail (nie będzie widoczny na stronie).
  5. Kliknij Submit link.
  6. Odwiedź co najmniej jeden z pozostałych zalinkowanych wpisów i zostaw pod nim swój komentarz.
  7. Możesz wrzucić więcej niż jeden link, ale w takim przypadku skomentuj też więcej wpisów.






Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket

Jaki powinien być dobry tekst?

Jaki powinien być dobry tekst?

Dostaję sporo maili z pytaniami o Giełdę Tekstów. Jak zacząć tworzyć, jak zdobywać zlecenia i jak sobie tam poradzić. Ostatnio dotarła do mnie wiadomość, w którym jedna z Was pytała również, o to, co zawarłam w tytule - jaki powinien być dobry tekst. Temat wart rozwinięcia, stąd dzisiejszy post. Zaczynamy!

kobieta pisze tekst na komputerze

Dużo zależy od miejsca, w którym chcesz ten tekst umieścić, żeby zarabiał. Myślę, że inne wymagania są wobec prostego zaplecza na Textbookers czy Giełdę Tekstów, a inne wobec treści do Twojego portfolio, czy rekrutacyjnych. Na Giełdzie Tekstów czy też Textbookers raczej nie zarobisz szczególnie dużo. To miejsca dobre dla początkujących. Stawka jest znacznie wyższa, gdy tekstem walczysz o klienta lub pracę. Wtedy koniecznie trzeba się postarać i to na maksa.




Jaki to jest ten dobry tekst?


1. Zgodny z tematem

Po pierwsze, musi, ale to musi być na temat. To chyba zrozumiałe. Gdy ktoś zleca Ci opis szminki, piszesz o szmince: jaki ma kolor, pojemność i dlaczego warto ją wybrać. Nie możesz opisywać pudru. Nie możesz też recenzować danej pomadki. Owszem, opieraj się na swoich doświadczeniach z produktem, jeśli je masz - tekst wtedy będzie rzetelny i "ludzki". Trzymaj się jednak wytycznych.

2. Zgodny z wymaganą formą

Są różne typy tekstów. Kiedy realizujesz zlecenie, nie możesz mieszać. Nie pisz precla, gdy wymagają od Ciebie artykułu. Nie wymądrzaj się w treściach eksperckich, gdy potrzebne jest tylko zaplecze. Zleceniodawca ma już pomysł, gdzie dany tekst umieści. Nie burz jego wizji chęcią nadmiernego wykazania się albo niedoczytaniem briefu ;-)

3. Podoba Ci się

Tutaj mam na myśli bardzo ważną zasadę, która nie działa jedynie w przypadku wyjątkowo samokrytycznych osób.

Tekst jest dobry w momencie, w którym Tobie się podoba. Kiedy jesteś  z niego zadowolony i dobrze Ci się go czyta (koniecznie sprawdź, czytając na głos), najprawdopodobniej wszystko jest już OK.

Możesz też dać go komuś bliskiemu do sprawdzenia. Jeśli będzie coś nie tak, na pewno szybko wyprowadzi Cię z błędu i wskaże usterki, których Ty już być może nie dostrzegasz.

Ty zmienisz zdanie za rok, może dwa ;-) To zrozumiałe - będziesz już na kompletnie innym etapie swojej copywriterskiej drogi. Wtedy możesz przestać zachwycać się tym, od czego zaczynałeś.

Pamiętaj też, że dłubanie w nieskończoność nad jednym zdaniem zazwyczaj nie ma sensu. Większość czytelników nie zauważy różnicy, a Ty tylko stracisz czas. Jeśli jesteś perfekcjonistą, musisz na siebie uważać. W copywritingu znacznie lepiej odnajdują się ludzie, którzy potrafią czasem odpuścić :-)

A co z opinią klienta?
Zazwyczaj, kiedy tekst spełnia te trzy założenia, zleceniodawca nie ma do niego uwag. Celowo nie piszę, że tekst jest dobry, kiedy zleceniodawcy się podoba, bo... fachowcem od treści jesteś Ty, a nie Twój klient. Jeśli ma uwagi do tekstu, możesz je wprowadzić bez dyskusji, ale możesz też spróbować mu doradzić i wyperswadować zmiany, które będą szkodliwe. Tutaj odsyłam Cię do Agnieszki, która mówi, że warto być doradcą swojego klienta (14:44).

Bezmyślne wprowadzanie poprawek to bardzo krótkowzroczna praktyka. Stworzysz zły tekst, bo klient tak chciał (zazwyczaj z powodu niewiedzy). Przez to treść nie osiągnie tych efektów, na które liczył i... ten zleceniodawca już do Ciebie nie wróci. Będzie przekonany, że to Twoja wina.

Zresztą... kiedy boli Cię ząb, czyjej rady posłuchasz: dentysty czy drwala? No właśnie.

Celowo też nie wspominam o poprawności językowej, bo ten temat rozwinęłam już w innym wpisie :-)

Sprawdź moje pozostałe posty na temat Giełdy Tekstów:

Dobry sposób na zarobienie dodatkowych pieniędzy


Giełda Tekstów - czy można na niej zarobić? Konkrety!


Giełda Tekstów - jak zacząć?


Giełda Tekstów - czy warto zostać Super Autorem?


Najważniejsza wskazówka, dzięki której zaczniesz zarabiać


4 najczęściej zlecane typy tekstów


Chcesz nauczyć się pisać dobrej jakości teksty i zarabiać w internecie?
Życie poza strefą komfortu. Przegląd tygodnia 20-26 listopada

Życie poza strefą komfortu. Przegląd tygodnia 20-26 listopada

Są takie fajne tygodnie, kiedy udaje mi się napisać przegląd tygodnia już w sobotę, a są też takie, kiedy zaczynam go tworzyć dopiero w poniedziałek po 19. Tak, jak dzisiaj.

strefa komfortu

Przegląd tygodnia

Do niedawna moje poniedziałki były raczej dość spokojne, żeby nie powiedzieć - nudne. Praca-dom. Może ewentualnie jakiś trening w domu. Karnet z OK System wywrócił moje życie do góry nogami i wywlókł mnie siłą z mojej strefy komfortu.

Od jakichś trzech tygodni co poniedziałek ląduję gdzieś. Na początku trafiłam na siłownię, na której, wbrew pozorom, było całkiem w porządku. W zeszły poniedziałek spontanicznie wyruszyłam na swój ulubiony kiedyś basen... okazało się, że nadal jest ulubiony i tak oto siłownia poszła w odstawkę, bo dwa razy w tygodniu chodzę sobie popływać.

Jestem przeszczęśliwa, bo czuję, że to jest to, to jest ta aktywność, która sprawia mi przyjemność i przy której wypoczywam tak bardzo, że nie chcę próbować nic innego. Nie ma nic lepszego, niż zrobić te kilkadziesiąt basenów (z każdą wizytą coraz więcej), a potem wejść na 15 minut do jacuzzi. Wychodzę po tym tak niesamowicie zrelaksowana...




Czar pryska, gdy na dworze sypie śniegiem, a na parkingu ktoś mi stanie na drzwiach. Wsiadanie do auta przez szyberdach ma akurat mało wspólnego z relaksem...

Ogólnie, jazda autem chyba też. Przez cały tydzień jeździłam do pracy samochodem. Mija się to z celem, bo muszę jechać naokoło i w efekcie jadę dłużej niż np. rowerem, ale moje auto jest jak taki dziadek, który ma swoje przyzwyczajenia. Zmianę oleju z mineralnego na półsyntetyczny dziadziuś zniósł wyjątkowo kiepsko i zaczął mieć problemy ze startowaniem, szczególnie gdy postoi sobie przez całą dobę na zewnątrz. Dorobił się, biedny, reumatyzmu, w silniku mu strzyka, ale co się dziwić, jak taka pogoda...

Niezawodnie działa tylko wtedy, gdy jest regularnie, codziennie odpalany. Przez cały tydzień lało, więc w sumie nie widziałam problemu w tym, żeby chwilowo z roweru przesiąść się na auto. To dało mi możliwość zaobserwowania całej masy przypadków skrajnego debilizmu innych kierowców. Zdecydowanie, jazda samochodem nie jest już dla mnie relaksującą czynnością. Lubię to, ale jednak... obejrzyjcie sobie najnowszy odcinek Ucha prezesa i zobaczcie, jak jeździ jego szofer. Ja jeżdżę dokładnie tak samo (no może oprócz ciągłego wbijania się w inne auta, bo zazwyczaj trzymam je na dystans).

W piątek miałam dzień wolny. Mocno się wahałam, czy akurat wtedy odbierać, bo Black Friday i ogólne szaleństwo w pracy, ale... skoro trzeba odebrać w listopadzie, no to trzeba. I to była bardzo dobra decyzja. Ominęło mnie szaleństwo, ominęły mnie korki (co się działo wieczorem pod Galerią!), w miarę się wyspałam, zrobiłam dobry obiad, a potem siebie na bóstwo, zdążyłam ogarnąć zakupy i wylądowałam na imprezie. Na krótko, bo potem jeszcze poszłam do kina na jedną z nowości... ;-)

W sobotę wyruszyliśmy na imprezę poza miastem. Parapetówka okazała się fajniejsza, niż się spodziewałam. Z każdą kolejną godziną bawiłam się coraz lepiej. No i okazało się również, że mam nosa do prezentów, bo to, co kupiliśmy (lampka, koc i świeczka) idealnie się wpasowało w kolorystykę salonu znajomych :-) A kupowaliśmy na pałę...

Oczywiście, że niedziela po imprezie była wyjątkowo trudnym dniem. Przybyło mi ostatnio energii na te wszystkie aktywności, ale jednak - w niedzielę całe powietrze ze mnie zeszło. Zamulałam do wieczora, a potem... oczywiście, że nie mogłam zasnąć do północy. Ech...

Najnowsze wpisy

Na blogu w tym tygodniu:

Tydzień idealny jak życie z Instagrama


Giełda Tekstów - jak na niej zarabiać i wypłacać pieniądze? 

(będzie update, bo znowu się pozmieniało)

Copywriter, który pisze z błędami?


Przegląd internetów

Magda Gessler radzi, po czym poznać dobrą restaurację. Wiem, ta pani bywa chamska i rzuca talerzami (oraz urwami), ale myślę, że ma pojęcie o tym, o czym mówi. Może ten jej nowy program z seksownym gotowaniem, w którym wysysa mózgi krewetkom, jakoś mnie nie urzeka, ale Kuchenne rewolucje zawsze chętnie obejrzę. Można się nauczyć paru fajnych trików, zarówno w kwestii rozpoznawania dobrych restauracji, jak i po prostu gotowania.

Od kilku miesięcy usiłuję znaleźć udane trio: korektor, podkład, puder. Głównym kryterium było krycie i trwałość. Nie uśmiecha mi się ciągłe poprawianie makijażu w pracy, bo zwyczajnie nie mam na to czasu. Chyba wreszcie mi się udało, choć nie obyło się oczywiście bez błędów - i to wszystkich tych, o których pisze Daria. Jeśli macie problemy z trwałością podkładu, sprawdźcie. Być może przyczyną jest coś innego niż problematyczna cera :-)

A teraz czas na Was: podzielcie się jednym linkiem do artykułu, który zwrócił Waszą szczególną uwagę w tym tygodniu :-)

Zapraszam Was także do obserwowania mnie na Snapie: pomyslowa.blog. Coraz częściej się tam udzielam!

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket

Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger