piątek, 30 czerwca 2017

Blog lifestylowy. Czy to takie łatwe?

Z okazji dwóch lat prowadzenia bloga (które minęły kilka dni temu), postanowiłam wyjaśnić wreszcie, dlaczego prowadzę blog lifestylowy. Temat podobno kontrowersyjny. Mówią, że lifestyle dobrze sprzedaje. Mówią też, że jest to pisanie o niczym. A co ja mówię?

lifestyle

Blog lifestylowy to blog, na którym tak naprawdę znajdziemy najszerszy przekrój tematyki. To nie jest blog stricte modowy, blog kosmetyczny czy też blog książkowy. Blog ekspercki? Być może, ale to tylko jeden z elementów. Autor w treści dzieli się nie tylko tym, na czym się zna, ale także po prostu - swoim życiem. Pokazuje jak żyje, a niekoniecznie mówi innym jak żyć (zakładam ten pozytywny wariant). Pisze o tym, co mu akurat w duszy gra. O tym, o czym na przykład nie może pisać w pracy (to o mnie).




Tak naprawdę próbuję blogować od wielu lat. Ten blog jest już moim trzecim miejscem w sieci. Pierwotnie, dawno, dawno temu był sobie blogiem, na który próbowałam wrzucać zabawne historyjki z życia wzięte. Wrzuciłam może ze dwie i odpuściłam. Potem nagle natchniło mnie znowu, zmieniłam nazwę i postanowiłam pisać. Głównie o emigracji. W trakcie spodobało mi się tak bardzo, że już wiedziałam, że chcę dalej blogować i że z tym blogiem będzie inaczej. Do tej pory zaczynałam pisać, wrzucałam 2-3 posty, a potem cisza i w końcu usuwałam. Ten blog dalej istniał.

Wciąż też jednak szukałam swojej drogi. Odnalazłam ją jakiś rok temu, zmotywowana przez Blogierkę do ogarnięcia szablonu (poprzedni był straszliwie nieczytelny - kto widział, ten na pewno potwierdzi). Uznałam, że to również dobra okazja, by zmienić nazwę (wymyślaną spontanicznie i szczerze przeze mnie nielubianą) i być może określić profil bloga. Do tamtego momentu miałam opory, by nazywać go blogiem lifestylowym. Dopiero z czasem pogodziłam się z tym, że tutaj będzie zawsze bardzo szeroka tematyka i że trudno to nazwać inaczej, niż lifestylem.

Z czasem zrozumiałam też, że blog lifestylowy to nic złego. To nie jest tak, że tylko piszę, w jakiej restauracji byłam i co kupiłam. Dokumentuję tutaj swoje życie, owszem, ale nie tylko. Piszę również o tym, co mnie rusza, o tym, na czym się znam - o copywritingu i marketingu, którymi zajmuję się zawodowo. Piszę o muzyce, której słucham i recenzuję filmy, które oglądam. Jeśli czytam jakąś fajną książkę, albo własnie przeczytałam - na pewno się podzielę swoją opinią. Chcę się wypowiedzieć na jakiś gorący temat? Wypowiadam się. I zrozumiałam, że nie jestem w stanie prowadzić bloga w jakichś ramach tematycznych. Muszę mieć swobodę, a tę zapewnia mi jego forma - blog lifestylowy.

I zrozumiałam też, że blog lifestylowy to wcale nie musi być jakieś daremne pieprzenie o swoim życiu godnym pozazdroszczenia. To nie musi być perfekcyjny lifestyle w rytmie slow i tak dalej. Wcale nie muszę się chwalić instagramowymi fociami z idealnymi śniadankami i co tam jeszcze. Jeśli mam ochotę, to robię tak, ale jeśli nie, odpuszczam i korzystam z banków zdjęć. Lubię proste, estetyczne zdjęcia, ale nie zawsze chce mi się bawić w robienie takich typowo blogerskich fotek.

Blog lifestylowy ma też wiele zalet. Największą jest to, że tu najłatwiej odkryć jakąś nietypową dla siebie pasję. Jeśli lubisz autora, czytasz wszystko, co pisze, nawet, jeśli porusza nieinteresującą Cię tematykę. I nieraz umiejętnie ją odczarowuje. Umiejętnie i niespodziewanie - element zaskoczenia w blogu lifestylowym jest normą. Nigdy do końca nie wiesz, o czym przeczytasz w kolejnym poście.

Szeroka tematyka może (choć nie musi) oznaczać wszechstronne uzdolnienia i zainteresowania. Mówi się, że człowiek może być naprawdę dobry tylko w jednej dziedzinie, ale moim zdaniem - niekoniecznie. I blog lifestylowy jest świetnym rozwiązaniem dla takich ludzi renesansu, którzy odnajdują się w różnych tematach. To nie jest coś tylko dla miałkich lasek, które chcą się pochwalić, co kupiły.

Mnie blog lifestylowy pomaga się "wyżyć" twórczo. Piszę tutaj o wszystkim, o czym mam ochotę. Czasami pisze Gremlin i odreagowuje. I chyba nie wyobrażam sobie już życia bez bloga. Czasami jest trudno go prowadzić, ale jednak - jestem pewna, że warto. I nie wstydzę się już powiedzieć, że na tym blogu króluje lifestyle :-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket Photobucket Photobucket

niedziela, 25 czerwca 2017

Giełda Tekstów - czy warto zostać Super Autorem?

Na Giełdzie Tekstów osoby sprzedające teksty oraz wykonujące zlecenia nazywane są Autorami. Autorzy dzielą się na tych zwykłych oraz na Super Autorów. Aby zostać Super Autorem, trzeba spełnić kilka warunków.

Giełda Tekstów

Co zrobić, by zostać Super Autorem?


  • dodać co najmniej 150 tekstów na sprzedaż
  • poprawnie wykonać co najmniej 10 zleceń
  • nie mieć żadnego odrzuconego przez moderatora tekstu w ciągu ostatnich 14 dni
  • nie mieć żadnej uznanej reklamacji w ciągu ostatnich 30 dni
  • dodać co najmniej 5 gotowych tekstów na sprzedaż w ciągu ostatnich 30 dni
  • być aktywnym w serwisie - logować się, przeglądać zlecenia i zgłaszać się do ich wykonania.





A co daje status Super Autora?


  • wyróżnienie Waszych tekstów w wyszukiwarce
  • możliwość przedłużenia czasu na wykonanie zlecenia o dodatkowe 20 minut
  • szybsze zatwierdzanie tekstów, bez konieczności czekania na moderację
  • dostęp do specjalnych zleceń, których zwykli Autorzy nie mogą podejrzeć, ani tym bardziej zrealizować.


Czy warto być Super Autorem na Giełdzie Tekstów?

Cóż, ja tego statusu nigdy nie uzyskałam. W sumie, spełniam wszystkie warunki oprócz ilości treści dodanych do sprzedaży. Raczej nie widzę opcji dodania aż 150 tekstów i potem regularnego dodawania po 5 kolejnych artykułów w ciągu miesiąca. Zmieniła mi się optyka. To nie ma sensu, bo sprzedaż idzie tam bardzo wolno. Wszelkie zalegające mi na komputerze teksty poprawiłam i dodałam, ale nie było ich aż 150 sztuk ;-)

Jedyne, co mi dolega, to brak dostępu do tych lepiej płatnych zleceń - choć nie zawsze zlecenia dla Super Autorów są takie znowu dobrze płatne ;-) Jest ich jednak na tyle mało, że i bez nich zarabiałam na Giełdzie Tekstów całkiem sporo.

Możliwość przedłużenia czasu na realizację zlecenia - cóż, zwykłemu Autorowi przysługuje jakieś 10 minut i więcej nie było mi potrzeba. W bardziej kryzysowych sytuacjach po prostu pisałam do BOK :-)

Tak sobie teraz pomyślałam, że może i moje teksty sprzedawałyby się szybciej, gdybym miała status Super Autora, ale jednak... warunki osiągnięcia go są wciąż mocno przesadzone w porównaniu z korzyściami, więc nawet nie próbuję. To wręcz nienaturalne dla mnie, ale cóż - w życiu trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić ;-)

Krótko mówiąc, owszem, można zostać Super Autorem, ale po co? Ja sobie świetnie dawałam radę i bez tego statusu :-)

A Wy co sądzicie? Jesteście Super Autorami na Giełdzie Tekstów? Warto czy nie warto?

Sprawdźcie pozostałe posty na temat Giełdy Tekstów:

Dobry sposób na zarobienie dodatkowych pieniędzy

Giełda Tekstów - czy można na niej zarobić? Konkrety!

Giełda Tekstów - jak zacząć?


Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket Photobucket Photobucket

Dwa lata bloga i źli kierowcy. Przegląd tygodnia 19-25 czerwca

Tydzień po imprezowym weekendzie potrafi być trudny. Spodziewałam się tego i uznałam, że wezmę wolne również na poniedziałek. I to był świetny pomysł!

rowerowy lifestyle

Poniedziałek był zatem bardzo leniwym dniem, który poświęciłam przede wszystkim na pisanie. Napisałam jakieś 6 postów na bloga. Dwa z nich już opublikowałam, a pozostałe - już wkrótce. Oprócz tego, trochę ogarnęłam jedną kwestię, która mocno mnie już na blogu denerwowała. Jeszcze zostało mi jakieś kilkanaście postów do poprawki i zajmę się tym chyba dzisiaj :-)




Kilka dni temu (dokładnie 19 czerwca) minęły dwa lata bloga. Napiszę Wam z tej okazji coś specjalnego (właściwie, to napisałam wczoraj, ale wymaga jeszcze redakcji).

Swój poniedziałek miałam we wtorek. Wszystko przez to, że zamiast iść spać o jakiejś 22-23, siedziałam nad blogiem do dobrej północy. Wstawanie rano było trudne, ale za to reszta dnia - całkiem w porządku. Wieczorem postanowiłam wyskoczyć na rower. Zanosiło się na deszcz, ale na szczęście zdążyłam pojeździć przez dobrą godzinę.

Reszta tygodnia była dość leniwa. Odczuwałam dość mocno to niedospanie ;-) W czwartek byliśmy w bardzo fajnej restauracji (pierwotnie chcieliśmy iść na otwarcie pewnej dobrze zapowiadającej się, ale okazało się, że jeszcze nie jest otwarta - kwestia niejasnych komunikatów na Facebooku). Odkryliśmy fantastycznego drinka z cydru. Na drugi dzień sama go robiłam. Teraz tylko zastanawiam się, czy powinnam zrobić na blogu kategorię "Drinki" i zbierać najlepsze przepisy, czy też w ogóle jakieś "Gotowanie" lub "Kuchnia" i dzielić się też takimi rzeczami?

Na mieście widziałam też bardzo niezwykłą parkę. Względnie, parkę-to-be, bo jeszcze nie wyglądało to na szczególnie mocno zaawansowaną relację. Ich widok sprawiał, że mimowolnie przez głowę przelatywała myśl - Ten koleś musi mieć naprawdę dużo kasy. Był po prostu straszliwie obleśny, a towarzysząca mu dziewczyna - bardzo ładna. Żeby obleśności stało się zadość, koleś ubrany był jak typowy bywalec dyskotek (wiecie, jasne dżinsy i obcisły T-shirt z dekoltem w serek), przypakowany i wytatuowany. Wiem, nieładnie tak oceniać, ale kurczę - jestem zdania, że gość był w stanie zrobić coś np. ze swoją fryzurą, by wyglądać lepiej. Nie musiał się tatuować - to nie pomagało. Wyglądał jak postać z kreskówki...

W piątek byłam w pracy tylko przez 4 godziny, bo dzień wcześniej dowiedziałam się, że mój dowód osobisty jest już gotowy do odbioru. Urząd miejski w mojej rodzinnej miejscowości jest niestety czynny krócej w piątki, więc musiałam poświęcić swój czas pracy, żeby tam pojechać. Przyjechałam, poszłam do odpowiedniego wydziału i zastałam co? Zamknięte drzwi. Na szczęście, po chwili pojawiła się odpowiednia pani.

Wyprawa do tego miasta okazała się mocno stresująca. Już pomijając kwestię, że jeszcze nie wyjechałam od siebie, a już ciągle ktoś zajeżdżał mi drogę, albo zamulał do granic możliwości, albo robił inne dziwne rzeczy. Na przykład taka sytuacja: jadę lewym pasem, bo za chwilę będę skręcać, a z naprzeciwka, również lewym pasem jedzie czerwona mazda. Koleś zatrzymuje się nagle na skrzyżowaniu. Wszyscy za nim trąbią, bo tamuje ruch. Gość gwałtownie otwiera drzwi, wyskakuje mi prawie pod koła... i pędzi, żeby otworzyć maskę swojego auta. Na początku się wkurzyłam, no ale jeśli coś płonęło mu pod maską, to chyba rozumiem ten pośpiech...

Moja rodzinna miejscowość to ponoć zagłębie kiepskich kierowców. I do tej pory ich broniłam, ale od piątku przestaję. W żadnym miejscu jeszcze nie widziałam tylu idiotów wyprzedzających w ostatniej chwili, na górce i na zakręcie (albo 2 w 1).

Wczoraj zaczęłam dzień od przejażdżki rowerem. W końcu w weekend plan dnia wywraca się do góry nogami - normalnie czas na to mam wieczorem, a w weekendy - z rana. Potem spędziliśmy dzień na wsi ze znajomymi. Zrobiliśmy grilla i pojechaliśmy pozwiedzać okolicę. Fajnie było :-)

Na blogu w tym tygodniu stworzyłam nową kategorię - Codziennik. Będę do niej wrzucać spontaniczne wpisy zainspirowane życiem. Taki lifestyle na szybko. Niejednokrotnie będzie pewnie pisał Gremlin ;-) Poza tym:

Krótki tydzień, długi weekend i gorączka sobotniej nocy


Starsze pokolenie i goryl w Peugeocie


Giełda Tekstów - jak zacząć?


O Giełdzie Tekstów jeszcze będę pisać i to całkiem sporo, bo ciągle ktoś mnie o nią pyta. Co prawda, nie działam tam w tej chwili, bo nie bardzo mam na to czas, ale śledzę zlecenia i zasady. Zresztą, niewiele się tam zmieniło od zeszłego roku :-)

Co u Was w tym tygodniu? :-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket Photobucket Photobucket

środa, 21 czerwca 2017

Giełda Tekstów - jak zacząć?

Dostaję od Was sporo e-maili w sprawie pisania na Giełdzie Tekstów - jak zacząć, jak pisać, co robić, żeby się tam wybić? Opowiem Wam, jak ja to zrobiłam.

Przeklikałam się ostatnio przez różne zlecenia. Ich profil nieco się zmienił, a niektóre są nawet dość epickie... Na końcu zobaczycie screen do jednego z najciekawszych ;-)

Jednak zasady pozostają bez zmian. Od czego tam zaczynałam?

pisanie artykułów na Giełdzie Tekstów


Sprzedaż artykułów


Najpierw dodałam różnego rodzaju teksty do sprzedaży. Jeśli macie jakieś treści (precle, zaplecza czy też artykuły), które tylko zalegają Wam na kompie, bo nigdzie ich nie publikowaliście - wrzućcie je tam. Zawsze lepiej zarobić na nich jakieś grosze, niż żeby tylko bez sensu zajmowały miejsce na dysku. Serwis przy wrzucaniu (Twoja sprzedaż-Artykuły-Dodaj nowy artykuł) zlicza ilość słów i w zależności od niej oraz od typu tekstu podpowiada cenę. Z doświadczenia Wam powiem, że jest to nieco zawyżona cena. Możecie spróbować ją ustalić, ale jeśli zależy Wam na szybszej sprzedaży, obniżcie ją jeszcze chociaż o 1-2 złote. Na Giełdzie Tekstów sprzedają się głównie te najtańsze teksty, niezależnie od tego, czy są dobre, czy z serii jaka cena, taka jakość ;-)





Realizacja zleceń


Sprzedaż gotowych artykułów idzie tam jednak i tak dość wolno, nawet przy zaniżonych cenach. Dlatego znacznie bardziej polecam Wam realizowanie zleceń. Tutaj macie do wyboru dwa rodzaje: zlecenia do których zleceniodawca wybiera sobie wykonawcę (oznaczone ikonką "ptaszka") i te na zasadzie "kto pierwszy, ten lepszy" (oznaczone ikonką zegara).

zlecenia na Giełdzie Tekstów

W przypadku tych pierwszych wystarczy kliknąć znaczek podglądu (ikonka oka po prawej stronie) i pod treścią zlecenia zobaczycie przycisk "Wykonaj zlecenie". Gdy go klikniecie, od tego momentu jest Wam naliczany czas na wykonanie. W przypadku tych drugich zadań, w podglądzie możecie kliknąć w "Dodaj ofertę" i w ten sposób zgłosić chęć wykonania zlecenia. Zleceniodawca ze wszystkich zgłoszeń wybierze sobie jednego wykonawcę.

szczegóły zlecenia na Giełdzie Tekstów

treść zlecenia na Giełdzie Tekstów

Są też zlecenia z oznaczeniem "SA", czyli przeznaczone wyłącznie dla Super Autorów. Jak zostać SuperAutorem i czy warto - o tym przeczytacie w kolejnym poście na temat Giełdy Tekstów. Zwykły Autor nie zobaczy podglądu treści takiego specjalnego zlecenia i nie może się do niego zgłosić.

SuperAutor na Giełdzie Tekstów

Zleceniodawca przy wyborze raczej nie widzi wiele więcej niż Wy. Nie wie, jak się nazywacie, ale może zobaczyć od razu ilość wykonanych przez Was do tej pory zleceń, ilość reklamacji, jakie dostaliście (czyli tekstów nie zaakceptowanych przez zleceniodawcę) oraz oceny, jakie uzyskaliście za swoje teksty. Im więcej ich było i im lepiej oceniane, tym większą szansę macie na zostanie wybranym.


Jak zacząć na Giełdzie Tekstów?


Na początku - wiadomo, raczej te Wasze statystyki nie są szczególnie wysokie. Dlatego właśnie warto robić wszystkie zlecenia "na czas", jeśli tylko tematyka choć trochę Wam leży (bo zleceniodawca nie widzi, jaki typ zleceń wykonujecie). Na to, ile dostajecie ocen, nie macie wpływu - a zleceniobiorcy raczej rzadko mają chęć ocenić wykonawcę. Jeśli piszecie dobrze, raczej oceny będziecie mieć dobre - choć owszem, zdarzają się buraki, które oceniają nisko, bo tak. Niestety, serwis nie daje możliwości reakcji na taką kiepską ocenę. Gdybym uważała, że ocena jest nie fair, wykorzystałabym swój lifehack, o którym piszę na końcu ;-)

Jeśli zgłosicie się do nie tego zlecenia lub po prostu zmienicie zdanie, możecie swoją ofertę wycofać. Tę opcję również znajdziecie w podglądzie zlecenia, w tym miejscu, gdzie wcześniej klikaliście "Dodaj ofertę".

Na co zwracać uwagę?


Zawsze dokładnie sprawdzajcie, ile czasu macie na realizację zlecenia. Ten czas zaczyna biec od momentu, kiedy zleceniodawca Was wybierze - a on może to zrobić kiedykolwiek. Jeśli zdecyduje o 6 rano i daje Wam zaledwie 1 dzień na realizację, możecie nie zdążyć. Raczej nie polecam tych jednodniowych zleceń, chyba, że to tylko 1 tekst, który faktycznie można napisać.

Dobrze, jeśli macie ustawione powiadomienia na mailu - wtedy dostajecie wiadomość, że zostaliście wybrani do realizacji. To znacznie wygodniejsze, niż zaglądanie milion razy w ciągu dnia do listy zleceń na Giełdzie Tekstów.

Zwracajcie też uwagę na to, ile znaków ma mieć tekst i czy są to znaki ze spacjami (zzs) czy bez spacji (zbs). Edytor ma wbudowany licznik i jeśli będziecie próbować wrzucić tekst o mniejszej ilości zzs/zbs, nie będziecie mogli go dodać.

Teksty piszcie wyłącznie w zewnętrznym edytorze tekstu. Ja pisałam w Wordzie, a gdy zepsuł mi się laptop - w Libre Office na drugim komputerze. Open Office Writer też jest w porządku, ale najlepsze będą Dokumenty Google.

Generalnie chodzi o edytor, który podlicza znaki, podkreśla błędy i pozwala zapisać tekst. Pisanie w edytorze Giełdy Tekstów to strata czasu. Gdy piszecie, nie klikacie w nic na stronie i po pewnym czasie zostajecie wylogowani automatycznie. Gdy postanowicie zapisać gotową treść - tracicie ją, bez możliwości odzyskania. Typowy błąd początkującego, który zdarzył mi się dobre kilka razy.

Oczywiście, w Wordzie też regularnie zapisujcie plik. I właśnie dlatego Dokumenty Google są najlepsze - automatycznie zapisują treść. Nie ma szans, by stracić efekty swojej pracy, no chyba, że zapomnicie loginu do konta Google ;-)

Zwracajcie też uwagę, ilu tekstów wymaga zleceniodawca. Są zlecenia, w których macie napisać tylko 1 tekst, a są też takie, w których potrzeba aż 5. Czasami zleceniodawca zaznacza, że chce 1 tekst, a potem w treści zlecenia pisze, że potrzebuje 3. Liczba "edytorów tekstu" czyli okienek, w które będziecie wklejać gotową treść, zależy właśnie od tego, co zaznaczył. Jeśli od razu wybrał, że chce 5 osobnych tekstów, będziecie mieć 5 okienek do dodania tekstu. Jeśli zaznaczył, że potrzebuje 1 artykułu, a w treści zadania napisał, że mają być 3, po prostu oddzielcie je enterem i wklejcie wszystkie naraz w jedno okno. Możecie wklejać teksty pojedynczo, jednak radzę zrobić to wszystko naraz, gdy macie gotową całość. Tak jest wygodniej, i dla Was, i dla moderatorów serwisu.

Co się dzieje, gdy zrealizujecie zlecenie?


No właśnie, wklejacie gotowy tekst, zlecenie wykonane... Niestety, jeszcze nie. Kolejna część to ocena moderatora. Czasami (w ciągu dnia, do godz. 17-18) teksty zostają zaakceptowane szybko. Czasami (szczególnie w weekendy i święta) trochę to trwa. Nie przejmujcie się - nawet, jeśli czas na wykonanie zlecenia minie w trakcie akceptacji, nie jest to Wasz problem. Ważne, że Wy dodaliście teksty w terminie.

Jeśli wszystko w porządku, teksty zostają zaakceptowane i trafiają do zleceniodawcy. Jeśli jest zadowolony, przyjmuje je, a Wy dostajecie pieniądze na swoje konto w Giełdzie Tekstów. Jeśli coś jest nie tak, zgłasza reklamację. Nie bójcie się - jeśli tekst jest poprawny, na temat, bez błędów ortograficznych, interpunkcyjnych czy też literówek, nie ma podstaw do zgłoszenia reklamacji. Moderatorzy zresztą takie drobiazgi poprawiają sami lub dają Wam czas na poprawienie. Mnie się zdarzyły tylko 2 reklamacje, na całe 127 wykonanych zleceń - ale to z powodu niedotrzymania terminu, a nie słabej jakości.

Informacje o statusie wykonanych zleceń widzicie w zakładce "Moje zlecenia".


Najważniejsze w Giełdzie Tekstów


Właśnie - terminowość. To bardzo ważna kwestia na Giełdzie Tekstów. Jeśli nie dodacie wszystkich potrzebnych artykułów na czas, zleceniodawca zgłasza reklamację i Wasze konto zostaje zablokowane na tydzień. Przez 7 dni nie będziecie mogli wykonywać zleceń czyli - nie będziecie mogli zarabiać. Potem też będzie w Waszym profilu widoczna ta niechlubna informacja, że coś było nie tak i tekst nie został przyjęty.

Jeśli macie mało wykonanych zleceń, a na dodatek, ich spora część to reklamacje, raczej nie jesteście wymarzonymi autorami dla zleceniodawców. Szczególnie na początku dbajcie o to, żeby mieć jak najmniej reklamacji. Później - żeby nie stanowiły zbyt dużej części Waszych zleceń. Jeśli ktoś ma wykonanych 100 zadań i w tym aż 25 reklamacji, wybranie go jest swego rodzaju loterią. Sama bym wybrała kogoś, kto zrobił mniej zleceń, ale wykonał je prawidłowo.

Mam jednak dobrą wiadomość: Autorowi na Giełdzie Tekstów przysługuje możliwość przedłużenia czasu na wykonanie zlecenia o dodatkowe 10 minut. To wystarczająco dużo, by szybko sprawdzić tekst, poprawić błędy i wrzucić go do serwisu. A co, jeśli jeszcze nie zaczęliście pisać, albo jesteście w połowie?

Tutaj zdradzę Wam jeszcze świetnego lifehacka na Giełdę Tekstów. Nie pamiętam już, czy zadziała w przypadku reklamacji, ale na pewno pomaga wtedy, kiedy czas na wykonanie mija, a Wy już wiecie, że nie macie szans, by zdążyć. Co zrobić w takim przypadku? Napisać e-mail do BOK (znajdziecie go w zakładce Kontakt) i poprosić o przedłużenie terminu danego zlecenia. Najczęściej musicie też dodać wiadomość do danego zlecenia, by moderatorzy mogli je znaleźć. I przedłużą - o tyle, o ile chcecie. Jeśli nie określicie terminu - dadzą Wam zwykle dodatkowe 12 godzin, albo nawet i 24. Dużo zależy od tego, jaki termin pierwotnie przewiduje zleceniodawca.

I tak, wiadomości w zleceniu trafiają do moderatorów, nie do zleceniodawcy. Tak naprawdę zleceniodawca nie ma możliwości skontaktowania się z wykonawcą i odwrotnie. Niektórzy jednak tego nie doczytują i potem piszą w zleceniu, że wszystko do ustalenia ;-)

Pamiętajcie też, że w każdej sytuacji, w której potrzebujecie pomocy, warto napisać e-mail do BOK. To dobre wyjście, jeśli czegoś nie wiecie, coś nie działa, albo po prostu zauważycie, że macie błąd w tekście i chcecie go poprawić. Zazwyczaj odpisują dość szybko i raczej nie ma z nimi większych problemów.


Jak zarabiać na pisaniu tekstów?


Jedynym minusem tego portalu są zarobki. Nie tylko sprzedawane artykuły, ale i zlecenia są zazwyczaj wyceniane dość nisko. Przeliczajcie sobie zatem dobrze, ile dostaniecie za 1000 zzs. Na zlecenia w cenie poniżej 3 zł/1000 zzs (czyli na przykład 2.50 za tekst 2000 zbs) nie zwracajcie uwagi, chyba, że na samym początku. Nawet, jeśli są to precle, nie opłaca się ich robić, zwłaszcza, że i tak płacicie od tego podatek. O zasadach rozliczania się na Giełdzie Tekstów również napiszę Wam osobną notkę.

A gdy zaczniecie się wkurzać na niskie stawki lub natraficie na okres posuchy (zdarzają się takie, gdy wciąż wiszą te same, stare zlecenia lub nawet nie ma w ogóle żadnych), podziałajcie w innych miejscach. Sama przetestowałam jeszcze dwa miejsca, które mogę Wam polecić:

Dużo zleceń dla copywriterów

Znacznie lepsze stawki za teksty


Zobaczcie pozostałe wpisy na temat Giełdy Tekstów:

Dobry sposób na zarobienie dodatkowych pieniędzy

Giełda Tekstów - czy można na niej zarobić? Konkrety!

Giełda Tekstów - czy warto zostać Super Autorem?


I czas na obiecany screen z zabawnym zleceniem.

śmieszne zlecenia na Giełdzie Tekstów

Ktoś chętny do realizacji? :-D

Co jeszcze chcecie wiedzieć o Giełdzie Tekstów i innych tego typu portalach?

Sprawdź pozostałe posty z kategorii Copywriting

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket Photobucket Photobucket
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.