7 błędów w Bullet Journal, które popełniałam

7 błędów w Bullet Journal, które popełniałam

Prowadzenie Bullet Journal to jedna z tych rzeczy, które jednocześnie są proste... i nie są. To oznacza, że całkiem łatwo jest zacząć prowadzenie BuJo, ale trudno jest go prowadzić we właściwy sposób. I mnie się to "udało". Jakie błędy popełniałam w swoim pierwszym notesie?

prowadzenie Bullet Journal

Brak uzupełnionego indeksu

Pierwszy ważny błąd w moim BuJo polegał na tym, że olałam kompletnie temat indeksu/spisu treści.
To znaczy, ja go zrobiłam, nawet w miarę uzupełniałam, ale tak raczej bez pomysłu i od przypadku do przypadku. Przez to w spisie treści były dziury i okazał się wyjątkowo niefunkcjonalny. Brakło mi też na niego miejsca i ostatecznie jego część znalazła się... w środku notesu, zamiast na początku.




Brak planu

Niby próbowałam rozplanować, co gdzie ma się znajdować, ale tak bardzo porwała mnie wizja personalizowanego, dopasowanego do moich potrzeb notesu... że zrobiłam sobie w nim totalny chaos. To nie dla mnie - jakkolwiek, nie dla każdego będzie to też błąd. BuJo ma być dopasowany do Ciebie - jeśli nie przeszkadza Ci to, że po karcie z miesiącem nagle ląduje jakaś lista, nic się nie stało. Mnie to przeszkadza i chcę, żeby wszystko miało swoje ustalone miejsce.

Brak future log

Właściwie - inaczej: brak future log w jednym miejscu. Pierwotnie w ogóle nie uwzględniłam, że będę potrzebować miejsca na zapisywanie bardziej odległych wydarzeń. Potem się okazało, że bez tego ani rusz, więc zrobiłam na szybko taki future log gdzieś w połowie notesu. I nie przemyślałam, żeby zrobić go od razu do grudnia, więc... potem musiałam go robić jeszcze raz w innym miejscu. Masakra.


Niewłaściwy notes

To znaczy, nie zrozumcie mnie źle. Memobook jest świetny. Zapewnia naprawdę wiele w tej cenie - a cena jest zaskakująco niska, jak na supermodne notesy w kropki. Po prostu ja źle wybrałam - zdecydowałam się na jedyny dostępny w Świecie Książki rodzaj, zamiast zamówić bezpośrednio od producenta model w nieco mniejszym formacie. W efekcie używałam notesu tylko w domu i sprawiało mi problem przewożenie go gdziekolwiek. Oprócz tego brakowało mu pewnych przydatnych rzeczy takich jak choćby gumka na długopis czy miejsce do przechowywania luźnych karteczek.


Nadmiar pracy

O, to jest powszechny błąd. Wiecie, BuJo ma służyć nam do planowania i pomóc w OSZCZĘDZANIU czasu, a tymczasem... całkiem sporo go zabiera. Na starcie chyba wszystkim włącza się tryb, że musi być dopracowany, i zaczynamy wszędzie robić piękne nagłówki, rysować i ozdabiać. Z czasem mi się to znudziło i teraz mój BuJo jest wciąż ładny, ale również leniwie minimalistyczny. I super!

Brak regularności

Przypuszczam, że po części duży format, a po części nadmiar pracy, z jakim zaczął mi się kojarzyć, spowodowały, że zaczęłam w swoim BuJo mieć dziury - dni, tygodnie, a nawet miesiące, kiedy w ogóle z niego nie korzystałam. Dopiero zmiana notesu na nowy ponownie mnie zmotywowała do planowania w ten sposób. Cóż, czasem tylko to działa.


Zbyt dużo akcesoriów

Słowem: za dużo pieniędzy i roboty. W tej chwili tutaj również zagościł u mnie minimalizm i używam tylko kilku rzeczy. Z drugiej strony jednak, kiedy patrzę na inne BuJo w internecie, to stwierdzam, że ze swoim nadmiarem akcesoriów i tak byłam oszczędna...


A czy jest coś, co zrobiłam dobrze?

No jasne. Po pierwsze, zaczęłam. Po drugie, nastawiłam się na mimimalizm i stopniowo do niego doszłam. Po trzecie, znalazłam układy i karty, które są mi naprawdę potrzebne, a z tych niepotrzebnych zrezygnowałam. Po czwarte, wybrałam notes w dobrej cenie, nie wywalając na niego kilkudziesięciu złotych. Nie do końca może przemyślałam jego wybór (format!), ale zmieściłam się w ustalonym budżecie (max. 30 zł). No i najważniejsze - dobrze używałam swojego BuJo, planowałam i spisywałam dobre chwile, żeby mi nie wyleciały z pamięci ;-)

Korzystacie też z Bullet Journal? Jakie błędy w nim popełnialiście?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Gdzie jest szczyt kreatywności i koniec internetów? 5-11 lutego

Gdzie jest szczyt kreatywności i koniec internetów? 5-11 lutego

To był fajny tydzień, bez dwóch zdań! Zresztą... każdy tydzień kończący się po czterech dniach pracy jest fajny. Chyba mocno się do tego przyzwyczaiłam ;-)

szczyt kreatywności i koniec internetów


Przegląd tygodnia

Poniedziałek przywitał mnie dobrą nowiną - wygrałam w kolejnym konkursie. Bardzo się ucieszyłam. Potem sprawdziłam pozostałe zwycięskie prace i się zirytowałam, bo to były same wierszyki. Ja nie wiem, te rymowanki wśród jurorów uchodzą za szczyt kreatywności czy co?

Mimo wszystko wygrana sprawiła mi wielką radość :-) Ciekawa jestem tylko, kiedy do mnie dotrze, bo organizatorzy w ogóle nie odpisali na maila z tym pytaniem - wiem, oklepanym, powtarzającym się... Cóż, mogliby mieć pretensje, gdyby informacja na ten temat była w regulaminie - ale nie było. Wnioskuję, że to oznacza "wyślemy, jak nam się zachce".


Pamiętacie, sto lat temu (no prawie) pisałam Wam, że chcę przeczytać Biblię copywritingu? Melduję, że się przeczytało, a czytało się świetnie. Przerobiłam tę książkę niemalże w mgnieniu oka. Już mogę powiedzieć, że naprawdę było warto.

Przeżyłam też tłusty czwartek (tak, piszemy to małymi literami). Zjadłam zaledwie 2 pączki, bo były tak słodkie od lukru, że naprawdę więcej się nie dało. I dobrze, im mniej, tym lepiej.

Znowu miałam wolny piątek. I co? I to.


Na szczęście, wiercący fachowcy okazali się bardzo spoko i zastrzegli, że w sobotę wiercić nie będą, bo wolą oglądać olimpiadę. Potrzebujemy więcej takich fachowców w blokach ;-)

Dzięki temu weekend minął mi spokojnie i miło. Cóż, dla mnie wolne to świętość i dlatego jestem bardzo cięta na wszelkie hałasy z rana, szczególnie w soboty i niedziele. Niedziele to w ogóle jest szczególny temat w blokach... O tym też pisałam na Twitterze ;-)

Spędziłam też fajne Walentynki. Najpierw kolacja, a potem dużo dobrej zabawy na kabarecie Neonówka. Z tą kolacją to wyszło w sumie całkiem spontanicznie - miała być w środę, ale dowiedziałam się, że wybrana restauracja też wymyśla jakieś specjalne menu (co wciąż kiepsko mi się kojarzy) i stwierdziłam, że wolę zjeść coś ze stałych dań. Ja wiem, Walentynki, okazja do zarobienia - ale wiem też, że lubię mieć wybór.

Najnowsze wpisy

W tym tygodniu na blogu:

Jak naprawić drukarkę i co na to obrońcy zwierząt


Co najchętniej czytaliście w 2017?


Przegląd internetów

Tutaj liczę na Wasze inspiracje, ponieważ w tym tygodniu byłam bardzo na bakier z internetowymi rozrywkami - wybrałam czytanie "analogowe". To co polecacie? Poszukajmy wspólnie końca internetów ;-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Co najchętniej czytaliście w 2017? Blogowe podsumowanie roku #2

Co najchętniej czytaliście w 2017? Blogowe podsumowanie roku #2

Trochę się śmieję z tej mody na podsumowania, ale z drugiej strony, myślę, że warto. Warto raz na jakiś czas zatrzymać się w miejscu i zastanowić, co w danym roku osiągnęliśmy. Dobrze też wiedzieć, które treści przyciągnęły najwięcej czytelników, bo to może pomóc nadać blogowi kierunek. Dlatego właśnie dzisiaj podsumowuję, które wpisy najchętniej czytaliście w zeszłym roku. Jesteście gotowi?

nowy rok, nowy start


Giełda Tekstów - czy można na niej zarobić? Konkrety!

Wpisy o Giełdzie Tekstów przyciągają Was tu całkiem sporo. Szczególnie ten, w którym podaję konkretne zarobki. Przez ten rok dużo się zmieniło, w tym także moje zdanie o tym miejscu. Myślę, że serwisy takie jak Giełda Tekstów są dobre tylko i wyłącznie na początek. Nie istnieją zawodowi copywriterzy, którzy zarabiają tylko na takich portalach - bo zarobić się tam nie da. Zwłaszcza teraz, kiedy jest mało zleceń i wszystkie wyjątkowo źle płatne.

Słowem: jeśli chcesz zacząć zarabiać na pisaniu, nauczyć się tego i zdobyć trochę doświadczeń, możesz podziałać na Giełdzie Tekstów. Jeśli masz doświadczenie, szukaj innych możliwości, ciekawszych serwisów i przede wszystkim rozreklamuj lepiej swoje usługi. Bez pośredników zarobisz więcej.

Giełda Tekstów - jak zacząć?

Ten post również zwrócił uwagę wielu z Was. Moje początki na Giełdzie Tekstów nie były łatwe - bo nie znalazłam wtedy nigdzie takiego wpisu, jak ten powyższy. Jeśli ktoś z Was jest tak początkujący, że chce w ogóle cokolwiek na tej Giełdzie Tekstów zaczynać, to ten post powinien pomóc.

Ile kosztuje Bullet Journal? Notes w kropki i inne akcesoria do BuJo

Bullet Journal to fajna sprawa, ale ilekroć czytałam o nim na innych blogach, miałam wrażenie, że to wszystko jest cholernie drogie. Notes w kropki za kilkadziesiąt złotych, do tego zestawy zakreślaczy i cienkopisów warte drugie tyle, brushpeny, nietypowe linijki.... I czy to wszystko naprawdę jest potrzebne? Czy naprawdę BuJo musi kosztować dużo? Sprawdźcie. I wybaczcie rym - nie mogłam się powstrzymać ;-)

Komuno, wróć

Ten wpis to kolejny doskonały przykład tego, że blog zmienia się wraz ze mną. Teraz raczej czegoś takiego bym nie opublikowała. Wkurza mnie to, co się dzieje wokół, ale nie chcę pisać tu o polityce, bo to bez sensu. Nie oglądam wiadomości w telewizji i nie czytam politycznych doniesień, bo mnie już czoło boli od facepalmów.

Czy Niemcy bekają przy stole? Dziwne niemieckie zwyczaje

Ten wpis to relikt mojej emigracyjnej działalności. Znajdziecie w nim niekulturalnych Niemców, nagich Niemców i zakochane Niemki. Zabójczy zestaw, prawda?

Na sam koniec, żeby pozostawić po sobie dobre wrażenie (bo myślę, że i blogera poznaje się nie po tym, jak zaczyna, a jak kończy), podrzucam Wam dwa linki dotyczące pisania, kreatywności i wszystkiego tego, czego potrzebuje copywriter lub copywriter-to-be.

Dobre praktyki ludzi sukcesu


Jak wyzwolić w sobie kreatywność? 4 sprawdzone sposoby



Więcej o tym, jak pisać, dowiecie się z moich pozostałych wpisów z kategorii Copywriting

A co Wy byście dodali do tej listy? Pewnie nie macie lepszych propozycji, ale i tak chętnie posłucham ;-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Jak naprawić drukarkę i co na to obrońcy zwierząt. 29 stycznia - 4 lutego

Jak naprawić drukarkę i co na to obrońcy zwierząt. 29 stycznia - 4 lutego

Co tydzień to samo - łapię telefon w dłoń i przeglądam galerię. Jakie zdjęcia znalazły się w niej tym razem?

zdjęcie z telefonu


Przegląd tygodnia

Tym razem można wywnioskować, że spacerowałam, trenowałam, robiłam głupie kawały i klimatyczne zdjęcia. Oprócz tego, chodziłam wcześnie spać i do ulubionych restauracji. A jak było naprawdę?



W większości wszystko się zgadza. Może oprócz tego wczesnego chodzenia spać, bo z tym różnie bywało i przez większość tygodnia spałam raczej po 6 godzin. O dziwo, to chyba było za mało, bo poranne pobudki okazały się wyjątkowo trudne.

Tak trudne, że aż musiałam sobie znowu wziąć wolny piątek.

Z ulubionymi restauracjami... fifty-fifty. Byłam w jednej ulubionej i w jednej, co do której miałam wielkie nadzieje. Być może też stanie się moją ulubioną, ale to się jeszcze okaże. Nie chcę wydawać opinii po zaledwie jednej wizycie :-)

Wciąż trenuję i mam nadzieję, że tak mi już zostanie. Ćwiczę 3 razy w tygodniu w domu, a w pozostałe dni spaceruję i robię 8 tysięcy kroków. Odpuszczam jedynie w weekend, bo regeneracja też jest ważna.

Konkursy - tutaj na razie cisza. Brałam udział w niewielu, bo nie było nic ciekawego.

Próbowałam ostatnio swoich sił w kilku testach oraz konkursach na wizaz.pl i ciągle nic. Niby mają po kilkaset produktów do wydania, wysyłam fajne zgłoszenia, a jakimś sposobem ciągle wygrywają te same osoby... Jest tu ktoś, kto u nich coś wygrał? Ciekawa jestem, czy warto w ogóle próbować, czy to jakaś ściema do wyciągania danych.

Najnowsze wpisy

Na blogu w tym tygodniu:

Firmy, które nie umieją w komunikację


Co najchętniej pisałam?


Tym razem nic nie odkurzamy, bo całkiem sporą bazę macie w powyższym wpisie. Przygotujcie się na otwarcie 10 zakładek jednocześnie ;-)


Przegląd internetów


Zaczniemy od instrukcji, jak naprawić drukarkę. Moja uparcie drukuje pionowy czarny pasek (niezbyt widoczny, ale mi przeszkadza). Może to dlatego, że do tej pory nie próbowałam kroków 3 i 5?

Ten filmik nieźle mnie ubawił. W sumie, brzmi znajomo ;-)


No i mam nowinę: założyłam Twittera. Po raz chyba już piąty. Miałam do niego mniej więcej tyle podejść, co do Snapchata i każde kończyło się usuwaniem konta. Zobaczymy, ile teraz wytrwam, ale póki co - całkiem mi się podoba. Obserwujcie, to nie usunę konta ;-)


A co u Was słychać?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger