Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biuro bez klamek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biuro bez klamek. Pokaż wszystkie posty

16 kwietnia

Wychylam się przez okno na świat. 9-15 kwietnia

Wychylam się przez okno na świat. 9-15 kwietnia
Pogoda is a bitch, ponieważ dopóki pracowałam w biurze bez okien, było ładnie. Dziś spędziłam pierwszy dzień w nowej siedzibie i co? Oczywiście, że zrobiło się pochmurno i zaczęło padać. Jednak wciąż szokujące jest dla mnie to, że w ogóle widzę, jaka pogoda jest na zewnątrz. Kto nie pracował choćby przez chwilę "w podziemiu", ten nie zrozumie.


Przegląd tygodnia

Słowo, że nie ma nic lepszego, niż praca w miejscu, w którym nie brakuje naturalnego światła. Nie zdajecie sobie sprawy, jakie ono jest istotne, dopóki nie zostaniecie go pozbawieni. Ja byłam pozbawiona przez jakieś 1,5 roku przez 1/3 doby i to mi wystarczyło, by z wielką radością powitać nowe biuro. Ale żeby móc witać nowe miejsce, trzeba było najpierw pożegnać stare.


Przez cały tydzień przestępowałam nerwowo z nogi na nogę. Było trudno - na dworze pięknie i słonecznie, a ja aż się wyrywałam na zewnątrz. Byle jak najwcześniej wyjść z pracy i iść na spacer lub na rower. Przecież nie można marnować słonecznego dnia, kiedy tak bardzo brakuje mi słońca, prawda? Tak odkryłam kilka fajnych rowerowych tras, bo po godzinach prawie nie złaziłam z roweru.

Byłam też w kinie na Player One i zastanawiam się właśnie, czy dam radę napisać jakąś szybką recenzję.

Długo wyczekiwany piątek nadszedł szybciej niż myślałam. Ledwo minęło południe i nagle zrobił się u nas potężny chaos. Wszyscy latali z taśmami, etykietami i kartonami, bo trzeba było spakować swoje rzeczy i przygotować do przeprowadzki. Myślałam, że zajmie mi to maks. pół godziny, a ze swoim (wcale nie tak wielkim) dobytkiem walczyłam prawie półtorej godziny. Być może dlatego, że zaczęłam od sklejenia kartonu nie tak, jak trzeba? ;-)

Przez cały tydzień walczyłam ze sobą i zastanawiałam się, czy chcę jechać na otwarcie nowego biura, ale w końcu się złamałam. Jedyna taka okazja... no i ciekawość, jak to wszystko wygląda, okazała się silniejsza ;-) Było warto. Zwłaszcza że firmowa impreza okazała się dobrym wstępem do nie mniej towarzyskiego wieczoru.

Najnowsze wpisy

Nie jestem w stanie rozciągnąć doby, choć bardzo bym chciała. Czasu mam tyle, co zawsze, ale że ostatnio postanowiłam go spożytkować na częstsze pisanie na fanpage'u, blog na tym troszkę ucierpiał. To chyba się nazywa kanibalizm ;-) Z drugiej strony, zaczynam rozumieć blogerów takich, jak Pigout, który pisze głównie na fanpage'u - jest to mniej wymagające (ot, napisać, poprawić, zarzucić grafikę), a odzew jest większy i zasięgi rosną szybciej. A co innego może bardziej zmotywować do działania, jak nie szybko widoczne efekty?

Na blogu w tym tygodniu:

Ładowanie baterii na wiosnę


Koszulki wstydu. Moje początki na Cupsell


Przegląd internetów

... a w nim:


No i po raz pierwszy od bardzo dawna nie mogę się doczekać pójścia jutro do pracy, ale nie bójcie się - w końcu mi przejdzie :-D

Co tam u Was nowego?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket

09 kwietnia

Ładowanie baterii na wiosnę. 2-8 kwietnia

Ładowanie baterii na wiosnę. 2-8 kwietnia
Święta, święta... i po zimie. Całe szczęście. W sumie to nie wiem, jak to się stało, że tak nagle po śniegu przyszło słońce i 23 stopnie, ale co ja tam będę wnikać... Cieszę się bardzo. Jest cudownie!

wiosenne pąki na drzewie

Przegląd tygodnia

Pamiętacie Lany Poniedziałek? To był dzień, który mówił: "zapomnij o wiośnie, mieszkasz w Polsce". Obudziłam się o 7 rano i okazało się, że... spadł śnieg. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy rozespana wstałam z łóżka i przecierałam oczy ze zdumienia, wyglądając przez okno. Może jednak wcale nie powinnam się tak dziwić, bo tegorocznej zimie ewidentnie zepsuł się kalendarz i przyszła, ale zdecydowanie nie na czas. Zegar biologiczny jej się rozregulował i przychodziła tak kilka razy, najwyraźniej licząc, że w końcu trafi. No i trafiła - jak kulą w płot. Śnieżną kulą.

A potem rozświeciło się słońce, śnieg stopniał i wreszcie zaczęłam mieć nadzieję.


W drugi dzień Świąt było rodzinnie i całkiem ciekawie. I dość głośno, co ja zazwyczaj kiepsko znoszę, ale tym razem nawet mi się podobało. Lubię ludzi o szerszych horyzontach, dlatego wybaczyłam im nadmiar decybeli ;-)

A po Świętach wróciłam do pracy... i znowu się pochorowałam. Myślicie, że to skłoniło mnie do wizyty u lekarza? No nie bardzo. Jakoś nie mam ochoty siedzieć w kolejkach z pewnie jeszcze bardziej chorymi ludźmi i wdychać jeszcze gorszych zarazków dla świstka gwarantującego mi święty spokój na następnych kilka dni.

Tym razem jednak pozbierałam się szybciej. Na tyle mi się to udało, że nawet byłam w stanie wyjść na stand-up Rafała Paczesia. Po raz pierwszy byłam w ogóle na takim występie na żywo i zdecydowanie wybiorę się jeszcze, bo było świetnie. Wyśmiałam się tak, że bolała mnie szczęka, mimo że Rafał poczucie humoru ma raczej mało kobiece. Ale ja też.

Pracowałam z domu przez chwilę. Znowu nie wyszło przekierowanie przesyłki i musiałam zajrzeć po swoją paczkę do biura. Przyszłam, zobaczyłam... i powiedziałam głośne: "O kurwa", bo spodziewałam się czegoś wielkości lodówki turystycznej, a nie całej lodówkozamrażarki. A co było w środku? No nie, nie lodówkozamrażarka. Będzie wpis na ten temat, więc cierpliwości ;-)

Do biura wróciłam w piątek... i okazało się, że od tej pory pracuję w biurze bez klamek.

Spędziłam też fantastyczną sobotę. Hasło-klucz: Częstochowski Rower Miejski. Niestety, pierwszy testowany egzemplarz najwyraźniej już po pierwszym tygodniu zaliczył awarię. Na szczęście, wszystkie pozostałe działały. Jestem zachwycona tym pomysłem i mam nadzieję, że stacji przybędzie.

Trochę niedzieli też udało mi się spędzić na dworze. Odkąd tylko zrobiło się słonecznie i ciepło, czuję niepohamowaną potrzebę wyjścia z domu. Dosłownie, jakbym była na baterie słoneczne i próbowała je naładować ;-)

Najnowsze wpisy

Na blogu w tym tygodniu:

Święta, swing i śnieg


Mieszkasz w bloku? Bądź człowiekiem


inkBOOK Classic 2. Czy warto? Recenzja czytnika


Przegląd internetów


Każdego ranka powtarzam modlitwę Stachury. "Dopomóż mi Boże, żebym się nie władował w jakąś historię, która mnie raczej nie obchodzi." A co ciekawe, niektórzy z własnej woli zawzięcie się ładują w nasze historie... by nie dać nam żyć inaczej niż wszyscy.

Kto jeszcze używa papierowych wizytówek? Ta pani używa, ale zdecydowanie wie, jak to robić!

Jakbyście siebie opisali, gdybyście musieli to zrobić w 40 znakach ze spacjami?

śmieszne ogłoszenia matrymonialne - "najbrzydsza w Siedlcach"

Mnie te opisy w ogłoszeniach matrymonialnych w jakiś sposób urzekły - bo ktoś potrafił zawrzeć clue w zaledwie kilku słowach. Ciekawa jestem, jakby się te panie opisały w CV na 40 zzs ;-) A Wy?

Co u Was ciekawego w tym tygodniu?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger