piątek, 28 sierpnia 2015

Przegląd tygodnia 17-23 sierpnia


Po raz pierwszy w moim niemieckim przeglądzie tygodnia mogę napisać, że tydzień był spokojny i obyło się bez żadnych przygód. Naprawdę! :-) Ale to też powoduje, że nie bardzo mam o czym pisać. Dlatego też będzie więcej zdjęć :-) 

Odkryciem, po którym moje życie już nigdy nie będzie takie samo, został ten samochód:


Uśmiałam się, że to Golf II Cabrio, po czym zostałam pouczona, że to nie Golf, tylko jakiś Volkswagen MK1 Cabrio. Nic tam, dla mnie to i tak wygląda jak Golf II, w którym rdza dach przeżarła i trzeba było sobie z tym jakoś kreatywnie poradzić. I który najwyraźniej wpadł w łapki kogoś tak kreatywnego, jak panowie z Top Gear (w końcu robili z aut domy i amfibie) :-)


Eksperyment pt. "Kraina Volkswagenów" zaczyna chyba powoli dochodzić do ściany - zrobiłam ostatnio zdjęcie dziesięciu sztuk naraz. I mogłabym spokojnie używać go do testów spostrzegawczości - "znajdź na obrazku 10 Volkswagenów". Niestety, możliwości smartfona szybko się kończą i albo muszę zacząć focić te auta z drzewa ("Widziałeś kiedyś samochód z drzewa? To wejdź na drzewo i zobacz!") albo trzeba znaleźć nowy fotograficzny cel. Albo kupić wreszcie lustrzankę i obiektyw szerokokątny :-)


Żartowałam sobie troszkę na Instagramie, że dorobiłam się blogerskiego gadżetu ;-) Ale prawda jest taka, że odkąd kupiłam tego tableta, przestałam bloga obsługiwać ze smartfona (dawało radę, ale mimo wszystko było męczące, nawet ekran 4,7 cali to za mało dla Bloggera w przeglądarce - a aplikacja Blogger na Androida jest, delikatnie mówiąc, uboga) i praktycznie całkowicie przerzuciłam się na tableta. Był to jednak dość spontaniczny zakup (potrzebowałam czegoś niezbyt drogiego, co choć po części zastąpi mi komputer na wyjeździe; nie byłam też pewna, czy w ogóle tablet mi się spodoba, więc nie chciałam wydawać na niego zbyt wiele). Jestem gadżeciarą, toteż za jakiś czas planuję napisać małą recenzję tego sprzętu :-) Póki co - daje radę, ale nie powala ;-)

Dalej też udowadniam sobie, że jak się ma pomysł na zdjęcie, to i smartfon wystarczy. Wszystkie foty, które pojawiły się do tej pory na blogu i na Instagramie, zostały zrobione telefonem i poddane edycji również jedynie mobilnie. I oto efekty z tego tygodnia:






Jak widać, zalew Südsee to ciągle moje ulubione miejsce i bywam tam po kilka razy w tygodniu. I wydaje mi się czasem, że narobiłam tam już tyle zdjęć, że nie mam już co fotografować. A potem zerkam w niebo i zauważam na nim piękne chmury, albo patrzę w bok i widzę malownicze ujęcie siedzącej na ławce pary. Fotografia to jednak niekończąca się historia :-) 





Miło mi było zobaczyć, że w Niemczech można znaleźć i polskie piwo ;-) Niestety, nie kupiłam, bo mam w umowie zapis, że nie wolno mi w trakcie jej trwania spożywać napojów alkoholowych - to specyfika mojej pracy :-) 


Pierwszy raz w trakcie pobytu w Niemczech upiekłam ciasto - z przepisu Ani na muffinki. Troszkę mi opadło (chyba za wcześnie otworzylam piekarnik), ale było tak pyszne, że zniknęło w dwa dni :-) 


Ten przegląd pojawia się dopiero w piątek i tak już pozostanie - to będzie taka lekka, weekendowa seria. Przemyślałam ostatnio sporo w kwestii bloga i mam już w głowie pewien zarys, w jakie dni będę publikować nowe wpisy.

W kwestii inspiracji zapraszam Was właśnie na bloga Ani. Czytam go od kilku tygodni, ale dopiero ostatnio wciągnął mnie tak, że codziennie na niego zaglądam i nadganiam starsze wpisy. Ania pokazuje, że można naprawdę wiele, jeśli tylko się chce - można wyleczyć się z gronkowca i być zdrowym człowiekiem, nawet jeśli lekarze nie dawali na to szans i nie umieli pomóc. Można uniknąć pracy na kasie - nawet jeśli się jest po pedagogice (w moich okolicach to też jest bardzo popularny kierunek). Bardzo lubię jej Rozwojownik, a w nim sposoby na stres i szybką poprawę nastroju oraz bardzo kreatywne podejście do różnych spraw, np. pozytywne wykorzystywanie mediów społecznościowych (post: Jak wykorzystać Instagram do rozwoju osobistego). Lubię też jej wpisy o pieniądzach i z niecierpliwością czekam na nową serię na ich temat. Bardzo podoba mi się to, że blog Ani jest tak różnorodny i potrafi ona o wszystkim pisać w bardzo przyjazny, lekki sposób. To jedna z nielicznych osób w blogosferze, która budzi mój szczery podziw :-)

Tym miłym akcentem kończę na dziś i oczywiście zapraszam Was do obserwowania mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin'. Miłego weekendu! :-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket

wtorek, 25 sierpnia 2015

Dobry sposób na zarobienie dodatkowych pieniędzy


Wspominałam nieco w swoich przeglądach tygodnia o tym, że można zarabiać w internecie, sprzedając swoje artykuły. Pod postami pojawiały się pytania na ten temat, na które chcę dzisiaj odpowiedzieć i przybliżyć Wam nieco ten sposób zarabiania.

Zaczęło się od tego, że trafiłam w sieci na bloga dla przedsiębiorczych Agnieszki Skupieńskiej (który mnie wciągnął niesamowicie swoimi wpisami na temat freelance'u) i wpis na temat szukania zleceń dla copywriterów, w którym wspomniała o portalu Supertreść. Od razu się w nim zarejestrowałam, jednak długi czas oczekiwania sprawił, że zaczęłam szukać czegoś innego. I tak oto, nieco okrężną drogą, trafiłam na portal Giełda Tekstów i od razu tam wystartowałam. I o nim głównie będę dziś opowiadać, ponieważ do tej pory na Supertreści jeszcze nie próbowałam wykonywać zleceń, nawet, gdy się zaczęły pojawiać. Zamierzam jednak oczywiście spróbować wkrótce i wtedy też na pewno coś o tym napiszę i podzielę się z Wami wrażeniami.

Jeśli chodzi o Giełdę Tekstów, jest to miejsce, w którym wystawiamy na sprzedaż swoje teksty, a także możemy realizować zlecenia. Najpierw oczywiście powinniśmy się zarejestrować i podać niezbędne dane. Ważne są również dane do wypłaty - możemy je wypełnić jako firma, lub też jako osoba prywatna. Po wykonaniu tych kroków możemy zacząć pisać.

Już na wstępie radzę jednak robić to w zewnętrznym edytorze tekstowym i potem wklejać. Serwis po pewnym czasie braku naszej aktywności (czyli nie klikania na stronie; pisania nie "zauważa") automatycznie nas wylogowuje, i jeśli po ponownym zalogowaniu się nie cofniemy się do poprzedniej strony, stracimy tekst. Brakuje tam czegoś takiego, jak stałe zalogowanie...

Możemy tam pisać różne teksty: precle (tzw. presell czyli proste teksty pod wyszukiwarki, o niskiej wartości merytorycznej), zaplecza (teksty o nieco większej wartości), katalogi (teksty SEO przeznaczone do katalogów) i artykuły pełnowartościowe. Gdy wstawimy gotowy tekst, serwis zlicza nam ilość słów i proponuje cenę. Z doświadczeń innych, a także swojego, stwierdzam, że lepiej się sprzedaje, obniżając nieco swoją cenę. Przynajmniej na początku :-) Po wstawieniu artykułu, czekamy, aż zostanie zatwierdzony przez moderatora i trafi do sprzedaży. Od tego momentu czekamy na info o tym, że ktoś go kupił :-)





Bardzo ważną informacją na początek jest to, że nie możemy tam wystawić tekstu, który był wystawiony w konkurencyjnym serwisie (kiedyś to był np. Textmarket, ale przypuszczam, że Supertreść się liczy jako konkurencja, mimo, że nie sprzedajemy tam gotowych artykułów, a realizujemy zlecenia). Jeśli zrobimy coś takiego, zostaniemy zablokowani. Generalnie w FAQ jest mowa o tym, że należy dodawać teksty unikalne, które nie były do tej pory publikowane w internecie. Oczywiście muszą też być poprawne pod kątem gramatyki, interpunkcji i ortografii oraz bez błędów stylistycznych i logicznych.

Dobrą taktyką może być dodanie jak największej ilości artykułów, tak, żeby jak najszybciej osiągnąć tzw. status Super Autora i móc realizować specjalne zlecenia oraz szybciej sprzedawać (wyróżnienie artykułów w wyszukiwarce). Do tego przede wszystkim potrzebne jest dodanie 150 tekstów, które zostaną zaakceptowane. Ilością się nie przerażajcie - precle i zaplecza o długości do 1200 zzs (znaków ze spacjami) to krótkie wypowiedzi, które pisze się dosłownie kilka minut. W godzinę można napisać ich około 8-10. Tym sposobem, jeśli codziennie poświęcimy godzinę na pisanie, dodamy wymaganą ilość artykułów już w około dwa tygodnie. Im szybciej i sprawniej posługujemy się klawiaturą i językiem polskim, tym więcej w ciągu godziny jesteśmy w stanie napisać.

Na szczęście, większość zleceń możemy jednak realizować, nie będąc jeszcze Super Autorem. Zlecenia ogólnodostępne są mniej płatne, ale nie jest to regułą.

Ile czekamy na pierwszą sprzedaż? Oba teksty wstawiłam 21 lipca, jeden z nich został zaakceptowany dzień później i sprzedany 4 sierpnia. Drugi zaakceptowano tydzień po wystawieniu i 9 sierpnia się sprzedał. Tutaj widać tylko jeden drobny minus tego portalu - czasami artykuły są moderowane bardzo szybko. Czasami trwa to prawie wieczność.

O czym pisać? Na stronie mamy dostępne statystyki sprzedaży, gdzie znajdziemy informacje o tym, jakie teksty są wstawiane i jakich najwięcej się sprzedaje. Można też sprawdzić, jakie ostatnio zostały sprzedane - mnie to często inspiruje. Oczywiście, bardzo popieram pisanie o tym, na czym się znamy i o czym lubimy pisać. Jeśli jednak jest to np. wiara i religia, to takie artykuły nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem i raczej długo będziemy czekać na ich sprzedaż.

Dajcie znać, czy próbowaliście swoich sił na tym portalu lub czy zamierzacie spróbować, i jak Wam idzie :-) Gdy u mnie sytuacja bardziej się rozwinie, napiszę więcej. Jeśli chcecie być bardziej na bieżąco, obserwujcie mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin'.  Pozdrawiam!

Zobacz moje pozostałe wpisy na temat Giełdy Tekstów oraz copywritingu:


Giełda Tekstów - czy można na niej zarobić?

Giełda Tekstów - jak zacząć?

Giełda Tekstów - czy warto zostać Super Autorem?


Sprawdź pozostałe portale, na których zarobisz, pisząc teksty:





Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket

sobota, 22 sierpnia 2015

To cię dobrze nastroi! Muzyczne Inspiracje #1



Bardzo dawno nie oglądałam teledysków na Youtube. Ostatnio dopiero konieczność znalezienia czegokolwiek, co nastawi mnie pozytywnie (co czasami nie jest wcale takie proste, gdy jest się samemu za granicą) oraz to, że w TV akurat leciał występ Kase&Wrethov, skierowały mnie do utworów wspomnianego duetu. I tak oto przypomniałam sobie te najbardziej ulubione, które zawsze dodają mi energii i chęci do życia. I potem pomyślałam, że mogłabym się takimi inspiracjami dzielić z Wami. Stąd też co jakiś czas w okolicach weekendu pojawi się post pt. Muzyczne Inspiracje, w którym podzielę się z Wami muzyką, która dobrze mnie nastraja. W końcu w weekend należy szczególnie zadbać o dobry humor :-)

Pierwszy utwór tych wykonawców odkryłam jakieś trzy lata temu, na swoich urodzinach, i zachwyciło mnie pozytywne przesłanie, jakie zostało w nim zawarte. Oczywiście mówię o One life:



There's only one life 
It's right here, it's right now 
What is pain 
Do you really wanna live this way? 
Do you really wanna live this way?

Tekst nie jest jakiś specjalnie skomplikowany, ale moim zdaniem w tym tkwi jego urok. Masz tylko jedno życie, tu i teraz. Wykorzystaj je dobrze. Czy chcesz je spędzić, narzekając, czy zmieniając swój kawałek świata?

Teledysk także całkiem przyzwoity. Czarno-biały i stylowy. Nic specjalnego nię nie dzieje, jest pokazany zespół oraz jakaś zapłakana dziewczyna. Szybkie "przeskoki" kamery fajnie pasują do dynamicznej muzyki.  Trochę tylko za dużo ujęć z tą zabeczaną laską. Za pierwszym razem mnie to nie raziło, ale zobaczycie dalej, że to jest najwyraźniej jakiś ich ulubiony motyw, bo w innym klipie również się ta pani pojawia i również z rozmazanym od łez makijażem.

Po pewnym czasie, gdy One life stało się przebojem, powstała również jego wersja akustyczna (którą również bardzo lubię), z bardzo prostym, kameralnym teledyskiem: 




Kolejnym utworem, który bardzo pozytywnie mnie nastraja, jest Break down:


Even if the sky was crashing down
And no light of day was to be found 
I will never break down
I will never break down

I cokolwiek się wydarzy, ja się nie załamię. Po raz kolejny Kase i Wrethov starają się nam podnieść morale. Video niezbyt mi podchodzi - ot, walczy sobie dwóch kolesi, po czym na koniec mamy banalny happy end: podają sobie ręce i okazuje się, że to nie była walka na śmierć i życie, co nam od początku sugerowano, a zwykły sparing między kolegami. Jakkolwiek trudno chyba o smutne zakończenie w klipie, który ma nieść pozytywne przesłanie. Z jednej strony ma to swój urok, z drugiej - wygląda to trochę na takie "napisane na kolanie" i na szybko wymyślone, aby tylko było cokolwiek. Fajne są jednak ujęcia zespołu w jakiejś piaskowni - bardzo malownicze. Prawie jak w najnowszym Mad Maxie :-) 






Ostatni utwór, to mój absolutny hit. Nie mogłam go przestać słuchać, przez długi czas był też moim dzwonkiem w telefonie (a ten zaszczyt mają tylko te najbardziej ulubione kawałki) i bardzo długo mi się nie nudził. Gdy tylko wczoraj go odpaliłam - znowu przepadłam:


Tutaj już nie mamy jakiegoś szczególnie pozytywnego przesłania, bo mowa o utraconej miłości:

We could 
Runaway, runaway take me to a better day 
Runaway, runaway somethings got to change 
Runaway, runaway hey gotta find a better way
Runaway, runaway

Mogliśmy uciec w jakieś lepsze miejsce i do lepszych dni... Ja jednak ten tekst odbieram nieco bardziej pozytywnie: możemy, wciąż możemy razem uciec w jakieś lepsze miejsce. Ja mogę wkrótce uciec z tych Niemiec i znaleźć się w lepszym miejscu, czyli z Tobą ;-) Nie to, że faktycznie zamierzam zwiewać, ale jakoś tak ten utwór mi przypomina, że jestem coraz bliżej powrotu do Polski, na który czekam z niecierpliwością.


Teledysk - znowu pojawia się ta zapłakana pani. Jakkolwiek o wiele mniej ujęć podkreślających jej rozpacz, co sprawia, że klip jest dla mnie bardziej strawny :-) Zachwyca mnie za to końcówka - dynamiczne, przebijające przez siebie obrazy: grający zespół i ulice miasta z szybko jadącymi samochodami. Świetnie to pasuje do tej energicznej piosenki. I sugeruje, że utwór bardzo dobrze się nadaje do słuchania go w trakcie jazdy autem :-)

A Was jaka muzyka pozytywnie nastraja do życia? Podzielcie się w komentarzach. No i oczywiście zaobserwujcie mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin' :-) 


Obserwuj mnie na:

Photobucket Photobucket Photobucket

(Zdj. www.youtube.com)

piątek, 21 sierpnia 2015

Gdzie będziesz za 5 lat?


To pytanie można czasem usłyszeć na rozmowach o pracę. Ja jednak wracam do niego w kontekście tego, czego sama oczekuję od mojego życia. Wiem, nie wszystko da się zaplanować. Nie każdy plan uda się zrealizować w terminie od-do. Najlepiej to widzę po tym moim wyjeździe. W sierpniu miałam być już prawie od miesiąca za granicą i zarabiać. Tymczasem tak naprawdę wyjechałam dopiero 29 lipca. Miałam jechać na pół roku... Najprawdopodobniej będę musiała na nieco dłużej, żeby zarobić tyle, ile potrzebuję... Miałam pracować w Anglii - a wylądowałam w Niemczech. I tak dalej :-)

Mimo wszystko jednak 5 lat to całkiem dużo, żeby doprowadzić swoje życie do pożądanego stanu. Bo jakby ktoś miesiąc temu mnie zapytał, jak widzę się za pół roku, to bym odpowiedziała, że będę wracać z zagranicy i zaczynać pracę na własny rachunek. Jak teraz ktoś o to zapyta, muszę odpowiedzieć, że pewnie będę na wyjeździe lub w przerwie między jednym zagranicznym zleceniem, a drugim. I najprawdopodobniej będzie to trwać przynajmniej do czerwca. Ot, pół roku to dość krótki okres czasu, a plany mogą się nieco poprzesuwać. Warto jednak mieć jakiś zarys, czego mniej więcej oczekujemy i do czego dążymy. To pozwoli nam skupić się na podejmowaniu właściwych kroków do celu.

Za 5 lat zaś widzę siebie jako wziętego freelancera, który już ma całkiem stabilny własny biznes. Możliwe, że będzie to czas, w którym zacznę kogoś zatrudniać. Ciągle myślę jeszcze, co dokładnie miałabym robić. Do tej pory pomysłów było kilka: fotografia, copywriting, albo organizowanie imprez. Kusi mnie niesamowicie, żeby to wszystko połączyć, ale nie czarujmy się, jedna osoba nie ogarnie tylu aktywności, promowania się i do tego papierologii, jaka jest związana z prowadzeniem firmy. Wystartować zamierzam jeszcze w przerwie między wyjazdami i zacznę od pracy na umowę o dzieło lub umowy zlecenie. Za 5 lat jednak chcę już mieć założoną własną działalność gospodarczą.





Do tego czasu chcę też zdobyć tytuł technika rachunkowości - chwilowo zawiesiłam naukę, ale chcę dokończyć szkołę po wyjeździe. Został mi rok. Może dzięki temu sama sobie będę prowadzić rachunkowość ;-) Choć z drugiej strony chyba wolę się skupić na produktywnych działaniach, więc bardzo możliwe, że jednak księgowość zlecę komuś innemu.

O tym, jak będzie wtedy wyglądać moje życie prywatne, nie napiszę. Wolę zachować dla siebie swoje marzenia w tej kwestii. Ujawnię tylko to jedno, że chciałabym mieć własne mieszkanie w mieście. Własne, samodzielnie wyremontowane i urządzone ze smakiem. Jakkolwiek nie wiem, czy 5 lat wystarczy, żeby się go dorobić. No ale spróbuję :-)

Postaram się też, żeby ten blog wtedy dalej istniał. Pewnie też z biegiem czasu nieco zmieni się jego kształt, może też wykupię własną domenę... Chciałabym, żeby pozostał, jako miejsce, w którym mogę spisać swoje myśli nieposkładane i jakoś je ułożyć. Pisanie bardzo mi w tym pomaga i przede wszystkim sprawia wiele przyjemności. Wielu blogerów twierdzi, że to ich pasja i odskocznia - gdy byłam tylko czytelnikiem, nie wierzyłam w szczerość tych słów. Teraz dopiero rozumiem.

A ty? Gdzie widzisz siebie za 5 lat? Zapraszam do dzielenia się swoimi planami i marzeniami w komentarzach oraz na Facebooku i Instagramie. I obserwujcie mnie na Bloglovin' :-) Pozdrawiam weekendowo!

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Przegląd tygodnia 10-16 sierpnia


Coraz bardziej cieszą mnie te przeglądy, bo to oznacza, że to już kolejny tydzień i coraz bliżej powrotu. A czas mija mi tutaj niezwykle szybko. I znowu przygodowo :-) Co prawda, nie urwałam już nic i nie złamałam sobie, ani nikomu, mrówki chyba jednak udało mi się wytruć Raidem (co oznacza, że tak, da się zagazować niemieckie mrówki...) i generalnie jest całkiem nieźle.

Kolejną niemiecką przygodę miałam w poniedziałek, kiedy pojechałam na zakupy. Jak zwykle, przypięłam rower do stojaka i zrobiłam kurs między Rossmannem, a Aldim. W końcu wyszłam obładowana torbami, i zaczęłam szukać kluczyka do linki zabezpieczającej. A tu kluczyka nie ma! Sprawdziłam dosłownie wszędzie, każdą kieszeń, okolicę stojaka, weszłam ponownie do odwiedzonych sklepów. I nic. Na szczęście nie mam daleko, więc zostawiłam rower i wróciłam na piechotę do domu. Miałam zamiar potem wrócić tam z jakimiś obcęgami i przeciąć zabezpieczenie, ale trochę się obawiałam, że ktoś zauważy moje poczynania i zgłosi kradzież. A jakby się jeszcze okazało, że jestem Polką, to już pewnie w ogóle bym się nie wytłumaczyła ;-)

Ostatecznie dogadałam się ze znajomymi Niemcami, żeby mi troszkę pomogli. We wtorek pojechałam z żoną znajomego po ten rower. Wyposażona w potężne nożyce ogrodowe ;-) Okazało się, że niedokładnie wytłumaczyłam problem, i nie wzięli pod uwagę, że ja ten rower do stojaka przypięłam. Myśleli, że wpakujemy rower do bagażnika i przetniemy linkę w domu. Wyobraźcie sobie minę tej znajomej, gdy powiedziałam, że operację trzeba przeprowadzić publicznie ;-) Zresztą, ja też czułam ten dreszczyk emocji: środek dnia, centrum handlowe, pełno ludzi, a ja mam się włamywać do własnego roweru... Okazało się jednak, że aby skutecznie ukraść rower, wystarczy 30 sekund, jedna wielka Niemka i nożyce ogrodowe... Jedno cięcie wystarczyło. I tak oto dotarło do mnie to, co słyszałam o tych linkach zabezpieczających - że tak naprawdę są nic niewarte.


Gdy już odzyskałam rower, skorzystałam z okazji, gdy miałam troszkę więcej wolnego czasu i wybram się na przejażdżkę naokoło Südsee. I wpadłam w totalny zachwyt. Tam jest naprawdę przepięknie! Zresztą, sami zobaczcie:

















Poza tym sprzedał się mój kolejny artykuł na Giełdzie Tekstów. Cieszy mnie to i jak większość osób: motywuje, żeby napisać coś nowego. No i czekam na kolejne sprzedaże. W planach mam też już napisanie posta dla tych, którzy chcieliby coś więcej wiedzieć o sprzedaży w internecie własnych tekstów. Już wkrótce będziecie mogli nieco bliżej zapoznać się z tematem :-)

Co do inspiracji, wpadłam ostatnio w paznokciowe szaleństwo. Miałam się tutaj w ogóle nie malować, tak dla zdrowotności i z braku konieczności, ale... Kupiłam sobie kilka lakierów Essence The Gel i testuję. Stwierdziłam jednak, że maluję bardzo niestarannie. I mimo prób, jakoś nie wychodziło mi lepiej. Poszukałam inspiracji w internecie i znalazłam filmik (po angielsku), który dość dobrze pokazuje właściwą technikę. I dopiero teraz zauważyłam u siebie poprawę. A lakiery fajne. Co prawda, jak to zwykłe lakiery, nie mają jakiejś powalającej trwałości (mi to nawet po jednym dniu potrafią odpryskiwać), ale żelowy efekt faktycznie jest i pięknie wygląda :-)





W temacie paznokci dołączam również do dyskusji na temat Bubble Nails. Słyszałam już zdania, że to paskudne, ale świetny sposób na ukrycie grzybicy (mam nadzieję, że to nie było tak na serio) i że ten manicure wygląda jak olbrzymie kurzajki. Mnie to również nie zachwyca, zwłaszcza, jak w parze idą Bubble Nails i iście odpustowe zdobienia... Dla mnie te paznokcie wyglądają, jakby sobie je ktoś drzwiami poprzytrzaskiwał...

Poza tym... Pochłonął mnie blog Jest Rudo. Bardzo się interesuję fotografią, ale czułam, że potrzebuję ogarnąć trochę podstaw i teorii, zamiast robić wszystko "na czuja". I tam właśnie jest wszystko, czego potrzebuję, tak miło i przystępnie wyjaśnione, że dosłownie przepadłam. Jeśli ktoś nie interesuje się aż tak bardzo robieniem zdjęć, albo tylko hobbystycznie wrzuca fotki jedzenia na Instagrama, i tak powinien tam zajrzeć :-) Na pewno nie pożałuje. Blog jest zresztą bardzo wszechstronny, znajdziemy tam również wpisy z innej tematyki. Wszystko napisane w bardzo fajnym stylu. Z czystym sumieniem mogę go polecić jako jedno z moich ulubionych miejsc w sieci :-)

W kwestii fotografii znalazłam sobie cel na czas pobytu. Śmieję się, że Francja to kraina Peugeotów, a Niemcy - kraina Volkswagenów :-) Zasadniczo z innych aut to tu widzę jedynie Mercedesy, BMW i Audi ;-)  I tu jest własnie mój cel: chcę to udokumentować i zrobić zdjęcie jak największej ilości Volkswagenów stojących koło siebie. Jestem co prawda ograniczona możliwościami mojego smartfona (bo już widziałam na jednej ulicy trzynaście VW, ale nie byłam w stanie ich wszystkich złapać w kadr), ale nie poddaję się. Ot, takie moje własne fotograficzne ćwiczenie kreatywności. Nie jestem też jakąś szaloną fanką motoryzacji, prawko mam krótko, ale bardzo lubię jeździć, a do VW mam sentyment, bo to pierwsze auto, do którego wsiadłam na fotel kierowcy. A oto dotychczasowe efekty mojego eksperymentu. Wygląda na to, że się rozwijam ;-)





Zauważyłam też, że prawdą jest, że Niemcy nie mają zbyt dobrego gustu, jeśli chodzi o ubiór ;-) Nie to, że wszyscy, ale często widzę takich "hipsterów", że aż głowa sama mi się okręca za nimi. Często też popełniam takie gafy, jak wczoraj. Siedziałam w parku ze znajomym i z naprzeciwka szli sobie jacyś ludzie. Ja mówię do znajomych, że idą jakieś piękne panie, po czym się okazuje, ze druga z pań, to długowłosy Niemiec ;-) Na szczęście bohaterowie mojej wypowiedzi tego nie słyszeli :-) Sporo tu właśnie długowłosych mężczyzn, ale też i niektóre kobiety wyglądają z daleka jak faceci. Cóż, stwierdzam, że nie byłoby komplementem powiedzenie komuś, że ma niemiecką urodę ;-) 

Tymczasem to by było na tyle z mojej strony. Zapraszam oczywiście do przeczytania moich pozostałych przeglądów tygodnia, oraz innych wpisów, a także do śledzenia mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin'. Trzymajcie się i nie puszczajcie ;-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.