Dwa długie dni i cała reszta tygodnia. 7-13 maja

Jak sobie przypomnę zeszły poniedziałek, to na samą myśl robi mi się słabo. Nie dość, że pierwszy po 11 dniach wolnego, nie dość, że poniedziałek, to jeszcze moje marzenie o tym, by położyć się po pracy i odpocząć zostało brutalnie zabite przez tylko jednego maila...

rower

Przegląd tygodnia

Brzmi strasznie, co? Ostatecznie nie było tak źle i pamiętam, że nawet jeszcze zaczęłam pisać później posta.


W pracy doceniam potęgę ciszy i braku rozproszeń. Awaria klimy wygoniła mnie na inne piętro, do całkiem nieźle wygłuszonych kabin... i chyba już tam zostanę. Nie da się być nieproduktywnym, mając przed sobą ścianę, biurko i laptopa. Serio. Żadnych rozmów, krzyków, łażących ludzi... Nic, tylko ja i święty spokój, więc zasuwam jak mały robocik i piszę dziennie takie ilości znaków, że sama się sobie dziwię.


Teraz dotarłam do etapu, który sobie wcześniej zanotowałam jako "fajne zdjęcia". Nie pamiętam, o co chodzi, więc lecimy dalej :-D

Dostałam słodką paczkę od Werther's Original. Kilkanaście opakowań cukierków... które rozdaję na prawo i lewo. Mam ostatnio szczęście do tych kampanii testowych ;-)

Nadeszła także wiekopomna chwila i... założyłam sobie skrytkę pocztową. Nieśmiało dodam, że plan na jej założenie pojawił się w lutym 2017, kiedy się przeprowadziłam, bo właściciele nie chcieli mi za bardzo udostępniać skrzynki na klatce, a ja z kolei nie miałam ochoty bawić się w korespondencję kontrolowaną. I tak oto mamy maj 2018, a ja wreszcie mam tę skrytkę. Możecie wysyłać kasę i fanty :-D

Mój czwartek to kolejny dzień, na myśl o którym robi mi się słabo. No słuchajcie, on trwał niemalże bez końca. Wstałam o 5, pojechałam do pracy, zrobiłam, co miałam zrobić, wróciłam, obiad, zakupy, zakładanie tej skrytki (które wymagało wizyty w dwóch oddziałach poczty, bo w pierwszym wolnej skrytki ni chu chu), potem jeszcze raz zakupy... rozpakować te zakupy, ugotować obiad na drugi dzień... i dopiero mogłam paść. A siedziałam jeszcze przed komputerem prawie do północy z maseczką na twarzy, po czym całkiem serio padłam na pysk. Z jednej strony cieszy mnie, że to był aż tak produktywny dzień, ale z drugiej to się czułam jak w pętli czasu...

W piątek natomiast wylądowałam po raz kolejny na Festiwalu SEO. Jak było w zeszłym roku - możecie przeczytać w mojej relacji. Czy w tym roku jakąś napiszę? Szczerze to nie wiem, bo było tak dobrze, że nie ma czego hejtować. Merytorycznie, ale też tak bardzo technicznie, że nie wiem, czy jestem w stanie coś dla Was wydobyć. Ale spróbuję :-)

W weekend wybrałam się na Aleję Smaku, która z założenia jest prezentacją wystawców z jedzeniem. W praktyce była to Aleja Kapciowa, względnie Aleja Pierdoletowa, ponieważ wśród budek z bigosem, kiełbaskami czy pieczywem stały także stragany z klapkami i porcelaną. Dziwne uczucie, kiedy jesteś głodny, a ostatecznie kończysz, oglądając kapcie i durnostojki...

No i jeszcze juwenalia były. Już pomijam kwestię, jak trudno było nam na nie dotrzeć (trochę się sami zagapiliśmy, potem nie było rowerów do wypożyczenia, potem nie mieliśmy gdzie kupić biletów), ale to, gdzie były zorganizowane i w jaki sposób, to woła o pomstę do nieba. Do wejścia ustawiała się kilometrowa kolejka, bo sama impreza odbywała się w najwęższym przejściu, w jakim tylko mogła być. Miejscu, z którego nikt by nie uciekł, gdyby zaistniała taka konieczność. Na dodatek, na tak równym terenie, że ja to sobie mogłam tylko plecy ludzi pooglądać.

Najnowsze wpisy

Na blogu była cisza, w ramach zachowania równowagi po produktywnej majówce. Kiedyś przecież i tak muszę odpocząć, prawda? ;-)

Czego nie robić na majówce


Żebyście się więc nie nudzili, podrzucę Wam inny wpis:

Jak wyzwolić w sobie kreatywność?


Przegląd internetów

Tymczasem w moim mieście w poniedziałek wystartowały turystyczne wycieczki tak zwanym "londyńczykiem". I już w czwartek autobus się rozbił na latarni. Ba, ja nawet widziałam, jak go potem ciągnęła pomoc techniczna MPK... A tymczasem w piątek, gdy jechałam sobie do biura autem, nagle znalazłam się z w/w autobusem w tym samym miejscu, w którym się rozbił. I serio się bałam, że znowu postanowi się władować w coś w pobliżu, i bardzo nie chciałam, aby to był mój samochód. I tuż przed wyjazdem służbowym. Na szczęście, nic się nie stało - najwyraźniej naprawdę już działa.

Kiedyś popełniałam te błędy. Teraz... trochę rzadziej :-D I nie pocieszę Was pewnie, mówiąc, że popełnia je każdy copywriter.

Możecie za to nie popełniać błędów w kwestii organizowania swojego dnia pracy - wystarczy, że przeczytacie, jak zaplanować dzień copywritera. Punkt pierwszy najważniejszy!

A co tam u Was w tym tygodniu?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger