Odrobina zen w smartfonie czyli nowy ASUS Zenfone 4

Jakiś czas temu zauważyłam, że moje telefony muszą mieć w nazwie cząstkę -phone/-fone: MyPhone, Zenfone... Naturalną konsekwencją takiego stanu rzeczy wydawał się następca w postaci iPhone'a... ale not yet.

Wciąż jednak udaje mi się utrzymywać tendencję wzrostową i wymieniać telefony na lepsze, droższe i bardziej wydajne. Być może to wynik mojej błyskawicznie rosnącej w ostatnich latach wiedzy na ich temat, a być może po prostu - coraz większych potrzeb.

Okazało się jednak, że "zen" w nazwie też musi być. Zen + phone... Co otrzymujemy? Zenfone!

ASUS Zenfone 4

Tak oto w moim ręku niedawno znalazł się nowiutki, pachnący ASUS Zenfone 4 (ZE554KL) i czas napisać, jak się sprawdza.


Jest to jeden z ciekawszych smartfonów ze średniej półki, jakie niedawno pojawiły się na rynku. Tutaj wspomnę, że ponoć nie będzie go jednak w ofercie polskich operatorów, więc pewnie nie trafi do wielu rąk. Raczej do tych, którzy świadomie go wybiorą, dysponując budżetem na poziomie 2k.

Moje pierwsze wrażenia to był jeden wielki zachwyt. Nad stylowym opakowaniem (czarne pudełko, napisy w kolorze różowego złota). Nad designem, od którego nie można oderwać wzroku (mam na myśli tylny panel, przód akurat wiele się nie różni od modeli konkurencji). Nad jakością wyświetlacza (co prawda nie AMOLED jak w jego flagowej wersji, ale rozdzielczość wciąż bardzo przyjemna). Nad jakością dźwięku w słuchawkach...

ASUS Zenfone 4

Te niepohamowane zachwyty usprawiedliwia jednak przede wszystkim fakt, że jego poprzednik (mówię o moim Zenfonie Max) był jednak o połowę tańszym i słabszym wydajnościowo smartfonem. Jego główną zaletą była potężna bateria, która wystarczała nawet na 2-3 dni bez ładowania. Niestety, w starciu "wydajność vs. wytrzymała bateria" Max nieco poległ, jak i większość tego typu smartfonów. Coś za coś - pamiętajmy też, że kosztował niespełna 1000 zł. W takiej kwocie nie można oczekiwać zbyt wiele.

Zenfone 4 to starcie wygrywa. W sensie, widzę wyraźnie, że działa na jednym ładowaniu znacznie krócej (a wyobraźcie sobie, jakie muszę mieć złe nawyki po telefonie, którego niemalże nie dawało się rozładować!), ale wciąż jest to przyzwoity wynik. Przy normalnym użytkowaniu cały dzień powinien wytrzymać bez najmniejszego problemu - i u mnie wytrzymuje. Nawet więcej - bo dokładnie to ok. 1,5 dnia.

Zawsze możemy się też posiłkować trybami oszczędzania energii czy też podładowaniem przed wyjściem. Telefon obsługuje technologię szybkiego ładowania ASUS MasterBoost, więc wystarczy pół godziny, żeby doładować go do 50%. No i ponoć to korzystniejsze dla obecnych baterii w smartfonach, więc uznajmy, że robię to głównie dla jego zdrowia, a nie z konieczności ;-)

Po dłuższym czasie użytkowania nie mogę się również uczepić płynności działania - wszystko startuje od razu. Crasha zaliczył tylko raz w aplikacji do łapania stworków ;-) Zawiesiła się wtedy na amen przy łapaniu zwierzaka w trybie AR wraz z aparatem foto. Reszta telefonu działała bez zarzutu, ale akurat był mi potrzebny aparat, więc musiałam zrestartować. To była jedyna taka sytuacja.

Mimo to właśnie wymiana telefonu skłoniła mnie do wielkiego powrotu do gry. Plus chęć robienia 8 tysięcy kroków dziennie ;-) Wbudowany żyroskop umożliwia mi wreszcie granie w trybie AR, które w Zenfonie Max nie było niestety możliwe, właśnie z powodu braku wymienionego sensora.

Za największy plus tego telefonu uznaję jednak przede wszystkim brzmienie. Jest po prostu niezrównane! To telefon idealny dla miłośników muzyki. Nie zdawałam sobie do tej pory sprawy, jak bardzo kiepska jakość odtwarzania w telefonie potrafi zniechęcić do słuchania muzyki. Kiedyś słuchałam jej non stop, gdy tylko wychodziłam z domu - i bez słuchawek bym nie wyszła. Od kilku lat jednak jakoś nie czułam tej potrzeby aż tak bardzo i słuchałam, ale raczej sporadycznie, raczej z laptopa... Teraz widzę, że to była moja podświadoma reakcja na niespecjalną jakość dźwięku, która towarzyszyła mi, odkąd zamieniłam Sony na inne modele. Dopiero Zenfone 4 wszystko zmienił.

ASUS Zenfone 4

Jego wbudowany kreator audio ma w swojej pamięci niezliczoną ilość profili dostosowanych do słuchawek różnych producentów, które pozwalają najlepiej wykorzystać ich możliwości. Bez problemu znalazłam tryby do moich słuchawek Philips SHE3590 oraz do dołączonych do zestawu ASUS ZenEar (swoją drogą, są naprawdę przepiękne). Nie udało mi się tylko w ten sposób podłączyć moich bezprzewodowych Aukey. Bałam się trochę przez to, że brak domyślnego profilu wpłynie na jakość - i tu zostałam mile zaskoczona. Jest naprawdę nieźle :-)

Zenfone 4 jest też bardzo poręczny i wygodny w obsłudze. Na tyle, że mnie, mistrzyni upuszczania telefonu (poprzedni Zenfone wylądował na ziemi niezliczoną ilość razy) nie udało się go jeszcze upuścić - zawsze jakoś udaje mi się go złapać, zanim się spotka z podłożem. Myślę, że to po części także zasługa dołączonego do zestawu silikonowego case'a, który poprawia chwyt. Sam w sobie Zenfone ma przepiękny panel tylny, ale też wyjątkowo śliski, więc nie odważyłam się jeszcze używać go bez case'a. Na szczęście, etui jest przezroczyste, więc wciąż widać te zachwycające refleksy światła na obudowie. Drobnym minusem jest też to, że telefon łapie odciski palców nie tylko na czytniku. Trochę mnie to wkurza, ale nie jest to problem tylko i wyłącznie tego modelu.

Co do czytnika linii papilarnych - brawo za umiejscowienie pod ekranem, a nie z tyłu. To domyślne miejsce, które intuicyjnie naciskamy, gdy chcemy odblokować telefon i ciężko byłoby walczyć z tym przyzwyczajeniem.

Podsumowując: to bardzo dobry smartfon. Piękny wizualnie i wewnątrz. Mile zaskoczył mnie minimalizm producenta i to, że tym razem nie zastałam miliona niepotrzebnych mi aplikacji. Były tylko te, których potrzebowałam. Brakuje mi jedynie jakiegoś odtwarzacza muzycznego - ten, który był w poprzednim Zenfonie, był naprawdę przyzwoity. Poza tym jednak jest naprawdę płynny, wydajny i dobrze zoptymalizowany, więc przeskok z baterii 5000 mAh na 3300 mAh nie był wcale bolesny.

Boli mnie tylko jedno. To, że smartfony z USB typu C jeszcze nie są zbyt popularne... i w efekcie, po przyzwyczajeniu się do tego, że gdzie nie pójdę, zawsze ktoś tam będzie miał pasującą ładowarkę, teraz żyję w strachu. No i sama mam tylko jedną, jedyną ładowarkę, która pasuje do mojego telefonu i milion tych ze złączem micro USB. Nie mogę się też w pełni przestawić na USB typu C... bo pozostałe urządzenia (słuchawki, głośnik, czytnik) mam pod micro. Mam jednak nadzieję, że za kilka lat się to wszystko unormuje ;-)

Na razie mogę się co najwyżej posiłkować odpowiednią przejściówką.

A Wam jak podoba się ten smartfon? Jak myślicie, sprostałby Waszym oczekiwaniom?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger