5 filmów, które warto obejrzeć w lipcu

Siedzę sobie właśnie na tarasie, muchy usiłują mnie zeżreć, a do nosa dolatują swojskie wiejskie zapachy... Czy to dobry moment na stworzenie wpisu o filmach, które warto obejrzeć? Mimo wszystko - tak. Materiał zbieram od lutego, więc zdecydowanie mam dzisiaj o czym opowiadać. I większość filmów jest warta polecenia.


Jestem najlepsza


Życie pisze najczarniejsze scenariusze

Ten film wywrócił we mnie wszystko do góry nogami i trzasnął tym o ziemię. Dosłownie. Oto jedyny godny przeciwnik "Trzech bilboardów za Ebbing, Missouri". Ten sam styl, to samo połączenie najbardziej sprzecznych emocji i równie ciężki klimat. Utalentowana łyżwiarka kompletnie sobie nie radzi ze swoim życiem. Jej bliscy też nie.

Nie wiem, co było dla mnie gorsze - chore relacje Tonyi z matką czy bójki z partnerem. Przerażające, jak ludzie potrafią sobie zniszczyć swoje życie - sobie samym i nawzajem - nie przeczuwając nawet, nie mając ani krzty pojęcia, że je niszczą. Było trudno, tak trudno, że nigdy w życiu nie zapomnę tego filmu.

Player One


W świecie przyszłości liczy się tylko gra

Ziemia nie wygląda już tak, jak kiedyś. Wszyscy ściśnięci w malutkiej, klaustrofobicznej przestrzeni szukają ucieczki od swojego szarego życia. Wcale się im nie dziwię, tak na marginesie... Uciekają w świat gry. Grają wszyscy - dorośli i dzieci, pracownicy poważnych korporacji i biedacy. I wszyscy traktują to całkowicie na serio. Jeszcze większe szaleństwo zaczyna się, gdy wychodzi na jaw, że twórca gry zostawił w niej pewnego zaskakującego easter egga, dzięki któremu można całkowicie odmienić swój los. Zaczyna się wyścig...

Avengers: Wojna bez granic


Najsmutniejsza i najbardziej przykra część Avengersów

Eeee... moją opinię o najnowszej części Avengersów znajdziecie tutaj: Uniwersum Marvela. Recenzje wszystkich filmów. I podobno nie powinno się zaczynać zdania od "Eee", zwłaszcza jeśli to zdanie dotyczy uniwersum Marvela, ale jestem u siebie na blogu i będę zaczynać zdania tak, jak chcę. I kończyć też. EEE! ;-)

Kształt wody


Niema dziewczyna zakochuje się w morskiej bestii

Jaki to był dziwny film... Niby radosny, a jednak jakiś taki ponury - pewnie przede wszystkim przez ten szaro-zielony filtr, z którym go nakręcono. Nie dałam rady - obejrzałam ledwo połowę i miałam dość. Jeśli ktoś lubi dziwne filmy, trochę bajkowe (choć to taka bajka dla dorosłych, zważywszy na supernaturalistyczne sceny robienia sobie dobrze... obrzydliwe jak w polskim filmie), to może obejrzeć do końca i nawet docenić. Ja się tego nie podejmuję.

To dopiero początek


Kierownik luksusowego kurortu korzysta z życia, dopóki przeszłość się o niego nie upomni

Morgan Freeman gra starszego pana, który zarządza kurortem Villa Capri. Radzi sobie z tym świetnie, a i w życiu prywatnym wiedzie mu się nieźle. Nie brakuje mu kobiet, pieniędzy, prestiżu ani szczęścia. Nagle to wszystko staje pod znakiem zapytania...

W sumie to nie urzekł mnie ten film. Nie przykuł mojej uwagi. Nie zapamiętałam go - tylko tak plus minus. Teraz szukałam opisu fabuły, bo sama nie potrafiłam jej poukładać. W czasie oglądania natomiast nie wiedziałam, do czego właściwie ta fabuła zmierza. Kiedy trafiłam gdzieś ponownie na ten tytuł, nawet nie skojarzyłam, że go już oglądałam. Słowem: mogło być fajnie, było tak sobie. Można obejrzeć dla relaksu, ale najprawdopodobniej zamiast relaksować się, będziecie się wkurzać czy akcja dokądś zmierza i gdzie jest.

Deadpool 2


Mówili, że to już nie jest romans, tylko kino familijne...

Deadpool zawsze spoko. Niby zbyt mocne, jak dla kobiety poczucie humoru, niby zbyt wulgarny i za dużo nawiązań do popkultury, które byłabym w stanie zauważyć, a i tak mnie urzekł. Nie było jednak tak lekko, jak w pierwszej części - ale to chyba raczej na plus. Na początku Deadpool walczy z Cable'em, potem, o dziwo, stają po jednej stronie. Świetnie się bawiłam, choć krew się lała i flaki latały. Nie dajcie się zwieść - to jednak nie jest kino familijne. Ale i tak polecam.


Han Solo


Czy nie-Harrison Ford poradził sobie w roli godnej tylko Harrisona Forda?

Odpowiedź brzmi: jak najbardziej! Chociaż nie powiem, Glover w roli Lando Carlissiana pozamiastał... Tak czy tak, znowu poboczna historia okazała się lepsza niż saga. Trudno zresztą, aby opowieść o najsłynniejszym przemytniku w uniwersum Star Wars była nudna. Więc nie była. Nie brakowało akcji i humoru. Czy były błędy? A i owszem, ale nie waliły tak bardzo po oczach, więc skupiłam się na przyjemności z oglądania.

I jak jeszcze raz ktoś powie, że było słabo, źle, i główna saga jest lepsza, bo jest główna, i że ogóle duch jego dupą na rozżarzonych węglach usiadł, to naślę na niego imperialnych.

A Wy co dobrego ostatnio oglądaliście? Polecicie mi też jakiś film?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger