Wonder Woman. Obejrzałam i co dalej?

Moje pierwsze skojarzenie z premierą Wonder Woman to przedziwny artykuł: Wonder Woman miała zbyt gładkie pachy. Feministki oburzone.

Wonder Woman i jej moce

Moja pierwsza reakcja, gdy film się skończył: Jakim idiotą trzeba być, żeby w takim filmie zwrócić uwagę jedynie na pachy aktorki? Nie od dziś jednak wiadomo, że moim zdaniem feministka to synonim słowa "kretynka".

Pewnie można już wyczuć, że recenzja będzie całkiem pozytywna :-)

W filmie możemy zobaczyć historię Wonder Woman, czyli Diany, księżniczki Themisciry - wyspy Amazonek. Nieoficjalnie także Amazonki, która ze swojej rajskiej krainy trafia w sam środek Wielkiej Wojny Światowej. Ma misję - musi znaleźć boga wojny, Aresa i go zabić. To sprawi, że wojna się skończy. Jeszcze nie wie, że to może nie wystarczyć...

Bajkowe ujęcia z Themysciry (które kręcono najprawdopodobniej we Włoszech lub we Francji) były urzekające. Nie udało mi się niestety znaleźć faktycznych kadrów z filmu. Musicie mi wierzyć na słowo i go po prostu obejrzeć :-)




Główna postać budzi sympatię. Wielkie brawa dla Gal Gadot za odegranie postaci, która jest prawdziwa, zdeterminowana, ale też bardzo ludzka. Gotowa na wszystko, choć nawet to nie zawsze wystarcza. Jej chwilowa rozpacz nie jest przedramatyzowana. Diana nie pozwala sobie na załamanie - wręcz czerpie energię ze swojego smutku i jeszcze bardziej się spręża, by tym razem wyszło lepiej.  Momentami jest nieco narwana (przez co - zabawna), ale okazuje się, że jej pośpiech ma sens.

Obiekcje mam jedynie do Aresa. Bóg wojny w swoim ludzkim wydaniu wyglądał tak:


W swoim boskim wydaniu - niewiele inaczej. Miał na sobie zbroję. Wąs pozostał. I bardzo mi nie pasował. Bóg Janusz Ares stracił przez swój wizerunek sporo boskości. Ktoś taki nie może stanowić zagrożenia - chyba, że dla gustu.

Oprócz tego, momentami było nieco kiczowato (szczególnie w ostatniej scenie...). Ogólnie jednak film jest wart uwagi i wszystkich tych pozytywnych recenzji, które otrzymuje. Historia Diany dosłownie porywa, wbija w fotel i sprawia, że te 2 godziny filmu mijają niepostrzeżenie. Jeśli zapytacie, czy warto iść na Wonder Woman - tak, zdecydowanie tak. I warto być taką Wonder Woman w życiu - zdeterminowaną, pełną energii, ale też ludzką.

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket Photobucket Photobucket


(Zdjęcie tytułowe pochodzi z serwisu HollywoodChicago.com)
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger