Tydzień, który zaczął się od poniedziałku. Przegląd tygodnia 13-19 marca

czy to już poniedziałek?

Coś pisałam, że ten tydzień zacznie się od miłego poniedziałku?

No i się zaczął. I to już nawet w niedzielę.




Godzina 23. Leżę w łóżku, przeglądam Instagrama i planuję w ciągu najbliższych kilku minut zasnąć. Dzwonek do drzwi tego nie uwzględnia i wyrywa mnie z błogiej senności.

Pod drzwiami stoi sąsiad z dołu. Koleś raczej nie ma zwyczaju odwiedzać mnie bez powodu. Jednego i tego samego od dwóch tygodni.

- Zalewacie mnie. Znowu. Tym razem bardziej, niż ostatnio.

Bardzo możliwe. Akurat trwała niekończąca się historia pod tytułem "prysznic faceta". Wszyscy tak mają, by the way?

Trwała sobie również niekończąca się historia pod tytułem "usterka". Coraz bardziej utwierdzam się w tym, że mogłabym nagrać kolejną edycję tego programu. Materiału mam już na dobre 10 odcinków...

Z zalewaniem nie byliśmy w stanie nic zrobić. Ot, najprawdopodobniej prysznic przecieka - być może brodzik, być może jakiś odpływ... Ogarniemy jutro, a teraz już będziemy tak mili i nie będziemy już puszczać wody.

W poniedziałek postanowiłam zatem popracować z domu i ogarnąć sprawę - zgłosić właścicielom, wezwać hydraulika i dowiedzieć się, co jest przyczyną.

To była akurat ta milsza część poniedziałku, bo praca z domu zawsze jest spoko.

Po pracy pojechałam ustawić geometrię kół w samochodzie. Generalnie od poprzedniego tygodnia wciąż mam lekką awersję do prowadzenia. Tak mnie to stresuje, że nagle z odważnego, pewnego siebie kierowcy stałam się ostatnią c...pą na drodze. No, prawie. Muszę wspominać, że w takim układzie prawie zemdlałam z nerwów, wsiadając za kółko?

Postanowiłam jednak rozpocząć jazdę od zastosowania odpowiednich socjotechnik...

Cześć, Golfiku. Jak ja za Tobą tęskniłam! Działaj dzisiaj dobrze i nie rób mi już więcej takich kawałów, bo przecież ja naprawdę Ciebie bardzo lubię. Prowadź się dobrze, Golfiku.

I prowadził się dobrze. Jak na czołg, całkiem dobrze.

Serio. W życiu nie jechałam czołgiem, ale już wiem, jak się prowadzi. Wsiądźcie do auta z nieustawioną zbieżnością kół, a zrozumiecie... Każde w swoją stronę. Jak gromadka niesfornych dzieci. I trzeba nad nimi zapanować, co na prostej nie jest trudne. Schody zaczynają się dopiero przy manewrach.

Muszę dodawać, że prawie zemdlałam po raz drugi, gdy na stacji kontroli musiałam wjechać na kanał?

Zemdlałabym jeszcze i z pięć razy, patrząc, jak je podnoszą (żeby wleźć pod podwozie) i jak przy nim majstrują. Nawet kierownicę odkręcali. Miałam wybór - albo zbieżne koła, albo prosta kierownica. A ja uparłam się, że I want it all. I mam it all.

Trzymałam się dzielnie. Wciąż była przede mną perspektywa powrotu...

I oczywiście zjechania z kanału.

Zjechałam w całości. Dojechałam również w całości. Tylko kierownica przestała skręcać w prawo. Nie trzeba jej trzymać tak mocno, jak wcześniej i mam wciąż wrażenie, że jest za luźna. A ona chyba po prostu wreszcie działa jak należy.

Wieczorem zaś zawitał znowu sąsiad w celu dogadania się. Nie omieszkał również wpleść zgrabnie w rozmowę informacji o tym, iż jest przyszłym prawnikiem (Ciągle siedzę teraz w domu, bo uczę się do egzaminu adwokackiego). Stereotyp o studentach prawa, którzy zawsze i wszędzie muszą się pochwalić, że są studentami prawa, potwierdzony. I jak to z prawnikiem, nic szczególnego nie ustaliliśmy oprócz tego, że będziemy ustalać wkrótce. Ja nie wiem, może powinnam zapłacić mu za konsultację?

Reszta tygodnia to błogie dążenie do końca Q1.

W piątek znowu praca z domu. Przyszła kolej na wymianę prysznica. Już wiem, że źle to rozegrałam. I mam traumę, bo spodziewałam się, że będzie to wyglądać lepiej niż faktycznie wyglądało. Jakimś dziwnym sposobem proces rozciągnął się na całe mieszkanie - kuchnię, pokój. Ostatecznie wyszedł nawet na klatkę, a następnie w ogóle poza blok (szczątki starego prysznica wylądowały tymczasowo na trawniku, a potem dopiero wynieśliśmy je do śmietnika). Rozszerzanie materii? Widziałam na własne oczy i to nie pierwszy raz.

Jak jeszcze inaczej opisać składanie kabiny prysznicowej? To takie wielkie puzzle 3D dla bardzo zaawansowanych. Poziom trudności? Coś pomiędzy fizyką jądrową, a kwantową. Media Markt kiedyś się reklamowało hasłem Nie dla idiotów!, ale to Obi spełnia jego warunki, bo posiada w ofercie kabiny nie dla idiotów. Obawiam się, że nawet nie dla profesjonalistów. I myślę, że powinni te kabiny sprzedawać w całości, już złożone. Albo z fachowcem w gratisie.

Tak mnie to osłabiło, że pojechałam na wieś. I w akcie desperacji postanowiłam zagrać w Heroes of Might and Magic. Niebywałe - zazwyczaj trudno mnie namówić na choćby jedną turę, bo średnio rozumiem mechanikę tej gry. A w piątek zrozumiałam i nawet mi się spodobało. Musiałam chyba do tego dojrzeć.

Weekend spędziliśmy bez większych włóczęg. Zwłaszcza, że się rozchorowałam. Tak, w przeciągu dwóch tygodni znowu jestem przeziębiona. I przypuszczam, że "w przeciągu" to słowo-klucz.

Cóż, życzcie mi zdrowia :-)

Na blogu w tym tygodniu działo się dużo, bo robiłam pewien eksperyment, o którego efektach być może wkrótce napiszę Wam coś więcej :-)


Nie uwierzycie, co się działo


Internauci ich nienawidzą


Strumień świadomości


Uniwersum Marvela. Recenzje wszystkich filmów


Copywriter w akcji


W internetach również działo się dużo. Na przykład... życie przerosło kabaret. Bardzo lubię ten serial, a wspomniany odcinek naprawdę mi się podobał. Pewnie właśnie dlatego, że pokazał tę panią dokładnie w takim świetle, w jakim widzą ją ludzie.

Czy muszę dodawać, że kabaret jest jak lustro? Bo krzywe zwierciadło to wciąż lustro. Jeśli spojrzy w nie małpa, nie zobaczy apostoła.

Z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki ;-)

Czytam sporo, ale głównie w internecie. Książka o Stevie Jobsie wciąż czeka na swoją kolej. Podrzucę Wam jednak kilka ciekawostek o Apple. 11. mnie urzekła :-D

A u Was co dobrego? :-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket Photobucket Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger