poniedziałek, 28 listopada 2016

Totalny brak hamulców i oczekiwanie na coś dobrego. Przegląd tygodnia 21-27 listopada

Ten tydzień zaczął się nie od ASAP-ów, tylko od fuckupów. Serio. W poniedziałek podobno była jakaś burza magnetyczna i wiele osób skarżyło się na pecha. Ja w niego nie wierzę i do tej pory mnie omijał. W końcu nie mogło mi się przydarzyć coś, w co nie wierzę. Aż do poniedziałku.

zielone rośliny i zielony koktajl w doniczkach na obrusie w biało-czarną kratkę




Dzień zaczął się od tego, że w drodze do pracy pękł mi hamulec. Prawie się wbiłam w auto przede mną (STOJĄCE na samym środku drogi). Częściowo moje niedopatrzenie, częściowo głupota kierowcy, że zastawił cały pas, zamiast stanąć choć częściowo na chodniku. Akurat wyjechał z podwórka i zamykał bramę...

Uznałam, że skoro mam do dyspozycji ręczny, to jadę do miasta i tam po pracy znajdę mechanika. Potem zaś sobie przypomniałam, że znajomy polecał mi dobrego fachowca poza miastem. Pojechałam. W międzyczasie odkryłam, że hamulec częściowo "łapie" - trzeba było tylko jechać nie więcej niż 50 km/h. Jak zaczynałam hamować w mieście, kończyłam w sąsiedniej gminie :-P

Jechałam więc powoli, na awaryjnych. Szybko uznałam, że pozostali kierowcy są idiotami. Jazda bez hamulców nie była niebezpieczna dlatego, że była bez hamulców. Była niebezpieczna z powodu innych kierowców. Normalnie rzadko mnie ktoś wyprzedza (bo jak wyprzedzić kogoś prującego 100 km/h), a co dopiero na trzeciego. Tym razem widziałam nawet takich, co wyprzedzali na piątego, dziesiątego i piętnastego. I zajeżdżających mi drogę. BRAWO! Jazda 40 km/h jeszcze nigdy nie była tak emocjonująca...

Do domu wróciłam po prawie 15 godzinach od rana, ciężko wykończona. Kilkanaście minut później wpadł właściciel mieszkania i oznajmił, że znalazł innych chętnych, gotowych płacić więcej, także... out. Do końca tygodnia. Jeśli właśnie nasuwają się Wam niecenzuralne określenia na jego temat... No cóż, ja już nie myślę o tym gościu inaczej niż ten głupi ch....

Plus sytuacji jest taki, że znalazłam motywację, by szukać innego mieszkania. To i tak mnie wkurzało. Za głośno było i to nie tylko z powodu tego jednego sąsiada. Zamierzałam się gdzieś przenieść w ciągu najbliższych dni i ostatecznie po prostu mój plan się zrealizował nieco szybciej. Powiedziałabym, że trochę za szybko nawet, ale co tam. Teraz tylko muszę znaleźć ideał (w sumie już mam na oku). Przy okazji chyba stworzę osobnego posta, w którym wyleję żółć na właścicieli mieszkań. Jakie to są czasami chamy i buraki...

W pracy zaś był fuckup stulecia, kiedy mój tekst wyleciał przez przypadek z systemu. Ot, ktoś kliknął nie tam, gdzie trzeba. Nie miałam nigdzie zapisanego html, na szczęście uratowały nas kopie strony w Google. Tekst został odzyskany prawie w takiej formie, w jakiej był ostatecznie. Troszkę edycji i znowu wszystko hulało. Tyle tylko, że edycji dokonywałam ja, a nie osoba, która zawiniła... Fuck logic.

Słowem, to był trudny i stresujący tydzień. Przeprowadzka - główny powód stresu. Na dodatek jeszcze trwa... Czuję i wiem, że po tak trudnym czasie musi się wydarzyć coś super dobrego.

Potrzebuję też czegoś, co pomoże mi szybko odreagować. Mam już nawet pomysł: fotowyzwanie instagramowe. Codziennie będę dodawać nowe zdjęcie na Insta. Dziś już jedno wylądowało, takie trochę eksperymentalne. Podoba mi się kontrast między kolorami :-)



PS. Może dołączycie do mojego wyzwania? Fotowyzwanie Pomysłowa czeka właśnie na Ciebie ;-)

Poza tym, zaczęłam oglądać Belfra. Nowy polski serial na Canal+. Generalnie, jak słyszę "polski" w kontekście filmu lub serialu, nie jestem specjalnie zachęcona. Obejrzałam jednak do tej pory jakieś 2 odcinki i póki co, jest nawet-nawet.

Tak to z serialami jestem kompletnie na bakier. Ewentualnie seriale ze mną, bo Agenci T.A.R.C.Z.Y. jakoś nie wychodzili ostatnio i zatrzymałam się na 6. odcinku.

Oglądam za to The Grand Tour. Drugi odcinek również mnie nie zawiódł. Ach, ten brytyjski humor ;--)

Dalej czytam Wędrowycza i (teoretycznie) książkę o pozycjonowaniu. Chociaż z tym jednym tytułem jestem już do przodu...

Dziś widziałam dziwne rzeczy na Insta. Chyba następca Bubble Nails. W ogóle, nie czaję tych "owocowych zdobień", a owocowe 3D? Hmm... Jak dla mnie - obrzydliwe i podobne do niczego.


W tym pędzie nawet nie zauważyłam, kiedy zaczął się Adwent. Adwent 2016... Podobno dzisiaj... W sumie, mamy już niecały miesiąc do Świąt, co pewnie minie bardzo szybko. Powoli myślę o ozdobach choinkowych i gadżetach wprowadzających świąteczny nastrój. Nie wiem jeszcze, czy będę coś kupować, ale na pewno rozważam dodatki z tej listy ;-)

Dalej czekam na zamówienia z Aliexpress. Cóż... To, że coś wylądowało już ponoć w WER Warszawa, chyba wcale nie oznacza, że wkrótce pojawi się u mnie. Już pominę zamówienia z dziwnymi statusami, które się nie zmieniają. Czyżby majfrendzi wpisali fałszywe numery przesyłek? Mam nadzieję, że nie. Doczekać się nie mogę. Takie fajne rzeczy są w tych paczkach...

Na blogu pojawiło się zaś w tym tygodniu kilka postów:

ASAP, Pegasus i The Grand Tour

6 psychologicznych sztuczek, które ułatwią Ci życie

7 psychologicznych sztuczek, które ułatwiają życie


A co tam u Was się działo? :-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
UDOSTĘPNIJ TEN POST

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.