Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legimi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legimi. Pokaż wszystkie posty

06 kwietnia

inkBOOK Classic 2. Czy warto? Recenzja czytnika

inkBOOK Classic 2. Czy warto? Recenzja czytnika
Pytania z serii "czy warto coś kupić" rzadko doczekują się jednoznacznej odpowiedzi. Większość recenzji sprowadza się do dwóch punktów: "jeśli potrzebujesz tego, a tego, wybierz to" oraz "jeśli nie chcesz tego, a tego, nie wybieraj tego". Finito, zdecyduj sobie sam. Moja dzisiejsza recenzja zdecydowanie nie wpisuje się w ten nurt. Ale po kolei.

inkBOOK Classic 2

inkBOOK Classic 2 towarzyszy mi już od ponad roku. W tym czasie zdążyłam mieć kilka bardzo dobrych czytelniczo miesięcy, jak i kilka takich sobie, kiedy tylko leżał i się kurzył. Jeden z tych miesięcy właśnie trwa... gdzieś tak od listopada. Cóż, nie było mi ostatnio po drodze z Legimi.


Właśnie - Legimi to jest tutaj słowo-klucz. Klucz do wyboru modelu. Kiedy kupowałam czytnik, wiedziałam, że jestem skłonna do pewnych kompromisów na rzecz działającej aplikacji. To z góry wykluczyło Kindle'a oraz wszystkie nietypowe modele czytników. W tej chwili nadal wyklucza - wiem, że Legimi w fantastyczny sposób obeszło temat Kindle'i, ale to wciąż nie dla mnie, bo musiałabym zmienić pasujący mi idealnie abonament 1500 na Bez limitu, którego absolutnie nie potrzebuję, bo nie mam aż tyle czasu na czytanie.

Wiedziałam też z góry, że na pewno nie chcę tabletu udającego czytnik. Czasami można znaleźć takie "czytniki z kolorowymi ekranami", które tak naprawdę są bardzo słabej jakości tabletami: z wyjątkowo kiepskimi wyświetlaczami, parametrami i ogólnie - wszystkim. To nie wchodziło w grę, bo czytanie na podświetlanym LED ekranie na dłuższą metę bardzo męczy. Been there, done that.

W grę wchodził zatem albo inkBOOK, albo PocketBook. Z racji, że ten pierwszy łatwiej mi było kupić w korzystnej cenie, zdecydowałam się właśnie na niego. Wybrałam model Classic 2, który był wtedy jeszcze dość nowy, świeży i fajny.

czytnik inkBOOK Classic 2


Zainstalowanie Legimi było rzeczą najprostszą pod słońcem. Ot, włączyłam czytnik, zaktualizował się, po czym w liście proponowanych aplikacji pojawiło się Legimi. Wystarczyło kliknąć, by po chwili aplikacja nadawała się do użytku.

Czytnik robi świetne pierwsze wrażenie. Dobrze wygląda, jest smukły i leciutki. Lżejszy niż mój telefon ;-) Zapowiadał się na bardzo wygodne w obsłudze urządzenie - i po roku użytkowania potwierdzam, że każda sesja z lekturą jest naprawdę przyjemna. Ręce nie bolą, oczy zresztą też.

czytnik e-booków inkBOOK Classic 2


Dotykowy ekran e-ink faktycznie zachowuje się jak kartka w papierowej książce. Jedyne, co mi w nim nieco przeszkadza, to żółtawy kolor. Dotykowość też jest raczej dość umowa - owszem, te większe rzeczy, kiedy np. chcemy zmienić stronę, działają raczej bez zarzutu. Gorzej z zaznaczaniem cytatów, bo tutaj trudno o precyzję. W pozostałych przypadkach sytuację ratują fizyczne przyciski, które są bardzo mądrze rozmieszczone i zaprogramowane. Można też dostosować ich działanie do swoich potrzeb.

Brakuje mi też podświetlenia - no ale to był już mój świadomy wybór, ograniczony budżetem. Widziałam jednak na żywo także inkBOOK-a Prime i jego wyświetlacz podoba mi się bardziej. Przede wszystkim - jest bardziej czytelny (z tego, co pamiętam, kwestia lepszej rozdzielczości) oraz ma ładną, białą barwę. Podświetlenie sprawia, że można go używać nawet w ciemności. Tego mi trochę brakuje, bo czasami chciałoby się poczytać na noc, już bez lampy ;-)

W użytkowaniu jest również całkiem w porządku. Kilka miesięcy temu wyszła aktualizacja, która umożliwia personalizację ekranu głównego oraz wygaszacza. Ot, przyjemne dodatki, które umilają korzystanie z urządzenia.

Moja tapeta to tak naprawdę plakat i znalazłam ją we wpisie Karoliny.

inkBOOK Classic 2


Doczepić bym się mogła jedynie problemów z szybkością działania - która również jest bardzo umowna. Ja wiem, że płynności to sobie mogę oczekiwać od flagowego smartfona z ośmiordzeniowym procesorem, ale... kiedy aplikacja się zawiesza, przerzuca strony za daleko lub nie chce ich zmieniać, to po którymś razie łapię lekkie zniecierpliwienie. Z drugiej strony jednak, takie rzeczy działy się tylko w Legimi, więc dopuszczam myśl, że problem jest po stronie aplikacji.

Urządzenie samo w sobie nie jest jednak szybkie. Jego włączanie chwilę trwa, tak samo jak otwieranie książek. Jestem z tym pogodzona, bo w końcu nie dla szybkości kupuje się czytnik, ale czasami mogłoby to działać nieco sprawniej.

Ogólne wrażenie jest jednak bardzo dobre. Tym bardziej - za taką cenę. W momencie, kiedy go kupowałam, czytnik kosztował ok. 350 zł. W tej chwili znajdziecie go już za jakieś 320 zł, a jak dobrze poszukacie, to może jeszcze taniej. W tej cenie trudno o urządzenie, które jednocześnie będzie sobie dobrze radzić z tym, do czego je stworzono i na dodatek dobrze wyglądać. Zawsze trzeba pójść na jakiś kompromis i jestem tego świadoma. Czy inkBOOK Classic 2 jest wart polecenia? Moim zdaniem jak najbardziej. To dowód na to, że można stworzyć urządzenie, które jednocześnie będzie budżetowe i dobre. Bardziej niż wystarczające.

Do szczęścia przydałyby się tylko jeszcze jakieś dedykowane akcesoria. Ja na razie posiłkuję się usztywnianym etui na tablet (7 cali), które doskonale spełnia swoją funkcję. Poza tym jednak - czytnik ma wszystko to, co powinien mieć, działa i radzi sobie jak należy. A cena zachęca... ;-)

A Wy jak sądzicie? Znacie inkBOOK-a? Lubicie?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket

02 października

3,2,1... Q4! 25 września - 1 października

3,2,1... Q4! 25 września - 1 października
Nie wiem, czy aż tak mocno narzekałam na lato, że postanowiło przyjść jesienią, ale muszę przyznać, że końcówka września okazała się wyjątkowo łaskawa.

początek jesieni i Q4

Koniec kwartału minął mi na powolnym dopinaniu spraw. Wpadł mi jakiś jeden ASAP, którego starałam się nie traktować jako ASAP (bo uważam, że nadużywamy tego słowa) i dzięki temu praca nad nim okazała się całkiem przyjemna. Przerwy spędzałam na dworze w pięknym, jesiennym słońcu. Sama nie wiem, jak mogłam wcześniej jeść samotnie przed komputerem. Ocipieć od tego można :-)

Q4 oficjalnie zaczął się wczoraj, ale jeszcze tego nie odczułam. Liczę, że ogarnęłam wszystko na tyle dobrze, że do samego końca grudnia nie zauważę, że to ten straszny ostatni kwartał roku, którym korpoludki straszą swoje dzieci.

Nie działo się nic specjalnego. Bardzo spokojny tydzień i niemniej spokojny weekend, spędzony w całości w domu. Serio, nigdzie nie wychodziłam. Rozleniwiło mnie to nieco, ale dokładnie tego potrzebowałam. Czytałam dużo blogów i oglądałam seriale oraz filmy. I dobrze mi z tym.




Z kulinarnych eksperymentów tym razem znowu wynikło kilka dobrych rzeczy. W sobotę zrobiłam pyszną pizzę na gotowym spodzie - za to ze zrobionym własnoręcznie sosem pomidorowym. Oprócz tego dodałam żółty ser, szynkę, pomidora i ser pleśniowy. Wyjątkowo udane połączenie - polecam :-) Do tego domowej roboty sos czosnkowy z jogurtem greckim, solą, chilli i sokiem z cytryny. Łatwo rozpoznaję, czy jedzenie było świeże, bo mam dość czuły żołądek. Po knajpianych sosach czosnkowych zazwyczaj mam z nim problemy i na dodatek potwornie mnie suszy. Po tym czułam się świetnie. A jak smakował... :-)

Robiłam także jogurtowe muffinki (niestety, zapomniałam o proszku do pieczenia i miały problem z wyrośnięciem) oraz fritattę. Wszystkie przepisy gorąco polecam.

I tak, wybrałam robienie muffinek zamiast party hard. Miałam okazję mocno zabalować, ale jakoś brakło mi klimatu. Bardziej miałam ochotę na siedzenie w domu, szczególnie że za tydzień szykuje mi się kolejna impreza, i to taka, z której się nie wykpię, a poza tym nawet nie bardzo chcę się wykpiwać. No, chyba że trafię do stolika nr 19 ;-)

Dla tych, którzy korzystają z czytników Inkbook mam ciekawą promocję: możecie zyskać miesiąc darmowego dostępu do Legimi bez limitu. Daję znać, bo sama zamierzam użyć swojego kodu :-) Po szczegóły zapraszam tutaj: abonament Legimi przez 30 dni za darmo.

Bardzo spodobały mi się propozycje Darii na jesienny manicure. Sama w tej chwili mam coś bliskiego kolorowi wina, który pojawia się w jej poście, i mimo takiej sobie jakości (chiński Bling, i to chyba jakiegoś gorszego sortu) jestem zachwycona. Takie drobiazgi na co dzień sprawiają, że lubię jesień.

Urzekła mnie też ta cała metamorfoza mieszkania. Szkoda, że właściciele mojej kawalerki nie poszukali trochę inspiracji zanim ją zaczęli urządzać, bo trochę bolą mnie w oczy te wszystkie beże i brązy ;-)

Zakopałam się też w bardzo inspirującym blogu Cyfrowi Nomadzi. Trafiłam na niego już wcześniej, ale dopiero teraz mnie wciągnął. Wizualnie mnie nie urzeka, jest jakiś taki... przedpotopowy. Na szczęście, treści, jakie się na nim pojawiają, zacierają pierwsze kiepskie wrażenie :-) Nie powiem, wizja pracy zdalnej z odległych miejsc na ziemi jest bardzo fajna. No bo pomyślcie - kiedy w Polsce coraz chłodniej, Wy żyjecie sobie w cieplutkiej Hiszpanii, albo Malezji. Bajka.

Na blogu w tym tygodniu:

Deszcze niespokojne


4 przykłady reklam znanych marek, które mogą się skończyć w sądzie


Odkurzamy jeden z moich bardziej ulubionych wpisów:

Nie będę aniołem, bo mam alergię na pierze


A co dobrego u Was się działo?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger