Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gadżety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gadżety. Pokaż wszystkie posty

21 marca

Smartfon z dobrą baterią istnieje, czyli recenzja Asusa Zenfone Max

Smartfon z dobrą baterią istnieje, czyli recenzja Asusa Zenfone Max
asus zenfone max biały

Pewnie znasz to doskonale. Siedzisz i czekasz na ekipę. Albo wsiadasz w miejski i jedziesz do pracy. Nudzisz się, więc odpalasz internet w telefonie. Facebook, Instagram... O, wiadomość na Messengerze. Muzyka przyjemnie brzmi, czekanie już się aż tak nie dłuży... Aż nagle słyszysz TO. Złowrogie pikanie. A potem pojawia się ten straszny komunikat "Uwaga, słaba bateria!". I nagle czas przyspiesza jeszcze bardziej, wraz z uciekającymi kolejnymi procentami baterii. Jeśli masz przy sobie powerbank, jesteś uratowany. Jeśli nie - cóż, telefon odstawi Ci krótką błyskotekę swoją migającą na czerwono diodą (zawsze mam wrażenie, że ta dioda tylko przyspiesza pełne rozładowanie), po czym mignie szyderczo czarnym ekranem. I zafunduje Ci przymusowy odwyk od internetów. Teraz pewnie przepełnia Cię zachwyt, jacy ci producenci smartfonów wspaniali. Tak bardzo dbają o to, byśmy się od ich produktów nie uzależnili... Żartuję. Wiem, że chcesz ich właśnie powiesić za jaja ;-)

Ja też wtedy mam taką ochotę. Każda moja podróż do Niemiec zajmuje mi 8 do nawet 14 godzin. Co robić, jeśli nie ma się ochoty na konwersacje z upierdliwymi współpasażerami? Można spać. Ale ja nie potrafię tak w drodze. Ewentualnie wziąć telefon i posłuchać muzyki, odpalić ebooka, albo skorzystać z internetu. I tu zaczyna się problem. Niestety, większość baterii w smartfonach wystarcza na maksymalnie 4-5 godzin takiego wzmożonego użytkowania. A potem albo podłącz do powerbanku (jeśli masz), albo do zapalniczki u kierowcy (o ile akurat nie podłączył swojego telefonu) albo nudź się, człowieku i wpatruj w okno. Miałam kilka całkiem fajnych komórek, marek bardziej i mniej znanych, ale z każdą był ten sam problem: bateria o śmiesznie krótkim czasie działania. Wiecie, tu głównie decyduje stosunek pojemności baterii do wielkości ekranu. Im większy wyświetlacz, tym potężniejsza bateria powinna być, bo to włączony ekran pobiera najwięcej energii. I kiedy widzę, że w modelu z ekranem 5 cali producent montuje ogniwo 2000 mAh, to reaguję ponurym śmiechem. Nie ma lepszego sposobu, by z telefonu komórkowego uczynić telefon stacjonarny...

jaki smartfon z dobra bateria

Kilka dni temu jednak w moje łapki wpadło spełnienie marzeń: Asus Zenfone Max. Nowinka od niedawna dostępna w Polsce. Reklamowany jako smartfon z megawytrzymałą baterią. Plus paroma innymi przydatnymi bajerami. To co on takiego ciekawego w sobie ma, że nie mogłam wytrzymać i już publikuję recenzję? Czytajcie dalej.

Bardzo wytrzymała bateria

czas dzialania asus zenfone max
Oj tak. To ogromny plus tego smartfona i coś, co bardzo go wyróżnia. Jak widzicie powyżej, przy dość intensywnym użytkowaniu (Wi-Fi włączone przez jakieś 16 godzin, ekran aktywny przez 14 h, aparat, SMS-y, Messenger, Instagram itd. itp.) bateria wytrzymała mi ostatnio dokładnie 2 dni i 17 godzin. Przy 11% pokazywała mi, że da radę jeszcze 7 h - czyli jeszcze prawie całą dniówkę w pracy. Poza tym, mamy też fajną możliwość dopasowania sobie planów zasilania - możemy ustalić harmonogram, w którym, na przykład na noc, telefon przełącza się w jakiś superoszczędny tryb. Albo kiedy bateria ma już tylko 20%. Możemy też ustawić, którym aplikacjom pozwalamy włączać się automatycznie (ja pozwalam tylko komunikatorom) - to też ma bardzo duży wpływ na to, ile bateria wytrzyma na jednym cyklu ładowania. I tak, można odpowiednie do tego aplikacje zainstalować w każdym innym telefonie, ale dopiero przy tak potężnej baterii faktycznie robi to jakąś różnicę. Jedyny minus : potrzeba ok. 5-6 godzin do pełnego naładowania - czyli lepiej podłączyć telefon na noc. Brakuje tutaj bardzo jakiejś opcji przyspieszonego ładowania. Jednak nie jest to aż tak bardzo problematyczne. Po pierwsze, już te kilkanaście procent wystarczy nam na dobre kilka godzin. A po drugie, i tak większość z nas ma nawyk ładowania telefonu nocą.

Wielkość

5,5 cala? O, to pewnie wielki, ciężki, niewygodny i źle się go obsługuje jedną ręką... A gdzie tam! Owszem, jest całkiem spory i waży też nieco więcej, ale myślę, że to właśnie dzięki temu leży w dłoni bardzo dobrze i pewnie. Tylna obudowa o skórzanej fakturze całkiem nieźle zabezpiecza przed wyślizgnięciem - mówi Wam to osoba o łapkach tak drewnianych, że praktycznie każdy jej telefon ląduje na ziemi jeszcze w ciągu pierwszych kilku godzin użytkowania. Zenfone z podłogą nie spotkał się jeszcze ani razu, choć używam go od czterech dni. Jest szerszy i wyższy niż mój poprzedni smartfon (który miał ekran 4,7 cala), ale bardzo poręczny. Spokojnie jestem w stanie napisać SMS-a jedną ręką i to bez akrobacji. Poza tym, posiada wbudowany tryb, który pozwala nam zmniejszyć wyświetlaną zawartość i dopasować ją do swoich potrzeb. Ja tej funkcji w ogóle nie używam, ale dla kogoś innego to może być całkiem przydatna opcja.

Jakość wyświetlacza

asus zenfone max bialy

Spotkałam się z opinią, że jasność minimalna jest zbyt duża i kiepsko się z telefonu korzysta w nocy. Nie jest aż tak źle. Sama całkiem sporo korzystam z telefonu po ciemku, przed snem, i jakoś nie zauważam, żeby szczególnie mocno walił po oczach. Zwłaszcza, że jestem dość wrażliwa na zbyt mocne światło. Z drugiej strony, jego jasność całkiem nieźle daje radę w dzień w świetle słonecznym.

Jakość dźwięku

Zanim kupiłam ten telefon, dowiedziałam się, że głośnik syczy. Niestety prawda. Jakość dźwięku odtwarzanego na słuchawkach też nie powala i w moim poprzednim telefonie była o niebo lepsza. Jest to coś, co można przeżyć, ale ci bardziej wrażliwi będą marudzić. I mają prawo.


Aparat fotograficzny

zdjecia robione asus zenfone max

Przedni ma 5 Mpx, a główny - 13 Mpx. I krąży opinia, że jest raczej taki sobie. Moim zdaniem: jaki użytkownik, takie zdjęcia. Ich jakość zależy głównie od dwóch czynników: oświetlenia, oraz umiejętności "korzystacza". Powyżej macie próbkę, zdjęcie robione z autobusu i w stanie surowym, czyli bez obróbki. Laserowy autofocus - daje radę. Można go też wyłączyć, jak ktoś nie lubi. Bardzo dobrym pomysłem jest podwójna lampa błyskowa - biała i żółta. Dzięki temu nawet, gdy jesteśmy zmuszeni jej użyć, zdjęcia mają ładniejsze, bardziej naturalne i ciepłe barwy.

Wydajność

Ponoć procesor jest na tyle słaby, że nadaje się tylko dla przeciętnego, mało wymagającego użytkownika, bo lekko zamula, gdy chcemy na nim coś odpalić. Cóż, większość użytkowników smartfonów to użytkownicy przeciętni. Jak i ja. I nie zauważam za bardzo tych opóźnień przy uruchamianiu czegokolwiek, bo nie trwają one dłużej niż ułamek sekundy. Były gorsze po pierwszym uruchomieniu, gdy większość programów wymagała bezwzględnie aktualizacji. Odkąd je zaktualizowałam, telefon działa całkiem płynnie i przyjemnie.

Czy warto?

asus zenfone max recenzja

No jasne, że tak. Faktycznie, jego największą zaletą jest bateria, która potrafi wytrzymać kilka dni na jednym ładowaniu. Jestem spokojna, że tym razem będę mogła w podróży wsadzić nos w telefon i cieszyć się świętym spokojem (no chyba, że będą mnie wypytywać, co to za ładny telefon - bo fakt, że wygląda bardzo stylowo). Cena - bardzo rozsądna. W większości polskich sklepów kupicie Asusa już za 999 zł. Poza tym, pozostałe parametry też ma całkiem do rzeczy: aparat 13 Mpx, przedni - 5 Mpx, 2 GB RAM-u, LTE, wejście na dwie karty SIM (i to zwykłe micro sim, żadne tam nano). Fakt, dla mnie bateria była priorytetem, ale trzeba przyznać, że znajduje się ona w naprawdę przyzwoitym towarzystwie. Zatem, jeśli macie serdecznie dość swoich stacjonarnych smartfonów, wiecznie podpiętych do ładowarki lub powerbanka, oto nadeszło Wasze wybawienie: Asus Zenfone Max. I nie zrażajcie się, że reklamują go gwiazdy Snapchata ;-)

asus zenfone max

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket

28 września

Mój blogerski gadżet czyli tablet Medion S 7322 - recenzja

Mój blogerski gadżet czyli tablet Medion S 7322 - recenzja

Obiecałam po kilku tygodniach użytkowania stworzyć recenzję mojego tabletu. Gdybym ją pisała w pierwszych dniach, mogłaby być mało pozytywna, jednak trochę kombinacji pozwoliło mi usprawnić działanie urządzenia i teraz jestem z niego całkiem zadowolona. Jest to Medion S7322. Marka Medion należy do koncernu Lenovo, stąd też gadżet ma nazwę Lifetab pod ekranem :-)

Tablet kupiłam w połowie lipca, co oznacza, że używam go z powodzeniem od ponad dwóch miesięcy. Miał to być sprzęt, który pozwoli mi bezboleśnie obsługiwać bloga (bo na telefonie w przeglądarce to było bardzo trudne - niby ekran 4,7", ale jednak mało wygodnie), korzystać z internetu, rozmawiać na Skypie, czytać ebooki, oglądać filmy i czasem napisać jakiś dokument w formacie doc. A, i miał mieć znośną cenę ;-)

tablet-medion-s7322

Ostatecznie wszystkie te funkcje spełnia - oprócz Skype'a. Ale o tym za chwilę. Tablet jest lekki i poręczny, ma wyświetlacz o przekątnej 7 cali (czyli dokładnie tyle, ile chciałam - 10" wydaje mi się zbyt duży i niewygodny do pisania, przymierzałam się już kiedyś do jakiegoś w Media Markt i jakoś mnie nie urzekł). Na pokładzie oczywiście Android 4.4 czyli słynny KitKat.

Jedną z pierwszych rzeczy, jaką zrobiłam po podłączeniu się do Wi-Fi, było usunięcie całej masy aplikacji, jakie były już wgrane i które uznałam za niepotrzebne. I bardzo miło, że się w ogóle dało je usunąć - na telefonie do tej pory mam jakieś niepotrzebne "zapychacze", których bez roota nie da się pozbyć. A potem powgrywałam swoje programy :-) Od początku był tutaj zainstalowany Skype, Facebook czy też Google Chrome. Do tego całkiem przyjemny odtwarzacz muzyki i video - LIFE Player, oraz mobilny pakiet biurowy w postaci programów Textmaker Mobile (edytor tekstu), Plan Maker Mobile (arkusz kalkulacyjny) oraz Presentations Mobile (program do tworzenia prezentacji). Z aplikacji biurowych przetestowałam jedynie edytor tekstu i generalnie daję mu 4 gwiazdki na 5 możliwych: za wygodę, czytelność, dużo funkcji oraz wbudowaną i bezpłatną opcję eksportu do PDF. Minus jedna gwiazdka za to, że nie działa wklejanie tekstu - gdy napiszemy coś w innym programie i próbujemy to wkleić ze schowka, aplikacja nie reaguje i nic nie wkleja.

Ogólnie tablet śmiga całkiem nieźle i się nie zawiesza. Choć moje maksimum obłożenia to jakieś 5-7 aplikacji naraz. Był przez chwilę problem z zawieszaniem się przeglądarki, i to strasznym, ale wystąpił dopiero po kilku dniach, kiedy tabletu w ogóle nie wyłączałam . Oczyszczenie pamięci podręcznej, drobne poprawienie ustawień przeglądarki i wyłączanie go na noc pomogło.

A co ze Skypem? Tutaj problem nie tkwi o dziwo w samej aplikacji (która do tej pory i w wersji komputerowej, i każdej innej jest dość mocno niedopracowana i irytująca dla kogoś, kto używa jej regularnie - zresztą, ostatnio zaliczyła nawet ogólnoświatową awarię), tylko w bardzo podłej karcie sieciowej. Mam pokój na poddaszu, a router na parterze. I dopóki jestem na parterze, tablet całkiem nieźle odbiera Wi-Fi i mam trzy kreski zasięgu (na cztery możliwe), ale kiedy znajdę się w pokoju, co i rusz połączenie się urywa. Trzy kreski mam tylko wtedy, gdy jestem bezpośrednio nad routerem. Jeśli nie - standardem jest jedna kreska. Tymczasem mój telefon ma zwykle 100% zasięgu na dole i na górze. Odrobinę pomogło przestawienie routera wyżej, na półkę i od tej pory na tablecie połączenie na górze... nieco rzadziej się rwie ;-) Co prawda, zastanawiałam się, czy to nie wina routera, lub obsługiwanego standardu Wi-Fi i będę to sprawdzać z innymi sieciami, a o efektach dam znać w jednym z kolejnych przeglądów tygodnia :-)




Niestety jednak, tak słabiutkie połączenie nie pozwala na korzystanie ze Skype'a, który jest niezwykle czuły na najdrobniejsze wahania zasięgu sieci ;-) Poza tym aparaty w tym tablecie to kpina, z przodu 0,3 MPx, a z tyłu - 2 MPx. Mój toster ma więcej ;-) No, ale nie kupowałam tableta dla aparatu, bo fotografowanie w ten sposób jest dramatycznie niewygodne. Równie dobrze można by zdjęcia robić laptopem ;-)

Brakuje mi też troszkę Instagrama (urządzenie jest niekompatybilne z oryginalną aplikacją, więc musiałam się posiłkować inną) i modułu 3G, ale za taką cenę miałam wybór - albo moduł 3G i denne parametry, albo bez modułu, za to lepsze parametry. I ja wybrałam to drugie :-)
Poza tym tablet w 100% spełnia moje wymagania: bloga obsługuje się o wiele lepiej niż na telefonie (choć pozioma klawiatura nie pozwala na zbyt wygodne pisanie; jeśli ktoś chce tak pisać, to poleciłabym Multiling i włączenie klawiatury kciukowej). Internet przegląda się bez problemów - można nawet tak "zakombinować", żeby korzystać z desktopowej wersji Facebooka (przydaje się, jeśli chcę dodawać komentarze jako prowadzona przeze mnie strona). Czytanie ebooków - ja zwykle czytam PDF-y, używam więc Adobe Readera. Do formatów typu epub czy mobi można ściągnąć aplikację, lub załadować do programu Książki Play - i mamy mega wygodne urządzenie do czytania. Myślałam kiedyś o typowym czytniku, ale wolę jednak tableta :-) Oglądanie filmów czy YouTube - super, jakość dźwięku bardzo fajna, obraz też daje radę. Gorzej z niemieckim YT, bo nie pozwala oglądać wielu teledysków...
Cena - w markecie Aldi zapłaciłam za niego 99 Euro. Czyli jakieś 420 zł. Za sprzęt, który działa całkiem przyjemnie, ma wytrzymałą baterię i piękny, czerwony kolor (no tak, kobieta kupuje elektronikę...) - na pewno warto. Ja jestem bardzo zadowolona :-)

tablet-medion-s7322

Zapraszam was oczywiście do obserwowania na Facebooku, Instagramie i Bloglovin' :-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger