12 listopada w Termach Uniejów. Czy było warto?

Co robić w dodatkowy wolny dzień i to w poniedziałek? Można lamentować, jak to na poniedziałek przystało: że rozprawy w sądach odwołane, a firmy nie pracują i nie generują zysków, więc polska gospodarka niechybnie padnie tylko od tego jednego dnia... Można też zrobić dla siebie coś dobrego: wyspać się, poczytać, a potem wymoczyć się w wodzie termalnej. I ja tak właśnie uczyniłam. A poniżej opisałam, ile to kosztowało, co robić w Termach Uniejów i jak się odnaleźć. Czytaj dalej.

Termy Uniejów

I zanim zaczniemy, słówko wyjaśnienia na wszelki wypadek: powyższe zdjęcie nie pochodzi z Term Uniejów. Byłam tam po ciemku, zapomniałam zabrać wodoszczelny aparat, nie chciałam utopić smartfona, a przede wszystkim relaksowałam się z myślą, że być może w ogóle o tym nic nie napiszę. Poza tym, chwilowo nie jest tam zbyt estetycznie - dlaczego? O tym przeczytasz poniżej.






Termy Uniejów - ile to kosztuje?

Jest kilka opcji. Ja skorzystałam z biletu 49 zł/3 godziny. Mówię tu o biletach weekendowych, bo tak akurat wtedy wypadło. Korzystałam wyłącznie z kąpieli w termach. Jest tam też sauna, ale czy w ramach tej ceny - nie wiem, bo się nie skusiłam. W te 3 godziny oczywiście trzeba sobie wliczyć też kilka chwil, które poświęcisz na wysuszenie się - myślę, że ok. 10-15 minut spokojnie wystarczy.

Resztę cen znajdziesz w cenniku na stronie Term Uniejów. I tak, też boli mnie to, jak niewspółcześnie ta strona wygląda.

Na miejscu możesz cofnąć czas... albo raczej: zatrzymać go i to nawet na godzinę. Wystarczy, że wejdziesz do restauracji. Ceny wręcz zaskoczyły mnie swoją przyzwoitością. Przykładowo, 2 obiady plus kawa - 26 zł. Piwo - 6 albo 7 zł, dokładnie nie pamiętam. Drink Black Currant kosztował 10 zł, porcja szarlotki - 5,50 zł, a 330 ml soku - 4,50 zł. Jak na monopol w zamkniętym obiekcie, to ceny naprawdę zaskakująco przyjazne.

A jak z tym zatrzymywaniem czasu? Załóżmy, że wszedłeś o 17:00. Po godzinie stwierdzasz, że chcesz się czegoś napić i idziesz do restauracji. Odbijasz się na wejściu, przechodząc przez bramkę... i czas staje w miejscu. Siedzisz w restauracji przez pół godziny, czyli od 18:00 do 18:30. Kiedy wracasz z powrotem na basen, wciąż masz do dyspozycji pozostałe dwie godziny, a że się przez pobyt w restauracji wszystko przesunęło, teraz z basenu wyjdziesz już o 20:30. Jeśli znów wrócisz do restauracji, godzina Twojego wyjścia z term znów się przesunie.

W efekcie, przyjechałam na godzinę 17, a wyszłam po 21, nie mając pojęcia, co się stało. Ale chętnie zastosowałabym tę zasadę w życiu ;-)

Co można robić w tych termach?

Z zasady do term jedzie się po to, by wyleżeć się w ciepłej wodzie. Największy urok ma to właśnie wtedy, gdy na dworze jest już chłodno. Ja byłam jeszcze po ciemku, więc dodatkowe wrażenia zapewniało klimatyczne oświetlenie. Dopóki nie wychodzisz z wody, jest idealnie. Możesz pływać, możesz też leżeć w wodzie, jak w Morzu Martwym (w termach ludzie wspomagali się "makaronami"). Możesz zasiąść w jacuzzi, bądź położyć się na leżaku wodnym. I zapomnieć o wszystkim, co Cię tu przygnało.

Jest to też zdrowa rozrywka, ze względu na lecznicze właściwości wód termalnych, o których więcej przeczytasz na stronie kompleksu.

Na miejscu był niezły tłum (wiadomo, wolne), ale mimo to bardzo przyjemnie.

Szczególnie polecam jacuzzi na powietrzu. Do wyboru są leżaczki i siedziska, więc nawet przy 12 stopniach można zanurzyć się w cieplutkiej, parującej solance i przestać wierzyć w to, że już listopad.

Wspomniałam już, że jest też sauna - jeśli ktoś lubi, to pewnie doceni. Mnie to nie rusza.

Jacuzzi jest także w środku, więc w razie braku miejsc na zewnątrz spokojnie znajdziesz coś we wnętrzu.

W tej chwili termy są rozbudowywane. Nie sposób tego przeoczyć, bo otaczają człowieka ze wszystkich stron budowlane sprzęty i czarna folia, a nad głową straszy żuraw. Mimo to, wciąż mi się podobało. Pewnie dlatego, że ciemno już było ;-) Jeśli ktoś jest jednak wrażliwy estetycznie, może po prostu spędzić czas głównie w środku... lub poczekać, aż skończą przebudowę.

Jak się odnaleźć w Termach Uniejów?

Po wejściu zdejmujesz kurtkę, buty zmieniasz na klapki, chowasz (dobrze jest mieć ze sobą jakąś torbę) i zostawiasz wszystko w szatni. Z tego, co pamiętam, szatnia płatna nie jest.

Następnie przechodzisz do kasy, wykupujesz bilet i dostajesz zegarek, z którym przedostajesz się już do przebieralni. Na wysokości kas są też toalety, ale ja miałam wyraźnie jakiegoś pecha i ktoś się tam chyba w damskiej zatrzasnął :-D Nic to, w przebieralniach też były - ale również nie bez problemów, bo jedna z kabin też się zatrzasnęła... Cóż, w damskiej, w której kolejki są zawsze i kilometrowe, to istna tragedia.

Trochę ciężko mi się tam było odnaleźć, ale jednak numeracja na znakach nie kłamie i trzeba się nią zasugerować, szukając na przykład szafki nr 570.

Protip na dobry początek: kiedy już się przebierzesz i wychodzisz z przebieralni, odblokuj drzwi z obu stron, a najlepiej w ogóle je otwórz. W ten sposób ułatwisz życie kolejnym chętnym.

Nie jest też łatwo znaleźć wejście na basen. Ciągle ktoś o to pytał, kiedy ja sama nie miałam pojęcia. Teraz mogę doradzić jedno: iść wzdłuż ściany, tej najbardziej odległej od kabin przebieralni. Prędzej czy później trafisz. A jak już trafisz, jesteś na basenie, w części wewnętrznej. Do części zewnętrznej przechodzi się bezpośrednio przez basen i foliowe "przepierzenie". Są chyba dwa takie przejścia.

Dodam jeszcze, że o ile spokojnie można napić się piwa czy drinka w restauracji, to nie próbowałam wynosić alkoholu do zewnętrznego basenu... ale widziałam grupkę, która to uczyniła i nawet nikt za nimi nie gonił. Nie oceniam, nawet sobie myślę, że w tym jacuzzi to jednak trochę mi jakiegoś dobrego wina brakowało ;-) Nigdzie nie było też powiedziane, że nie wolno (albo nie zauważyłam, to też bardzo prawdopodobne). Ale w sezonie podobno jest bufet na zewnątrz.

Czy warto jechać do term w Uniejowie?

No ba! Pytanie! Jeśli tylko relaks oznacza dla Ciebie dobre towarzystwo, ciepłą wodę i bąbelki, w termach Ci się spodoba. Pod warunkiem, że weźmiesz ze sobą dobre towarzystwo. Można się tam poczuć trochę po skandynawsku, szczególnie późną jesienią, gdy od 16 jest ciemno. Zastanawiałam się tylko, czy nie odcierpię później wyłażenia z ciepłej wody na te 12 stopni (celem obejścia basenu i zorientowania się w sytuacji), ale jednak nic mi nie było. Chętnie tam wrócę, jak się już rozbudują. No i kusi mnie teraz też mała wyprawa do term w górach, kiedy już będzie śnieg i mróz. To może być dopiero przeżycie!

A Ty byłeś już w termach? A może dopiero się wybierasz?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger