Zamek w Ogrodzieńcu w weekend - tak czy nie?

Dzisiaj napiszę Wam o Ogrodzieńcu, w którym byłam w czasie poprzedniego długiego weekendu. Nie lubię jednak typowych podróżniczych wpisów, które zaczynają się od opisu i suchych faktów, przechodzą przez wszystkie szczegóły drogi aż do atrakcji (i w efekcie wleką się przez następne 10 tysięcy znaków...), dlatego wszystkiego dowiecie się z kilku przejrzystych podpunktów.

zamek w Ogrodzieńcu

Na początek ważna informacja: tak naprawdę to ruiny w Ogrodzieńcu znajdują się w miejscowości Podzamcze. Dlatego nie zdziwcie się, gdy podjeżdżając pod zamek, zobaczycie tabliczki z taką nazwą. Nie zabłądziliście. Jesteście na pewno w dobrym miejscu.

Dlaczego warto wybrać się do Ogrodzieńca?


1. Przystosowany do zwiedzania

Co prawda, to tylko ruiny, ale wyraźnie przystosowano je do zwiedzania. Zostały wybudowane podesty  i schody, dzięki czemu nie pozostajemy jedynie na dziedzińcu, ale możemy także wejść na piętra czy baszty. Poza tym odbywają się tam również imprezy - przykładowo, my trafiliśmy na pokaz husarii.

2. Dużo miejsc wartych zobaczenia

Dobrze wykorzystano także pozostałości pomieszczeń. Kilka miejsc zagospodarowano na potrzeby wystaw i wyposażono w eksponaty. Znajdziecie tam ekspozycję z miniaturami budowli i bronią. Albo miejsce, w które miałam ochotę wysłać część zwiedzających - salę tortur. Słowem: nie spodziewajcie się tylko kilku marnych ścian z wapienia, bo zobaczycie znacznie więcej.

sala tortur w zamku w Ogrodzieńcu

3. Dużo atrakcji w pobliżu i noclegi

My podczas wycieczki skupiliśmy się tylko na ruinach. Jeśli jednak chcecie, możecie też odwiedzić choćby pobliski park miniatur czy też gród Birów (ok. 2 km od zamku).

W bardzo bliskim sąsiedztwie zamku znajduje się również hotel. Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda i ile kosztuje pobyt, możecie to sprawdzić na stronie obiektu.

4. Dobra cena

Bilet normalny kosztuje 12 zł za osobę. W porównaniu do tego, co możemy zobaczyć, myślę, że jest to adekwatna, a nawet stosunkowo niska cena. W Olsztynie koło Częstochowy płacimy 5 zł... ale tak naprawdę jedyną atrakcją jest wlezienie na wzgórze.

5. Zachwycające widoki

Idąc zgodnie z kierunkiem zwiedzania, który jest oznaczony strzałkami, wchodzimy po schodach i podestach coraz wyżej, aż w końcu trafiamy na wysoką basztę. Widok, jaki się z niej roztacza, jest przepiękny. Wtedy zapomniałam o lęku wysokości, który utrudniał mi wcześniej nieco wejście :-)

widok z zamku w Ogrodzieńcu

Co zniechęca do Ogrodzieńca?


1. Wąskie przejścia

Im wyżej, tym ciaśniej, szczególnie jeśli wchodzimy na basztę. Kręte i wysokie schodki mogły spokojnie konkurować z tymi prowadzącymi na wieżę na Jasnej Górze. Niestety, było to też jedno z tych miejsc, które bardzo łatwo się korkowało - a schodzący musieli się przeciskać w dół, fundując sobie podwójną traumę. Tutaj chyba zabrakło jakiejś sensownej organizacji wchodzenia i schodzenia. Jednak nie to było najgorsze...

2. Brak rozsądku zwiedzających

Całe zwiedzanie mocno uprzykrzają niestety rodziny typu 500+, które zawzięcie ładują się z najmniejszymi dzieciakami na największe wysokości. Wszędzie tam, gdzie jest najbardziej wąsko i ciemno. W końcu najlepiej przepychać się po tych wszystkich schodkach z dzieckiem na plecach, nie? Maluchy są znudzone, zmęczone lub wystraszone, więc głośno płaczą. Tak głośno, że współzwiedzający w końcu również mają ochotę się rozryczeć. 

Dodatkowo chciałabym zauważyć, że barierki, które umieszczono na tych wysokich punktach zamku, chronią jedynie dorosłych. Dziecko z łatwością może przez taką poręcz wypaść. 

Czy mam do kogoś o to pretensje? Nie. Myślę jednak, że można by zaznaczyć przy wejściu w takie miejsca, że nie należy tam wchodzić z małymi dziećmi. No i rodzice mogliby się po prostu wykazać odrobiną rozsądku i nie pakować wszędzie, gdzie najwyżej, bo raczej żadna strona nie ma z tego pożytku.

3. Brak możliwości płacenia kartą

Jestem tym totalnie zawiedziona. Wyobrażacie sobie, że przy tak ogromnej ilości budek z jedzeniem i piciem w bliskim sąsiedztwie zamku, nigdzie nie zapłacicie kartą? Nawet w rycerskiej karczmie, która znajduje się na dziedzińcu i nie wygląda na byle budkę, a na pełnoprawny lokal. Płatność kartą jest dostępna jedynie w kasie zamku, z tego, co widziałam, i nigdzie indziej. Ktoś chyba zapomniał, że mamy XXI wiek ;-)


4. Zbyt mało toalet

A, i jeszcze jedno: toalety. Jestem kobietą, więc spędzam w nich pół życia. Zresztą, nie ja jedna - w każdym tego typu miejscu, nieważne, czy to Wawel, czy zamek w Ogrodzieńcu, dysproporcja jest wyraźna: do damskiej toalety czeka 20 kobiet, a do męskiej może z 3 panów. Problem robi się wtedy, kiedy w miejscu tak bardzo obleganym przez ludzi mamy jedną toaletę... z 2 kabinami. Na setki potencjalnych zainteresowanych. Kolejki dorównywały tym na Wawelu, a pani sprzątająco-przyjmująca płatności nie nadążała ani z jednym, ani z drugim. Istne szaleństwo.

No to warto czy nie warto?

Jedno warto: jechać warto! W ogólnym rozrachunku jestem zadowolona z tego wyjazdu i wspominam go całkiem dobrze. Ogrodzieniec jest wyjątkowo piękny, a przy ładnej pogodzie zachwyca podwójnie. Następnym razem jednak wybiorę się tam w mniej obleganym terminie. Jeśli, tak jak ja, nie lubicie tłumu, hałasu i kolejek do wszystkiego, to również jedźcie raczej w tygodniu niż wtedy, kiedy pół Polski ma wolne ;-)

A Wy gdzie spędziliście majówkę? Może polecicie mi też jakieś piękne miejsce?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger