piątek, 3 marca 2017

Introwertyczka w korpo

Ten post chodzi mi po głowie od kilku godzin, gdy tylko zobaczyłam tę grafikę. Doskonale ilustruje moje towarzyskie wybory ;-)

towarzyskie wybory introwertyka
I odkąd wiem, że kiedy moja firma przeniesie się do nowej siedziby, i chcą nam tam zrobić ołpen spejs... Taki ołpen, ołpen, na całego. Wiecie, co to? Biurko przy biurku, każdy każdemu zagląda w monitor i nie ma ucieczki w pracę. Miejsce, które nie sprzyja koncentracji - bo wszystko słyszysz, wszystko widzisz... Słyszysz rozmowę tuż obok siebie - przestajesz słyszeć własne myśli i tracisz wątek w tym, co właśnie pisałeś. Zauważasz kątem oka, że ktoś idzie - odruchowo zerkasz. Uroki wyższej reaktywności na bodźce...

I tak, mają być też dźwiękoszczelne kabiny, w których można popracować w ciszy. Ale... wątpię, że wystarczy kilka kabin. W kilkusetosobowej firmie introwertyków jest raczej więcej, niż sześciu...




Nie zrozumcie mnie źle. Naprawdę lubię swoją pracę i ludzi, którzy są wokół. Tyle tylko, że po całym dniu spędzonym wśród głośnych, radosnych kolegów mam ochotę jedynie zakopać się pod kocem i nie wychodzić spod niego przez tydzień - tak desperacko pragnę ciszy i spokoju.

A w jaki sposób introwertyk trafia do korpo? Cóż, to pytanie można zilustrować grafiką, którą zobaczyłam na tym kubku:

korpo grumpy cat

No dobra, ja nie jestem grumpy cat. Lubię to moje korpo-życie, choć podobno firma, w której pracuję, wcale nie jest korpo. Uważam inaczej, ale szanuję cudze złudzenia ;-)

Introwertyk to ten człowiek, który kiepsko znosi nadmiar bodźców. Ekstrawertykowi dodają one energii. Introwertyk ładuje baterie w samotności. Co prawda, ja raczej uważam się za ambiwertyka. Mam bardzo towarzyskie momenty i chwile, kiedy zamieniam się w kocowego wrapa ;-) Introwertyczką jestem przede wszystkim w pracy. Zresztą, copywriting sam w sobie jest bardzo introwertycznym zajęciem - przez większość czasu siedzisz z nosem przez kompem i albo coś czytasz (research), albo myślisz i stukasz w klawiaturę (tworzenie). Żadnej z powyższych czynności nie potrafię wykonywać, gadając - toteż sporo milczę. Lubię porozmawiać w przerwie, czy też pokazać komuś obok jakąś ciekawostkę, na którą właśnie natrafiłam i pewnie przez to uchodzę raczej za dość towarzyską osobę... ale na pracowe piwo jeszcze ani razu nie wyszłam, od prawie pół roku. A tych piw było już z osiem. Kiedyś pójdę, ale to musi być w jakimś dobrym dla mnie momencie - kiedy naprawdę wyjdę z pracy, zjem w domu dobry obiad i stwierdzę Tak, chcę tam iść i jestem gotowa przez kolejne godziny widzieć twarze, które oglądałam dzisiaj już przez 8 godzin.

Wiem, że to wszystko brzmi, jakbym nie lubiła ludzi i w sumie, kiedyś już o tym pisałam. Miałam jednak na myśli to, że na dłuższą metę towarzystwo mnie męczy (każde, nawet fajne) i potrzebuję trochę oddechu. Owszem, są ludzie, z którymi w ogóle nie mam ochoty przebywać, bo zwyczajnie nadajemy na innych falach, ale oni nie stanowią dla mnie problemu, bo po prostu unikam kontaktu z nimi. Czasami potrzebuję oddechu od wszystkich, nawet od tych, których lubię. Ten typ tak ma ;-) I piszę Wam dzisiaj o tym, bo chcę sobie pogadać. Zapisać strumień świadomości. I dlatego, że może właśnie Wy jesteście radosnymi ekstrawertykami, którzy uwielbiają towarzystwo, i dziwią się, że ktoś ciągle odmawia wyjścia, wykręca się i nie wychodzi z nimi. I że wzdryga się na myśl o pracy w pomieszczeniu pełnym ludzi, których nie tylko widzi, ale i słyszy, i czuje (mówię tu zarówno o niemyciu się, choć z tym przypadkiem miałam do czynienia tylko raz w poprzedniej firmie, ale i o ... przeperfumowaniu się).

I żeby było Wam łatwiej zrozumieć, podsyłam Wam jeszcze linka do bardzo przydatnego wywiadu, z którego wynika, że introwertyczni liderzy osiągają lepsze wyniki. I już nie marudzę :-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
(Grafika tytułowa pochodzi z serwisu BoredPanda)
UDOSTĘPNIJ TEN POST

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.