Zaczynam od nowa! Przegląd tygodnia 3-9 października

Hej! Nie było mnie tu przez cały tydzień, bo był to bardzo zapracowany tydzień. Krótko mówiąc, zaczęłam właśnie oficjalnie pracę jako copywriter. Teoretycznie nic nowego, bo zajmuję się tym od czerwca, ale... w praktyce, będę pisać na tematy, których do tej pory jeszcze zbytnio nie poruszałam w pracy. Tematy, na których się znam i które mnie interesują, ale w pracy po prostu jeszcze się jakoś nie trafiły :-)


Tydzień zaczął się zatem od szkolenia, a potem już wszystko wyglądało całkiem zwyczajnie - od-do. Moja nowa praca ma tę zaletę, że mam wyznaczony przedział godzin, w jakich powinnam się w niej pojawić, co oznacza, że odpada stres związany z "o Boże, spóźnię się". Bardzo fajnie rozwiązane. O ile nie znoszę wstawania wcześnie, to kiedy sama mogę zdecydować, na którą chcę chodzić do pracy, wybieram 7 rano. Ot, tak w sam raz, że wyjdę z pracy, póki jeszcze jest widno ;-)

Pierwsze wrażenia bardzo spoko - ludzie całkiem do rzeczy, duża swoboda (ważne, bo nie lubię, jak mnie ktoś traktuje jak idiotkę, nad którą trzeba stać z kijem nad głową i narzucać jej wszystko, łącznie z tym, w jaki sposób ma wykonać dane zadanie) i zapowiada się na to, że tak dalej będzie, co bardzo mnie cieszy. W takich warunkach mogę pracować :-)

Poza tym, trochę podziałałam też w domu, bo nie zaszkodzi sobie dorobić. Oczywiście, nie jestem już w stanie pełnoetatowo realizować zleceń, tak jak do niedawna, ale coś tam czasem jeszcze zrobię. Z jednego, mało płatnego zrezygnowałam, bo było bez sensu. Niby mało tekstu miałam do pisania, ale research zajmował tak dużo czasu, że się nie opłacało. Zwłaszcza, że miałam zarabiać 50 zł za miesiąc. No  śmiech na sali. Zgodziłam się na chwilę robić to zlecenie, bo myślałam, że nie będzie aż tak czasochłonne, ale jednak niestety było. Nie warto :-)

Poza tym, zaczęłam chodzić spać z kurami :-D Wiecie, jak mam wstać o 6 rano, to potrafię iść spać o 20 :-D Nie no, dobra, o 20 już leżę w łóżku, a zasypiam ok. 21:30-22:00. Zazwyczaj z tabletem i książką. W tej chwili wciąż brnę przez Meryl Streep. Znowu ona! Brnę, dokładnie tak. Historia jest ciekawa, ale mało ciekawie opisana - za dużo nieistotnych szczegółów. Innymi słowy - w historii życia brakuje życia. Być może to jednak kwestia tłumaczenia...

Tydzień minął mi zatem szybko i dni były raczej podobne do siebie. No, może poza tą częścią z pracą, bo tam było całkiem ciekawie. Uczę się różnych fajnych nowych rzeczy i każdego dnia czeka na mnie coś innego, co bardzo mi się podoba. Lubię, jak się dużo dzieje :-)




Dużym plusem jest również nowy służbowy laptop, który jest naprawdę przyjemnym sprzętem. Szkoda tylko, że nie mam na nim uprawnień administratora. Chwilę temu zresztą odkryłam, że nawet programów nie mogę instalować, co mi trochę utrudnia sprawę, bo mam internet mobilny, co oznacza, że potrzebuję zainstalować program, który go obsługuje. Trzeba to ogarnąć, bo mi się to może nieraz przydać, jak lapka zabiorę do domu :-)

Weekend zaś spędziłam w dużej części na wsi, zatem było sielsko i anielsko ;-) Właściwie, można powiedzieć, że byłam jedną nogą na wsi, a jedną nogą w mieście, bo w piątek musiałam się przetransportować z miasta, w sobotę i tak pojechaliśmy na miasto, a w niedzielę, czyli dzisiaj, na miasto wróciliśmy.

Ciężko mi w tym tygodniu dużo napisać, bo chciałabym jednak nie ujawniać zbyt wielu szczegółów. Cieszę się niesamowicie z tego, że moje kilka miesięcy freelancingu doprowadziło mnie do miejsca, w którym wreszcie robię, co chcę. Stwierdziłam po prostu, że nie chodzi jednak o to, że ja koniecznie muszę pracować u siebie. Ja po prostu sobie ufam i daję swobodę, co oznacza, że właśnie takiego pracodawcy potrzebuję. Jeśli takie warunki pracy jest mi w stanie zapewnić jakaś firma, mogę w niej pracować. Myślę, że tak właśnie miało być i że w mojej zawodowej karierze nastąpił dość nagły zwrot. Od tego momentu ostro pójdę w górę i bardzo mnie cieszy ta świadomość. Świadomość, bo ja wiem, że awansuję i że czeka mnie to już wkrótce. Robię to, co lubię i odkrywam nowe rzeczy, które lubię, a dzięki temu mi się chce, staram się i to musi zaprocentować :-)

Mamy też bardzo fajne plany na przyszły weekend, ale... dowiecie się co i jak z przyszłego przeglądu tygodnia :-)

Na koniec wrzucę Wam jeszcze bardzo życiowy dialog na temat komputerów, ponieważ już dalej czekam na naprawę mojego lapka. Acera. Jak się okazało, padła w nim nie tylko matryca, ale też i taśma matrycy. Względnie - tylko taśma matrycy, ale już za późno - matryca była zamówiona pierwsza... Do rzeczy. Usłyszałam taką radę:

- NIGDY NIE KUPUJ ACERA.
- Ale ja już mam Acera.
- A gdzie?
- W serwisie...

Na blogu zaś było mało, bo jedynie przegląd tygodnia. Znajdziecie go z łatwością, dlatego nie linkuję. Biednie by to wyglądało :-D

A co tam u Was ciekawego? :-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger