środa, 7 września 2016

O sąsiedzie, który nie lubi prognozy pogody (bo nie ogląda)

zabawny wierszyk

W mieszkaniu pode mną mieszka pewien specyficzny człowiek. Starszy, przepity facet. Niby nic dziwnego, ale... miało tam miejsce kilka dziwnych sytuacji. Mieszkam w bloku, w którym akustyka jest zadziwiająco doskonała, bo słychać nawet to, że ktoś sika (!). Z mieszkania pode mną dobiegały już zresztą ciekawsze dźwięki...

Zazwyczaj po piętnastym miała miejsce impreza, w trakcie której słychać głośne rozmowy prowadzone przepitymi głosami przez całą noc (czasem noc oznacza czas od godziny 15 do 4 rano...) oraz łomotem przewalanego stołu z flaszkami (epickie!), głośne awantury z jakąś babą o przepitym głosie, pies, który "piłuje" przez kilka godzin z rana (zazwyczaj, jak nikogo nie ma w mieszkaniu i coś usłyszy - ten pies to taki mały kundelek, który chyba nawet na własny cień szczeka)...

Po świętach Bożego Narodzenia zaś wywieźli z tego mieszkania trupa w worku. Mnie przez święta akurat nie było, to nie mam pojęcia, co się tam musiało dziać - ale rozsądek podpowiada mi, że albo ktoś kogoś zatłukł, albo nie tyle zabił, co zapił (i prędzej to drugie).

Możecie sobie zatem wyobrazić, ilu nocy nie przespałam przez imprezy z dołu. Mieszkanie w bloku szybko nauczyło mnie korzystania ze stoperów do uszu. Czasem niestety, przydałaby się raczej komora dźwiękoszczelna... I wiecie, może powinnam się wyprowadzić, ale lubię to mieszkanie, a też nigdy nie wiem, na co trafię w innym. Takie rzeczy jakimś sposobem wychodzą po czasie.

Tutaj przez długi czas był spokój i cisza, dopiero gdzieś tak po pół roku zaczęłam słyszeć imprezy i awantury. Oczywiście, wzywałam policję za każdym razem, gdy coś takiego działo się po 22. Fakt, że główną moją motywacją był po prostu sen w nocy, może mało szczytnie, ale co tam... Próbowałam zawsze na początku po prostu postukać w podłogę (czyli sufit sąsiada), ale facet nie rozumiał sugestii. Albo raczej - niedosłyszał...

Usłyszał dopiero, gdy kiedyś wrzasnęłam Zamknijcie się tam na dole, k...wa! A może nie tyle usłyszał, co zrozumiał, bo użyłam do przekazu jego rodzimego języka, a nie jakichś tam aluzji? Chwilę potem zadzwonił dzwonek, domyślam się więc, że pan chciał kontynuować dyskusję. Ja niekoniecznie, więc nie otworzyłam.

I tu właśnie zbliżamy się do sedna, czyli niedosłyszenia. Metodą warunkowania (jest głośno - jest policja, a  na drugi dzień ktoś z administracji) nauczyłam sąsiada kultury. Imprezy pijackie mają czasem miejsce po piętnastym, ale maksymalnie do 21 (!). Baba mówiąca sznapsbarytonem się wyprowadziła (bywa tu, ale rzadko), także awantur też już nie słyszę. Pies szczeka dalej, niestety z upodobaniem o 7 rano, ale cóż, trudno się na psa złościć, że się własnego cienia wystraszył... Faktem jest, że jak tej baby nie ma, to i pies jakiś spokojniejszy i poranne koncerty zdarzają się rzadziej.

No, jakieś kilka tygodni temu, w weekend o 7:40 rano obudziły mnie paskudne, również sznapbarytonowe śmiechy jakichś bab (wystraszyłam, że się wróciło to babsko). A po śmiechach usłyszałam męski sznapsbaryton i Spokój, k...wy! I ucichło wszystko.. W sumie, jakby nie patrzeć - znowu się wmieścili w czas poza ciszą nocną, więc nie było się czego czepiać. Jedynie tego, że mnie w sobotę przed 8 obudzili :-P




Teraz przeszkadza mi tylko telewizor sąsiada. Pan prowadzi bardzo nieregularny tryb życia i bywa, że śpi przez cały dzień, nagle koło 15-16 odpala telewizor na cały regulator i tak to trwa do jakiejś 22, po czym następuje cisza. I następnie znowu, o czwartej rano następuje seria dźwięków: spuszczanie wody w toalecie, szum prysznica, a potem telewizor. Czasem też od razu na cały regulator, czasami całkiem cicho i pogłaśniany w trakcie kolejnej godziny. I tak sobie TV gra do jakiejś 8 rano, czasem 10, czasem się zdarzy, że praktycznie przez cały dzień... Pory się zmieniają, ale często wszystko się zaczyna koło 3-4 rano.

Również stukałam, pukałam i waliłam w podłogę wazonem (!). Pan sugestii nie rozumiał, to znaczy nie słyszał. Pamiętam, że jakiś rok temu, gdy czasami mu się zdarzało odpalić telewizor za głośno, zeszłam kiedyś do niego i poprosiłam o ściszenie, co poskutkowało na jakieś parę dni, a potem - wszystko wróciło do normy. Doszłam do wniosku, że to się nie opłaca, schodzić co kilka dni i uświadamiać, że inni mają lepszy słuch - moja prośba nie ma terminu przydatności. Poprosiłam raz i nie odwołałam - to chyba powinien brać pod uwagę?

Nóg i nerwów mi szkoda (bo wiem, że za którymś razem to by nie było "Czy mógłby Pan ściszyć ten telewizor, bo jest za głośno?" tylko wyraz "telewizor" w otoczeniu serii słów obelżywych). Policję głupio mi do czegoś takiego wzywać, zresztą, tyle się do nich nadzwoniłam, że już mi się nie chce. Podobnie z administracją - już i tak bardzo mi pomogli, a nie wiem, czy w końcu nie zaczęliby mnie traktować niepoważnie. Te dwie opcje zostawiam jako ostateczność.

Póki co, wyzwoliłam swoją frustrację w wierszyku, inspirowanym stylem pana Artura Andrusa - i mam nadzieję, że mu dorównałam. Nie będę się tu jednak nadmiernie krygować, że ach, jeszcze to nie to, bo fałszywa skromność to brzydka cecha, a ja z wierszyka jestem zadowolona ;-)

Tym też wpisem rozpoczynam nową kategorię na blogu, czyli Radosną twórczość, w której będą się pojawiać różne jej przejawy w moim wykonaniu ;-)

Czerwone jagody
spadają do wody,
a mój sąsiad nie lubi
prognozy pogody.



Zapytacie: skąd wiem?
a ja po prostu słyszę, 
że pan z dołu ceni bardziej
nocne pasmo niż nocną ciszę.


Całe moje miasto,
reszta świata i Warszawy
słyszy sąsiada ze 137
jak ogląda „Trudne sprawy”.


Ja tam wolę ambitniej,
ale o gustach się nie dyskutuje,
a nocą głośność odbiornika
to raczej w dół się reguluje.


Bo w bloku słychać wszystko,
a w nocy jeszcze więcej:
każde chrapnięcie i kroki,
i spuszczanie wody w łazience.


Ja to już chyba w końcu
swój telewizor sprzedam,
bo sąsiad ogląda tak głośno,
że u nas się już nie da.


O czwartej rano codziennie
poranny program mnie budzi.
Sąsiedzie ze 137,
sąsiedzie, z  czym do ludzi?


Lubisz, to oglądaj,
wszystko jest w porządku,
ale ciszej, bo teraz
to słychać na Zielonym Przylądku.


I chyba się pan musi
nowego trybu nauczyć:
spać po bożemu od 22 do 6,
albo wreszcie umyć uszy!


Wierszyk póki co znajduje się w moim zeszycie i na komputerze. W razie desperackiej konieczności zostanie wydrukowany i podrzucony sąsiadowi. Może taką pisemną sugestię gość zrozumie, bo nie będzie wymagało to dobrego słuchu, a jedynie co najmniej dwóch komórek mózgowych, które tekst przetworzą? Nawet, jeśli pan systematycznie swoje szare komórki ubija piciem napojów procentowych (nie mam na myśli mleka), to na pewno jakieś mu jeszcze zostały.

PS. Co trzeba pić, żeby ogłuchnąć?
Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
UDOSTĘPNIJ TEN POST

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.