Co to był za tydzień! Przegląd tygodnia 12-18 września

Powtórzę: CO TO BYŁ ZA TYDZIEŃ!


Jakoś tak dużo wrażeń i aktywności. Bardzo produktywnie :-)

W poniedziałek miałam ostatni moment na przemyślenie, czy chcę zostać panią na k..., czy też nie. Zadzwoniłam, dałam znać co i jak, i poszliśmy sobie na bilarda i piwo. Spotkanie przeciągnęło się do północy, a w jego trakcie był nie tylko bilard, ale także lotki, a potem Kinect - kręgle, Harry Potter, tenis stołowy (a na drugi dzień zakwasy...). Wiedziałam, że czeka mnie pobudka o 4:30, ale stwierdziłam, że już nie raz dałam radę, to i teraz jakoś wstanę.

Wtorek - przespałam chyba te 4 godziny, z pobudką w połowie. A potem obudziłam się o czwartej z myślą, że nie warto jechać. Jeszcze bardziej zaczęłam szukać zleceń gdzie się tylko da i nawet kilka od razu podłapałam - także dzień był pracowity. Potem zadzwoniłam do miłego pana - co było dalej, przeczytaliście już pewnie tutaj.

W sklepie znalazłam takie cuda :-D



Środa - kolejny dzień wytężonej pracy. Znowu siedziałam przed komputerem przez jakieś 10 godzin -  z przerwą w środku dnia na spacer. A co! Wieczór zaś spędziłam z książką, która zapewniła mi masę rozrywki na poziomie.

Podobnie wyglądał i czwartek, z tą różnicą, że musiałam wkomponować w plan dnia nie tylko pracę w domu, ale także i wyskoczyć po południu na rozmowę kwalifikacyjną (praca zdalna, copywriter - ale firma z mojego miasta, stąd rozmowa face to face). Przy okazji pojechałam na zakupy.

Zaliczyłam też wcześniej mały spacer na odstresowanie i po raz kolejny sobie uświadomiłam, że pracując zdalnie, zawsze będę mogła sobie na to pozwolić. Motywacja wzrosła ;-)

Piątek był całkiem spoko. Jakoś tak wyszło, że wyluzowałam z pracą. Jakoś tak poczułam, że chcę na spokojnie posprzątać mieszkanie (normalnie robię to w czwartki, żeby weekend mieć już dla siebie), ugotować obiad i poczytać. Odpowiadałam jedynie na maile i ogłoszenia w internecie. I próbowałam zrealizować pewien ciekawy pomysł, który mi ostatnio zakiełkował w głowie - ale muszę jeszcze lepiej to rozplanować. Jak to ogarnę, będę miała całkiem fajny dochód pasywny - a bardzo mi zależy na tym, żeby pieniądze do mnie spływały z różnych źródeł.




Po tak spokojnym dniu jakimś dziwnym sposobem padłam przed telewizorem. Ot tak, po prostu. Pojęcia nie mam, co mnie tak zmęczyło.

A potem usłyszałam, że pada i wyskoczyłam z łóżka jak oparzona - przypomniałam sobie, że mam pranie na balkonie :-D

W piątek zainstalowałam na balkonie urządzenie do odstraszania gołębi. Mam z nimi naprawdę duży problem. Przylatują i obs... obserwować muszę, jak zaanektowały mój balkon. Siadają, gruchają, gniazda wiją i brudzą. Nie pytajcie, ile razy miałam tam gołębie jajka. Raz nawet wykluły mi się z nich małe gołębie... Była to sytuacja, w której już nic nie byłam w stanie zrobić - myślę, że mimo wszystko, to mało humanitarne, żeby takie jajka wywalić czy też potem pozbywać się pisklaków. Zresztą, pozbyła się ich natura - albo słabe osobniki, albo u mnie na balkonie było za zimno. Nie zraziło to jednak gołębic do ponownego budowania gniazd... A ja tymczasem chciałabym tam sobie zorganizować miły kącik do posiedzenia. To urządzenie dawało nadzieję...

... dopóki go nie użyłam. Ma kilka trybów, które mają odstraszać różne rodzaje zwierząt. 1 - gryzonie, 2 - duże psy i coś tam, 3 - małe psy, ptaki i coś tam, 4 - to tylko błyskające światło, które daje po oczach, 5 - all in one, czyli zmieniające się wszystkie tryby plus błyskoteka. Po naładowaniu sprzętu zrobiłam test - wyszłam na balkon z urządzeniem i odpaliłam. Na 3.  I... gołębie miały wyraźnie zdziwione miny. Jeden tak bardzo, że aż przefrunął za balustradę (jest tam mały kawałek betonu za nią), usiadł za nią i wsadził głowę pomiędzy kratki, zaglądając ze zdumieniem na balkon... A mnie głowa rozbolała (czy to chińskie urządzenie, kupione na polskim Allegro, spełnia w ogóle jakieś europejskie normy?). Postanowiłam zatem testować dalej. Przy 1 zleciało się ich więcej. 2 po prostu nie wywarła większego wrażenia. Błyski światła z 4 również niekoniecznie. 5 nieco je zdezorientowała... Ostatecznie jednak zostawiłam na 3 i jakoś tak gołębie odpuściły siedzenie na moim balkonie. To znaczy, bywają, ale już nie są. Powiedzmy, że sukces ;-)




W sobotę wylądowaliśmy w deszczu w centrum. Noc Kulturalna, Food Camp (zjazd food trucków) i I Festiwal Piwa. Trudno byłoby siedzieć w domu, jak tyle atrakcji w mieście ;-) Wypiliśmy dobre piwo (Raciborskie), zjedliśmy mało dobre frytki (belgijskie) i w miarę spoko pierogi. A potem wylądowaliśmy na góralskiej imprezie z potańcówką - ale potańcówki nie doczekaliśmy. Jakoś nikt nie miał odwagi wyskoczyć na  parkiet. Podejrzewam, że piwo, które tam dawali, było za słabe - przy takiej okazji to raczej wypadało śliwowicę serwować... ;-)

Poszliśmy dalej. Znowu food trucki (i zarąbiste hamburgery), a potem piwiarnia. Zerknęliśmy w jedno miejsce, z nadzieją, że może jest (dogorywające zwykle) karaoke, ale nie było. Noc Kulturalna i wszelkie większe koncerty stanowią najwyraźniej zbyt dużą konkurencję dla imprezy, która umiera już na samym początku ;-) Serio: bywałam do tej pory w dwóch różnych miejscach na karaoke, i jedno jest zawsze fajnie, profesjonalnie prowadzone, a to drugie... mogłoby być. Potencjał jest, tylko chyba chęci i reklamy brakuje :-)

Byliśmy też w nowej piwiarni, która reklamowała się tym, że ma beczki z oryginalnym Paulanerrem z Oktoberfest. Spróbowaliśmy - spoko, ale najbardziej niemiecka to była w tym chyba cena (11 zł za 0,5 litrowy kufel). Miejsce fajne, w stylu takiego starego browaru, ale nie wiem, czy da radę w moim mieście (wszystko tam było troszkę cenowo napompowane).

A, i trafiliśmy jeszcze na koncert zespołu o całkiem ciekawej nazwie - Krzywe Nogi. Aż ich potem szukałam na Youtube, bo naprawdę zrobili fajne wrażenie na żywo. Gdyby nie ciasna i duszna miejscówka (Cafe Belg), to byśmy zostali dłużej, ale ja nie mogłam wytrzymać, że ciągle ktoś się o mnie obija i ociera. Brrr!

Tak, czy owak, posłuchajcie, bo fajne :-)

Przy okazji, polubiłam kapelusze. Twarzowe, stylowe i całkiem praktyczne, gdy deszcz pada ;-)

Niedziela zaś była leniwa, z książką (ale już inną), zamawianym obiadem (znaleźliśmy genialny lokal, z pysznym domowym jedzeniem) i kabaretami w tv. Tak nam się spodobało, że oglądaliśmy jeszcze na Ipli wcześniejsze odcinki. Polecam monolog Roberta Korólczyka z Kabaretu Młodych Panów (od 15:20). Fragment o doczepianych włosach rozbawił mnie do łez i zapowietrzenia :-D Swoją drogą, odcinek trzeci, który widzieliśmy na  żywo, też boski. Zwłaszcza, gdy Michał Szpak śpiewał piosenkę napisaną na zamówienie przez Artura Andrusa. Oooo, zobaczcie, po prostu zobaczcie :-D (jak się pojawi na Ipli, to podrzucę tu linka).

Pod koniec tygodnia (bodajże w sobotę właśnie) zdziwiłam się też niesamowicie, że Giełda Tekstów odżyła. Nagle pojawiło się kilkadziesiąt zleceń - tych lepiej płatnych. Widzę, że już kilka z nich mi przyznano, także szykuje się pracowity poniedziałek :-) Oprócz tego, założyłam ostatnio konta jeszcze w paru podobnych serwisach i zamierzam też na nich trochę podziałać, tak na zasadzie dorabiania sobie pomiędzy zleceniami ;-)

Mimo wszystko, uważam, że GT jest troszkę za słabo reklamowana i stara się opierać na stałych zleceniodawcach (którzy wcale nie muszą być tacy stali), zamiast pozyskiwać nowych. Po pewnym czasie działania tam widzę wyraźnie rzeczy, które mogłyby działać lepiej. Wiecie, nie jest źle - ale to jest coś na zasadzie posiadania fiata Pandy (w mojej poprzedniej firmie zwanego Pandolino, z racji prędkości nadawanych mu przez użytkujących go handlowców), gdy marzy się o Mercedesie.

Ciągle czekam na wysyłkę wygranych nagród... Ten rower to do zimy do mnie dotrze, prawda? :-P To jest właśnie jedyny minus konkursów - wygrywasz, cieszysz się, a potem ze słów na "c" pozostaje ci jedynie "czeeeeeekaaaaaasz"...

Jonizator też jeszcze nie dotarł :-P

Na blogu w tym tygodniu pojawiły się trzy wpisy:


A teraz jest sobie w sumie już poniedziałek (1:18), leżę w łóżku i piszę przegląd tygodnia, bo później czeka mnie tyle pracy, że nie dałabym rady go napisać. Będzie automatyczna publikacja :-)

A u Was co dobrego? :-)



Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger