sobota, 27 sierpnia 2016

Mój pierwszy rok "kierowcowania" - czy było warto?


Ku mojej wielkiej radości, w lipcu minął pierwszy rok, odkąd mam prawo jazdy. Co ten kawałek plastiku zmienił w moim życiu? Bardzo dużo! :-)

Skoro mam prawko od roku, według kodeksu jestem już kierowcą doświadczonym i przysługuje mi pełny limit punktów. Przez cały ten czas ani razu nie dostałam mandatu, ani fotki z fotoradaru i zamierzam ten stan utrzymać. Mam koleżankę, której się to udaje już od 7 lat ;-)

Zacznijmy od tego, że podpisuję się obiema rękami pod stwierdzeniem, że kobieta powinna mieć prawo jazdy. No, dobra, ono jest nieco zawoalowane w tym wpisie, ale jednak. W to, że są osoby, które nie mają talentu do prowadzenia samochodu - też nie wierzę. Nawet po zaobserwowaniu wielu różnych ciekawostek na drodze w trakcie mojego pierwszego roku "kierowcowania"... Można nie umieć śpiewać czy rysować, ale prowadzenie auta to czysto techniczna umiejętność, coś, jak obsługa urządzenia. Tego można się nauczyć! A my, kobiety, mamy nawet łatwiej, bo zazwyczaj z natury możemy się pochwalić podzielną uwagą, która za kółkiem zdecydowanie się przydaje :-)




Jakim jestem kierowcą po tym roku? O dziwo, z czasem nabrałam pokory. Nie miałam wielu niebezpiecznych sytuacji - ot, jakieś drobiazgi, typu ktoś zajechał mi drogę, nagle zahamował czy wyskoczyła sarna zza domów. Owszem, stresujące, ale ostatecznie nic złego się nie stało i za każdym razem udało mi się wybrnąć, więc nie ma się czym martwić. Zdarzyło mi się "przydzwonić" w słup, czy też auto za mną (nic nikomu nie zepsułam na szczęście) przy zawracaniu lub wyjeżdżaniu z parkingu. Jak na złość, wszystkie tego typu akcje zdarzają mi się przy moim mężczyźnie, którego autem jeżdżę, ale na szczęście jeszcze mi nie zabrał kluczyków ;-)

Druga kwestia jest jednak taka, że jego auto jest niezniszczalne. W przypadku walnięcia w znak ucierpiał jedynie znak :-D

Mój facet od początku mówi, że jestem kierowcą odważnym - i prawda. Większość moich manewrów, zwłaszcza tych parkingowych, to mijanie innych aut na centymetry. Żeby było śmieszniej - nigdy w takim przypadku o nic nie zahaczyłam. To się zdarzało jedynie wtedy, gdy byłam do granic możliwości ostrożna. Ironia losu :-D Poza tym, dość szybko zaczęłam przekraczać dozwolone prędkości. Po tym roku jednak znalazłam swój "limit", w którym czuję się dobrze i raczej rzadko jadę szybciej niż 100 km/h. W zabudowanym może z 80-90 - zdarzyło mi się raz grubo przekroczyć setkę, ale mój wspaniały przypomniał mi wtedy, że w takim przypadku mogę stracić prawko. To był dobry argument :-) Ogółem, lubię prędkości, ale daleko mi do zasuwania 200 przez zabudowany :-) Poza tym, ostatnio jakoś mniej pewnie jeżdżę, gdy prowadzę sama - chyba, że po dobrze znanych mi drogach. Jedyne, co mi zostało z początków, to odważne manewry parkingowe i kombinowanie, jakby tu wyjechać na raz, a nie na pięć. Nawet, jak ktoś mnie uziemi :-)

Ostatnio dopiero nauczyłam się parkować tyłem - ale muszę nieskromnie przyznać, że świetnie mi to wychodzi. Na jazdach nie bardzo była okazja i czas, żeby się uczyć wszystkich rodzajów parkowania, zwłaszcza, że nie są wymagane na egzaminie, stąd takie opóźnienie. No, i bałam się, że to trudne - a wcale nie :-)


Ogółem, potwierdzam jednak to, co się mówi o nauce na kursach: taka prawdziwa jazda po mieście to coś całkiem innego. Wiadomo, trzeba umieć ruszać pod górkę, czy parkować, ale poza tym o wiele więcej nauczyłam się, po prostu jeżdżąc. Sama ta atmosfera nauki, czy egzaminu, kiedy jesteśmy nieustannie oceniani, jest tak ciężko stresująca, że się sama sobie dziwię, jakim cudem ja w ogóle zdałam. Myślę, że o wiele lepszym systemem byłoby jeżdżenie po okiem doświadczonego kierowcy, znajomego lub kogoś z rodziny, przez kilka miesięcy, a potem pójście na egzamin. I mniej sztywne egzekwowanie pewnych rzeczy - to, czy chcę jeździć ekologicznie i hamować silnikiem, bo zużywam w ten sposób mniej paliwa, to moja sprawa. Nie powinnam być za to rozliczana na egzaminie, zwłaszcza, że cała ta zabawa z kursem, badaniami i egzaminami, to naprawdę droga impreza, więc chyba WORD-y stać na mniej ekologiczną jazdę egzaminowanych ;-)

Dalej bardzo lubię jeździć. Nie mogę jeszcze powiedzieć, żeby to była czynność, która mnie uspokaja, bo jest raczej wręcz na odwrót (chyba, że jadę po pustej drodze poza miastem) - w mieście ciężko się zrelaksować za kółkiem ;-) Mój facet twierdzi, że za łatwo się denerwuję na innych kierowców, a ja przyznam, że czasami owszem i nieraz rzucę swojską "k...rwą" lub kogoś otrąbię, gdy przede mną wyczynia jakieś cuda ;-) Staram się zrozumieć jednak, że może miał ostatnią chwilę na zmianę pasa, albo mnie nie zauważył i za chwilę nawet nie pamiętam, że mnie coś wzburzyło. Ot, urok choleryka. Na pewno jednak nie staram się nikogo staranować :-D Powyzywam i przestanę. Albo sobie czasem pomarudzę.

Jeślibyście mnie zapytali, czy warto robić prawko - odpowiem, że ZDECYDOWANIE TAK! To naprawdę bardzo przydatna w życiu umiejętność, i w życiu prywatnym, i w zawodowym. Dzięki niej możemy nawet zarabiać 8 tysięcy miesięcznie, jeśli aż tak bardzo polubimy tę czynność. Muszę przyznać, że chodzi mi to ostatnio po głowie ;-)


Dobrym pomysłem było też na pewno uczenie się w trakcie kursu na własną rękę - a dokładniej, jeżdżenie autem mojego mężczyzny po mało uczęszczanych dróżkach poza miastem. Naprawdę, oswoiłam się dzięki temu z techniką i z prowadzeniem innego samochodu, niż ten z kursu. Czułam się też o wiele swobodniej, niż w trakcie jazd, kiedy mi się zdarzył jakiś błąd, czy samochód zgasł. Tak szczerze, to zdarza mi się to do dziś, tak samo, jak nie zawsze pamiętam o redukcji biegów. Wychodzę jednak z założenia, że dam radę to dopracować i daję sobie na to czas. Nie od razu Kraków zbudowano :-)

Pasażerów na szczęście też mam spoko. Nie musiałam jeszcze nikogo ładować do bagażnika, jakkolwiek niektórym się czasem odgrażam :-D Dla śmiechu przyznam jednak, że miałam okazję jechać kiedyś autem, w którym jeden z pasażerów się nie zmieścił i wylądował przez to (za własną zgodą) w bagażniku. Zabawne, ale chyba jednak nie dla niego ;-)

A Wy jak? Jeździcie, czy się boicie? Mam nadzieję, że choć troszkę Was zainspirowałam :-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
UDOSTĘPNIJ TEN POST

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.