środa, 10 sierpnia 2016

Czy Warner Bros strzeliło samobója? Recenzja "Legionu samobójców"

No i stało się. Poszłam na Legion samobójców, choć nie spodziewałam się cudów. Ale poszłam, jak zazwyczaj, dla towarzystwa. I stało się coś dziwnego, bo jeśli czegoś się spodziewałam, to raczej obrazu, który mnie nie zachwyci, a może jedynie wkurzy, albo zanudzi. A tymczasem ten jeden film za jednym zamachem mnie wkurzył, nie zachwycił, zanudził, spodobał mi się i poruszył. Jak to możliwe?


Jest to historia o groźnych przestępcach z Gotham, którzy mają na tyle unikalne zdolności, że specsłużby postanawiają wysłać tę ekipę do walki z bardzo groźnym przeciwnikiem - na zasadzie "tylko oni dają radę, a jeśli nie, to zginą i nikt ich nie będzie żałował". Pierwotnie miała być z nimi również doktor Moon/Enchantress, czyli pani naukowiec, która "weszła do niewłaściwej jaskini" i została opętana przez czarownicę. Niestety, wiedźma wymyka się spod kontroli, uwalnia swojego brata i zaczyna realizować swój plan i tak oto staje się przeciwnikiem Legionu. To wszystko komplikuje fakt, że doktor Moon to ukochana pułkownika Ricka Flaga, czyli dowódcy Legionu. Łatwo przewidzieć, że to go zmotywuje do jeszcze bardziej wytężonych działań, bo sprawa ma osobisty charakter.


I teraz w skrócie? Co mnie wkurzyło? Harley Quinn. A raczej wkurzała mnie przez większą część filmu i miałam ochotę jej przyłożyć tym młotem... Podobno taka irytująca miała być. Myślę jednak, że dużym problemem było to, jak ją przedstawili twórcy. Ot co. Plus, grającej ją aktorki jakoś zbytnio też nie lubię, więc pewnie to swoje zrobiło. Zasadniczo, odkąd tylko przeczytałam jakieś zapowiedzi na jej temat, czułam, że z tą panią się nie polubię.

Z drugiej strony, to jej historia mnie najbardziej poruszyła, obok tego, co przeżywał Flag. Scena, kiedy jej ukochany Joker rozbił się samolotem na jej oczach była wręcz rozdzierająca. Scena, gdy oboje po kolei wskakują do chemikaliów "w imię miłości", jest w jakiś dziwny sposób urzekająca. I to, że kiedy Harley zdecydowała poświęcić swoje marzenia o wspólnej przyszłości z Jokerem dla wygranej zespołu i Flaga, było budujące, bo potem została wynagrodzona przez los. Przynajmniej tak to wolę rozumieć ;-)


I tak, porusza mnie historia Flaga. Generalnie, lubię Joela Kinnamana, którego znam z Dochodzenia. Tutaj, mimo, że miał bardzo stereotypową postać, pokazał, że umie grać i zagrał w bardzo poruszający sposób, tak, że nie sposób było się nie wczuć w jego sytuację. Myślę jednak, że w scenariuszu można było dopracować tego bohatera. Zresztą, jak każdego innego, bo jednak wyraźnie czuć braki.

I widać. W którejś recenzji spotkałam się z opinią, że film został beznadziejnie pocięty i można czasem przypuszczać, że bohaterowie się teleportują. Coś w tym jest. Moim zdaniem, początek filmu jest stanowczo zbyt szybki - akcja zapierdziela jak w Kronikach Shannary (kto obejrzał choć jeden odcinek, wie co mam na myśli - a więcej oglądać nie polecam ;-)), do tego dużo muzyki ilustracyjnej... Gdy tylko zapaliły się światła po seansie, oznajmiłam, że moim zdaniem należało wyciąć co najmniej pierwszą godzinę, bo potem już było OK. Przez tę godzinę męczyłam się niemiłosiernie i wkurzałam, że ta szybka akcja w ogóle nie wciąga i jest taka... nieprzekonująca. Teraz stwierdzam, że ją należało wyciąć i zrobić od nowa. Lepiej.

Od godziny zaczęły się konkrety i kołowrót wydarzeń rozpędził się tak, że już mi się zaczęło podobać. Miałam jakieś większe poczucie tego, że to już nie jest zbiór przypadkowych ujęć, tylko coś wynika z czegoś. I gdyby ten film był tak zrobiony od początku, spodobałby mi się bardziej.

Jestem najprawdopodobniej jedyną osobą, która napisze coś pozytywnego o efektach specjalnych, zwłaszcza tych związanych z magią Enchantress. To znaczy, ja też twierdzę, że były tandetne, ale jednak... jakiś urok miały. Patrzyłam z rozdziawioną gębą i myślałam, że świat, w którym istnieje taka magia, byłby całkiem ładny. Tak na granicy kiczu ;-)




Sceny walki też robiły wrażenie i nawet się specjalnie nie czepię, że w większości członkowie Legionu tłukli się z anonimowymi monstrami bez twarzy. Może i faktycznie sprawia to wrażenie niedopracowanych efektów, albo leniwego twórcy, ale... kto by się tam przypatrywał twarzom jakichś tam potworów, które zbierają właśnie łomot i wiadomo, że przegrają?

Tu jest w sumie jednak problem. Twórcy scenariusza nie umieją przedstawić w wiarygodny sposób postaci antagonistów. Nie potrafią ich rozbudować. Tutaj też brat Enchantress został potraktowany po macoszemu, jako klasyczny (zły) chłoptaś do bicia, który zbierze baty i zostanie szybko pokonany. W sumie, jest to jednak typowy problem w przypadku wielu obrazów, zwłaszcza, jeśli na ekran przenosi się komiks. Marvel też sobie z tym nie radzi.


Podobny problem mam z Jokerem. Tyle było bicia piany, jaki to on będzie wspaniale i odkrywczo zagrany, i co? Wskoczył kilka razy koleś z zielonymi włosami i aparatem na zębach (przez co wyglądał jak zbuntowany emo) i nijak mnie nie poruszył, ani nie zaskoczył. I tak, było go mało, choć nie do końca jestem pewna, czy w tym  przypadku to akurat wada.

Czy ten film ma jeszcze jakieś plusy? Zdecydowanie ścieżka dźwiękowa. Na dzień dobry słyszymy House of the rising sun, który zarąbiście pasuje do więziennych scen. I takich klasyków będzie jeszcze więcej.

A ogólne wrażenie? Jak na sezon ogórkowy, całkiem nieźle. Możecie iść. Najprawdopodobniej coś wam się spodoba, a coś nie, a ostatecznie pewnie zapomnicie, o co tam w ogóle biegało. Ja czuję, że akurat tym razem nie zapomnę, ale wszystko przez to, że zdarzyło się tam parę scen, które mnie dotknęły. Nie spodziewałam się niczego super, także nie jestem zbytnio zawiedziona... tylko trochę. Mogło być lepiej, bo ta historia ma potencjał. Nie jest to jednak podobno pierwszy schrzaniony przez Warner Brosa materiał (tak słyszałam, bo akurat starcia Batman vs Superman nie oglądałam, a podobno wieje nudą i egzystencjonalizmem...), także nie było zaskoczenia. Mam z tym filmem taką relację love-hate (jak napisy na pistolecie Harley). Ostatecznie nie jestem w stanie go pochwalić. Był kiepski, z paroma dobrymi elementami, które go trochę wybroniły.

A wy oglądaliście, albo zamierzacie? Dajcie znać :-)

[zdjęcia pochodzą z serwisu filmweb.pl]

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
UDOSTĘPNIJ TEN POST

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.