sobota, 20 lutego 2016

Polajkuję, bo...?


A jakby tak pizgnąć to wszystko i wyjechać w Bieszczady? Kurczę, jeszcze nigdy nie byłam w Bieszczadach. I mam poczucie, że gdybym wyjechała tam na zawsze, zanudziłabym się na śmierć. Ewentualnie miałabym rozrywki w postaci uciekania przed niedźwiedziami... Taka polska wersja "Zjawy", bez Leo czekającego na Oscara, morderczych Indian i mało koleżeńskich kolegów... Nie, to nie mój klimat. Ale za każdym razem, kiedy zabieram się za jakieś nowe przedsięwzięcie, mam wobec niego oczekiwania. Czasem pewnie trochę nierealne. Pewnie jestem zbyt mało cierpliwa...

Zakładałam bloga, bo chciałam pisać, co mi w duszy gra. I porywać tym tłumy. Jak głosi jego hasło - co w sercu, to na klawiaturze. Pisałam o obejrzanych filmach, swoich ulubionych serialach, muzyce, której słucham, o moich wyjazdach, dzieliłam się swoimi zdjęciami... Potem miałam czas, kiedy bałam się cokolwiek napisać. Bo chciałam to, co wtedy czułam, ale... z założenia to miał być pozytywny blog, dokumentowanie tylko dobrych chwil. I co tu napisać pozytywnego, skoro akurat w duszy grają smętne hity? To nie pisałam. A teraz wracam i znowu mam ochotę wrzucić tu coś tak 100% od serca. Co czuję, co myślę... A pomysłów mi nie brakuje. Wręcz przeciwnie - mam ich tyle, że nie wiem, od czego zacząć, próbuję, mieszam, gubię się w tym chaosie i odpuszczam. Bo nie chcę wrzucać byle czego. Nie chcę dzielić się postami, które są jak polskie ustawy - na kolanie napisane. Tyle, że pisanie o uczuciach, które same w sobie potrafią być chaosem, raczej nigdy nie będzie uporządkowane i wygładzone. Ale będę próbować.




Kiedy tworzyłam to miejsce, miałam wizję, że "chcę, by było jak..." i tutaj przychodziło mi na myśl kilka blogów, które lubię czytać. Chciałam widzieć, jak liczba czytelników rośnie, jak inni wspominają o nim. Chciałam pisać i cieszyć się tym, że to się podoba. I zasadniczo mogę powiedzieć, że tak się dzieje. Czuję jednak niedosyt, ponieważ dzieje się to o wiele wolniej, niż bym chciała. Po tych wszystkich zapowiedziach, jak to bardzo ważne jest  posiadanie blogowego fanpage'a i ogólnie prowadzenie szeroko pojętej kampanii w social media, spodziewałam się lepszych efektów. Jest Instagram, jest Facebook, i owszem, efekty też są. Ale albo zbyt małe i wolno następujące, albo ja jestem zbyt niecierpliwa i ambitna. Pewnie raczej to drugie... A ja mam niestety tę paskudną cechę, że jak nie widzę efektów, to tracę zapał i olewam sprawę.

Najbardziej widzę ten problem braku rozwoju, odkąd zaczęłam prowadzić sklep z koszulkami informatycznymi. No, przybywają kolejni obserwatorzy, lajki dla nowych produktów, widzę coraz więcej wejść na stronę sklepu (Google Analytics patrzy ;-)), ale... wciąż czekam z niecierpliwością na sprzedaże. Bo nie było jeszcze ani jednej. I w sumie, skoro sklep prowadzę od jakichś dwóch tygodni, to chyba wszystko OK, nie ma się czym martwić. Jednak poświęcam naprawdę sporo czasu na tworzenie grafik i nowych produktów, a także na reklamę i pozycjonowanie sklepu, i chciałabym widzieć tego efekty. Jak najszybciej. W tej chwili mam poczucie, że reklamuję dla samego reklamowania, a przecież nie o to chodzi, tylko o to, żeby ta reklama przynosiła efekty. I znowu mnie frustruje ten Facebook z tym brakiem odzewu, gdy usiłuję wywołać interakcję, pytam o coś, a dostaję tylko lajki, żadnej odpowiedzi. Bo lajk w odpowiedzi na konkretne pytanie jest dla mnie równoznaczny z powiedzeniem "Polajkuję, bo wypada, ale w sumie mam w dupie, co piszesz". Ale to nie jest problem tylko po stronie odbiorców. Bardziej tego, że ludziom się już trochę te social media znudziły. I tak, na pewno jest to też problem, że wciąż jestem mało doświadczona w kwestii prowadzenia fanpage'ów, i pewnie po prostu znam za mało trików, które skłaniają ludzi do reakcji. No i tego, że Facebook nie promuje stron, na których odzew jest mały, jak u mnie. Mało lajków i komentarzy - małe zasięgi. I trochę się z tego robi zamknięte koło - bo jak ma ich być więcej w takiej sytuacji? Cóż... Jeśli chcesz mnie wspomóc i zmotywować - polajkuj, skomentuj, albo podaj dalej stronkę mojego sklepu. Albo mojego blogowego fanpage'a. Co ci lepiej pasuje :-)

A ja plan mam teraz taki, że w trakcie mojego obecnego wyjazdu, oprócz nauczenia się htmla, chcę też poduczyć się też nieco w kwestii prowadzenia fanpage'a. Już obserwuję różne takie, które mi polecano, jako przykłady wartościowych, dobrze prowadzonych stron. Trochę inspiracji i samokrytyki, i myślę, że będzie dobrze. I trochę opanowania swojej niecierpliwości,a nie będę musiała wszystkiego rzucać i wyjeżdżać w Bieszczady :-) Ale myślę, że tak czy owak bym tego nie zrobiła - bo dawno żadna pasja nie dawała mi tak wielkiej satysfakcji, jak to tworzenie nadruków :-)



Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket

UDOSTĘPNIJ TEN POST

4 komentarze :

  1. Poruszyłaś kilka bardzo ciekawych kwestii w tym poście :) Ja również gdy nie widzę efektów to tracę chęć do działania i również jest to związane z niecierpliwością. Temat social mediów to ogólnie temat rzeka i ja też odnoszę wrażenie, że się znudziły, "przejadły". A hasło na koszulce "Dziwne u mnie działa" hahaha - toż to samo życie :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja niestety jestem strasznym niecierpliwcem i nie lubię wkładać dużego wysiłku w nic, a zwłaszcza w coś, co nie daje odpowiednio dużych efektów :-) "Dziwne, u mnie działa" - cóż, mam faceta informatyka, więc doskonale wiem, że to samo życie :-D

      Usuń
  2. Dostajesz lajki:) Ale Ci dobrze:) Ja jeszcze nie...Ale ktoś, kto prowadzi bardzo znanego bloga powiedział mi ostatnio, że wytrwałość jest najważniejsza:)Wiem,że to niewiele ale wbijam na Twojego Insta i zaczynam fallowować;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż za ironia - dostaję lajki i jeszcze marudzę. Że za mało :-D Ale co do wytrwałości to prawda - prowadzę bloga od czerwca. I to z taką wytrwałością dość zmienną, a jednak te lajki są :-) Tyle tylko, że oczywiście mam o wiele większe ambicje, i w sumie to tylko dlatego zrzędzę ;-)

      Usuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.