wtorek, 16 lutego 2016

Nie jestem blogerką


Po wielu męczarniach i perypetiach powracam powoli na bloga. Głupio by mi było pisać w każdym poście "Sorry, że mnie tu chwilowo nie było", bo ta chwila troszkę trwała. Dało mi to jednak do myślenia. Wiecie, naczytałam się, że bloga trzeba traktować poważnie, podchodzić do niego superprofesjonalnie i pisać regularnie kilka razy w tygodniu, na dodatek zajmować się jego promocją w social media, no i oczywiście śledzić inne blogi, żeby być na bieżąco... I przerosło mnie to nieco. Nie wiem, po co aż tak się szarpać. Nie jestem w stanie pogodzić pracy, realizowania sobie postawionych celów (jak np. teraz nauka html) i życia towarzyskiego z praktycznie codziennym dłubaniem nad blogiem. Nie umiem stworzyć pełnego posta w ciągu pół godziny. Mogłabym, ale nie chcę serwować Wam czegoś, z czego nie byłabym zadowolona. I postanowiłam: blog ma być dla mnie przyjemnością, nie koniecznością. To oznacza, że dalej będę pisać, ale w swoim tempie. Będę regularnie się pokazywać na Facebooku, być może z powrotem zadbam też o mojego Instagrama. Ale... bez szaleństwa.




Zrobiłam sobie przerwę od tych wszystkich mediów, bo najzwyczajniej w świecie była mi potrzebna. Może jestem za stara na internety i nie ogarniam tej konieczności bycia ciągle online, i chwalenia się każdą sekundą swojego życia. Słowo, że ja tak nie umiem. Przeraża mnie myśl, że każdą kawę i potrawę najpierw miałabym obfotografować ze wszystkich stron, a dopiero potem jeść zimną. Przeraża mnie, że zamiast cieszyć się chwilą, winem wypitym we dwoje czy dobrym filmem w kinie, skupiałabym się jedynie na udokumentowaniu tego momentu. Ja chcę przede wszystkim żyć, a nie oglądać swoje życie na ekranie smartfona. I tak teraz będzie teraz prowadzony ten blog. Ja nie jestem blogerką. Mogłabym nią być, gdybym na tym zarabiała. Ktoś powie, że mam materialistyczne podejście - może. Ale serio, nie umiem w 100% poświęcać całego swojego czasu czemuś, co zasadniczo nie daje mi kasy. Jasne, prowadzenie bloga daje mi satysfakcję - ale jej nie potrzebuję aż tyle :-)

Poza tym, kto bywa na moim Facebooku, pewnie już widział, że pochłania mnie ostatnio nowy projekt. Planuję Wam o nim napisać nieco więcej, ale póki co pochłania mnie pozycjonowanie i promocja. No i oczywiście projektowanie :-) Pomysłów mam masę, dosłownie nie nadążam z ich realizacją. Mam nadzieję, że już wkrótce uda mi się doprowadzić sklep do miejsca, w którym będzie dobrze rozreklamowany i będę mogła troszkę wyluzować z tym reklamowym szaleństwem :-)

Jakby ktoś mi powiedział kilka lat temu, że w tej chwili będę prowadzić bloga, sklep internetowy i tworzyć nadruki, to w życiu bym nie uwierzyła. Życie potrafi zaskoczyć. A najbardziej to chyba i tak ja samą siebie :-) Trzymajcie się ciepło i zaglądajcie, bo ja ciągle tu jestem :-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
UDOSTĘPNIJ TEN POST

2 komentarze :

  1. Faktycznie blog sam w sobie nie daje pieniędzy, przynajmniej tych większych. Zarabia się na innych aktywnościach poza blogowych. Na blogu głównie promuje się tą działalność i zdobywa zaufanie. W sumie odpoczynek od sieci na dobre wychodzi. Korzystamy z życia, zyskujemy nowe wspomnienia, które zachowujemy dla siebie bez dzielenia się nimi w sieci. Dziwi mnie skąd taka moda na obfotografowanie kawy na białym stole. Bo to najczęstrzy widok jaki mają blogerzy i właściciele małych domowych biznesów. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam strasznie wielką potrzebę zachowania prywatności i czasem to aż się dziwię, co mnie sprowokowało w takim razie do stworzenia bloga. Jeśli chciałabym zyskać wielką popularność, to raczej ta cecha zbytnio mi się nie przyda. A co do zdjęć, to pewnie decyduje to, że "to takie ładne, zdjęcie kawy na białym stole" i "wszyscy wrzucają, to ja też będę taka fajna". Tym bardziej chyba to świadczy o mojej "nieblogerskości", bo biały stolik mam od dawna, a jakoś jeszcze nie wrzucałam zdjęć stojącej na nim kawy :-D

      Usuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.