środa, 11 listopada 2015

Butelka na stoliku


Siedzi to we mnie prawie od początku mojego obecnego wyjazdu. Niemieckie standardy to dla mnie jakiś kosmos. Oni za bałagan potrafią uznać butelkę wody i szklankę na stoliku. Nieważne, że stoi jedna butelka i jedna szklanka, bo często pijesz i chcesz ją po prostu mieć pod ręką. Toż to bałagan jest i już. A Niemiec kontra Polak... Pracujesz u Niemca, jesteś Polakiem - jak myślisz, kto ma rację? I to mnie straszliwie mierzi. Siedzą we mnie te wszystkie emocje, kotłują się, przewalają i robią burdel w moim zazwyczaj uporządkowanym wnętrzu...

Nie no, dobra, dobra. Rozpędziłam się. W moim wnętrzu nie ma czegoś takiego, jak porządek. Jest raczej bajzel jak w domu na zakręcie, w który już wjechała kawalkada tirów. I tak, trzeba by to wreszcie ogarnąć i poukładać, ale... Niemcy to nie jest dobre miejsce na robienie porządków w swoim świecie. Do ogarniania przestrzeni na zewnątrz masz ich pełne błogosławieństo. Jakkolwiek, choćbyś zrobił nie wiem co, i tak nie dorównasz ich oczekiwaniom. Za mało, za słabo, za brudno. Już o tym pisałam. Ale jeśli tylko coś złego ci siedzi w głowie, nie daje spokoju i chcesz to najzwyczajniej w świecie wyrzucić na zewnątrz, nawet tak kulturalnie, owinięte w chusteczkę, chcesz wyciągnąć z siebie i donieść po prostu do kosza... 

No way. Nie masz prawa tutaj być sobą. Zwłaszcza, jeśli twoje "sobą" to przemożna chęć wyrzucenia z siebie kotłujących się emocji. Gniewu i żalu, że jesteś tutaj, choć wolałbyś być gdzieś indziej. Ale nie możesz. Jesteś tu i musisz być - to konsekwencje twoich złych wyborów sprzed kilku miesięcy. Teraz je ponosisz. Jeśli twoje "sobą", to cała mieszanina złej energii, niespokojnych myśli, złych przeżyć i słów, których nie powinieneś był nigdy usłyszeć, na emigracji w Niemczech będzie ci dziesięć razy ciężej niż komuś innemu. I jeśli potwornie tęsknisz za kimś bliskim, kto jest w Polsce i kto zazwyczaj pomaga ci poskładać się w całość, gdy się znowu rozlecisz... Jeśli nie potrafisz się powstrzymać i co w sercu, to na języku - nie pasujesz do poukładanych, wiecznie fałszywie uprzejmych Niemców. Jeśli widać po tobie każdą najmniejszą zmianę humoru i nie jesteś w stanie się uśmiechać w trakcie megawkurwu - nie, nie pasujesz tutaj. I oczekiwania co do ciebie wzrosną do kosmicznych rozmiarów. Ja w ogóle tutaj jestem ciągle "za": za niska, za leniwa, za mało towarzyska...




Wiecie, staram się chwilowo dostosować do ich standardów. Szczebiocę radośnie, chociaż w środku mnie roznosi. Próbuję się uśmiechać, nawet jeśli totalnie nie mam ochoty. Robię rzeczy, których wcale jeszcze nie trzeba robić. No, ale skoro kazali... Ja tutaj tylko pracuję. A że chcę pracować, muszę poskromić swój nonkonformizm. Bo nie ma pracy dla buntowników.

Kiedyś większość negatywnych emocji trzymałam w sobie. Nie pamiętam już, co i kiedy we mnie pękło, że przestałam. I kiedy tak trzymałam w środku coś, co należało wypuścić - choć może w bardziej cywilizowanej formie, niż miałam ochotę - czułam się potem taką sierotą-niemotą. Bo ktoś coś zrobił źle i należało grzecznie zwrócić uwagę, a ja zmilczałam. Ktoś zachował się wobec mnie paskudnie, a ja nie zareagowałam. Aż nagle zaczęłam. I wszystko poszło w drugą stronę. Tak całkowicie. 

Cokolwiek się wydarzy, najmniejszy drobiazg, a ja już się nakręcam. Nosi mnie, dopóki tego z siebie nie wyrzucę. Wyrzucam. A potem żałuję przez kilka dni, bo może i należało wyrzucić, ale nieco spokojniej. Nie tak ostro. Ale kiedy czuję, że muszę wyrzucić, przypomina mi się ten czas, kiedy trzymałam w sobie. I to, jak źle się ze sobą czułam. Chciałam być odważna, a byłam tchórzem. Więc teraz nie jestem. Bo nie chcę się tak znowu czuć. A w efekcie czuję się milion razy gorzej, bo ranię na oślep wszystkich wokół.


Pobyt tutaj z tymi wszystkimi fałszywie uprzejmymi ludźmi to nie lada wyczyn dla moich nerwów, które są ciągle napinane. Czasem się zastanawiam, czy oni sprawdzają moje granice wytrzymałości? Nie, nie przekroczę ich tutaj. Dam sobie radę. Ale to pożera tyle mojej energii, że na uśmiech już nie starcza. Nawet na fałszywy. I ciągle czuję się winna. Że robię za słabo, za mało... Potem sobie uświadamiam, że problem tkwi nie w tym, że robię za mało, tylko w różnicy standardów. Dla mnie w sam raz, dla nich za mało. Za mało, bo nie jestem jasnowidzem i pojęcia nie mam, czego mogą jeszcze za chwilę ode mnie chcieć. A ta umiejętność tutaj jest kluczowa. Za mało, bo ja patrzę swoimi oczami, a nie ich. Oni widzą bałagan. A ja butelkę na stoliku.

Bo nie jestem idealna. I nie będę. I pogodziłam się z tym. Ale tutaj znowu nie umiem. Ciągle czuję się niewystarczająca. Tylko że nie umiem spędzać życia w ciągłym ruchu, "żeby tylko było widać, że nie jestem bezczynna"... Tak wygląda praca większości ludzi na świecie. Uparcie starają się być zajęci, ale nie robią nic sensownego. Jestem tutaj sobą. Jestem tutaj dokładnie taka sama, jak w Polsce z bliskimi. Wolę naprawdę żyć, niż zajmować sobie czas kolejnymi niekończącymi się aktywnościami. Jestem tu, żeby pracować, jasne.  staram się. Ale... u siebie w domu też nie sprzątam pod łóżkiem codziennie. Bo nie na sprzątaniu polega życie. I nie, moja praca tutaj też na tym nie polega. Utrzymywanie porządku to po prostu jej element. U siebie w domu nie domyślam się, co kto chce, tylko pytam. A jak nie chcę, żeby ktoś czegoś ode mnie chciał, to na wszelki wypadek nie pytam. Jak mi ktoś nie powie wprost o co biega, nie wiem, o co biega. A jak mi powie po niemiecku - czasem dalej nie wiem, o co chodzi. Przyjechałam tutaj, jako ja, nie jako robot bez emocji. I to, że wydaje wam się, że jestem bezczynna, wcale nie oznacza, że faktycznie jestem. A im więcej będziecie mi to wmawiać, tym bardziej bezczynna się stanę. I butelka na stoliku dalej będzie stać.

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket

UDOSTĘPNIJ TEN POST

11 komentarzy :

  1. Ojj, nie sądziłam, że w Niemczech może być aż tak źle. Znam sporo osób, które tam mieszkają, ale nikt nie narzeka. Widocznie o wszystkim nie mówią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam wrażenie że nie ma społecznego przyzwolenia na mówienie o problemach o tym że coś nie wychodzi, o biedzie, nędzy.... słyszałam że wiele osób którym nie wyszło za granicą nie mają pracy wstydzą sie przyznać do porażki decydują sie na los osoby bezdomnej...
      Mam wrażenie że swe negatywne emocje powinniśmy skrywać, uśmiechać sie...

      Usuń
    2. No właśnie uczy się nas skrywania emocji. Bo wstyd się przyznać, jak coś nie wychodzi. A co do tych bezdomnych za granicą, to w Niemczech serio juz widziałam trochę Polaków, których spotkał taki los i w sumie to raczej można się domyślać, że sami tak wybrali właśnie ze wstydu. A tutaj ta pochwała dla ukrywania prawdziwych emocji jest ogromna. Emocje nie pasują do poukładanych Niemców, oni się chyba ich wstydzą.

      Usuń
  2. Na emigracji zawsze są chwile lepsze i gorsze, zresztą jak i we własnym kraju. Każda narodowość ma swoje zwyczaje, tradycje i charakterystyczny sposób bycia. Wyjeżdżając za granicę godzimy się na to, że będziemy szanować szeroko pojętą kulturę danego państwa, a przynajmniej tak powinno być. Czasami trudno jest to zrobić, a przede wszystkim trudno się dostosować. Dla mnie złotym środkiem jest poszanowanie innych, ale przy jednoczesnym pozostaniu sobą i walce o to, aby inni też to uszanowali. Powodzenia tam na obczyźnie;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja mam czasem wrażenie, że emigracja to najgorsze, co mi się mogło przytrafić. Szanować szanuję, ale różnice polegają na tym, że nie dostrzegam drobiazgów, które dla Niemców potrafią być ogromnym problemem. Dobrze, że już niedługo wracam, to jakoś dam radę :) Dziękuję :)

      Usuń
  3. Czy te zdjęcia są Twoje? Podobają mi się bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wszystkie zdjęcia w tym wpisie sama robiłam :) Jeśli chcesz zobaczyć więcej, zajrzyj do działu "Fotografia", tam są wszystkie wpisy, w których znajdziesz moje zdjęcia :)

      Usuń
  4. No popatrz, ja tego tak nie odczuwam. Lece poczytac o Twojej eimigracji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, od czego to zależy? Może jesteś w innej okolicy (jak byłam w Brunszwiku, nie trafiłam na tak irytujących autochtonów...), może mniej się przejmujesz i nie zwracasz na ich dziwactwa uwagi? Mi ostatnio nie wychodzi wyluzowanie się, więc w sumie to może przez to odczuwam mocniej ich nie do końca przyjazne zachowania :)

      Usuń
    2. Sylwia, a gdzie jestes w Niemczech? Ja na Bawarii

      Usuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.