wtorek, 10 listopada 2015

Miłość tak nie działa, drogi panie


Dobra, kto czytał o 100 dniach na miłość? Ja czytałam. Dosłownie chwilę temu. Jak nie wiecie o co biega, to wygooglajcie, bo mi się nawet nie chce do tego linkować. Tak, wiem, po "Thornie" powinnam była sobie w ogóle odpuścić czytanie jakiejkolwiek pisaniny pana JH, ale... koleżanka na FB zalajkowała, to z ciekawości zerknęłam. I ciśnienie mi skoczyło.

Pan JH twierdzi, iż w każdym związku ludzie są szczęśliwi przez pierwsze 3 miesiące - tytułowe 100 dni. Potem przychodzi przyzwyczajenie i rutyna. A potem - wypalenie. I dlatego on teraz będzie się wiązał jedynie na 100 dni. Żeby uniknąć tych dalszych związkowych nieprzyjemności, jakimi jest przyzwyczajenie się do siebie, a potem ewentualna wzajemna niechęć - "bo to jednak nie to".

Nie przeczę - pierwsze miesiące razem to cudowny, wręcz magiczny czas. Wszystko jest super. Zero kłótni i wzajemny niekończący się zachwyt. Organizm ludzki jednak długo by nie pociągnął w takim stanie permanetnego nakręcenia, niespania i niejedzenia. Dlatego po pewnym czasie emocje opadają. Przyzwyczajamy się do siebie i swojej obecności. Różowe okulary blakną i teraz zaczynamy patrzeć realnie. Pewne nasze zachowania zaczynają nas wzajemnie irytować. Docieramy się po prostu.


I to jest ten moment, kiedy albo się w końcu jakoś dogadamy, albo nic z tego nie będzie.


Jednak... Jeśli obie strony czują, że to jest to, że to jest ta jedyna osoba, z którą chcą spędzić życie - dograją się. Będą dokładać starań, żeby więcej rozmawiać, niż się kłócić. Będą utrzymywać swoje zwyczaje z początków - randki, wspólnie spędzone wieczory, miłe gesty. Jak na początku. Dojrzali ludzie wiedzą, że o miłość trzeba dbać. Ona sama o siebie nie zadba. Wiecie, nie mam kwiatów w domu - bo wiem, że jak się ich nie podlewa, to więdną. I dokładnie tak samo działa miłość - albo ją pielęgnujesz, albo słabnie i w końcu też więdnie.

Żyjemy w paskudnych czasach. Wszystko musi być szybko, lekko i przyjemnie. A jeśli coś nie spełnia tych wymagań - pozbywamy się tego bez namysłu. Rzucę banałem, ale kiedyś tak nie było. Kiedy coś się psuło - należało to naprawić, a nie wyrzucić. Teraz wszystko wydaje się takie łatwo osiągalne, więc nie jest nam trudno to wywalić. Ale... zanim się pozbędziesz tej drugiej osoby, bo "zmieniła się", "to już nie to samo, co na początku", "chyba nie kocham" - pomyśl. Może już nigdy więcej kogoś takiego nie spotkasz? Kogoś tak doskonale pasującego do Ciebie? Może już z nikim innym nie będziesz mieć takiego porozumienia bez słów?




Może tylko przy nim możesz być tak naprawdę sobą i on nie ucieka?
Czasy się zmieniły, ale prawdziwa miłość działa tak, jak dawniej. Jej się nie wyrzuca, tylko naprawia. Dorośli ludzie to rozumieją. Rozumieją, że nie zawsze jest idealnie. Rozumieją, że pięknie jest wtedy, kiedy obie strony się starają. Bo - powtarzam - o miłość trzeba dbać.


Wkurzają mnie takie teksty, jak ten, który wyszedł spod palców JH. Teraz masa facetów będzie mieć zajebistą wymówkę, by rzucać dziewczyny po 3 miesiącach. Będą sobie i innym wmawiać jak autor, że nie ma czegoś takiego jak prawdziwa miłość, więc trzeba skakać z kwiatka na kwiatek. Zero stabilizacji. Bo tako rzecze bóg internetów. Zresztą, nie tylko on... Ile filmów, seriali, książek usiłuje nam wmówić, że jak coś choć trochę nie gra w związku, to od razu trzeba go skończyć? Ile usiłuje nam wmówić, że wiązanie się z kimś na chwilę, "aby tylko", jest czymś OK? Bzdura totalna. Pierdolenie. JH właśnie usprawiedliwił wszystkich tych, którzy najwyraźniej kochać nie umieją. Tym, których mózg nie ogarnia, że prawdziwa miłość to całkiem spokojne uczucie, a nie burza hormonów, jak na początku. Tym, którzy tak bardzo boją się stać sobą przy partnerze, że wolą go "w odpowiednim momencie" porzucić. Tym, którzy boją się odpowiedzialności. I nie twierdzę, że zawsze wiążą się ze sobą właściwi ludzie. Ale... to się czuje.

To może po prostu kijowo wybierasz? Albo dajesz się wybrać niewłaściwym osobom?

I może lepiej, jeśli ktoś taki, kto nie potrafi dbać o miłość, przyznaje to przed sobą wprost. Tylko teraz pytanie, co z tym dalej zrobisz? Czy aby na pewno wiązanie się na krótko jest dobrym pomysłem? Nie jest to zbyt egoistyczne? Może powinieneś do niej podejść tak, jak ja do kwiatów?

Ja wierzę, że jeśli ludzie naprawdę się kochają, przejdą przez każdy ten etap. Będą ze sobą superszczęśliwi na początku. Potem zaczną dostrzegać swoje wady i się ze sobą docierać. I się dotrą. Ich związek będzie od tego momentu stabilniejszy. Jeśli dbamy o drugą osobę, ona odpłaca tym samym. I - super sprawa - oboje czujemy się pewniejsi, spokojniejsi. Jeśli "to jest to", obie osoby o tym wiedzą. I choć przychodzą różne chwile, trudności, wątpliwości - oni pokonają wszystko. Wiem, to brzmi tak banalnie i idealistycznie. Ale to właśnie tak działa prawdziwa miłość.

W życiu można być szczęśliwym. 
Po prostu nie trzeba na siłę robić z siebie twardziela, który "nie wiedzieć, co to kochać".


Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket

UDOSTĘPNIJ TEN POST

17 komentarzy :

  1. Ja czytałam. Zastanawia mnie czy on nie napisał tego specjalnie tak prowokacyjnie, żeby zrobić wokół siebie szum?
    Może to recepta na jego sukces?
    Może stąd wzięło się tyle odsłon?
    Twój wpis bardzo mi się podoba, bo to w nim jest prawdziwe życie. I dokładnie napisałabym to tak samo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak wydaje, że to prowokacja, jak zwykle zresztą. Dokładnie tak - na tym się wybił. Niekoniecznie na umiejętnościach pisarskich :-) Cieszę się, że się ze mną zgadzasz :-)

      Usuń
    2. Też myślę, że te 100 dni to prowokacja, bo dzięki temu się teraz o nim pisze :) Co mnie jeszcze bardziej utwierdza w nieczytaniu tego pana ;)
      Do miłości też trzeba dojrzeć i spojrzeć na partnera/partnerkę swoimi oczami anie otoczenia, przez pryzmat książek, filmów, poradników. Zewsząd otaczają nas "fastfoody" - w jedzeniu, w związkach, w gazetach, w książkach widzę już też :)
      A wpis świetny. Gdzieś taki fajny obrazek był, na czym polega miłość. Stoi wkurzony staruszek i trzyma nad głową staruszki parasol. "Miłość to jest gdy pomimo gniewu na drugą osobę się o nią troszczy". A tak mi się skojarzyło ;)

      Usuń
    3. Kurczę no, żebym to ja tak umiała sobie założyć "Pierdolę, nie czytam JH". A zawsze potem gdzieś na niego trafię, przeczytam i się potem irytuję, że bzdury koleś pisze. A co do miłości - kojarzę ten obrazek. Bardzo trafny :-D

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy tekst. Zgadzam się z Twoim podejściem. Owszem, pierwszych kilka miesięcy jest cudowne, ale nie wyobrażam sobie przeżywać tych wszystkich emocji, non stop przez całe życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem, byłoby fajnie, ale organizm by nie wydolił na takim ciągłym haju :-) A z drugiej strony, ta faza, kiedy kochacie się, ale już tak spokojniej i tak normalnie też ma swój urok. Dopiero wtedy wszystko jest jasne i pewne :-)

      Usuń
  3. Tak, w tych czasach każdy chce mieć wszystko na już. Niektórzy traktują miłość jak posiadanie smartfona. Chcą łatwego w obsludze, najnowszego modelu i wiedzą, że po określonym czasie będą mogli go wymienić... Na szczęście tylko niektórzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, na szczęście tylko niektórzy tak mają, ale obawiam się, że po szerzeniu wszem i wobec takiego chorego poglądu na miłość wiele osób za tym pójdzie. Czy to o to chodzi, żeby unieszczęśliwić masę ludzi, wmawiając im, że miłość to złudzenia?

      Usuń
  4. Świetny post, zgadzam się całkowicie :) no niestety wszystko w życiu wymaga naszego zaangażowania, jak ktoś chce tylko brać i brać to nie może się spodziewać że spotka w życiu kogoś kto zechce całe życie tylko dawać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My to wiemy, ale ile biedactw chodzi po tym świecie i się łudzi, że wystarczy tylko brać? :-) Ale wraca mi wiara w ludzi, jak czytam te wszystkie komentarze. Choć w sumie wśród nich znalazł się tylko jeden facet :-D

      Usuń
  5. Jeżeli ktoś mówi, że miłość trwa 100 dni to chyba nie wie, co słowo "miłość" tak naprawdę oznacza. Ja bym ten tytuł zmieniła na "100 dni zauroczenia" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafna uwaga, na to juz nie wpadłam, a to przecież podstawa :-)

      Usuń
  6. Nie czytałam tej książki. Ale uważam, że miłość to też sprawa indywidualna, nie ma na niej jednej receptury. Ja jestem z chłopakiem od 6,5 roku, i nie wyobrażam sobie, żeby coś się miało zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie książka, tylko wpis na blogu JH. Że nie ma jednej recepty, to też prawda. ale... to, że o miłość trzeba dbać, wydaje mi się właśnie taką uniwersalną receptą :-)

      Usuń
    2. I właśnie, da się z kimś wytrzymać dłużej niż 100 dni. O ile to tylko jest właściwa osoba :-)

      Usuń
  7. W miłości najważniejsza jest szara codzienność;-) Niby 100 dni? Z mojego doświadczenia wynika, że euforia i motyle w brzuchu trwają dłużej niż 100 dni;-) Potem przychodzi niełatwa codzienność, ale prawdziwe uczucie się z nią upora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się to stwierdzenie :) Ja lubię tę miłosną codzienność, kiedy mam na kogo poczekać z obiadem, ma kto mi po tym obiedzie pozmywać, kiedy siedzimy razem w jednym pokoju i każde robi coś innego, i kiedy spędzamy czas tak naprawdę razem, bo coś razem oglądamy. Codzienność jest fajna :-) Co do czasu trwania motyli w brzuchu, to i moje trwały dłużej :) Ba, one czasem nawet wracają i wcale się nie okazuje, że to sensacje żołądkowe ;)

      Usuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.