piątek, 2 października 2015

Przegląd tygodnia 21-27 września

Mój przedostatni niemiecki przegląd tygodnia!! A im bliżej powrotu, tym większa radość :-) Mam tyle planów i pomysłów na to, jak wykorzystać mój urlop, ale najbardziej mi zależy na tym, żeby nacieszyć się obecnością tego najważniejszego :-) Wierzcie mi, że w momencie, kiedy to piszę, dosłownie mam ochotę tańczyć i skakać do sufitu z radości. Pod koniec tygodnia aż się już zaczęłam pakować ;-) Swoją drogą, uwielbiam to uczucie tego nadmiaru pozytywnej energii, które mam coraz częściej, odkąd postanowiłam popracować nieco nad moim podejściem do życia :-) 



W tym tygodniu zaliczyłam mały wypad na miasto - tym razem jednak w celach zakupowych. Ze zdjęć udało mi się tylko w miarę ładnie sfotografować bibliotekę - bardzo podobał mi się ten budynek, ale za pierwszym razem miałam trochę lenia i nie chciało mi się łazić dodatkowe kilkanaście metrów, żeby zrobić lepsze zdjęcie. Tym razem miałam motywację, bo możliwe, że już przed wyjazdem nie zdążę się przejechać do centrum.



I doczekałam się wreszcie pewnej upragnionej przesyłki....





Ja to miałam chyba jakiegoś pecha z tymi lakierami Semilac :-) Kiedyś chciałam zamówić zestaw startowy z polskiej strony - niestety, ilekroć na nią zaglądałam, był niedostępny. Uznałam, że to już stan niezmienny i postanowiłam go sobie kupić w Niemczech. Wiadomo, musiałam poczekać na wypłatę. Kasa dotarła, wchodzę na niemiecką stronę Diamond Cosmetics i co? Zestaw startowy niedostępny. Po kilku dniach zadzwoniłam i spytałam, czy w ogóle będą jeszcze, czy znikną tak, jak w Polsce. Powiedzieli mi, że będą za trzy dni, w piątek. Zaglądałam w piątek chyba z milion razy i nic. W weekend olałam sprawę, bo przecież nie pracują  Zaglądam w poniedziałek - dalej nic. Z ciekawości napisałam do nich maila z pytaniem, co się dzieje z zestawami. Okazało się, że pojawiły się w sobotę i zniknęły, bo było ich mało. I być może za dwa dni pojawią się dwa zestawy, które trzy tygodnie temu ktoś zamówił, ale jeszcze nie zapłacił. I faktycznie, pojawiły się. Tyle tylko, że ja już byłam tak zniecierpliwiona, że skomponowałam sobie własny zestaw, zamawiając wybrane przez siebie akcesoria. Sugerowałam się tym, co znajduje się w ich gotowym secie, ale nie do końca. Zrezygnowałam z niektórych elementów. I nawet się z tego cieszę - mniej rzeczy do targania w podróży :-) 



Bardzo podoba mi się lampa - ładna, zgrabna i leciutka. Nie będzie problemu z przewożeniem jej :-) Przetestowałam ją oczywiście i tak oto powstał mój pierwszy manicure hybrydowy. A że jestem ambitna (w końcu ZOŁZA - zaradna, obrotna, ładna, zgrabna, ambitna :-) ) i ostatnio mocno połamały mi się pazury, to od razu przedłużałam je na szablonie za pomocą Hard Milk. I nawet w miarę wyszło, choć niektóre trochę krzywo spiłowałam :-)  Ale jak na pierwszy raz, myślę, że jest całkiem spoko ;-) Bardzo podobał mi się naturalny efekt, jaki dała ta wersja Harda - mogłam tak naprawdę tylko opiłować paznokcie, pokryć topem i udawać, że to moje prawdziwe :-) Paznokcie wyszły solidnie i wygląda na, że ten lakier naprawdę się utrzyma przez te 2-3 tygodnie. Na to liczę, bo nic mnie tak nie wkurzało, jak to, że zwykłe lakiery odpryskiwały mi już na drugi dzień. No i to odciskanie sobie ich na poduszce...









Skończyłam oglądać "Dochodzenie". I powiem Wam: Wooooow! Zdecydowanie było warto, choć trochę szkoda, że już skończyłam, bo teraz nie bardzo mam co sobie obejrzeć tak codziennie. Jedynie Gotham raz w tygodniu. Myślałam też o filmach, ale jakoś opornie mi działają na tablecie. Wiecznie się buforują. Choć fakt, że u siebie w pokoju na piętrze zasięg wifi w tablecie mam naprawdę podły...


Ogarniam ostatnio trochę mojego Instagrama. Posłuchałam rad, jakimi podzieliła się Rosaline na blogu Beaty i wiecie co? Działa :-) Ogólnie, na początku eksperymentu miałam jakichś 100 obserwatorów. Ile mam teraz, po trzech tygodniach? Sami zobaczcie :-) Tyle tylko, że ja codziennie nie dodaję zdjęć. Może to błąd, ale odkąd zaczęłam prowadzić bloga, szybko się przekonałam, że pisanie go, oraz promowanie się w social media zajmuje naprawdę masę czasu. A ja przede wszystkim chcę żyć, żeby potem mieć o czym blogować, a nie blogować tak dużo, żeby nie mieć kiedy żyć. W pierwszej kolejności chcę cieszyć się chwilami, a dopiero w dalszej - fotografować je. Nie widzę swojego życia, jako nieustannego łażenia z telefonem w ręce i dokumentowania dosłownie wszystkiego.

Nie neguję tego, że blogerzy mają masę profili w najróżniejszych społecznościówkach, ale ja nie zamierzam być wszędzie. Twittera używałam przez chwilę, Pinteresta także, i zamierzam je usunąć, a ze Snapchata korzystać po prostu nie chcę. Pewnie, gdybym spróbowała, spodobałoby mi się. I właśnie w tym problem - miałabym kolejny pożeracz czasu. A ja chcę mieć czas na rzeczy pożyteczne, typu nauka języków czy czytanie. Poza tym wolę mniej, a lepiej, niż być wszędzie i wrzucać byle co :-)  Mam fanpage na FB, mam Instagrama i w obu miejscach się aktywnie udzielam, mam też siłą rzeczy Google + (bo Blogger), ale z tego ostatniego praktycznie w ogóle nie korzystam. A, i założyłam konto na Disquss. Którego, tak swoją drogą, strasznie nie lubię, bo ładuje się stanowczo za długo i nie ma mobilnej aplikacji, przez co nie można na bieżąco śledzić powiadomień o odpowiedziach. Przez to nie do końca rozumiem tę blogerską modę na Disqussa :-) Można mnie też znaleźć na Bloglovin', które z kolei bardzo lubię. Pozwala mi w wygodny sposób śledzić ulubione blogi i nie przegapić żadnego wpisu. A przy okazji aplikacja jest bardzo intuicyjna.

Co do portali społecznościowych... To tylko narzędzia i bardzo mi się podoba, co pisze o nich Ania. Sami zobaczcie, jak Instagram może nam służyć do rozwoju osobistego i ile ma zalet, jeśli tylko założymy sobie, że będziemy go używać z sensem. I ja mam takie założenie - szukam tam inspiracji, modowych, urodowych, fotograficznych... Ubolewam jednak bardzo nad tym, że dodano do Insta opcję wysyłania prywatnych wiadomości. Wcześniej, jak trzeba było dodać zdjęcie, nikomu się chyba specjalnie nie chciało korzystać z tej opcji. Teraz co i rusz dostaję jakieś wiadomości - od panów. Głównie od jakichś Turków... Męczy mnie to trochę, nie jestem zainteresowana, bo swojego mężczyznę życia już znalazłam ;-)

Tymczasem czas na odrobinę relaksu przy serialu. I życzę Wam miłego oraz słonecznego weekendu :-) U mnie jest ostatnio przepiękna pogoda i mam nadzieję, że na taką samą trafię w Polsce ;-)
Zapraszam też Was oczywiście na mojego Facebooka, Instagrama i Bloglovin' - będziecie tam na bieżąco z moimi postami :-) 


Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
UDOSTĘPNIJ TEN POST

1 komentarz :

  1. Ja też nie należe do osób uwieczniających wszystko na zdjęciach-chociaż i tak robie ich sporo i widok ludzi jak np.w biedronce fotografuje Krówki- bezcenny ;).
    Co do insta- Twój łądnie się prezentuje i masz całkiem sporo followersów :). A wiadomości na szczęscie nie dostaje-albo nie obczajam gdzie wpadają ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.