Przegląd tygodnia 3-9 sierpnia


Moje niemieckie przeglądy tygodnia najprawdopodobniej będą krótsze niż zazwyczaj, bo też i czasu wolnego mam mniej. I każdy dzień jest praktycznie taki sam. A trudno, żebym pisała, że codziennie wstaję, jem śniadanie i idę do pracy, a potem na zakupy, albo spacer po okolicy. Podzielę się na pewno jednak zdjęciami z tych spacerów czy przejażdżek. Od kilku dni mogę używać roweru, który znalazłam w domu i bardzo mnie to cieszy, bo to już w ogóle kompletnie inny sposób przemieszczania się po tym bardzo wielkim powierzchniowo mieście.



Z góry też ostrzegam, że ten wpis będzie pełen złośliwostek, które ktoś niewprawiony w czytaniu ze zrozumieniem może odebrać jako antyniemieckie. I tu wyjaśniam: są to jedynie luźne żarciki, w moim stylu (kto mnie zna, ten wie, że żart mam ciężki) i absolutnie, ale to absolutnie nie mam nic przeciwko Niemcom. Fajny, przyjazny, poukładany naród. Tylko ten ich język... ;-) No, ale nic to, nie można mieć wszystkiego... :-) 

Pierwszy tydzień pobytu minął mi niezwykle szybko. Coraz lepiej dogaduję się z Niemcami, mimo że nie poświęcam zbyt wiele czasu na ćwiczenie języka. Jednak to, że jestem zmuszona go używać, samo z siebie sprawia, że radzę sobie z nim coraz lepiej. Choć dalej uważam, że jest mało urokliwy ;-) Ale za to miasto jest piękne - sami zobaczcie :-)


Skoro jestem w Niemczech, nie obyło się bez wojny... Z mrówkami. Wyłażą w tym domu w kilku miejscach. A najchętniej spod boazerii na poddaszu w moim pokoju. I wyraźnie słychać, że jest ich tam więcej. Cóż, praktycznie codziennie mam poranną rutynę w postaci pryskania Raidem po wszystkich możliwych szczelinach w pokoju. A potem szybko się ewakuuję, zastanawiając się, czy da się zagazować niemieckie mrówki...

W ogóle, trochę sobie z tego żartuję, ale ciągle dzieje się coś takiego, co pozwala mi sądzić, że o ile Niemcy są dla Polaków bardzo mili, to ziemia niemiecka nadal jakoś nas zbytnio nie lubi nosić. No, chyba, że to dotyczy tylko mnie, za te moje niepoprawne politycznie kpiny w rozmowach z bliskimi ;-) W pokoju mam te mrówki, od kilku dni też dokuczają mi jakieś problemy z żołądkiem. Ja wiem, że jak się jedzie gdzieś, to może nas dopaść tzw. "klątwa faraona". A mnie tu co dopadło? Klątwa Hitlera: mrówki i sraczka?... Poza tym w ciągu tych pierwszych siedmiu dni już dwa razy obiłam sobie kolana, oraz złamał mi się kurek od prysznica (!!) - w trakcie korzystania z tegoż. Kalecząc mnie przy okazji w palec...

We wtorek sprzedał się mój pierwszy artykuł na Giełdzie Tekstów :-) Wreszcie coś ruszyło i po otrzymaniu tego maila poczułam odrobinę motywacji, żeby tam znowu zaglądać, bo oczywiście ta ciągła cisza sprawiła, że w ogóle się nie logowałam przez ponad tydzień. I może napiszę więcej tekstów... Ale liczę, że jeszcze trochę się ich sprzeda i w lepszej cenie. Ten był bardzo budżetowym preclem, którego cenę zaniżyłam. Ciężko tam trochę o sprzedaż, jeśli wyznacza się ceny zgodne z podpowiedziami serwisu i jak dla mnie trochę to się mija z celem. Inna ciekawostka dotyczy Supertreści - dostałam maila, że pojawiło się sporo zleceń. I faktycznie. Zaglądam i oczom własnym nie wierzę - 708 zleceń. Na opisy produktów do sklepu. A ceny w euro, więc dla nas korzystne, ze względu na kurs walut.





W trakcie swojego pobytu w Niemczech postanowiłam też zdrowiej żyć. Lepiej się odżywiać oraz ćwiczyć. Jem mało, ale co trzy godziny, dużo owoców i warzyw, oraz więcej pokarmów bogatych w białko, zwłaszcza na kolację. Mija dopiero czwarty dzień, a już widzę efekty. Ale o nich napiszę dopiero po pierwszym miesiącu :-) Zdjęć przed i po nie będzie na pewno, bo w ogóle ich nie robię. Zresztą, tyle tego typu metamorfoz w internecie, że moja zdecydowanie nie jest już potrzebna, a robię ją dla siebie, a nie, żeby się przechwalać :-) Pokażę za to, co zajadam. Co oczywiście też dokumentuję na bieżąco na Instagramie, na którego zapraszam :-)



Dużo było za to blogowych inspiracji. Zaczęłam się stosować do porannego masochistycznego rytuału. Wybrałam tylko tę część z zimnym prysznicem, bo z mikstur wolę kawę ;-) I potwierdzam, że faktycznie jest to masochizm w najczystszej postaci, ale też i niezwykle skuteczny. Uświadomiłam sobie, że stosuję również pisanie ekspresywne. Odkryłam również niezwykle trafny wpis o szkodliwości porównywania się z innymi, który wyraża dokładnie to, co sama bym chciała na ten temat napisać. Dowiedziałam się również, co robi freelancer, gdy nikt nie patrzy. A ja ciągle żyję złudzeniami, że na swoim będę pracować, a nie się lenić... Zainspirował mnie również post o powodach czytania książek i kusi mnie, żeby i samej coś takiego napisać. Zbieram póki co pomysły.


A tymczasem lecę cieszyć się czasem wolnym. Pozdrawiam Was i zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku, Instagramie i Bloglovin' :-)


Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger