wtorek, 21 lipca 2015

Przegląd tygodnia 13-19 lipca


Ten tydzień mimo wszystko mogę uznać za bardzo relaksujący. W niedzielę wieczorem byłam już bezpiecznie w domu po moich angielskich przygodach (o których pisałam w ostatnim przeglądzie tygodnia), a w poniedziałek odsypiałam te przeżycia i podróże. I we wtorek ;-) W oba dni spałam po ponad dwanaście godzin na dobę. Mój absolutny rekord w ostatnim czasie. Przez regularny tryb życia i pracę 9-17 miałam ostatnio bardzo uregulowany rytm dobowy i nie spałam nigdy dłużej niż 7-8 godzin. Tym bardziej mnie dziwi, że przez cały ten tydzień śpię po dziesięć, a i tak wstaję niewyspana :-D Najwyraźniej tego mi jednak potrzeba. Zresztą, muszę korzystać, bo to już ostatni taki lajtowy tydzień.

Z drugiej strony aż tak lekko nie było, bo musiałam pilnie sobie zorganizować inny wyjazd do pracy. A to oznaczało stres, czy się uda, siedzenie godzinami przy kompie i wysyłanie dziesiątek zgłoszeń, formularzy, CV... Szukałam również czegoś tymczasowo w Polsce, żeby sobie zarobić na wyjazd. I powiem Wam, że o ile z naszych lokalnych ogłoszeń nie odezwał się do dziś jeszcze nikt, to z tych do pracy w Niemczech  polskie agencje potrafiły się odezwać nawet chwilę po wysłaniu przeze mnie zgłoszenia. I to jest niesamowicie budujące, gdy robisz coś i od razu widzisz efekt. I tak powinno też wyglądać szukanie pracy w Polsce....

Odkryłam też ostatnio na którymś z blogów serwis do sprzedaży tekstów - Textmarket. Stwierdziłam, że skoro mam ostatnio tak dużo pomysłów, warto by było zacząć znowu zarabiać na pisaniu. Portal był bardzo chwalony i chciałam się też tam zarejestrować. Niestety, już nie działa. Znalazłam za to jednak inną tego typu platformę - Giełda Tekstów. Zarejestrowałam się tam, napisałam kilka precli, zapleczy, i artykułów, no i czekam. Póki co, nic się nie dzieje, ale w sumie aż tak mi się nie spieszy. Jestem również zarejestrowana na polecanej przez Agnieszkę Skupieńską stronie Supertreść. Niestety, mojego pierwszego tekstu przykładowego nie przyjęli. Jakiś tydzień temu go zmieniłam i od tej pory cisza, widzę jedynie taką informację po zalogowaniu:

I to właśnie powód, dla którego przestało mi się spieszyć. Te wszystkie weryfikacje i moderacje trochę trwają, więc chyba nie pozostaje nic innego, jak tylko uzbroić się w cierpliwość. Choć akurat Giełda Tekstów działa całkiem sprawnie. W dni robocze tekst potrafi zostać zaakceptowany w ciągu kilku godzin.

Inną kwestią było też to, że skoro planuję jechać do Niemiec, koniecznie muszę przypomnieć sobie swój niemiecki. A to było coś, do czego zabierałam się jak pies do jeża. Owszem, już kilka razy odświeżałam umiejętności: zakładałam zeszyty do nauki, przeglądałam stare podręczniki, uczyłam się gramatyki, powtarzałam słówka na programie Anki i mobilnym AnkiDroid (swoją drogą, przefantastyczny program do nauki czegokolwiek, dzięki niemu bez problemu ogarnęłam teorię rachunkowości na zaliczenia w szkole), ale jednak ciągle czułam, że to nie jest ta sama swoboda, którą mam z językiem angielskim. A tu czekały mnie jeszcze rozmowy sprawdzające moje kwalifikacje językowe... Poprosiłam o dwa dni na przygotowanie, wspomogłam się materiałami zamieszczonymi na stronie firmy, z którą miałam mieć tę rozmowę, trochę też translatorem Google, opracowałam sobie, jakiego słownictwa potrzebuję i w końcu zadzwoniłam.

Zachęciła mnie bardzo rozmowa z inną agencją, którą przeprowadziłam tak"z biegu" (bo stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia) i okazało się, że bez większego problemu rozumiem, co do mnie mówią, i sama też jestem w stanie sporo powiedzieć. Po drugiej rozmowie również się dowiedziałam, że mój niemiecki jest w porządku, na poziomie komunikatywnym. To mnie bardzo podbudowuje, bo jednak nigdy nie wierzyłam w to, że ogarnę w ogóle ten język. Oczywiście, widzę cały czas swoje niedociągnięcia i czuję, że muszę się poprawić, ale na pewno jestem w dobrym miejscu, jak na start. Teraz wspomagam się głównie znalezionym u Lifemanagerki programem Duolingo. Przyjemny, lekki i naprawdę daje efekty. Można poćwiczyć nawet mówienie i choć troszkę się "otworzyć" w tej kwestii :-)





Trochę się obawiałam, że złapie mnie w końcu jakiś kryzys po całej tej sytuacji z Anglii. O dziwo jednak nie. Jakoś tak przeszłam nad tym do porządku dziennego i trochę traktuję tę sytuację jako niebyłą. Tak, jakby to był tylko zły sen. Nie boli mnie to, nie boję się niczego. Wracam wspomnieniami do tego wyjazdu, ale dlatego, że mam po nim sporo weny do pisania. Jak zresztą widać - ostatnio wszystkie posty były mniej lub bardziej powiązane z moim krótkim pobytem w Wielkiej Brytanii. Cały czas towarzyszy mi raczej uczucie, że sobie dobrze poradziłam, że mam jednak masę szczęścia w życiu i że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wyjazdu do Niemiec się nie boję, bo okazało się, że nawet z tak kryzysowej sytuacji w obcym miejscu potrafiłam wybrnąć. A pewność siebie to podstawa :-)

Pod koniec tygodnia za to było troszkę bardziej aktywnie. Gdy pracowałam, zwykle w weekend nie chciało mi się nigdzie wychodzić. Teraz, gdy cały tydzień spędziłam w domu przed komputerem, aż miałam ochotę gdzieś się wybrać. Tak oto w piątek pojechaliśmy na Ant-Mana. Być może sama się pokuszę o napisanie własnej recenzji, choć myślę, że ta zawarta w linku wyraża wszystko, co sama chciałabym napisać. Ot, lekki, przyjemny film, który nie zapada w pamięć. Jak ktoś oczekuje czegoś, co go poruszy, radzę jednak poczekać, aż się skończą wakacje ;-) W sobotę zaś była moja ulubiona rozrywka, czyli karaoke. Nie zawsze jestem zadowolona ze swojego śpiewu, ale mimo wszystko mam do tego sentyment. Kiedyś występowałam w zespole, śpiewałam i grałam, i do tej pory lubię sobie wyjść na scenę z mikrofonem. A na karaoke jest chociaż luźna atmosfera, zaśpiewać może każdy, kto tylko ma ochotę - niezależnie od umiejętności. I nikogo nie wygwizdają ;-)

Wczoraj zaś wybraliśmy się na mały spacer w pięknej okolicy. Pogoda sprzyjała do wieczora - później dopiero była dość potężna burza. Wtedy jednak już siedzieliśmy w domu i oglądaliśmy kabarety. Nasze największe odkrycie ostatnio to Kabaret Smile i ich skecze z Marilynem Mansonem i Bożenką (tutaj pierwszy skecz, z częściową improwizacją, a tutaj drugi). Obejrzałam w życiu chyba zbyt wiele kabaretów i zwykle, gdy oglądam coś w internecie, albo tv, w najlepszym razie się uśmiecham. Tu jednak kilka razy naprawdę porządnie się roześmiałam :-)

Teraz planuję jeszcze wykorzystać trochę czasu na napisanie kilku szkiców postów, i oddam się dalej relaksowi. W końcu został mi jeszcze tylko ten tydzień odpoczynku. Potem znowu wyjazd i do pracy, rodacy! ;-) Mimo wszystko cieszę się, bo ten wyjazd jest już konkretnie ustalony, od kiedy do kiedy i mam dzięki temu taki wewnętrzny spokój. Jadę z założeniem, że się postaram pracować najlepiej, jak tylko potrafię. A poza pracą będę liczyć kasę na koncie i dni do powrotu ;-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket

UDOSTĘPNIJ TEN POST

3 komentarze :

  1. Skoro mowisz po niemiecku komunikatywnie to mozesz w niemczech tez np do HM isc, jedynie co musisz to w pl dokument o niekaralnosci zlozyc 😄 nie mniej trzymam za Ciebie kciuki, fajna dziewczyna z Ciebie 😍😘 gosialka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :-) :-) Kciuki na pewno się przydadzą, bo chciałabym jednak już normalnie pracować, a nie robić sobie szybkie wyjazdy tu i ówdzie. Liczę, że teraz będzie już wszystko dobrze :-) A ten niemiecki to szlifuję jeszcze teraz, bo ciągle mi się zdaje, że to moje "komunikatywnie" to w takiej dolnej granicy komunikatywności, na poziomie "Kali jeść krowa" :-D

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo :-) :-) Kciuki na pewno się przydadzą, bo chciałabym jednak już normalnie pracować, a nie robić sobie szybkie wyjazdy tu i ówdzie. Liczę, że teraz będzie już wszystko dobrze :-) A ten niemiecki to szlifuję jeszcze teraz, bo ciągle mi się zdaje, że to moje "komunikatywnie" to w takiej dolnej granicy komunikatywności, na poziomie "Kali jeść krowa" :-D

      Usuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.