Cytaty z Bloga niecodziennego, które zachęcą każdego (do przeczytania książki)

Alkohol ma dobre, ale też złe strony, śpiewa Andrzej Grabowski. Osobiście też tak uważam. (...)
- Alkohol rozluźnia i dodaje odwagi. Czytałam niedawno o pewnym rowerzyście, który obsesyjnie bał się potrącenia przez samochód. I nie wsiadłby na rower, gdyby dla kurażu nie strzelił sobie paru browarków.
- A gdyby zatrzymała go policja...
- Zatrzymała. Parę razy.
- I co?
- Nie wsiadał już nigdy na rower, póki nie wypił jeszcze więcej. Bo bał się już nie tylko samochodów, ale jeszcze policji. (...)
To jeden z cytatów z Bloga niecodziennego Marii Czubaszek, który niesamowicie mnie rozbawił. Książka to zapiski z bloga pani Marii. Pojawia się w niej wiele mega trafnych obserwacji i bardzo dokładnie zaprezentowane postaci, w tym często pojawiająca się córka sąsiadki (podejrzewam, że została wymyślona na potrzeby bloga). Dialogi prowadzone z niezbyt urodziwą młodą kobietą, która wciąż szuka szczęścia, głównie przy mężczyźnie i w każdy nowy rok wchodzi z nowymi postanowieniami ("schudnąć", "wyjść za mąż", a po jakimś czasie "nie stosować diet", "nie wychodzić za mąż", bo takie postanowienia łatwiej zrealizować) dały mi naprawdę wiele powodów do radości i chichotania nad książką :-)


Te zapiski czyta się bardzo szybko, także nie przerażajcie się grubością książki - ani się obejrzycie, a kolejne sto stron za Wami.

Dla czytelników współczesnych blogów mam tylko jedną uwagę: nie czytajcie tytułów wpisów. Serio, nie róbcie tego.

Na pewno jest to pozycja dla osób, które lubią poczucie humoru Marii Czubaszek. Ja się do niej przekonałam dzięki jej książce Dzień dobry, jestem z kobry. Nie urzekła mnie może tak, jak Blog, ale miała w sobie coś, co pozwoliło mi skojarzyć autorkę z czymś więcej, niż dyskusjami na temat aborcji. Sama wprost mówiła, że dokonała jej dwukrotnie, czego nie popieram, jeśli było to spowodowane jedynie egoistycznymi względami pt. "nie chcę dziecka, bo nie". Jakkolwiek, w Blogu niecodziennym pojawiają się fragmenty na temat posiadania dzieci, które zmusiły mnie do głębszego zastanowienia się nad sprawą. Nadal nie jestem przekonana, ale jednak ostatecznie postanowiłam oceniać panią Marię po tym, co pisała (a robiła to znakomicie), a nie po tym, jak żyła, bo to jednak jej sprawa, a nie moja. Poza tym, i tak nie znam całokształtu sytuacji. Myślę też, że w telewizji była przedstawiana w sposób nie budzący sympatii. Ewentualnie po prostu na żywo sprawiała takie wrażenie. Warto się jednak zagłębić w świat jej przemyśleń.




Dużo też tutaj komentarzy na temat głośnych wydarzeń w polityce i polityków. Nieźle to też pokazuje, to, co zawsze mówię - że w polityce ciągle te same mordy. Wielu polityków, o których wspominała pani Maria dziesięć i mniej lat temu, do dziś wciąż działa. Zazwyczaj z podobnym, jak i wtedy skutkiem. Mimo, że polityki szczerze nie lubię, wręcz mam na nią alergię (która objawia się przełączaniem kanału w tv, gdy na ekranie pojawia się kolejny poseł, spasiony za nasze i oderwany od rzeczywistości), to tutaj ubawiłam się naprawdę niesamowicie. Może dlatego, że pani Maria też sobie głównie z polityków żartuje i wyśmiewa ich różne gafy. Robi to jednak w bardzo stylowy sposób.
Przepraszam, że wracam do wydarzenia sprzed paru dni. Zwłaszcza, że dla mnie nie było to żadne wydarzenie. A jeżeli już, to zupełnie lightowe, a nawet zabawne. Wywołało natomiast prawdziwą burzę. Rozpętaną przez marszałka Dorna, który przyszedł do Sejmu ze sznaucerką Sabą. Nazajutrz paru innych posłów przyprowadziło swoich czworonożnych pupili.
Gdybym nie bała się złośliwej nadinterpretacji, napisałabym, że po raz pierwszy widziałam na Wiejskiej tyle sympatycznych pysków. Ale się bałam, więc nie napisałam. (...)"
I ciąg dalszy, pod którym podpisuję się wszystkimi kończynami. I zgrzytam zębami, że nie ja pierwsza to powiedziałam:

Natomiast inni pisali. Nierzadko z oburzeniem (...)
OK - myślałam - każdy może mieć swoje zdanie, Ale kiedy okazało się, że jeden z czytelników "Super Expressu" jeszcze do wczoraj nie otrząsnął się z szoku i grzmi: "Przecież to jakaś paranoja! Jak można z psami przychodzić do Sejmu?!", nie byłabym sobą, gdybym mu nie pogratulowała. Bo jeśli w naszym Sejmie wkurzają tego pana tylko psy, to naprawdę tylko pozazdrościć.

Jeśli ten cytat Was nie zachęci, to znaczy, że nie jest to książka dla Was. W każdym innym przypadku - lećcie do biblioteki, albo skorzystajcie z Legimi i czytajcie. Nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej, niż zwykłe "naprawdę warto", bo trudno Blog opisać kilkoma słowami. Po prostu warto.

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger