niedziela, 10 lipca 2016

Tydzień, który zaczął się od środy, pseudobujany fotel i aparat wodoszczelny. Przegląd tygodnia 4-10 lipca


Dzisiejszy przegląd tygodnia pisałabym z bardzo fajnej perspektywy - ze słonecznego tarasu. Niestety... brakuje tam krzesła, a mnie chęci, żeby sobie jakieś z dołu przynieść :-D W efekcie - piszę z "pseudobujanego" fotela, jak nazywa go zwykle mój mężczyzna. Aż musiałam sprawdzić, jak to napisać :-D Fotel się buja, a ja mam już urlop i relaksuję się do granic możliwości (co oznacza, że głównie śpię - zasypiam nawet przy oglądaniu kabaretów), także przegląd będzie bardzo luzacki :-)

Spędzam sobie właśnie całkiem przyjemny weekend na wsi, który dziś się kończy, bo trzeba by w końcu wrócić do miasta i spakować się przed jutrzejszym wyjazdem. Przeraża mnie perspektywa wstania o jakiejś 4 rano, żeby zdążyć na pociąg... Ostatni raz tak wstawałam gdzieś z 5 lat temu...




Mam poczucie, że mój tydzień zaczął się tym razem od środy :-D Wiecie, poniedziałek i wtorek to były dni oczekiwania, jakiegoś dalszego pakowania się i zakupów. Plus to, że próbowałam jeszcze pracować, ale akurat dość średnio mi to szło ;-) W środę zaś był ten długo wyczekiwany przeze mnie dzień wyjazdu. Nie obyło się bez rozmaitych atrakcji (w Monachium to już chyba jakaś tradycja, że w dniu mojego powrotu są jakieś cyrki...), ale na szczęście już o 17 wyruszyłam na dworzec i tam miałam święty spokój. O dziwo, bo pełno się kręciło tam różnych muzułmanów i nie tylko, a oni bardzo zawzięcie zaczepiają kobiety, zwłaszcza te, które są gdzieś same.

Zadziwił mnie Sindbad. To znaczy, na początku nie zadziwił, bo się spóźnił o jakieś 40 minut. Ilekroć jeździłam Sindbadem, nigdy nie byłam na czas. Teraz jeszcze przed szczytem NATO i Dniami Młodzieży przywrócono kontrole na granicach, więc spodziewałam się, że skoro już na starcie mamy opóźnienie, to ostatecznie mogą się uzbierać z 2-3 godziny i nie ma bata, żebym dojechała punktualnie. Na szczęście, jakimś cudem kierowcy dojechali na planowaną godzinę. To chyba efekt połączenia z Eurobusem, który zawsze był punktualny :-D Za byłam zaskoczona (pozytywnie) dostępem do internetu. Pisałam Wam o tym tutaj ;-)

Także podróż minęła mi całkiem szybko, bo albo przeglądałam Snapa, albo coś czytałam... Zresztą, już o 21 zachciało mi się spać, to postanowiłam skorzystać z okazji, że jeszcze mam wolne miejsce obok siebie i się rozłożyłam na dwóch siedzeniach. Udało mi się podrzemać chyba z godzinkę, bo potem dosiadła się do mnie zakonnica. Bóg tak chciał :-D

Gdy już dojechałam do Polski, o dziwo miałam na tyle energii, że jeszcze trochę ogarnęłam mieszkanie i siebie, zanim poszłam się przespać. Jak bardzo złudne było to poczucie, okazało się w ciągu najbliższych kilku dni, kiedy zasypiałam o 21 przy oglądaniu tv, monologów Abelarda Gizy, czytania oraz wczoraj prawie za kółkiem. Nie zasnęłam, ale naprawdę mocno musiałam ze sobą walczyć, żeby mieć oczy otwarte i niespecjalnie czułam się w formie do jazdy nocą. Na szczęście, miałam do przejechania tylko jakieś 10 kilometrów.

Generalnie moje pierwsze dni w Polsce to oglądanie czegoś i odpoczynek. Moje jedyne aktywności to zrobienie sobie hybrydy (wreszcie!), małe spa (bo wreszcie kupiłam olejek awokado do włosów, oraz ciekawą odżywkę, po której mam megamiękkie włosy) oraz wyprawa do Media Markt i ten grill. Oto moje piękne, neonowe hybrydki:


I nieco mniej piękne, przesuszone skórki. Norma po twardej wodzie w Monachium. Dopiero staram się je uratować Alantanem i olejkiem awokado.

A po co Media Markt? Zamarzył mi się aparat wodoszczelny. O taki.


I już go mam. Po pierwszych dniach użytkowania mam poczucie, że mój telefon chyba robi lepsze zdjęcia. Ale raczej nie pod wodą... Podwodnej fotografii mój Zenfone raczej by nie przeżył ;-) Tak czy owak, Coolpix zostanie dokładnie przetestowany nad morzem i wtedy się okaże, jak to z nim jest. Możliwe, że po prostu jakoś wyświetlacza nie powala (bo nie powala) i przez to zdjęcia wydają się takie sobie. Pewnie na kompie trzeba by było zrobić porównanie :-) Plus... wydaje mi się, że trzeba chwilę czekać, zanim się zrobi zdjęcie, bo w innym przypadku wychodzą rozmazane. Może po prostu w ogóle muszę ogarnąć obsługę tego sprzętu - zazwyczaj tak jest, że ktoś kupuje aparat, robi zdjęcia, marudzi, że kiepskie, a ostatecznie wychodzi na to, że go po prostu nie umie obsługiwać :-D

Udało mi się dotrzymać słowa i piątek zaczęłam od treningu. 2 tabaty na stepperze, przysiady i plank. W międzyczasie dokańczałam sobie koncert Sabatonu, który zaczęłam oglądać w trakcie podróży. Dobra muzyka, żeby dodać sobie energii w czasie ćwiczeń ;-) Zachwyciłam się też tym, jak wokalista fajnie złapał kontakt z publicznością. To było niesamowite :-)

Kupiłam też hula-hoop. Takie fitnessowe, składane, z Tigera. Niby jest spoko, ale musiałam wyciągnąć jeden element, bo nie trzymał i mi się rozkładało w trakcie kręcenia. Stanowiłam zagrożenie dla otoczenia, bo mogłam niechcący komuś przywalić w dziób, albo coś strącić z szafki... Jak na sprzęt, za którym dałam 50 zł, to słabo. Zwłaszcza, że moje kręcenie to jakieś 3 obroty. Potem muszę się schylić, podnieść i znowu zacząć kręcić. Masakrycznie mi to idzie :-D

A wczoraj byliśmy na grillu. I tak, zdjęcie zrobiłam Coolpixem. Do tego mała obróbka w Gimpie :-)


Jutro zaś, tak, jak wspominałam, wyruszamy nad morze. Zostało nam jeszcze pakowanie, szykowanie kanapek na drogę i kombinowanie, jakie by tu sobie rozrywki znaleźć na czas podróży. Myśleliśmy o kartach, oglądaniu filmów oraz grze w Tabu na telefonie. Ja pewnie znowu zasnę :-D

Na blogu w tym tygodniu pojawiło się kilka postów:


My dziś zaliczyliśmy jeszcze zwariowane pakowanie (matko, jaki pierdolnik zostawiłam sobie w salonie...), wypad na burgery (bo w dzień przed wyjazdem nie ma czasu nawet na kolację), ominęliśmy strefę kibica (chętnie byśmy zajrzeli, ale czas gonił i trzeba było skoczyć na zakupy)... Teraz popijam radlerka, zerkam jednym okiem na mecz, czekam, aż się zrobi pranie i za chwilę biegnę robić kanapki na podróż. O wcześniejszym pójściu spać chyba nie ma mowy, bo już jest 21:43... Czuję się trochę jak młoda matka: milion rzeczy do zrobienia, czasu tyle samo co zawsze i nie bardzo mam kiedy przysiąść i odpocząć. Specjalnie dziś wstałam wcześniej, żeby mieć czas na relaks. Straszne :-D

A co tam u Was nowego słychać? :-)

[zdjęcie tytułowe: tapeciarnia.pl]


Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket

UDOSTĘPNIJ TEN POST

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.