poniedziałek, 4 lipca 2016

Film zbyt wierny książce, nowy pomysł i niecierpliwe oczekiwanie. Przegląd tygodnia 27 czerwca-3 lipca


Ten przegląd zaczynam pisać praktycznie z takiej samej perspektywy, jak ostatnio - w sobotę, z łóżka, z laptopem na kolanach. Tak najlepiej. W międzyczasie pracuję, bo wskoczyło mi zlecenie, z którym muszę zdążyć do godziny 8:12 jutro, a zamierzam wstać o 8... Poza tym mam potrzebę pobawienia się w multitasking, bo chwilowo nie chce mi się pisać czegoś tak totalnie "pracowego". Będę sobie zatem przeplatać pracę opowiadaniem, co ciekawego się u mnie działo w tygodniu.

Generalnie - nic :-D Może to moje błędne podejście, ale jakoś specjalnie nie staram się nawet zapamiętać tych tygodni spędzonych w Niemczech. Są OK, ale o wiele bardziej wolę chwile spędzone w Polsce i to ten czas jest dla mnie podwójnie cenny. Widać to na moim Instagramie, na którym więcej się działo w trakcie mojego poprzedniego urlopu, bo koniecznie chciałam uwiecznić różne miłe chwile :-) Efekt: w ciągu miesiąca w Polsce wrzuciłam więcej postów, niż w trakcie 7-tygodniowego pobytu w Monachium ;-)

Po części decyduje też o tym to, że mój pokój tutaj to taka szafka na miotły... No, może nie dosłownie, ale wielkość się zgadza. Biała klitka, wywołująca klaustrofobię, niespecjalnie ładna i wymagająca dobrych kilku zabiegów, żeby nadawać się do pokazania w tle :-D Na dodatek 1/3 tej "przestrzeni" zajmuje moja walizka. O, ta.


Kupiłam ją dopiero po roku wyjazdów i już wiem, że było warto. Wielka, pojemna i na kółkach. Kto nosił torby podróżne z bagażem na 2 miesiące (i z bagażem po 2 miesiącach, który był jeszcze większy), ten zrozumie ;-) Chociaż... najbardziej to mój facet, który mi te torby zawsze dźwiga :-) Walizka mu się spodobała o wiele bardziej, nawet mimo jej dość średniego wyglądu (Boże, skąd mi się wziął pomysł, żeby kupić coś z bordowego plastiku?). 

Przeglądałam sobie znowu galerię zdjęć w telefonie, ale nie wypatrzyłam nawet za bardzo żadnego zdjęcia, które by mi przypomniało, co się jeszcze działo. Raczej dość standardowy tydzień: założenie było takie, że dużo pracuję, żeby po powrocie zacząć urlop. No, nie do końca wyszło, bo zrobiłam sobie weekend w środku tygodnia (bodajże w piątek :-D), bo akurat tak wypadł mi dzień wolny, plus to, że jednego dnia siedziałam nad zleceniami do oporu, a drugiego ledwo 3 godziny :-D Poza tym, miałam właśnie dość ostro pracować dziś i jutro, a tymczasem wpadły mi tylko dwa zlecenia i właśnie to drugie za chwilkę będę pisać (tak, jeszcze nie zaczęłam :-D).

Tak czy owak - plan może nie do końca mi wypalił i raczej zapowiada się, że do poniedziałku żadne nowe zlecenie mi nie wpadnie, ale... Odpoczynek jeszcze nikomu nie zaszkodził, Chociaż sama dla siebie jestem cholernie wymagającym szefem i jestem w stanie zmusić się do tak wytężonej pracy, do jakiej nie przekonałby mnie żaden poprzedni pracodawca. Ani prośbą, ani groźbą, ani premią. Fajnie jest przechodzić na swoje i samemu decydować, kiedy się chce popracować - wtedy można wykorzystywać momenty natchnienia do najbardziej efektywnej pracy. To o wiele lepsze niż siedzenie 8 godzin w biurze, kiedy tak naprawdę przepracowuje się z tego jakieś 4-5 godzin ;-)




Przez ten tydzień, a także poprzednie uparcie słucham tego radia. Takie wakacyjne klimaty ;-)

Przez cały tydzień z niecierpliwością czekam na wyjazd. Jakkolwiek póki co, jedyne, co robię, to odliczam czas. Nie kiwnęłam jeszcze palcem, żeby się spakować. Przypuszczam, że zrobię to w niedzielę ;-) Plan był, że w weekend pracuję, a pakuję się dopiero w poniedziałek i wtorek, ale skoro nie mam za bardzo co robić w weekend, to ogarnę pakowanie. Ciekawe, czy te moje zakupy się zmieszczą :-D

W tym tygodniu jakoś tak wyszło, że znowu wyskoczyłam na zakupy. Wróciłam z bluzką i szortami. A, i jeszcze klapki, i baleriny. Baletki mam już takie pomarańczowe, ale... wyszłam w nich na deszcz i się podeszwa odkleiła. Co zrobiła Sylwia? Kupiła nowe :-P A tak serio, to chcę je naprawić, bo mi się strasznie podoba ich kolor. Może w poniedziałek rozejrzę się za jakimś klejem tutaj, chociaż jak do tej pory zdarzyło mi się kleić buty, to najlepiej sprawdzał się klej do butów z Tesco ;-) A Tesco tutaj w okolicy nie mam, zresztą, w ogóle chyba tych marketów w Niemczech nie ma.


Zapomniałam w ogóle dodać w poprzednim przeglądzie tygodnia, że obejrzałam trzy najdziwniejsze filmy ever. Seria Niezgodna czyli: Niezgodna, Zbuntowana i Wierna. W skrócie: pierwsza część tak dziwaczna, że aż niewiarygodna, druga - całkiem spoko, bo nie była zbyt dokładną kopią fabuły książki (w przeciwieństwie do części pierwszej), a trzecia - zbyt (nomen omen) wierna książce i znowu: słaba, dziwaczna, niewiarygodna. A, i drętwi aktorzy. Potworne drewno. Jeśli chodzi o książkę, czytałam część pierwszą i drugą. Myślę, że bez jej znajomości filmy w ogóle by mi się nie spodobały. A tak to przynajmniej wiedziałam, czego się spodziewać... Oglądałam już w życiu lepsze rzeczy :-)

A poza tym, mamy już niedzielę (znowu piszę przegląd tygodnia przez kilka dni) i zdążyłam się już spakować, odpocząć, przejrzeć Snapchata milion razy i ucieszyć się, że mimo to dzień minął mi niesamowicie szybko. Jeszcze tylko 3 dni i jestem w Polsce, i mam wakacje :-) Teraz czeka mnie tylko pracowity poniedziałek i wtorek, męcząca, nocna podróż ze środy na czwartek i mogę się lenić :-) Plus jeszcze to, że jutro w tym nawale pracy muszę jeszcze znaleźć chwilę na małe zakupy, bo chciałabym przywieźć ze sobą do Polski jakieś niemieckie piwo :-)

Aaaa, i wpadłam na całkiem spoko pomysł związany z moimi sklepami koszulkowymi (kobiece koszulki, informatyczne koszulki). Ale to nic nie powiem, dopóki się nie zorganizuję ;-)


A Wy co porabialiście w tym tygodniu?

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
UDOSTĘPNIJ TEN POST

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.