wtorek, 19 lipca 2016

Czy da się gniew zastąpić uśmiechem? Podsumowanie mojego pierwszego wyzwania


Pamiętacie? Było wyzwanie. Przypomnę Wam, o co chodziło:

DWA TYGODNIE REAGOWANIA UŚMIECHEM. I mam tutaj na myśli to, że chcę po prostu nauczyć się reagować pozytywnie na to, na co normalnie odpowiedziałabym nerwami, bo w tym zwykle tkwi mój problem. Wyzwanie tworzę dla siebie samej, ale jeśli ktoś ma ochotę dołączyć, to dajcie znać, bardzo się ucieszę :-)
Jak mi poszło? Co mi to dało? Swoje wrażenia opiszę w skrócie, bo jeszcze się nie nauczyłam zapisywać swoich przemyśleń na bieżąco w trakcie trwania wyzwania i muszę sięgnąć w głąb pamięci, żeby sobie przypomnieć, jak to było ;-) Ale... coś z tym wkrótce zrobimy ;-)




Po pierwsze, to podejście spodobało mi się tak bardzo, że chcę to zachować w swoim życiu. Do tej pory miałam raczej postawę obronną i jak w tej mantrze dla obrażalskich, musiałam strzec swojego terytorium. A przecież można by czasem wyluzować. Nic nie jest warte zrezygnowania z chwili radości na rzecz pielęgnowania swojej frustracji. Tego czasu nikt mi nie zwróci.

A dlaczego uśmiech zamiast złości? Bo sam fakt uśmiechania się, nawet sztucznego powoduje wydzielanie endorfin w mózgu. To znaczy, że kiedy masz kiepski humor, powinieneś się uśmiechać! Nawet sztucznie i fałszywie - "układając" mięśnie twarzy w ten sposób wysyłasz do mózgu sygnał, że jesteś zadowolony, a mózg daje się "oszukać" i za chwilę faktycznie lepiej się poczujesz i będziesz mieć lepszy nastrój. Była też metoda z włożeniem sobie ołówka do buzi, tak w poprzek, żeby podniosły się nam kąciki ust... Cóż, ja proponuję wtedy po prostu spojrzeć w lustro - człowiek wygląda tak idiotycznie, że uśmiech na twarzy pojawia mu się już sam ;-)



Jak mi poszło? A całkiem nieźle. Zauważyłam, że w wielu sytuacjach reaguję automatycznie gniewem, choć potem mam świadomość, że to było bez sensu, bo nie pamiętałam nawet, o co chodzi. Wkurzałam się więc na coś nieistotnego. Świadomość, że mam zareagować inaczej, sprawiła, że byłam bardziej czujna i nie powiem, zdarzyło mi się czasem "rozpędzić", ale za chwilę sobie przypominałam, że miałam wyluzować i faktycznie się uśmiechałam. I... było mi lepiej!

Fałszywych uśmiechów wobec Niemców chyba nie stosowałam, jakby ktoś pytał ;-) Nawet udawało mi się szczerze się do nich uśmiechać - choć w czasie wyzwania byłam już pod sam koniec wyjazdu, i cieszyło mnie to tak bardzo, że nawet oni nie byli w stanie mnie wkurzyć ;-)

Uśmiechem reagowałam też, gdy w myślach chciałam się na coś wkurzyć. I zdziwiłam się, ile razy w myślach pielęgnuję frustrację, czy obmyślam jakieś niemiłe scenariusze! Co za strata czasu... W trakcie wyzwania starałam się w takim momencie uśmiechnąć się do siebie samej i pomyśleć o czymś miłym. Działa! :-)

Tak czy owak - było warto! Naprawdę, moje życie stało się spokojniejsze i przyjemniejsze, kiedy nie pozwalałam na to, by jakieś drobnostki wytrącały mnie z równowagi. Wiem, że jeszcze w tej kwestii czeka mnie sporo pracy, bo nieraz brakuje mi dystansu, ale to był dobry początek.

A co dalej?

Oprócz zachowania tej postawy w życiu, zamierzam również przejść przez rozwojownik Ani. Idę niedługo na miasto, to sobie wydrukuję arkusze. Nie wiem, czy będę pisać o tym na blogu, ale chciałabym jakoś zrelacjonować swoje postępy... Może po prostu co jakiś czas zrobię jakiś post z wrażeniami, a na bieżąco będę pisać na Facebooku? No, zobaczymy :-)

Póki co, kolejne wyzwanie - również na Facebooku, bo pomysł nie mój, ale wart wykorzystania :-)



Dołączycie? :-)

[zdjęcie tytułowe: tapeciarnia.pl]


Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
UDOSTĘPNIJ TEN POST

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.