wtorek, 31 maja 2016

Manicure hybrydowy - jak tego nie robić? Moje początki


Od razu zaznaczam, że jest to coś, co mnie interesuje, co uczę się robić i lubię, ale jestem w tej dziedzinie totalną amatorką. Nie wykluczam jednak, że wkrótce zrobię jakieś szkolenie i może wtedy zacznę też robić mani zarobkowo. Póki co, hybrydy robię jedynie sama na sobie.

Jak się o nich dowiedziałam? Z blogów oczywiście. Tak dokładniej, to zachwyciły mnie dzieła Kosmetycznej Hedonistki. Oglądałam je zawzięcie i już wiedziałam, że chcę wypróbować tej metody, bo malowanie paznokci zwykłym lakierem doprowadzało mnie do szału. Powody te same, co u każdej kobiety: lakier, który długo schnie i odpryskuje po jednym dniu.

Do tego miałam zawsze dość słabe paznokcie, które mi się ciągle łamały i nijak nie mogłam ich zapuścić. Bardzo często każdy miałam innej długości. Pamiętam, że tylko raz, przez chwilę, po zdjęciu paznokci akrylowych (które miałam zrobione tylko jeden, jedyny raz w życiu i jeden mi odpadł od razu na drugi dzień), nagle moje własne stały się twarde i mocne. Aż byłam zdziwiona, bo akryl miał mi je osłabić - ale niedługo potem się okazało, że to nagłe wzmocnienie zawdzięczam... odżywczemu szamponowi do włosów z Biedronki :-D Dokładnie temu - nie wiem, czy jeszcze jest w ofercie i w tak samo dobrym składzie. Myłam wtedy głowę codziennie, toteż trudno się dziwić, że i na paznokcie to wpłynęło. Trwało to jednak krótko, bo zmieniłam jakoś szampon na inny i wtedy zaczęła się faza odżywek - m.in. tej z Eveline, która na początku działała całkiem nieźle, ale używałam jej zbyt długo i ostatecznie osłabiłam sobie nią paznokcie. A Eveline ostrzegało w ulotce... Formaldehyd swoje zrobił i jak do tej pory paznokcie mi się tylko łamały, tak po 8 w 1 zaczęły się też strasznie rozdwajać. Jakoś doprowadziłam je do ładu olejkami i jakoś niedługo potem, we wrześniu kupiłam swój zestaw do manicure hybrydowego.

Zdecydowałam się na Semilac, przez to, że tak naprawdę wszędzie tylko o nim była mowa - o pozostałych markach dowiedziałam się dopiero po kilku miesiącach :-D Poza tym, zachwycały mnie jego kolory u Darii. Z zestawem startowym było ciekawie, bo akurat byłam w Niemczech, więc zamawiałam go z niemieckiej strony Diamond Cosmetics. Przez dobry tydzień wypatrywałam gotowego setu, ale ciągle był niedostępny, więc w końcu zniecierpliwiłam się i sama sobie go skompletowałam (okroiłam go z niepotrzebnych elementów jak np. folie do zdejmowania hybrydy - na rzecz kolorowych lakierów, oczywiście), zamówiłam sobie też jeszcze szablony do przedłużania i po kilku dniach już mogłam go wypróbować. I tak oto powstał mój pierwszy mani. Ambitny, bo z  pierwszym w życiu przedłużaniem paznokci Hardi Milkiem:


Tylko nie po skórkach!

Jak każdy początkujący, miałam spory problem z tym, żeby omijać skórki - toteż pierwszy mani po jakimś czasie podważył mi się od ich strony. Kształt też był daleki od ideału :-) Przy kolejnym razie pilnowałam tego już bardziej - ale znowu miałam problem z ukształtowaniem, więc nie do końca byłam zadowolona z efektu. Na dodatek, tym razem paznokcie przedłużyłam tak mocno, że ledwo byłam w stanie pisać na telefonie :-D


Nie piłować za mocno

Potem zrobiłam jeszcze kilka mani, których nie udokumentowałam, i miałam chwilę przerwy od malowania paznokci. Tak się złożyło, że znowu wyjechałam i stwierdziłam, że nie będę mieć czasu na ich robienie. Po powrocie zaś miałam strasznego lenia (spowodowanego głównie tym, że zdjęcie hybryd i pomalowanie ponownie zajmuje sporo czasu) i jeśli już malowałam paznokcie, to zwykłymi lakierami. Dopiero gdzieś tak od lutego używam znowu hybryd. Potem miałam przerwę w trakcie kolejnego wyjazdu - ale od połowy kwietnia zmieniałam mani dosłownie co tydzień.



Nie zdzierać!

A jak się mają moje paznokcie po kilku miesiącach robienia na nich manicure hybrydowego, w tym zmieniania go co tydzień? Ładnie rosną. Hardi Milk super je utwardza (próbowałam samym lakierem hybrydowym, ale niestety się nadłamywały czasem po bokach) i przez większość czasu paznokcie mam naturalnej długości. Trochę niestety je wykończyłam w lutym, gdy na wyjeździe zaczął mi odpadać mani, a ja go dalej pozrywałam... Tak, niestety z płytką, to było widać i czuć. Od tamtej pory widzę osłabienie, więc znowu ratuję je olejkami (nakładam przy skórkach, zwłaszcza, gdy robi mi się odrost - nie zauważyłam, żeby wpływało to na trwałość hybrydy, jeśli jest dobrze zrobiona) i czasami muszę któryś przedłużyć Hardi Milkiem. Generalnie było już lepiej, ale przegięłam ostatnio trochę z piłowaniem przy tej cotygodniowej zmianie mani (wkurzało mnie, że mi tak ciężko schodzi ta hybryda, więc ją dopiłowywałam) i znowu muszę teraz ratować paznokcie. Ze zwykłym lakierem miałabym je pewnie teraz strasznie króciutkie i słabe, ale mam ciągle na nich hybrydę oraz dla odmiany Hardi White, toteż przynajmniej nie wyglądają na swój obecny stan.




Nie nakładać zbyt grubych warstw

To na niektórych moich zdjęciach widać: za dużo Hard Milka i paznokcie wyglądają na sztuczne. To muszę jeszcze dopracować, bo chciałabym uzyskać jak najbardziej naturalny efekt. Czasami też robią się garby, ale to można zawsze jakoś uformować czy spiłować lekko w trakcie robienia mani.

Czy hybrydy uczulają lub szkodzą?

Nie miałam do tej pory problemów z uczuleniem. Czasem w trakcie utwardzania Harda w lampie lekko mnie pieką paznokcie, ale wtedy wyjmuję rękę z lampy i dopiero po chwili wkładam znowu, i wszystko jest OK. Uczulenia ponoć są możliwe, jeśli nie omijamy skórek, a już nie daj Boże - jak je powycinamy za mocno i mamy ranki na dłoniach. Nie mówię, że mnie się to nie zdarzyło bo chlapię lakierem na wszystkie strony, na szczęście jednak nie przypłaciłam tego jeszcze alergią. I nie zamierzam - dlatego dalej pracuję nad techniką jego nakładania :-) Co do kondycji moich paznokci - zawsze była taka sobie, a przy hybrydach udaje mi się je zapuścić jak nigdy, więc powiedziałabym, że hybrydy pośrednio dobrze wpływają na ich stan. Tak naprawdę wszelkie problemy wynikają raczej jedynie z mojego pośpiechu i błędów typu nadmierne spiłowywanie lub zrywanie hybrydy. Teraz zamierzam zastosować sposób Paoli, żeby w ogóle nie matowić paznokci przed nałożeniem hybrydy, oraz chcę też zacząć używać bazy witaminowej zamiast zwykłej - ponoć ściąga się o wiele lepiej niż zwykła. Po jakimś czasie stosowania się do tego na pewno dam Wam znać, jak się sprawdzają te zalecenia. Mam nadzieję, że będę zachwycona efektem.

Czy hybrydy uzależniają?

Oj tak, zdecydowanie! Jak zaczyna się ich używać, trzeba się liczyć z tym, że stanie się to pasją. Że od tej pory zacznie się zwracać uwagę na paznokcie innych kobiet oraz przeglądać masę zdjęć najróżniejszych mani... I zamawiać ciągle nowe kolory :-)

Photobucket Photobucket Photobucket


wtorek, 24 maja 2016

Taniec, basen i paznokcie, czyli podsumowanie kwietnia i maja


To już normalne, że kiedy jestem w Polsce, mniej mnie na blogu i Facebooku. Tym razem jednak całkiem aktywnie się udzielałam na Instagramie i na tej podstawie dziś Wam napiszę podsumowanie. W skrócie: do połowy kwietnia byłam jeszcze w Niemczech.  Potem przez miesiąc w Polsce. Teraz od kilku dni jestem znowu w Niemczech. I dlatego wracam bardziej aktywnie na bloga, bo dzięki temu szybciej płynie mi tutaj czas, a na wyjeździe chcę, żeby zleciało jak najszybciej ;-)

Pobyt w Polsce zaczęłam od zrobienia paznokci :-D Żałowałam strasznie, że nie wzięłam zestawu ze sobą do Niemiec, toteż nadrobiłam to w Polsce i zmieniałam manicure praktycznie co tydzień. O hybrydach zamierzam napisać osobnego posta, bo ten temat bardzo mnie kręci i nawet myślę, żeby wybrać się na jakieś szkolenie ze stylizacji paznokci. Poza tym Dominika namawia mnie, żeby zacząć poruszać tematykę kosmetyczną - nie jest to coś, o czym mogłabym pisać non stop, ale fakt, że jako baba mam czasem coś do powiedzenia w tej kwestii ;-)


W trakcie pobytu świętowałam swoje urodziny. Poszliśmy po prostu na obiad do restauracji :-) Mogę też powiedzieć, że były to taneczne urodziny - postanowiliśmy się wybrać na kurs tańca użytkowego i wtedy akurat wypadały drugie zajęcia. Czy warto? Jeśli lubi się tańczyć, to jak najbardziej. Poza tym to bardzo fajny sposób na spędzenie czasu razem :-) My ogólnie już umieliśmy w miarę tańczyć, jeśli chodzi o taki imprezowy taniec we dwoje, ale chcieliśmy nauczyć się czegoś nowego. Z czterotygodniowego kursu wynieśliśmy bardzo uniwersalny krok, którym można zatańczyć prawie wszystko, dobre kilka różnorodnych obrotów, a do tego kroki walca i tanga, choć tu już były to absolutne podstawy. Tango najmniej mi podeszło. W życiu tak bardzo nie myliłam kroków, jak wtedy :-D






Zaczęliśmy też regularnie chodzić na basen. Namawiałam mojego wspaniałego długo, bo sama chodziłam już od grudnia. To też bardzo fajny pomysł na spędzenie czasu aktywnie, zdrowo i ze sobą. Zwłaszcza, jak odkryło się w mieście fajną pływalnię. Ja bardzo chciałam zacząć uprawiać jakiś sport wspólnie, a tak naprawdę żaden nas do tej pory nie przekonywał - do biegania jakoś nie potrafiliśmy się oboje zmotywować, na rowerze lubię jeździć tylko ja, a pływanie relaksuje nas oboje. To był bardzo dobry sposób na relaks po całym tygodniu.

Będąc w Polsce, opublikowałam tylko jeden post - podsumowanie mojego udziału w Fotowyzwaniu Jest Rudo. Uczestniczyłam w nim po raz pierwszy i myślę, że nie ostatni. Zabawa była przednia, choć niestety nie zdążyłam wykonać wszystkich zadań.


Na powrót do Polski czekałam z utęsknieniem także ze względu na nasz zaplanowany wyjazd do Krakowa - o którym myślę, że napiszę Wam więcej w osobnym poście. W skrócie jednak mogę powiedzieć, że w 99% bardzo mi się podobało. Pierwszego dnia byliśmy w kopalni soli w Wieliczce i to miejsce spodobało mi się absolutnie i całkowicie, a kolejnego dnia odwiedziliśmy Wawel oraz zrobiliśmy sobie spacer po mieście. Zawsze zachwycało mnie to miasto, a do tej pory byłam w nim tylko raz - i jeśli ktoś zapyta, czy warto, odpowiem, że oczywiście. Ale więcej na ten temat innym razem :-)


Reszta długiego weekendu to było odpoczywanie, grillowanie i spacerowanie po nieco bliższych nam okolicach.


Generalnie ten mój urlop w Polsce był świetny, choć stanowczo za krótki. Cieszę się jednak, że wreszcie mogłam go spędzić bardziej aktywnie i  że pogoda sprzyjała. Tym bardziej cieszę się na nadchodzące wakacje i liczę, że będą jeszcze bardziej słoneczne :-) Tego też i Wam życzę :-)

PS. Wkręciłam się ostatnio w Snapchata. Śmieję się, że to rzecz niemożliwa, bo do tej pory jakoś nie mogłam się do niego przekonać, ale za drugim podejściem "chwyciło". Głównie dzięki Ani, bo jej Snapy najbardziej lubię oglądać. Jakby ktoś mnie też chciał znaleźć na Snapie, to zapraszam ;-)

Photobucket Photobucket Photobucket



Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.