niedziela, 19 lipca 2015

Anglia pół żartem, pół serio


Gdy tylko wjechałam do UK, od razu stwierdziłam, że to nie jest miejsce dla mnie. Szaro, pochmurno, ponuro. Aż mi się humor popsuł. Potem coraz bardziej utwierdzałam się w tym. Częściowo ten nastrój był jednak spowodowany po prostu ciężkim zmęczeniem po ponad trzydziestogodzinnej podróży autokarem. Gdy już odpoczęłam, sporo rzeczy zaczęło mnie bawić. Obiecałam dzisiaj troszkę sobie pokpić i to właśnie teraz zrobię. Potraktujcie to tak pół żartem, pół serio :-)


Gdy nie wiesz, gdzie jesteś, a wszystkie budynki wokół są niemal identyczne, najprawdopodobniej jesteś w Anglii.


(zdj.: Francis18, http://galeria.interia.pl/praca,w_id,610468,ref,1,Angielska+zabudowa+szeregowa)

Mówi się o Anglikach, że są nudni. W kwestiach architektonicznych - na pewno. W UK widziałam całe ulice, gdzie jednego domu nie szło odróżnić od drugiego. Trudno również stwierdzić, który dom jest stary, a który nowy - te nowe są równie konsekwentnie budowane w stylu wiktoriańskim, i praktycznie niczym się nie różnią od starszych. Wiecie, czerwona cegła, białe okna z białymi obramowaniami... Ciekawa jestem, jakim sposobem na uliczkach pełnych identycznych domów Brytyjczycy sami się nie mylą i rozpoznają swój własny?


Jeśli te budynki są szare i zakurzone, najprawdopodobniej jesteś w Londynie.


Londyn nie spodobał mi się ani trochę. Ponura pogoda. Ogromne korki. I jak wyżej - szare, brudne budynki. Nie to, że wszystkie - te najnowsze sieciówki typu McDonalds czy jakiś Subway raczej się już trochę wyróżniały żywymi barwami i czystością ;-) Ale czasem też ginęły w tle. Ogólnie miałam wrażenie, że nawet jeśli coś w Anglii jest kolorowe, to i tak te kolory są jakieś wyblakłe i poszarzałe. W większości przypadków oznaczało to, że dany budynek z zewnątrz jest po prostu niemiłosiernie brudny. Polak, wyjeżdżający z kraju, w którym wciąż się teraz odnawia zabytki i wszystko ładnie maluje, może przeżyć drobny szok kulturowy. Ja miałam wrażenie, że się cofnęłam w czasie.

(zdj. http://pajdos.prv.pl/europa_strona/londyn.html)






Elementy wyposażenia domu:


Angielskie gniazdka elektryczne

(zdj. Pola Zawadzka, http://pola-aupair.blogspot.com/2013/06/zaskakujace-po-przyjezdzie.html)

Jak widać, angielskie wtyczki i gniazdka elektryczne są całkowicie inne niż europejskie. Moja pierwsza styczność z nimi nie była zbyt udana. Przyjechałam, nastawiona, że da się do takiego kontaktu podłączyć polską ładowarkę, bo wystarczy tylko ten górny bolec czymś wcisnąć, np. długopisem. W końcu się czytało tutoriale... No niestety. Stare angielskie gniazdko okazało się silniejsze niż ja i musiałam sobie pożyczyć przejściówkę. Podłączam, wszystko fajnie... Ale telefon się nie ładuje. Czemu? Bo nie wcisnęłam przełącznika z napisem ON (na zdjęciu widoczne na samej górze kontaktu).

W pierwszej chwili stwierdziłam, że to trochę rozwiązanie dla opornych. Potem jednak doceniłam, że to dobre, jeśli ktoś ma małe dzieci. W kuchni na przykład było gniazdko, podpisane COOKER, dedykowane pod kuchenkę elektryczną. Można je wyłączyć i mamy pewność, że dziecko nie włączy kuchenki, i nie zrobi sobie krzywdy. Gniazdko jest oczywiście odpowiednio wysoko umieszczone.

Angielskie włączniki światła
Generalnie w każdym pomieszczeniu są normalne, podobne jak w Polsce. Jedynie w łazience i toalecie nie uświadczysz nic innego, jak sznurek zwisający z sufitu. To chyba taka naprawdę daleko idąca ostrożność - w końcu pewnie zdaniem Anglików w pomieszczeniu, gdzie pełno wody i pary wodnej, macanie po włączniku nie jest najbezpieczniejsze.

Angielski prysznic
Uruchamia się go również sznureczkiem, znajdującym się zaraz obok włącznika światła. Czyli zaraz obok drzwi. I nie rozumiem, czemu "włącznik" prysznica jest umieszczony tak daleko od wanny. No chyba, że chodzi o to,  że woda potrzebuje chwili, żeby się nagrzać. Zatem wchodzisz do łazienki, włączasz światło, puszczasz wodę w prysznicu i zanim się rozbierzesz, to ta woda wreszcie leci ciepła...

Oczywiście udało mi się kilka razy pomylić sznureczki i włączyć prysznic zamiast światła :-)

Angielskie krany

(zdj. http://www.garnek.pl/cinek72/3839264/kran-czyli-tap-po-angielsku)

Podwójne krany. Z lewej zimna woda, z prawej ciepła. Można oczywiście odkręcić oba, ale woda letnia będzie dopiero w zlewie. Jak dla mnie, to było akurat najmniej praktyczne rozwiązanie i nie wiem, co miało na celu. Wszędzie znajdziemy coś takiego: w wannie, w umywalce, w kuchennym zlewie...


Zasłonki do prysznica
Zamontowane były na czymś takim:


I zbliżenie:


To była rura, zakończona gumą, oparta o ścianę. Tak, OPARTA. Szybko się o tym przekonałam, gdy mi to spadło razem z zawieszonym ręcznikiem. Zresztą solidne to takie, że pewnie spada, jak pająk na tym usiądzie ;-)


Ogólne wrażenie


Angielskie domy są jakieś takie... zaniedbane. Niedoczyszczone. Szare w środku. Niedokładnie wyremontowane (o ile w ogóle). Na pierwszy rzut oka sprawiają takie wrażenie. Ściany cieniutkie. Dokładnie słyszysz, co się dzieje w pokoju obok. W łazience. Na parterze. Na piętrze. Wydawało mi się to wszystko takie prowizoryczne. W Polsce budujemy chyba solidniejsze garaże, niż w Anglii domy ;-) Podobno też angielskie budownictwo kompletnie nie uwzględnia takiej pory roku jak zima i można wtedy porządnie zmarznąć. No cóż, tego na szczęście nie miałam okazji sprawdzić :-)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
UDOSTĘPNIJ TEN POST

2 komentarze :

  1. Co do domów masz rację... Są nudne i takie same. Za każdym razem droga z przystanku do mieszkania trwa długo bo gubię sie w alejkach na osiedlu. Nigdy nie trafiam idealnie na moja ulicę- zawsze jedną lub dwie alejki dalej. Zwykle najdalej kiedy pada. :) ale resztę da sie przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, czyli to Polacy się mylą przez te identyczne domy :-D Ale fakt, resztę da się przeżyć, zresztą taka odmienność od tego, co znamy z Polski, jest mimo wszystko w jakimś stopniu interesująca :-)

      Usuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.