wtorek, 15 września 2015

Gdzie znajdę miłość?

gdzie znajde milosc


Metod na poszukiwanie tej jedynej/tego jedynego trochę by można opisać. Ale chyba żadna nie jest dla mnie bardziej zabawna, niż cała ta akcja z "Rolnik szuka żony". Pewnie to w ogóle kompromitacja, tak się przyznać, że się to swojskie show ogląda. Zwłaszcza, jak całkiem niedawno się przyznało do oglądania "Wczorajszych" ;-)  No, ale nic. W następnym wpisie przyznam się do oglądania "Rancza". Każdy odcinek po dziesięć razy... Żartuję ;-) Co tam oglądanie... Mam o wiele bardziej mieszane uczucia w kwestii wzięcia udziału w " Rolniku...". Nie, że planuję czy coś, miewam szalone pomysły, ale nie aż tak. Po prostu temat skłonił mnie do przemyśleń.


Patrzę sobie na tych ludzi, którzy tłumnie się zgłosili i pozwolili, żeby coś tak intymnego, jak rodzące się uczucie, pokazać od A do Z przed kamerami. Zgodzili się na to, by ich pierwsze słowa w listach, spojrzenia, uściski i rozmowy zostały nagrane, i pokazane całej Polsce. Na to, by ich rozmowy, w których mówią o swoich prywatnych sprawach, przestały być prywatne - bo jednak słucha ich cała ekipa realizacyjna. A potem kilka milionów innych ludzi. Na temat kobiety, jedynej w ekipie, padło stwierdzenie, że ona może być kobietą życia dla jednego ze zgłaszających się do niej panów. Ja bym na jego miejscu jednak miała opory - poznawać ją tak w blasku fleszy. Wolałabym poszukać innej, w nieco innych okolicznościach. Serio.

A teraz też nasunęło mi się na myśl pytanie: a co, jeśli któryś z uczestników pozna kogoś w trakcie nagrywania - ale nie przez program? Ma dodać tę osobę do oficjalnej listy konkurentek/konkurentów czy co? Bo wiecie, wydaje mi się, że w takiej sytuacji: kiedy wybierasz partnera/partnerkę z iluś tam, na oczach milionów - oraz pozostałych, odrzuconych kandydatów, zatęsknisz do tej prywatności. Kiedy możesz poznawać tę drugą osobę bez tłumów naokoło, bez kamer i mikrofonów. Bez pośpiechu. "Dziś odcinek, w którym musisz wybrać pięć kandydatek z dziesięciu"... A swoją drogą, wyobrażacie sobie, jakie to musi być męczące, umawiać się naraz z pięcioma osobami? Starać się każdą z nich poznać najlepiej, tak, żeby potem dokonać dobrego wyboru? Dokonywać tych trudnych wyborów przed kamerami, ryzykując ośmieszenie swoje i tej osoby, ryzykując, że co i rusz będziesz potem czytać nagłówki "Dlaczego on/ona odrzucił/ ją/jego?" i wszyscy naokoło będą starali ci się wmówić, że wcale nie wybrałeś dobrze? I będą cię ciągle tym gnębić, i zasiewać w tobie wątpliwości, a nawet poczucie winy? Będą grzebać w twoim prywatnym życiu, do znudzenia - bo ty im dałeś przecież do tego prawo.

I cud, że się te baby jeszcze nie pobiły. Bo facet zaprasza cię, żebyś poznała jego dom i jego rodzinę. Zaprasza ciebie i jeszcze dwie inne... To sytuacja stresująca sama w sobie. To znaczy, nie wiem, nie doświadczyłam i nie doświadczę, ale tak myślę, że to nie jest komfortowe. Bo my, kobiety, nie lubimy się dzielić upatrzonymi mężczyznami.

Wiecie, z jednej strony ma to swój urok: patrzeć na rodzące się uczucie. Na pierwsze nieśmiałe gesty i miłość w oczach. Tylko z drugiej strony... Czy to nie jest po prostu wyreżyserowane? Pokazane tak, że niby faktycznie coś tam iskrzy, kiedy tak naprawdę chemii tam tyle, co w organicznych kartoflach? ;-) Czy te osoby naprawdę, tak serio, serio szukają miłości w ten sposób? To jakaś desperacja, chęć pokazania się w lepszym świetle? Bo w telewizji to będą musieli o to zadbać, by każdy wyszedł choć względnie dobrze... Akurat ten program w dużym stopniu stawia na naturalność - choć czasem mam wrażenie, że raczej na niezbyt profesjonalnych kamerzystów. Jak bohater ma braki w uzębieniu, a kandydatka zaskórniki na twarzy, to bardzo szybko to zauważymy. Prawda? Normalne, ludzkie, ale jednak przyzwyczajono nas, że w mediach się tego nie pokazuje. Wszyscy piękni i bez skazy. Ale nie w "Rolniku..." ;-)







A może po prostu chodzi o zdobycie sławy? Bo nie wierzę, że te wszystkie osoby, które się zgłosiły do drugiej edycji, nie były w stanie nikogo znaleźć w "normalny" sposób, na żywo - albo chociaż przez internet. Nie przez taki do bólu swojski - a momentami wręcz siermiężny - program. I celowo mówię tu o osobach z drugiej edycji. Co do większości uczestników pierwszej serii... No, postaram się to ująć dyplomatycznie: dla nich to serio mogła być ostatnia deska ratunku. Zgłosiły się takie chłopki-roztropki ;-) Na dodatek panowie nie wiedzieli, czego chcieli, no i co wyszło? Klapa. Klapa na oczach całego kraju.


I jakim kosztem to wszystko? Co wygrywasz, oprócz programu? I co dalej? Czy, jeśli dojdzie do ślubu, kamera zawita również do sypialni i pokaże nam noc poślubną rolnika i jego żony? Wiecie, w telewizji coraz mniej tabu...

Ale z jednej strony jestem pod wrażeniem rozmachu, z jakim program został zrealizowany. Bo rolnik w romantycznym ujęciu w telewizyjnym show... To się nie mogło udać. A jednak - ludzie oglądają, zgłaszają się i żyją tym. A ja o tym piszę. Czyli wyszło nam to swojskie połączenie, miłość na traktorze w gumiakach i o dziwo, jakoś sam ten mix jeszcze nie zniesmacza. Ba, nawet czasami wygląda to w miarę ładnie. Czasami, podkreślam. Bo czasem można było usłyszeć teksty narratora typu "Tęsknota może dopaść nawet na kombajnie"...

Ja sobie myślę, że jeślibym się zgłosiła do takiego programu, to jedynie dla zabawy. Z ciekawości, co to przyniesie, chęci przeżycia przygody. Nie liczyłabym na to, że w ten sposób znajdę miłość - bo uważam, że uczucie powinno powstawać w ukryciu, a nie w ciągłym świetle reflektorów. To trochę tak, jak małym, kiełkującym ziarenkiem - jeśli, zamiast o nie dbać, podlewać i czekać, aż samo wyrośnie z ziemi, wyciągniemy je od razu na wierzch i zaczniemy w nie non stop świecić 500-watowymi żarówami, to żadna roślinka z tego nie urośnie. Uschnie. I ciekawe, że jakoś żaden z tych - nomen omen - rolników jakoś na to nie wpadł ;-)

A Wy gdzie znaleźliście miłość? Uważacie, że tego typu programy są do tego dobrym miejscem?


gdzie znajde milosc

(Zdj. http://ulabogdal.pl/wp-content/uploads/2013/11/milosc-66754261.png.jpg
http://psychopedagog.eu/blog/wp-content/uploads/2015/01/miłość-partnerska.jpg)

Obserwuj mnie na:
Photobucket Photobucket Photobucket
UDOSTĘPNIJ TEN POST

15 komentarzy :

  1. Twoje przemyślenia są bardzo ciekawe. Ja "Rolnika" oglądam z mężem (poznamy w pracy w McD na studiach) i jest to jedyny program tv, który nas wciągnął mimo, ze nie mamy telewizora ;) Może, faktycznie fabuła jest co nieco reżyserowana, jak to w programach tego typu bywa, ale podoba mi się naturalność, wpadki, i wszystko co ludzkie czyli pełna swoboda, różnorodność i gafy :) Myślę, że uczestnicy zyskują przede wszystkim wiarę we własne siły (nie mówię tu o sodówce) i mają nadzieję na nowe, lepsze życie ..;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby jeśli ma to komuś pomóc to ok, chociaż wydaje mi się, że uczestnicy tego typu programów bardziej chcą promować siebie, niż faktycznie odnaleźć jakieś wielkie uczucie. 'Rolnika...' nie widziałam, ale obejrzałam kiedyś program na TVN, gdzie matki pomagają swoim synom w wyborze partnerki. To jest dopiero idiotyczne...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając twój post miałam śmiałam się normalnie tak fajnie i ciekawie to ujęłaś :) takie chłopki-roztropki genialne :Ddokładnie Stanisław czy Grzesiek nie wiedzieli czego chcieli tak samo Zbyszek :D a Adam to szuka sławy :) jestem ciekawa czy Paweł nadal jest z Natalia :) a co drugiej edycji jestem ciekawa jak potoczą się losy szczególnie Rafała i Anki :) Ja jeszcze nie trafiłam na taką prawdziwą miłość i na pewno nie mam zamiaru szukać jej na oczach całej Polski :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Uważam, że takie programy nastawione są bardziej na show dla widza, a ludzie, którzy biorą w nich udział troszkę się ośmieszają. To takie działanie pod publikę i nie powinno mieć miejsca. Uczucia to zbyt intymna sprawa. A ja swoją miłość znalazłam w liceum;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O fajnie, że przypomniałaś o Rolniku. Poprzednią edycję mniej więcej śledziłam, a teraz najbardziej ciekawa jestem rolniczki ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie te wszystkie programy telewizyjne tego typu są śmieszne. Ale to tak niesmacznie śmieszne wręcz. Bo ja rozumiem mieć dystans do siebie i pokazać się w całym kraju, ale trochę prywatności to jednak bym sobie zostawił - przynajmniej próbował. Bo samoakceptacji można równie dobrze szukać u psychologa i wydaje mi się, że to przynosi lepsze efekty. Różnica polega też na tym że za Rolnika płacą a u psychologa trzeba zapłacić. No i jeszcze jedno: jaki Ci udzie mają dowód na to, że ich uczucia nie są na pokaz? Bo ja szczerze mówiąc tego nie ogarniam.

    OdpowiedzUsuń
  7. nie sądzę, ze w takim programie można znaleźć miłość - raczej sławę i popularność

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Renatą chodzi w takich programach o zdobycie popularności przecież ten Adam z pierwszej edycji ostatnio miał się wypowiedzieć w radiu i został zapowiedziany jako największy ekspert myślałam że chodzi o jakiegoś profesora w tej dziedzinie a tutaj żartobliwie podkreślili jego gabaryty. Moja miłość zapukała do moich drzwi banalne ale tak było. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Wytrzymały mi tydzień po nałożeniu najpierw bazy później lakieru i dwa razy lakier utwardzający i wszytko normalnie robiłam i sprzątałam i w ogóle i wytrzymał mi ten lawendowy tydzień :) bo pomarańczowy to tak równie :D Ja jestem z nich zadowolona to najlepsza seria lakierów z Avonu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że ludzie robią to dla zabawy i kilku minut na wizji. Sława jest jednak marzeniem wielu ludzi, drugiej szansy żeby wystąpić w tv mogą już nie mieć. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawe podejście do tematu :) Mnie ten program bawi, ale jeśli komukolwiek pomoże w znalezieniu miłości to ma sens...:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem w sumie jak jest na tvp, ale na tvn te programy wszystkie są grane przez statystów. Jak dla mnie nie da się tak na siłę znaleźć miłości. Muszę przyznać, że amerykańskie programy tego typu lubiłam kiedyś oglądać, ale polskie są trochę nudne :D

    OdpowiedzUsuń
  13. wydaje mi się, że to bardziej parcie na szkło ;) .. kto o zdrowych zmysłach szuka tam miłości. Udało mi się raz zobaczyć odcinek jak byłam w domu hehe .. muszę przyznać, że nieźle się uśmiałam :))

    OdpowiedzUsuń
  14. W dzisiejszych czasach tyle rzeczy robi się na pokaz i dla sławy, że to aż przykre. Szukanie uczuć na siłę do niczego dobrego nie prowadzi.

    OdpowiedzUsuń
  15. Szczerze oglądałam pierwszą serię rolnika i wydaje mi się, że to jest jedna wielka farsa. Oni nie przyszli szukać żony, a raczej zabawić się, oderwać od nudnej rzeczywistości i zdobyć popularność. Jeden z rolników został radnym, inny założył zespół i z tego teraz żyje. Mam wrażenie, że w ogóle w takim miejscu nie da się znaleźć nikogo. Te kilka tygodni, które oni mają na poznanie kogoś to zdecydowanie za mało.

    OdpowiedzUsuń

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.