Wpis, którego nie było: blogerzy o swingowaniu

Wpis, którego nie było: blogerzy o swingowaniu

Wyobraźcie sobie, że topowy bloger dostaje od tajemniczej agencji propozycję, by "zaprezentować swinging w obiektywny sposób" na swoim blogu. Zgadza się i, jak to topowy bloger, po ustaleniu formalności, zabiera się za tworzenie wpisu... STOP. Dobry twórca tego nie zrobi. Ale pogdybajmy sobie. Jakby wyglądał taki wpis o swingersach, gdyby dobrzy blogerzy godzili się na takie kretyńskie współprace?

kobieta na huśtawce

Bloger, który na co dzień pisze wyjątkowo prosto i dosadnie

Cały jego wpis sprowadza się do jednego (ostatniego) zdania: "Swinguj i chuj!"

Blogerka lifestylowa, która propaguje ideę slow

Skupia się na tym, by w czasie wymiany skoncentrować się na swoich doznaniach tu i teraz. Swinguj w rytmie slow. Zachwala swingowy minimalizm.

Delikatna blogerka-poetka

Pisze wiersz na temat swingowania.


Blogerka książkowa

Recenzuje trzy książki, w których pojawia się motyw swingowania.


Blogerka filmowa

Recenzuje trzy filmy, w których pojawia się motyw swingowania.


Blogerka-graficzka

Tworzy wiosenną tapetę nawiązującą do swingowania.


Blogerka kosmetyczna

Skupia się na zbawiennym wpływie swingowania na cerę.

Blogerka parentingowa

Zachwyca się czasem spędzonym na swingu, bo to czas spędzony bez dzieci.

Bloger-hejter

Srogo ciśnie po nieswingujących. Są pruderyjni jak amisze i powinni do dziś jeździć konną bryczką, a swój internet oddać potrzebującym, bo nie umieją z niego odpowiednio korzystać. W końcu sieć służy do znajdowania klubów swingerskich i chętnych par, prawda?

Popularny bloger

Pisze poruszającego posta, w którym zajmuje najbardziej przeciwstawne i zaskakujące stanowisko, by wywołać dyskusję. Na przykład twierdzi, że swing to nie zdrada. I jeszcze jakimś cudem znajduje na to argumenty, które na pierwszy rzut oka zdają się brzmieć do rzeczy. Na drugi już mniej.

Fit-bloger

W swingowaniu odnajduje ducha sportowej rywalizacji. Ustanawia plan treningowy i systematycznie dzieli się na blogu osiąganymi efektami.

Bloger-fotograf

Tworzy wysmakowaną fotorelację ze swingowania. Pełną romantycznych, intymnie bliskich kadrów. Tak wyrafinowaną, że nie wszyscy kumają, co się właściwie na niej znajduje.


Blogerka modowa

Tworzy wpis z zestawem stylizacji na swingerskie party.


Blogerka lifestylowa Pomysłowa

Wie, że nic nie napisze, bo to dla niej równie odległa tematyka, jak sitodruk i budowa wykrawarki manualnej, ale z ciekawości pyta o warunki. Gdy agencja chce wrzucić na jej bloga SWÓJ tekst, a w ramach zapłaty proponuje jej prestiż i satysfakcję, tworzy kąśliwy wpis "Co by było, gdyby...". A potem czeka na wysyp zachwalających swingowanie postów na innych aspirujących blogach.

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
8 filmów, które warto obejrzeć

8 filmów, które warto obejrzeć

Luty to tak krótki miesiąc... a tak dużo filmów się w nim zmieściło! W sumie to nic dziwnego, skoro jestem mistrzynią kontrastów i niemożliwości. Nie piszę jednak, że trzeba je obejrzeć w marcu, bo przy tej ilości może być ciężko ;-)

Tym razem będą przede wszystkim głośne, nowe produkcje i niedawne premiery. Jesteście ciekawi, czy warto być na bieżąco? Zostańcie ze mną.

kreatywność - kolorowe parasole na tle nieba


Trzy billboardy za Ebbing, Missouri


Matka brutalnie zabitej dziewczyny w ramach protestu wywiesza za miastem trzy billboardy i ma kompletnie gdzieś, co ludzie sobie o tym pomyślą.

To jest czyste szaleństwo, a nie film. Zabójcza mieszanka smutku z absurdem i humorem. Istny rollercoaster, który Was porywa i nie chce puścić nawet po napisach. Jak życie - niby nic do siebie nie pasuje, a jakoś i tak nie macie obiekcji. Co prawda, brakuje mi odwagi, by nazwać tę produkcję jednocześnie dramatem i komedią (a byli tacy, oj byli...), ale jednak trudno go też zakwalifikować do jednego gatunku.


Więzień labiryntu


Młody chłopak trafia do tajemniczego Labiryntu i próbuje się z niego wydostać. Pewnie dlatego, że towarzyszy mu tam koleś z "Millerów".

Wyjątkowo przypominał mi te wszystkie młodzieżowe serie typu Igrzyska śmierci czy Niezgodna. Był tak samo miałki, nijaki i raczej dość przewidywalny. Nie wzbudził moich emocji, oprócz momentu, w którym się okazało, że antagonistę głównego bohatera gra... ziomek z Millerów.
Ten, którego pająk ukąsił w jaja który pewnie co najmniej do 30-stki będzie wyglądał jak nastolat.

Najbardziej rozbiło mnie to, że gromada młodych, zdrowych, silnych chłopaków przez kilka lat żyła w tytułowym labiryncie. I niespecjalnie walczyli o to, żeby się z niego wydostać. Jak w życiu - lepsze znane zło, niż nieznane dobro?

Więzień labiryntu: Próba ognia


Wydostanie się z Labiryntu to dopiero początek atrakcji.

Jak wyżej - miałko i nijako. Labiryntu już nie było, ale oczywiście - wcale to nie oznaczało końca problemów. Wręcz przeciwnie. Niestety, nadal nie było przekonująco.

Wojna o planetę małp


Ludzie wypowiadają otwartą wojnę cywilizacji małp.

Trochę się zastanawiam, czy powinnam uwzględniać produkcję, przy której zasnęłam... Może lepiej stworzyć specjalną serię "Filmy na dobranoc" i tam opisywać takie perełki? ;-)

Zostańmy tutaj. Wiem, że skoro go nie dokończyłam, to już raczej nie dokończę. W sensie, nie zrozumcie mnie źle - było OK, ale obserwowanie rozterek małpiej cywilizacji wydało mi się po prostu czymś wyjątkowo dziwnym. Jakbym oglądała coś, czego nie powinnam. Dziwniejsze byłoby chyba już tylko małpie porno (i nie mówcie, czy takie coś istnieje, bo po wokalnych wyczynach sióstr-karp i biednym Gowinie moja psychika tego nie zniesie). Specyficzna seria.


Morderstwo w Orient Expressie


Urlop dobrego detektywa jest jak urlop w korpo - nie istnieje.

O, a to był bardzo fajny film. Wciągał, bawił i pozwalał się odmóżdżyć. Zakończenie zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Może nie wszyscy będą po nim usytasy, ale na pewno było pełne wiary w człowieka.


Geostorm


Gdy człowiek zaczyna wpływać zbyt mocno na naturę, ta nie pozostaje dłużna.

To był nieco specyficzny film katastroficzny. Ale katastrofy nie było - w sensie, fabuły czy też odegrania przez aktorów. Przyzwoicie. Czasami lubię takie klimaty, więc oglądało mi się całkiem przyjemnie. Sama idea "manipulowania pogodą" jest w końcu całkiem realistyczna.

Pierwszy śnieg


W Oslo trwają poszukiwania brutalnego mordercy kobiet, który atakuje zawsze, gdy spadnie pierwszy śnieg.

Ciężki klimat. Mało tu hygge, lagom czy białych minimalistycznych wnętrz. Więcej mroku, ponurych wspomnień, traum i brutalnej prozy życia. Bardzo depresyjny film. I Michael Fassbender świetnie do niego pasuje. Nie polecam oglądania na noc, ale poza tym - warto. Naprawdę dobrze zrealizowany, a historia trzyma w napięciu do samego końca.

Czarna Pantera


Czas poznać bliżej jednego z bardziej tajemniczych Avengersów.

O moich wrażeniach na temat najnowszego filmu Marvela przeczytacie tutaj:

Universum Marvela. Recenzje wszystkich filmów


A Wy co dobrego oglądaliście ostatnio?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copywriter-purysta i wiosna. 19-25 marca

Copywriter-purysta i wiosna. 19-25 marca

Jestem jakaś niewyspana po tej zmianie czasu. Mam nadzieję, że kiedyś z tego zrezygnujemy w Polsce, bo to jakaś porażka - godzina w tył, godzina w przód, i tak w kółko co roku... Teoretycznie zmiana czasu na zimowy powinna sprawiać mi większą radość, ale w praktyce nie lubię, kiedy dni nagle stają się jeszcze krótsze i myślę, że w tej chwili wcale już tego nie potrzebujemy.

wiosna

Przegląd tygodnia

Jakoś w miarę nieźle przetrwałam poniedziałek i wtorek. Ot, całkowicie normalne, wypchane po brzegi aktywnościami dni. Byłam tylko zdziwiona, że jak nie zaspałam do pracy (caaaaałe 10 minut, ale rano każda minutka się liczy), to źle się czułam w biurze. No ale jakoś dawałam sobie z tym wszystkim radę.


I nagle przyszedł wtorkowy wieczór. Poczułam się już naprawdę kiepsko. Wiedziałam, że zanosi się na spędzenie w łóżku następnych kilku dni. Zimę pożegnałam z wykopem... i chorobą. Cudownie... ale ostatnio chora byłam na początku listopada, więc jednak praca nad odpornością (imbir, czystek, sport) się opłaciła. Nawet mimo wyłażenia na dwór bez kurtki, bo to akurat robię ciągle i nie potrafię się poprawić. Cóż, lepiej mieć takie złe nawyki, niż inne (np. palenie... albo bycie chujem).

Najtrudniejszy był środowy poranek, kiedy jeszcze nie wiedziałam, czy to przeziębienie, czy jednak jelitówka (akurat miałam kontakt z ludźmi chorymi na jedno i na drugie, jak się okazuje). Trochę taka rosyjska ruletka i emocje jak w Milionerach...

Nie mogłam sobie pozwolić na chorobowe, bo koniec Q1 is coming, więc pracowałam z domu. Przez chwilę wydawało mi się, że dam radę, potem zwątpiłam, a potem jakoś to już poszło. Nawet chora jestem w stanie więcej zrobić w ciszy w domu, niż zdrowa w hałaśliwym biurze.

Wpadło mi fajne zadanie ze sprawdzaniem pewnego tekstu... który już na pewno widzieliście. Bardzo mnie zaskoczyło, ale pozytywnie. Tak to można pracować ;-)

Poza tym miałam spokój i ciszę, a w tle ciągle sobie leciał cichutko telewizor i te wszystkie zapychacze w stylu "Ukryta prawda". Te, które można znieść tylko w formie tła, bo jako główną atrakcję dnia to ni cholery.

Trochę mnie jednak wkurza to, że w pogoni za targetem musiałam pracować chora... ale w sumie to jednak moja decyzja. Gdybym czuła się naprawdę tragicznie źle, to olałabym sprawę i poszła do lekarza. Doszłam w życiu do tego poziomu, w którym nie wybiorę pracy kosztem zdrowia (zresztą, nie ma takich pieniędzy, które by mnie do tego przekonały). Tym razem po prostu uznałam, że nie jest ze mną tak najgorzej i dam radę... ale nie polecam Wam tego :-) Generalnie praca w chorobie to bardzo głupia praktyka.

Głupsze jest jeszcze tylko robienie niekończących się remontów w bloku i nieinformowanie o tym sąsiadów. Niestety, moim intelektualnym wysiłkom przy tworzeniu tekstów towarzyszyły dźwięki uporczywego wiercenia. Jeśli szukali ropy naftowej, to już na pewno przewiercili za daleko. Nie pytajcie, gdzie bym najchętniej temu właścicielowi wsadziła to wiertło. I tak, to jego miałam na myśli, pisząc wyżej o złych nawykach. Generalnie: my w blokach jesteśmy dla siebie skurwysynami i kompletnie nie myślimy o innych. Szczęście, że fachowcy są chociaż kulturalni i zaczynają dopiero o 9 rano. Byłabym jednak jeszcze szczęśliwsza, gdybym znała odpowiedź na jedno pytanie: ILE JESZCZE??

Najnowsze wpisy


Na blogu w tym tygodniu działo się nieco więcej, bo chyba odzyskałam odrobinę weny i znalazłam troszkę czasu :-)

Dzień kobiet, skrucha i sposób na szefa


Przywołuję wiosnę, wredne koty i karkołomne tytuły


Jak kupować na OLX, żeby sprzedawca nie zwariował?


Uzupełniłam też wpis o filmach Marvela o kolejną minirecenzję ;-)

Uniwersum Marvela. Recenzje wszystkich filmów


Przegląd internetów

Zastanawiacie się, czy PESEL jest daną wrażliwą? Ja na razie zastanawiam się, czy "dane" są rodzaju żeńskiego, czy męskiego... Wpis jednak polecam i zawsze ich będę polecać, bo piszą o skomplikowanych kwestiach w bardzo prosty i zabawny sposób. PS. Ja jestem copywriterem-purystą (Nie "deadline", tylko "termin realizacji". Nie "ASAP", tylko "czy mogłabyś napisać to dla mnie dzisiaj, proszę?")

Chcesz wiedzieć, czy jesteś toksycznym szefem? Google już to wie. A może zastanawiasz się, dlaczego dobrzy ludzie odchodzą z pracy? Najprawdopodobniej dlatego, że jesteś toksycznym szefem i mają już Ciebie serdecznie dość.

Zaczęłam też oglądać słynny ostatnio program, w którym panie oceniają panów jak konie na targu. Nie ten wzrost, nie ten uśmiech, nie takie spodnie... Ogólnie: taka żenada, że aż nie mogę się oderwać, ale czasem nawet dla mnie to za dużo. A Wy znacie, oglądacie?

I co tam u Was w tym tygodniu?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Jak kupować na OLX, by sprzedawca nie zwariował? Krótki poradnik

Jak kupować na OLX, by sprzedawca nie zwariował? Krótki poradnik

Wystawiłam już w swoim życiu kilka ogłoszeń na OLX i nie żałuję. Pożałowałam dopiero wtedy, gdy wpadłam na pomysł, żeby sprzedać elektronikę... Żadne inne ogłoszenia nie ściągają tylu Januszy biznesu. Dlatego postanowiłam zebrać kilka porad dla tych, którzy kupują na OLX i nie chcą popełnić jakiejś gafy. Wkurzyć sprzedającego jest bardzo łatwo... Jak? Przeczytajcie i nie róbcie tego nigdy w domu. Ani na OLX.

kupowanie na OLX

1. Sprzedam

Jeśli w ogłoszeniu jest napisane "Sprzedam", to znaczy, że ktoś chce sprzedać swój przedmiot. Nie pisz więc z propozycjami wymiany iPhone'a za klatki dla chomików, karmę dla gekona i gekona czy ziemniaki, bo na pewno nie tego szuka. Śmiem twierdzić, że nie będzie zainteresowany, nawet jeśli zaproponujesz mu kartę graficzną w czasach posuchy. Pozbywa się czegoś, czego potrzebuje mniej, w zamian za coś, co jest mu potrzebne bardziej - i jedyna wymiana, na jaką się zgodzi, to gotówka za sprzęt.




2. Wymienię

Jeśli w ogłoszeniu jest napisane "Wymienię", pole do negocjacji robi się nieco szersze. Nie proponuj jednak rzeczy kompletnie od czapy tak, jak powyższe klatki dla chomików za iPhone'a, tylko DOCZYTAJ, na co ta osoba chce wymienić swój przedmiot. Pisz dopiero wtedy, gdy masz coś takiego i chcesz to oddać za wymarzony sprzęt.

Nie proponuj czegoś, o czym nie wspomina w ogłoszeniu. Skoro do tej pory nie chciał iPhone'a, wątpię, że po Twojej propozycji nagle się obudzi i stwierdzi, że teraz musi go mieć.

Pamiętaj też, że wymiana musi być równa i opłacalna dla obu stron. Nie: Ty mi dasz konsolę z zeszłego roku, a ja Tobie gamingowego laptopa Clevo sprzed 6 lat, na którym w najlepszym razie pójdzie Pasjans i Saper. Może i chce się zamienić, ale na pewno nie z dupą na rozum.

3. Sprzedam lub wymienię

Jeśli w ogłoszeniu jest napisane "Sprzedam, lub wymienię", patrz najpierw punkt 1., a potem 2. i połącz kropki fakty. I pamiętaj, żeby pisać do tej osoby tylko wtedy, jeśli możesz jej zaproponować coś, czego chce: przedmiot, którego poszukuje bądź gotówkę. Oczywiście, w kwocie, którą określił, a nie 1/2, 1/3 lub jakikolwiek inny ułamek ceny, okraszony tekstem Nie mam więcej, albo Sama dziecko wychowuję.

4. Cena do negocjacji

Jeśli w ogłoszeniu jest napisane "Cena do negocjacji", opanuj swojego wewnętrznego Janusza. Niech nie kręci fikołków i nie tańczy merengue z elementami salsy jak ta bogini w 50 twarzach Greya. "Do negocjacji" to nie to samo, co za pół ceny, czy za bezcen. To nie jest synonim dla Jestem sierotą czy Puszczę za tyle, za ile łaskawie kupisz. "Do negocjacji" najczęściej kończy się obniżką o kilka procent, czyli tak z 20-50 zł, przy droższych przedmiotach - może ze stówkę. I to jest jak najbardziej OK.

5. Ogłoszenie wstawiła dziewczyna

... i znów Ci ta Januszowa żyłka zaczyna pulsować, bo czujesz, że za tego nowiutkiego Note'a 8 wciśniesz jej najgorsze truchło (na przykład gamingowego laptopa Clevo, o którym mało kto słyszał). Możesz się zdziwić, gdy Ci nagle odpisze, że jej ten sprzęt nie interesuje, bo ma procesor trzeciej generacji, który był modny 6 lat temu, mało RAM-u, taką sobie grafikę i ogólnie słabo w porównaniu do tego, czego teraz faktycznie się używa do gamingu. Albo Ci jeszcze podeśle benchmarki...

A teraz czas na Was: co byście dodali do moich rad? Z jakimi piekielnymi OLX-owiczami się spotkaliście w swoim życiu?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Przywołuję wiosnę, wredne koty i karkołomne tytuły. 12-18 marca

Przywołuję wiosnę, wredne koty i karkołomne tytuły. 12-18 marca

Co w najbardziej aktualnym przeglądzie tygodnia? Dużo funu. Będzie o tym, dlaczego Janina Daily mnie zepsuła, w jaki sposób przywołuję wiosnę, co dziwnego zrobiłam w weekend, jak organizować czas i co Grażyna ma wspólnego z Fioną.

wiosenne tulipany

Przegląd tygodnia

No to po kolei. Janina mnie zepsuła. Posłuchałam sobie ostatnio podcastu, w którym opowiadała, że ma zeszyt, w którym zapisuje pomysły na wpisy. I pozazdrościłam jej. Zapragnęłam zeszytu Janiny, ale pomyślałam, że skoro nie mogę mieć zeszytu Janiny, to zrobię sobie swój. Tak oto jestem obstawiona tymi zeszytami i notesami jak księgarnia: Bullet Journal, kalendarz do pracy i teraz jeszcze notatnik do takich myśli nieposkładanych. I jak na złość, najwięcej mam ich w trakcie pracy i mi to dość konkretnie w pracy przeszkadza. A i tak jakimś cudem się wyrabiam...

Zresztą i bez zeszytu miałam ciężki tydzień po ciężkim weekendzie. Czyli że chyba faktycznie się starzeję, skoro po jednej sobocie dochodzę do siebie przez resztę tygodnia.


Mało ostatnio zgarniam nagród, ale czasem jeszcze jakieś docierają. Tym razem whisky Jameson. Już próbowałam - spoko, ale tylko z colą i cytryną.

Poza tym zmieniłam tapetę na pulpicie i w ten sposób oficjalnie przyzywam wiosnę. A ta w zeszłym tygodniu się już prawie rozgościła, już miała zakładać kapcie i się zadomowić... a potem przywdziała joggjeans, rzekła: Ohh... hell no i nawiała. Ja nie wiem, nie spodobał jej się ten świat, który zastała? No fakt, nie był to może najbardziej atrakcyjny partner, na jakiego mogła trafić, ale cierpliwości... odrobina uczucia i rozkwitnie ;-)

Pod koniec tygodnia miałam ambitne plany, żeby wyjść i się socjalizować (nienawidzę, ale czasem mam ochotę na taką odrobinę samoopresji), ale nic z tego - skończyłam, siedząc przed lapkiem, ogarniając pewną techniczną sprawę na blogu. W międzyczasie oglądałam Kapitana Amerykę. A gdy tylko skończyłam robotę i zapakowałam się do łóżka... zadzwonił telefon i zostałam wyciągnięta z domu. O 23. I nawet się pozbierałam, i wyszłam, co jest już w ogóle do mnie niepodobne.

I od razu pożałowałam, że nie wzięłam ze sobą łopaty, bo ciągle padał śnieg i zapowiadało się na to, że w drodze powrotnej będziemy drążyć w nim tunele.

Jeszcze raz: helloł, wiosno, helloł? Gdzie Ty się podziewasz?

Najnowsze wpisy

Nie wyrabiam ostatnio na zakrętach. Chyba wiosenne przesilenie się zbliża i kompletnie nic mi się nie chce, więc konsekwentnie sobie wmawiam, że nie mam na nic czasu. To właśnie dlatego na blogu pojawił się tylko jeden wpis. Generalnie jest tak: dajcie mi chwilę, to ogarnę i będę pisać więcej.

Zima na wiosnę, ASAP-y i biedny jak Gowin


Przegląd internetów

Zmiana algorytmu Facebooka pozwoliła mi odkryć, jakie strony kiedyś polubiłam... i przepadłam na tej. Koty takie są. Kto miau, ten wie...

Odkryłam też sposób na życie. Idealny dla frilanserów gotowych na podbój świata.

I jeszcze ten iście karkołomny tytuł: Nowa dziewczyna byłego męża aktualnej żony byłego męża Dody staje się jej kopią?! I już 5 minut po kawie, jeszcze wczesnym rankiem, rozkminiłam, że chodzi o dziewczynę Jacka Rozenka. Trochę mnie to martwi, bo być może mam jakieś muzułmańskie korzenie, skoro takie czytanie od prawej do lewej nie sprawia mi większego problemu...

A co tam u Was nowego? Też przywołujecie już wiosnę i na nią wyczekujecie z utęsknieniem?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Dzień Kobiet, skrucha i sposób na szefa. 5-11 marca

Dzień Kobiet, skrucha i sposób na szefa. 5-11 marca

Cóż w tym tygodniu? Dzień Kobiet, kolejne genialne pytania w Milionerach i bardzo fajny weekend, który skończył się zakwasami. Wszystko fajne zresztą było, nie tylko weekend... ale po kolei.

Dzień Kobiet

Przegląd tygodnia

Dzień Kobiet u niektórych wywołuje jakiś nieuzasadniony ból zaplecza, który objawia się pisaniem dziwnych komentarzy, że komunistyczne święto, relikt PRL-u i takie tam... No cóż, to skoro mamy zrezygnować ze wszystkiego, co nam pozostało po tamtej epoce, to chyba powinniśmy też na przykład wyburzyć bloki, w których mieszkamy.

Ja lubię ten dzień. Miło jest dostać kwiatka czy życzenia. Mnie to święto prowokuje raczej do przemyśleń, że właściwie to fajnie jest być kobietą, nawet mimo wielu licznych minusów. A jeszcze bardziej warto być taką kobietą, która wie, czego chce i konsekwentnie do tego dąży. Niezależnie od tego, czy otoczeniu się to podoba, czy też nie. I takie też wszystkie bądźmy, drogie Panie :-)


Święto świętem, ale... wyobraźcie sobie teraz taką scenkę. Wracacie do domu po pracy. Robicie szybki trening, a potem zabieracie się za obiad. Jak zawsze.

Obieracie ziemniaki. Wstawiacie marchewkę z groszkiem. Podsmażacie na patelni kurczaka z przyprawami. Przykrywacie go pokrywką, żeby się lekko poddusił, bo wtedy jest lepszy. Kiedy jedzenie sobie powoli dochodzi na kuchence, łapiecie za odkurzacz.

Jesteście już w pokoju i nagle słyszycie dziwny brzęk zza ściany. Wracacie do kuchni i okazuje się, że pokrywka postanowiła sobie wpaść na obiad... tak całkiem dosłownie. Najwyraźniej ten kurczak powiedział jej coś takiego, że spękała, albo poczuła skruchę.... I ani pokrywka, ani mięso do niczego się już nie nadają.

Dodajcie sobie jeszcze, że mieliście potworną ochotę na tego kurczaka, było go prawie pół kilo i wszystko musieliście wyrzucić.

Tak właśnie wyglądał mój Dzień Kobiet. Osłodził mi go tylko piękny fiołek, którego dostałam.

Ufff, nie życzę nikomu takich atrakcji. I na wszelki wypadek nie radzę kupować pokrywek w Kiku - choć mój zmysł eksperymentatora każe mi to sprawdzić jeszcze raz.

Weekend był trochę szalony. W piątek miałam wolne, ale oznaczało to jedynie to, że mogłam pospać dłużej (więc spałam do 8:30) i polenić się w ciągu dnia. Wieczorem czekały mnie zakupy w kilku miejscach i fryzjer (bo tak sobie wymyśliłam). Nie udało mi się zrealizować nawet połowy planu... więc plan przeniósł się na sobotę.

Koło południa poleciałam do fryzjera. I odbiłam się tylko. Gdy odwiedziłam łącznie 3 salony i w każdym mi odmawiali ("bo mamy dużo pań zapisanych", "bo dziś zamykamy wcześniej", "bo nie zdążymy"), to jakoś automatycznie się poczułam, jakbym próbowała się dostać do lekarza. Wnioski mogliście zobaczyć na Twitterze ;-)

Tak czy tak, zła byłam trochę, że facetów przepuszczano bez problemu, a mnie (choć zastrzegłam, że chcę proste cięcie, bez mycia, cieniowania i modelowania, czyli robota na 10-15 minut) odprawiali. W salonach byli tylko panowie i stare wyfiokowane baby układające kask z ondulacji na niedzielną mszę... Ja nie wiem, może ja po prostu złych fryzjerów sobie wybieram. Inna rzecz, że bolałoby mnie, gdybym za ciachnięcie nożyczkami kilka razy miała zapłacić 300 złotych, więc liczą się tylko godziny otwarcia salonu i cena.

Ostatecznie za piątym (!) razem udało mi się dopiąć swego.

Potem, jak już ogarnęłam te wszystkie zakupowo-fryzjerskie atrakcje, poszłam na urodziny. I tyle mnie widzieli... A impreza była bardzo fajna. Kinect jest świetny, a już szczególnie do wykrywania mięśni, o których nie miałam pojęcia. Wystarczyło zagrać w parę rund boksu, żebym się dowiedziała, że mam mięśnie na plecach i raczej niezbyt używane. Auć.

I tak oto niedziela minęła mi już tylko na dogorywaniu, bo na nic więcej siły nie miałam. Zazwyczaj nie lubię takich niedziel, szczególnie jeśli późno wstaję, ale tym razem było jakoś tak fajnie.

Najnowsze wpisy

Na blogu w tym tygodniu:

3 książki, które warto przeczytać w marcu



Przegląd internetów

Pewnie przez to wszystko kompletnie nie odczułam pierwszej niehandlowej niedzieli. Tylko sobie czytałam o tym, jakie to straszne, że rodziny nagle musiały zacząć ze sobą rozmawiać...

Poza tym Poczta Polska nie dba o bezpieczeństwo klientów. A to Ci dopiero odkrycie... Samo to, że listy polecone może za Was odebrać tak naprawdę każda dorosła osoba, która pokaże się w drzwiach, już nieźle pokazuje, jak bardzo Poczta się troszczy o Waszą prywatność. I tak, teoretycznie powinna to być osoba zameldowana pod tym samym adresem, co Wy, ale listonosz, po pierwsze tego nie sprawdzi, a po drugie, nawet jeśli - i tak teraz na nowych dowodach nie ma przecież adresu zameldowania. Najpierw starannie chronicie swoje dane w internecie, a za chwilę ktoś obcy może dostać list na Wasze nazwisko, z kompletem informacji o Was, ot tak, bo Poczta nie pilnuje takich spraw. Przecież ważniejsza jest sprzedaż chińskich popierdółek i kalendarzy z przepisami siostry Anastazji...

Z bardziej zabawnych rzeczy - gość wystawił na Allegro kultową reklamówkę z Biedronki. Janusze oszaleli i zaczęli licytować, aż doszli do niemal miliona i wtem... Sami zobaczcie :-) Zresztą, warto dla treści ogłoszenia, która była fajnie prześmiewcza.

Zabawne było również to pytanie w Milionerach. Wybaczcie jakość, starałam się uchwycić moment ;-)


A tu ciekawy patent dla tych, którzy mają upierdliwego szefa (jak ja kilka lat temu), który regularnie wpada bez ostrzeżenia do ich pokoju i zagląda im przez ramię. Pomijam kwestię, jak bardzo opresyjne jest to zachowanie - ale niestety, typowe dla Januszy biznesu, więc... pozostaje tylko znosić, albo wziąć kredyt i zmienić pracę.

A co tam u Was? Jak tam Wasi szefowie? :-D

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Zima na wiosnę, ASAP-y i biedny jak Gowin. 26 lutego - 4 marca

Zima na wiosnę, ASAP-y i biedny jak Gowin. 26 lutego - 4 marca

Nie wiem, od czego zacząć. Podobno najlepiej od początku, więc... zacznę od końca, a potem może mnie to jakoś naprowadzi. Trzeba myśleć nieszablonowo, prawda?

wiosenne tulipany

Przegląd tygodnia

W sumie, chyba mój weekend był znacznie bardziej emocjonujący niż tydzień. W pracy to tylko nikomu niepotrzebne ASAP-y, czyli podstawowa jednostka czasu w korpo. ASAP-y, które wcale nie musiały być ASAP-ami, no ale kto korposzczurowi zabroni, nie?


Wystawiłam też ogłoszenie na Olx i jestem pod wrażeniem. Ogłoszenie jest wprost napisane jako "Sprzedam", bo tylko to zamierzam zrobić. Jakie odpowiedzi dostaję? Na przykład jakiś spam z serii "Wyślij dane i cena na e-mail: spamerskimail@gmail.com".

Albo takie:


Jak się okazało, gość zdecydowanie przecenia swój komputer, który może i owszem, był gamingowy, ale ma procesor trzeciej generacji i powinien już raczej wylądować w muzeum, a nie u gracza. Zresztą, w co ja bym na tym lapku zagrała? W Sapera?

Na dodatek, traci mój czas, proponując mi wyjątkowo nierówną wymianę, a że sam prowadzi serwis laptopów (wniosek po przejrzeniu jego ogłoszeń), to raczej zna się na temacie. Pewnie liczył, że skoro ogłoszenie wystawiła dziewczyna, to nie ma pojęcia. Chyba się musiał zdziwić...

Spędziłam też miły piątek na karaoke, choć w sumie to oksymoron. Karaoke to takie miejsce, gdzie śpiewać każdy może, ale nie każdy powinien i najgłośniej śpiewają ci, którzy nie powinni... ale jakoś przetrwałam. Chyba dla przyjemności własnego śpiewania ;-)

No i dalej marzłam, bo zima nie odpuszczała. Brrrr.

Najnowsze wpisy

Na blogu w tym tygodniu raczej dość spokojnie. Doszłam ostatnio do wniosku, że skoro tak wiele rzeczy walczy o mój czas, to będę go sprawiedliwie dzielić, zgodnie z tym, na co mam ochotę. Z ochotą do pisania było ostatnio raczej średnio ;-)

Relaks, rapsy i rewolucje


Żeby Wam nie było smutno, podrzucam także krótką relację z Festiwalu SEO, która obiła się ponoć o organizatorów ;-) A mnie obiło się o uszy, że tegoroczna edycja ma być super, ekstra i totalny sztos, i tego się trzymajmy. Mam nadzieję, że tym razem w maju będę Wam mogła napisać relację Festiwalu równie entuzjastyczną, jak jego zapowiedzi :-)

Kiedyś byłam copywriterem...


Przegląd internetów

Po internecie poniosło się wyznanie Jarosława Gowina, który radośnie oznajmił, że kiedy był ministrem, nie starczało mu do pierwszego. Gość powiedział to na głos w kraju pełnym ludzi, którzy zarabiają niemal 10 razy mniej. Czy to jeszcze głupota, czy już chamstwo?

Też pokusiłam się o dodanie paru wpisów z hashtagiem #BiednyJakGowin ale to były jednak bardzo ponure żarty.

Rozumiem, że jeśli ktoś zarabia te 1500 czy 2000 zł, może powiedzieć, że mu nie starcza - być może mógłby coś poprawić w tym, jak zarządza swoim budżetem, ale prawda jest taka, że to za mała kwota na fajne, satysfakcjonujące życie. Ale jeśli nie starcza mu kilkanaście tysięcy, to chyba już wina leży po jego stronie. Może tak czas zacząć oddawać 90% na cele charytatywne i zostawiać sobie 1500 zł, żeby złapać kontakt z bazą i powrócić do rzeczywistości?

A co u Was?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
3 książki, które warto przeczytać w marcu

3 książki, które warto przeczytać w marcu

To był chyba miesiąc profesjonalnych książek. Więcej czytałam służbowo niż dla przyjemności. To z tego się chyba potem bierze awersja do czytania w ogóle... Na razie nie mam odwagi zabrać się za kolejne pozycje, ale z przyjemnością podzielę się z Wami tymi, które ostatnio przeczytałam.

książki, które warto przeczytać

Biblia copywritingu

Dariusz Puzyrkiewicz
Pewien copywriter za każdym razem, gdy napisał ofertę sprzedażową, szedł do baru i pokazywał ją ludziom. Potem uważnie słuchał, co mówią. Gdy zachwycali się pięknie napisanym tekstem, zgrabnie złożonymi zdaniami i kunsztem pisarskim... smutniał, bo wiedział już, że źle wykonał swoją pracę. Za to cieszył się niezmiernie, gdy nie zwracali w ogóle uwagi na piękne słowa, ale pytali: Gdzie mogę to kupić?

Tę historię przemycił Darek Puzyrkiewicz w swoim podręczniku. Poza tym napakował go do granic możliwości copywriterską wiedzą. Ba - on nawet zastosował tę wiedzę w praktyce. Gdzie? W swojej książce!

Piszecie teksty, które mają sprzedawać? Musicie przeczytać Biblię copywritingu i zrobić tonę notatek. Jak ja.

Na plus zaliczam to, że czytało się niezwykle lekko.



Marketing 4.0

Philip Kotler, Hermawan Kartajaya, Iwan Setiawan
Po profesjonalnej książce, która była bardzo przyjemnie napisana, przyszła kolej na nie mniej profesjonalną pozycję, którą czytało mi się potwornie źle. Cóż, potraktowałam ją jak niesmaczne lekarstwo - przyjęłam z konieczności. Marketing Kotlera to pozycja obowiązkowa dla wszystkich tych, którzy pracują w tej branży, bo fajnie pokazuje zmiany, jakie zachodzą w relacji firma-klient. Może i tłumaczenie czy też sposób ujęcia tematu nie są najbardziej przystępne, ale i tak warto.

Dziewczyna z Brooklynu

Guillaume Musso
Była sobie dziewczyna, Anna. Miała wszystko: dobrą pracę, kochającego narzeczonego... aż nagle jej świat wywrócił się do góry nogami. Po raz kolejny.

Tak zaczyna się ta historia, po czym zostajecie wciągnięci w wir wydarzeń. Główna bohaterka niby z nich znika, ale wszystko toczy się wokół niej. Książka jest napisana dokładnie tak, jak ja chciałabym napisać swoją - lekko, przystępnie, bez zbędnego gadania. Zwroty akcji następują dokładnie wtedy, kiedy trzeba - gdy się ich absolutnie nie spodziewacie. Świetnie się czytało i na pewno chętnie sięgnę po kolejne powieści autorstwa Guillaume Musso.

A Wy co dobrego czytaliście w tym miesiącu?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger