Relaks, rapsy i rewolucje. 19-25 lutego

Relaks, rapsy i rewolucje. 19-25 lutego

Luty się kończy, zima się zaczyna – napisałam Wam ostatnio na Instagramie i chyba miałam sporo racji. Witajcie w ten mroźny wieczór. Nie wystawiam dziś już nosa z domu, więc to chyba dobry moment na mały...

relaks przy muzyce

Przegląd tygodnia

Powrót zimy dał mi się we znaki. Chyba wśród swoich przodków miałam jakichś drogowców, bo zima tymi swoimi powrotami mnie zaskakuje. Dziwię się za każdym razem, gdy wychodzę rano do pracy i widzę kolejną porcję śniegu, która osypała chodniki, drzewa i samochody. No i bywa, że przez to nagle zmieniam plany – na przykład, zamiast auta biorę rower, bo… roweru nie trzeba odśnieżać. #TakTrzebaŻyć


Jeśli tylko nie musiałam, nie wychodziłam. Udało mi się to w poniedziałek, kiedy pracowałam zdalnie. Wciąż mnie to zachwyca, wciąż to uwielbiam i wciąż jestem wtedy znacznie bardziej efektywna niż w biurowym hałasie. Nawet mimo tego, że mam też jakieś dziwne szczęście do atrakcji, które pewnie powinnam po korporacyjnemu nazwać „fakapami”...

Zawsze, gdy jestem na HO, zrelaksowana i zadowolona, muszą się zdarzyć dwie rzeczy. Najpierw znienacka pojawia się coś do zrobienia na już. Coś, czego w ogóle nie uwzględniałam w planie dnia, bo nawet się na to jeszcze nie zapowiadało. Potem wyskakuje mi na komunikatorze lub mailu ktoś, kto ma iście rewolucyjny pomysł na mój gotowy tekst… i dziwi się jeszcze, że nie podzielam entuzjazmu. Iście rewolucyjny pomysł oznacza, że musiałabym po prostu ten gotowy tekst napisać od nowa. Hell no.

I tak też było w poniedziałek, i cudowny dzień pracy zdalnej stał się dniem pod znakiem wkurwienia.

Gdybym była freelancerem, a entuzjasta rewolucji jednym z klientów, na pewno już dawno bym zrezygnowała ze współpracy. Żadne pieniądze nie są warte stresu, który ów rewolucjonista regularnie mi funduje.

Była też w tym tygodniu grota solna. Tym razem dołączyliśmy do dwóch nieznajomych. Bałam się, że towarzystwo oznacza hałas. Na szczęście obie panie przez cały czas milczały, co jest bardzo pozytywną odmianą po tych wszystkich publicznych miejscach, w których ludzie gadają bez przerwy. Nasze towarzyszki wpatrywały się jedynie w relaksujące niebieskie światło emitowane przez ekrany telefonów ;-)

Prawdę mówiąc, hałasu narobiliśmy na wstępie tylko my, bo kiedy wpadliśmy do wnętrza jaskini, panie już były usadzone, a my dopiero siadaliśmy, przestawialiśmy leżaki i tak dalej… Trochę mi za to wstyd, bo kontrast między ciszą, jaką zastaliśmy, a zamieszaniem, jakie zrobiliśmy, był ogromny.

Potem jednak udało mi się przełączyć w tryb „relaks” i zaczęłam myśleć nad historią, którą chcę w najbliższym czasie stworzyć. Od około dwóch tygodni bardzo dużo piszę w ciągu dnia, przy czym są to treści kompletnie niepowiązane z blogiem (stąd też na nim taka cisza) i marzy mi się po cichu (a raczej coraz głośniej…) wydanie swojej książki. Oczywiście, nie potrafię się ograniczyć tylko do jednego pomysłu, więc spisuję po trochu każdego.

W grocie solnej warunki wyjątkowo sprzyjały takim rozmyślaniom… i do głowy wpadł mi kolejny pomysł. Super, no super, tylko tego było mi jeszcze trzeba, żeby mieć w głowie dziesięć historii i na każdą z nich musieć znaleźć czas. Teraz rozumiem, czemu np. Haruki Murakami kompletnie zmienia swój tryb życia na czas pisania powieści. Ja chyba też powinnam – na początek może zrezygnuję ze snu?

Po seansie okazało się, że chyba mam na czole wypisane, że coś tam wiem o SEO i wyszukiwarkach, bo pani nas obsługująca poprosiła o pomoc:

- Jestem komputerową niemotą i nie wstydzę się do tego przyznać. Próbowałam się na to leczyć, ale to nieuleczalne.

Jak się okazało, w  tej barwnie zaczętej historii chodziło o wizytówkę Google, która pokazuje błędne godziny otwarcia. O tych wizytówkach wiele nie wiem, ale się po wizycie doedukowałam i nawet te godziny już poprawiłam. Będzie darmowe wejście czy tylko uśmiech prezesa? :-D

Byliśmy też w kinie na Czarnej panterze. Docierały do mnie dość umiarkowane w swoim entuzjazmie opinie i recenzje, więc nie spodziewałam się cudów. Tymczasem… więcej napiszę Wam już wkrótce w Filmowych inspiracjach ;-)

Miało być jeszcze małe Xbox party, ale… Xbox zawiódł na całej linii. Najpierw zażądał aktualizacji, która ściągała się przez dobre 40 minut. Po ściągnięciu wyskoczył mu jakiś błąd, który wymagał ponownego ściągnięcia update’u lub pozostania w trybie offline. Wybrałam offline, bo szkoda czasu. To sprawiło, że nie można było w ogóle odpalić gry (Tekken Tournament, gdyby ktoś pytał) – owszem, wersja 360, ale jednak kompatybilna także z Xbox One.

Pozostał nam tylko Battlefront.

Przypuszczam, że problem z odpaleniem gry z płyty polegał na tym, że konsola potrzebowała połączenia z siecią, by SPRAWDZIĆ, czy gra jest kompatybilna. Z czego wyniknął problem z pobraniem aktualizacji? Tego już nie wiem, ale aktualizacje Windows to zło. W ogóle, Windows to chyba zło (jeszcze nie jestem gotowa na bardziej zdecydowane deklaracje). Mogę to podsumować tylko w taki ponury sposób...


Najnowsze wpisy


Na blogu w tym tygodniu cicho, spokojnie i tylko wiatr między wpisami hula… No dobra, aż tak to nie ;-)

7 błędów w Bullet Journal, które popełniałam



Super propozycja, smogue i pozory



Przegląd internetów


Tu mam ogromną ilość rzeczy, które chciałabym napisać – wszystko przez tego Twittera, który okazał się cholernie inspirującym miejscem. Albo przynajmniej: informującym.

Gdyby nie Twitter, nie wiedziałabym o wielu rzeczach.

O Maliku Montanie i Żabsonie. Mamy tu hipsterski rap pełen finezyjnych przemyśleń. Nie linkuję, bo szkoda życia.

O tym, że siostry-karpie wydają płytę, świecą czym się da i będą prowadzić program w telewizji. Znowu, nie linkuję, bo nie warto, a swoją drogą... zobaczcie, jak świat się zmienił. Kiedyś tych, co się publicznie obnażali, nazywało się ekshibicjonistami, a dzisiaj? Celebrytami!

Że jak coś nie idzie, to znaczy, że idzie – jak kurwie w deszcz. Kupuję to powiedzonko!

Że nie należy oceniać dresa po dresie.

Że wzór LV nie pasuje nawet do toalety. Nie zachwycały mnie nigdy te brązy - gdybym miała kupić sobie torebkę za tyle kasy, kupiłabym za mniej. Ktoś powie - "Resentyment!", a ja powiem, że nienawidzę gównianych kolorów ;-)

Szukam też ostatnio telewizora i trafiam przez to na takie perełki w ogłoszeniach, jak „Posiadam do sprzedania uszkodzony telewizor (…) Usterka polega na tym, że obsługa z pilota jest, fonia także, lecz ciemny ekran (…) Telewizor zadbany.” No nie, jak nie działa, to chyba jednak nie jest tak do końca zadbany? ;-)

A co u Was ciekawego w tym tygodniu?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Super propozycja, smogue i pozory. 12-18 lutego

Super propozycja, smogue i pozory. 12-18 lutego

W tym tygodniu nie brakowało fun contentu. Oprócz tego, były też dobre książki, śmieszne czasopisma, fajne miejsca i dziwne zdjęcia.

zabawnie, kolorowo, pięknie


Przegląd tygodnia

Doczekałam się też nagrody z konkursu, o którym pisałam Wam w zeszłym tygodniu. Dotarła zamiast maila. Idealnie w Walentynki. Skoro tak, to fajnie - organizatorzy robią, zamiast o tym pisać. Postawa godna polecenia ;-)


Odwiedziłam też świetne miejsce - grotę solną. Po raz pierwszy w życiu. Bardzo dobrze mi tam było. Piękne światło, dźwięki natury z głośnika i czyściutkie powietrze. Wyjątkowo podobne do tego, którym można pooddychać nad morzem - a ponoć nawet i lepsze. A potem wyszliśmy i... poczułam, że moje miasto śmierdzi. Dymem, ludźmi, starymi frytami... Fuj.

Miałam okazję przejrzeć sobie pierwsze wydanie Vogue Polska. Swoimi wrażeniami podzieliłam się z Wami na Twitterze:

Przeglądałam te zdjęcia jeszcze wiele razy i dalej nie rozumiem, dalej się z nich śmieję i dalej brakuje mi tam zdjęć z cebulą. Skoro Polska...

Nie nabijam się tylko z okładki, bo jakoś bardziej ubawiło mnie wnętrze magazynu.

Poza tym bardzo dużo ćwiczyłam. Ciężko mi jest wracać do treningów po przerwie, więc postanowiłam, że będę ćwiczyć co najmniej po 4-5 razy w tygodniu. I widzę, że to całkiem nieźle działa. Po prostu muszę na to znaleźć czas, znajduję, a potem dalej robię swoje.

Oprócz tego, dowiedziałam się, jak sprawiać pozory w życiu. O, na przykład tak:


Swoją drogą, ciekawe co, jeśli kilka dziewczyn wrzuci potem zdjęcia na Instagram z tym samym wynajętym chłopakiem? ;-)

Nie mogłam też spać. W sensie, kiedy spałam ok. 7 godzin, byłam potem wyjątkowo zmęczona. Gdy spałam po 5,5 czy 6 godzin, czułam się świetnie. Co mi się stało w organizm? Dziwnie trochę jest wstawać o 4:40...

Najnowsze wpisy

W tym tygodniu na blogu:

Gdzie jest szczyt kreatywności i koniec internetów?


Odkurzamy:


Introwertyczka w korpo



Przegląd internetów

Po pierwsze, słowa blogosfera i afera mają chyba ze sobą wiele wspólnego. Oto kolejna blogoaferka. Jak zawsze śmieszna - bo i cóż nam pozostało? Tylko śmiać się można, chociaż... z komentarzy pod tym wpisem wynika, że nie wszyscy się śmieją.

Bawi mnie też to, co można przeczytać tutaj. Co to za dziwna moda na pisanie bloga pod mianem "eks-blogera"? Wiecie, ja w początkach blogowania też miałam problem, żeby nazwać się blogerką - jakoś nie czułam się częścią tego środowiska. Dalej zresztą się nie czuję, ale to nie zmienia faktu, że skoro piszę w internecie, to technicznie rzecz biorąc jestem blogerką. To, że nazwę się pisarką, twórcą internetowym czy eksblogerką, nie zmienia mojej sytuacji. No ale cóż - nie każdy Pająk może założyć Spider's Web.

Bardzo spodobał mi się też ten artykuł, właśnie na Spider's Web. Bo (...) to jest zawsze tak samo frustrujące (...), gdy jakiś anonimowy gość, najpewniej siedząc w bokserkach przed komputerem, instruuje cię na temat twoich powinności. Czy się zgadzam? No pytanie! Równie frustrujące jest, gdy ktoś (w bokserkach lub nie) pisze komentarze w stylu "Super wpis, zapraszam do mnie", albo zadaje pytania jasno sugerujące, że z całego posta przeczytał wyłącznie tytuł. Skoro Cię przerósł cały wpis, to po co tu jesteś?

Mogłabym się też podpisać wszystkimi kończynami pod tym tekstem. Cóż, do mnie dotarła kilka tygodni temu propozycja, w której firma była wyjątkowo chętna, by się u mnie reklamować... płacąc mi voucherem o wartości 50 zł, który mogłabym zrealizować, dojeżdżając do miasta oddalonego o prawie 100 km. WTF? Ten artykuł mi o tym przypomniał, choć prawda jest taka, że wciąż mam to w głowie i nie mogę przetrawić tego e-maila... Super propozycja, kur..a!

Tym optymistycznym akcentem możemy zakończyć ;-) Uczmy się od starszych, uczmy...

Co u Was nowego w tym tygodniu?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
7 błędów w Bullet Journal, które popełniałam

7 błędów w Bullet Journal, które popełniałam

Prowadzenie Bullet Journal to jedna z tych rzeczy, które jednocześnie są proste... i nie są. To oznacza, że całkiem łatwo jest zacząć prowadzenie BuJo, ale trudno jest go prowadzić we właściwy sposób. I mnie się to "udało". Jakie błędy popełniałam w swoim pierwszym notesie?

prowadzenie Bullet Journal

Brak uzupełnionego indeksu

Pierwszy ważny błąd w moim BuJo polegał na tym, że olałam kompletnie temat indeksu/spisu treści.
To znaczy, ja go zrobiłam, nawet w miarę uzupełniałam, ale tak raczej bez pomysłu i od przypadku do przypadku. Przez to w spisie treści były dziury i okazał się wyjątkowo niefunkcjonalny. Brakło mi też na niego miejsca i ostatecznie jego część znalazła się... w środku notesu, zamiast na początku.




Brak planu

Niby próbowałam rozplanować, co gdzie ma się znajdować, ale tak bardzo porwała mnie wizja personalizowanego, dopasowanego do moich potrzeb notesu... że zrobiłam sobie w nim totalny chaos. To nie dla mnie - jakkolwiek, nie dla każdego będzie to też błąd. BuJo ma być dopasowany do Ciebie - jeśli nie przeszkadza Ci to, że po karcie z miesiącem nagle ląduje jakaś lista, nic się nie stało. Mnie to przeszkadza i chcę, żeby wszystko miało swoje ustalone miejsce.

Brak future log

Właściwie - inaczej: brak future log w jednym miejscu. Pierwotnie w ogóle nie uwzględniłam, że będę potrzebować miejsca na zapisywanie bardziej odległych wydarzeń. Potem się okazało, że bez tego ani rusz, więc zrobiłam na szybko taki future log gdzieś w połowie notesu. I nie przemyślałam, żeby zrobić go od razu do grudnia, więc... potem musiałam go robić jeszcze raz w innym miejscu. Masakra.


Niewłaściwy notes

To znaczy, nie zrozumcie mnie źle. Memobook jest świetny. Zapewnia naprawdę wiele w tej cenie - a cena jest zaskakująco niska, jak na supermodne notesy w kropki. Po prostu ja źle wybrałam - zdecydowałam się na jedyny dostępny w Świecie Książki rodzaj, zamiast zamówić bezpośrednio od producenta model w nieco mniejszym formacie. W efekcie używałam notesu tylko w domu i sprawiało mi problem przewożenie go gdziekolwiek. Oprócz tego brakowało mu pewnych przydatnych rzeczy takich jak choćby gumka na długopis czy miejsce do przechowywania luźnych karteczek.


Nadmiar pracy

O, to jest powszechny błąd. Wiecie, BuJo ma służyć nam do planowania i pomóc w OSZCZĘDZANIU czasu, a tymczasem... całkiem sporo go zabiera. Na starcie chyba wszystkim włącza się tryb, że musi być dopracowany, i zaczynamy wszędzie robić piękne nagłówki, rysować i ozdabiać. Z czasem mi się to znudziło i teraz mój BuJo jest wciąż ładny, ale również leniwie minimalistyczny. I super!

Brak regularności

Przypuszczam, że po części duży format, a po części nadmiar pracy, z jakim zaczął mi się kojarzyć, spowodowały, że zaczęłam w swoim BuJo mieć dziury - dni, tygodnie, a nawet miesiące, kiedy w ogóle z niego nie korzystałam. Dopiero zmiana notesu na nowy ponownie mnie zmotywowała do planowania w ten sposób. Cóż, czasem tylko to działa.


Zbyt dużo akcesoriów

Słowem: za dużo pieniędzy i roboty. W tej chwili tutaj również zagościł u mnie minimalizm i używam tylko kilku rzeczy. Z drugiej strony jednak, kiedy patrzę na inne BuJo w internecie, to stwierdzam, że ze swoim nadmiarem akcesoriów i tak byłam oszczędna...


A czy jest coś, co zrobiłam dobrze?

No jasne. Po pierwsze, zaczęłam. Po drugie, nastawiłam się na mimimalizm i stopniowo do niego doszłam. Po trzecie, znalazłam układy i karty, które są mi naprawdę potrzebne, a z tych niepotrzebnych zrezygnowałam. Po czwarte, wybrałam notes w dobrej cenie, nie wywalając na niego kilkudziesięciu złotych. Nie do końca może przemyślałam jego wybór (format!), ale zmieściłam się w ustalonym budżecie (max. 30 zł). No i najważniejsze - dobrze używałam swojego BuJo, planowałam i spisywałam dobre chwile, żeby mi nie wyleciały z pamięci ;-)

Korzystacie też z Bullet Journal? Jakie błędy w nim popełnialiście?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Gdzie jest szczyt kreatywności i koniec internetów? 5-11 lutego

Gdzie jest szczyt kreatywności i koniec internetów? 5-11 lutego

To był fajny tydzień, bez dwóch zdań! Zresztą... każdy tydzień kończący się po czterech dniach pracy jest fajny. Chyba mocno się do tego przyzwyczaiłam ;-)

szczyt kreatywności i koniec internetów


Przegląd tygodnia

Poniedziałek przywitał mnie dobrą nowiną - wygrałam w kolejnym konkursie. Bardzo się ucieszyłam. Potem sprawdziłam pozostałe zwycięskie prace i się zirytowałam, bo to były same wierszyki. Ja nie wiem, te rymowanki wśród jurorów uchodzą za szczyt kreatywności czy co?

Mimo wszystko wygrana sprawiła mi wielką radość :-) Ciekawa jestem tylko, kiedy do mnie dotrze, bo organizatorzy w ogóle nie odpisali na maila z tym pytaniem - wiem, oklepanym, powtarzającym się... Cóż, mogliby mieć pretensje, gdyby informacja na ten temat była w regulaminie - ale nie było. Wnioskuję, że to oznacza "wyślemy, jak nam się zachce".


Pamiętacie, sto lat temu (no prawie) pisałam Wam, że chcę przeczytać Biblię copywritingu? Melduję, że się przeczytało, a czytało się świetnie. Przerobiłam tę książkę niemalże w mgnieniu oka. Już mogę powiedzieć, że naprawdę było warto.

Przeżyłam też tłusty czwartek (tak, piszemy to małymi literami). Zjadłam zaledwie 2 pączki, bo były tak słodkie od lukru, że naprawdę więcej się nie dało. I dobrze, im mniej, tym lepiej.

Znowu miałam wolny piątek. I co? I to.


Na szczęście, wiercący fachowcy okazali się bardzo spoko i zastrzegli, że w sobotę wiercić nie będą, bo wolą oglądać olimpiadę. Potrzebujemy więcej takich fachowców w blokach ;-)

Dzięki temu weekend minął mi spokojnie i miło. Cóż, dla mnie wolne to świętość i dlatego jestem bardzo cięta na wszelkie hałasy z rana, szczególnie w soboty i niedziele. Niedziele to w ogóle jest szczególny temat w blokach... O tym też pisałam na Twitterze ;-)

Spędziłam też fajne Walentynki. Najpierw kolacja, a potem dużo dobrej zabawy na kabarecie Neonówka. Z tą kolacją to wyszło w sumie całkiem spontanicznie - miała być w środę, ale dowiedziałam się, że wybrana restauracja też wymyśla jakieś specjalne menu (co wciąż kiepsko mi się kojarzy) i stwierdziłam, że wolę zjeść coś ze stałych dań. Ja wiem, Walentynki, okazja do zarobienia - ale wiem też, że lubię mieć wybór.

Najnowsze wpisy

W tym tygodniu na blogu:

Jak naprawić drukarkę i co na to obrońcy zwierząt


Co najchętniej czytaliście w 2017?


Przegląd internetów

Tutaj liczę na Wasze inspiracje, ponieważ w tym tygodniu byłam bardzo na bakier z internetowymi rozrywkami - wybrałam czytanie "analogowe". To co polecacie? Poszukajmy wspólnie końca internetów ;-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Co najchętniej czytaliście w 2017? Blogowe podsumowanie roku #2

Co najchętniej czytaliście w 2017? Blogowe podsumowanie roku #2

Trochę się śmieję z tej mody na podsumowania, ale z drugiej strony, myślę, że warto. Warto raz na jakiś czas zatrzymać się w miejscu i zastanowić, co w danym roku osiągnęliśmy. Dobrze też wiedzieć, które treści przyciągnęły najwięcej czytelników, bo to może pomóc nadać blogowi kierunek. Dlatego właśnie dzisiaj podsumowuję, które wpisy najchętniej czytaliście w zeszłym roku. Jesteście gotowi?

nowy rok, nowy start


Giełda Tekstów - czy można na niej zarobić? Konkrety!

Wpisy o Giełdzie Tekstów przyciągają Was tu całkiem sporo. Szczególnie ten, w którym podaję konkretne zarobki. Przez ten rok dużo się zmieniło, w tym także moje zdanie o tym miejscu. Myślę, że serwisy takie jak Giełda Tekstów są dobre tylko i wyłącznie na początek. Nie istnieją zawodowi copywriterzy, którzy zarabiają tylko na takich portalach - bo zarobić się tam nie da. Zwłaszcza teraz, kiedy jest mało zleceń i wszystkie wyjątkowo źle płatne.

Słowem: jeśli chcesz zacząć zarabiać na pisaniu, nauczyć się tego i zdobyć trochę doświadczeń, możesz podziałać na Giełdzie Tekstów. Jeśli masz doświadczenie, szukaj innych możliwości, ciekawszych serwisów i przede wszystkim rozreklamuj lepiej swoje usługi. Bez pośredników zarobisz więcej.

Giełda Tekstów - jak zacząć?

Ten post również zwrócił uwagę wielu z Was. Moje początki na Giełdzie Tekstów nie były łatwe - bo nie znalazłam wtedy nigdzie takiego wpisu, jak ten powyższy. Jeśli ktoś z Was jest tak początkujący, że chce w ogóle cokolwiek na tej Giełdzie Tekstów zaczynać, to ten post powinien pomóc.

Ile kosztuje Bullet Journal? Notes w kropki i inne akcesoria do BuJo

Bullet Journal to fajna sprawa, ale ilekroć czytałam o nim na innych blogach, miałam wrażenie, że to wszystko jest cholernie drogie. Notes w kropki za kilkadziesiąt złotych, do tego zestawy zakreślaczy i cienkopisów warte drugie tyle, brushpeny, nietypowe linijki.... I czy to wszystko naprawdę jest potrzebne? Czy naprawdę BuJo musi kosztować dużo? Sprawdźcie. I wybaczcie rym - nie mogłam się powstrzymać ;-)

Komuno, wróć

Ten wpis to kolejny doskonały przykład tego, że blog zmienia się wraz ze mną. Teraz raczej czegoś takiego bym nie opublikowała. Wkurza mnie to, co się dzieje wokół, ale nie chcę pisać tu o polityce, bo to bez sensu. Nie oglądam wiadomości w telewizji i nie czytam politycznych doniesień, bo mnie już czoło boli od facepalmów.

Czy Niemcy bekają przy stole? Dziwne niemieckie zwyczaje

Ten wpis to relikt mojej emigracyjnej działalności. Znajdziecie w nim niekulturalnych Niemców, nagich Niemców i zakochane Niemki. Zabójczy zestaw, prawda?

Na sam koniec, żeby pozostawić po sobie dobre wrażenie (bo myślę, że i blogera poznaje się nie po tym, jak zaczyna, a jak kończy), podrzucam Wam dwa linki dotyczące pisania, kreatywności i wszystkiego tego, czego potrzebuje copywriter lub copywriter-to-be.

Dobre praktyki ludzi sukcesu


Jak wyzwolić w sobie kreatywność? 4 sprawdzone sposoby



Więcej o tym, jak pisać, dowiecie się z moich pozostałych wpisów z kategorii Copywriting

A co Wy byście dodali do tej listy? Pewnie nie macie lepszych propozycji, ale i tak chętnie posłucham ;-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Jak naprawić drukarkę i co na to obrońcy zwierząt. 29 stycznia - 4 lutego

Jak naprawić drukarkę i co na to obrońcy zwierząt. 29 stycznia - 4 lutego

Co tydzień to samo - łapię telefon w dłoń i przeglądam galerię. Jakie zdjęcia znalazły się w niej tym razem?

zdjęcie z telefonu


Przegląd tygodnia

Tym razem można wywnioskować, że spacerowałam, trenowałam, robiłam głupie kawały i klimatyczne zdjęcia. Oprócz tego, chodziłam wcześnie spać i do ulubionych restauracji. A jak było naprawdę?



W większości wszystko się zgadza. Może oprócz tego wczesnego chodzenia spać, bo z tym różnie bywało i przez większość tygodnia spałam raczej po 6 godzin. O dziwo, to chyba było za mało, bo poranne pobudki okazały się wyjątkowo trudne.

Tak trudne, że aż musiałam sobie znowu wziąć wolny piątek.

Z ulubionymi restauracjami... fifty-fifty. Byłam w jednej ulubionej i w jednej, co do której miałam wielkie nadzieje. Być może też stanie się moją ulubioną, ale to się jeszcze okaże. Nie chcę wydawać opinii po zaledwie jednej wizycie :-)

Wciąż trenuję i mam nadzieję, że tak mi już zostanie. Ćwiczę 3 razy w tygodniu w domu, a w pozostałe dni spaceruję i robię 8 tysięcy kroków. Odpuszczam jedynie w weekend, bo regeneracja też jest ważna.

Konkursy - tutaj na razie cisza. Brałam udział w niewielu, bo nie było nic ciekawego.

Próbowałam ostatnio swoich sił w kilku testach oraz konkursach na wizaz.pl i ciągle nic. Niby mają po kilkaset produktów do wydania, wysyłam fajne zgłoszenia, a jakimś sposobem ciągle wygrywają te same osoby... Jest tu ktoś, kto u nich coś wygrał? Ciekawa jestem, czy warto w ogóle próbować, czy to jakaś ściema do wyciągania danych.

Najnowsze wpisy

Na blogu w tym tygodniu:

Firmy, które nie umieją w komunikację


Co najchętniej pisałam?


Tym razem nic nie odkurzamy, bo całkiem sporą bazę macie w powyższym wpisie. Przygotujcie się na otwarcie 10 zakładek jednocześnie ;-)


Przegląd internetów


Zaczniemy od instrukcji, jak naprawić drukarkę. Moja uparcie drukuje pionowy czarny pasek (niezbyt widoczny, ale mi przeszkadza). Może to dlatego, że do tej pory nie próbowałam kroków 3 i 5?

Ten filmik nieźle mnie ubawił. W sumie, brzmi znajomo ;-)


No i mam nowinę: założyłam Twittera. Po raz chyba już piąty. Miałam do niego mniej więcej tyle podejść, co do Snapchata i każde kończyło się usuwaniem konta. Zobaczymy, ile teraz wytrwam, ale póki co - całkiem mi się podoba. Obserwujcie, to nie usunę konta ;-)


A co u Was słychać?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Co najchętniej pisałam? Blogowe podsumowanie roku #1

Co najchętniej pisałam? Blogowe podsumowanie roku #1

Zaczął się luty, co oznacza, że przeszła już pierwsza (i najprawdopodobniej ostatnia) fala blogowych podsumowań. Przyszedł zatem czas na moje. Opóźniłam je całkiem świadomie i z premedytacją, żeby nie zaginęło w tym potopie... no i żeby jeszcze bardziej podsycić Waszą ciekawość. To co, chcecie wiedzieć, z których wpisów jestem najbardziej dumna?

najlepsze wpisy na blogu


Myśl inaczej

Czytanie biografii Steve'a Jobsa szło mi jak po grudzie, ale ostatecznie cała ta historia mnie zachwyciła. Podobnie jak reklamy tworzone przez Apple. Byłam pod tak wielkim wrażeniem, że musiałam o tym napisać i efektem jest właśnie powyższy post.




Blog lifestylowy. Czy to takie łatwe?

Często blogerom po kilku latach prowadzenia bloga dostaje się od "fanów", że się zmienili, że już nie są tacy sami, jacy byli kiedyś, że piszą inaczej, niż na początku... Wiecie, co to oznacza? Po pierwsze, to, że tacy "fani" najprawdopodobniej nigdy nie byli prawdziwymi fanami. Po drugie, że drogi blogera i tychże "fanów" się po prostu rozeszły i już siebie wzajemnie nie potrzebują. Po trzecie, że bloger się rozwija, jego życie się zmienia i wskutek tego zmiany następują także na jego blogu. Mój blog też się zmienił. I nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia, bo to całkowicie naturalne.

Jak pisać bez błędów? 6 sposobów copywritera

Czytam sporo treści w internecie - na blogach, portalach, w social mediach. Zawsze dziwiło mnie, czemu błędy zdarzają się nawet tym największym. Na blogach jest jeszcze gorzej z poprawnością językową. A gwarantuję Wam: zawsze widać, ile wysiłku autor włożył w swój tekst - czy sprawdził go, czy tylko napisał i opublikował. Po czym? Po ilości błędów. Nie da się ich tak w 100% wyeliminować. Można jednak znacząco zminimalizować ilość językowych wpadek i niezrozumiałych dla czytelnika skrótów myślowych. Jak tego dokonać? Przeczytacie w powyższym poradniku.

Najważniejsza wskazówka, dzięki której zaczniesz zarabiać

Coraz więcej osób ma przed oczami piękną wizję zarabiania na pisaniu. Pracy z domu, którą mogą wykonywać w dowolnej chwili i łatwo pogodzić ze swoim życiem. Czytają o tym, szukają informacji i miejsc, w których mogą zacząć, ale popełniają jeden podstawowy błąd, przez który nie zaczynają zarabiać. Jaki to błąd? Dowiecie się z tego posta.

Jestem dumna ze swojego bloga. Może i nie jest w tym miejscu, w którym powinien teraz być i nie ma tak wysokich statystyk, na jakie zasługuje, ale i tak jestem z niego dumna. Jest w pełni mój, taki, jak chcę i zrobiony znacznie lepiej, niż niejeden bardziej znany blog. Mam też odwagę przyznawać się do tego, do czego wielu blogerów się nie przyzna - jak w powyższym poście.

Charakterystyka informatyka czyli dział IT

Ten blog nie istnieje bez Gremlina i jego złośliwości. Gremlin to mój sposób na radzenie sobie z frustracjami, tymi większymi i mniejszymi. Wiele z nich powoduje dział IT w mojej firmie, z którym mam taką relację love-hate. Mam jednak dzięki nim także sporo funu i jeszcze więcej lol contentu, dlatego pozwoliłam sobie podzielić się swoim spojrzeniem na ich działalność. Oberwało mi się za ten wpis, ale prawda jest taka, że druga strona barykady nigdy nie zrozumie tej pierwszej, więc absolutnie nie mam wyrzutów sumienia. No i mogę sobie mieć swój punkt widzenia.

Korpodekalog od copywritera

Mimo wszystko, uwielbiam swoją pracę. Właściwie, to kocham ją miłością bezwarunkową i tylko dlatego dobrze znoszę jej wady takie jak ASAP-y, deadline'y i feedbacki. Kiedy ich nadmiar mnie wkurza, po prostu o tym piszę i w ten sposób odreagowuję. Co ciekawe, im bardziej coś mnie irytuje, tym łatwiej mi o tym napisać. Tak też i było w przypadku tego posta.

Który z wymienionych wpisów najbardziej się Wam podobał? A może jeszcze jakiś inny? Dajcie znać.

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger