Co powinien bloger? Cz. 2

Co powinien bloger? Cz. 2

W poprzedniej części dowiedzieliście się, w jakim edytorze najlepiej pisać posty na bloga oraz jaki system komentarzy wybrać. Dzisiaj rozłożymy na czynniki pierwsze kolejne blogowe aktywności i narzędzia do nich przydatne bądź niezbędne.

bloger robi selfie

E-mail

No tak, teoretycznie to wystarczy jakaś tam darmowa poczta i przeglądarka… No i ja w taki właśnie sposób sobie korzystałam. Na dłuższą metę jest to jednak bardzo niewygodne. Próbowaliście kiedyś ustawić ładne podpisy w poczcie w przeglądarce? No właśnie. 

Dlatego...

Microsoft Outlook
Moim zdaniem niezbędny. Podepniecie kilka skrzynek pocztowych, w tym także blogową. W każdej chwili możecie wybrać, z której odpiszecie na otrzymane wiadomości.

Ustawicie też profesjonalny podpis z grafiką i linkami, który się będzie automatycznie dodawał do Waszych maili i odpowiedzi na maile.

Odrobina profesjonalizmu
I jeszcze jedno, skoro już jesteśmy przy poczcie: adres mailowy z nazwą Waszego bloga w domenie. Albo przynajmniej w nazwie użytkownika – bylebyście nie pisali z majeczka1286289289@wp.pl czy też dupadupa@gmail.com, bo reklamodawcy pouciekają :-) 

Szczególnie zwracajcie na to uwagę przy odpisywaniu na maile z telefonu - święta nie jestem i nieraz zdarzyło mi się nie z tego adresu, co trzeba, dlatego mówię. Teraz mam zasadę, że za pierwszym razem zawsze odpisuję z Outlooka, żeby była stopka, i wszystko tak bardziej pro.

No i właśnie, mail na telefonie? Ja korzystam, czasem ułatwia mi działanie. Na dłuższą metę jednak wolę korzystać na komputerze – tak jest szybciej i wygodniej.

Promocja

Czyli Facebook i bot na Instagramie zostawiający przypadkowe komentarze? Niekoniecznie. Social mediów nie brakuje i wszystko zależy od tego, jaki macie profil bloga i gdzie najłatwiej będzie Wam go promować. Jeśli głównie chodzi o pisanie i wiedzę, to raczej Twitter. Jeśli o ładne zdjęcia, stylizacje, poradniki, jak fotografować, gotowanie czy DIY - zdecydowanie Instagram. A u mnie wygląda to tak:

Facebook
Dobry do dłuższych wpisów na luzie, które na bloga są jeszcze trochę za krótkie. Doceniam szybkie reakcje, które można tam otrzymać. Zaobserwuj mnie: Pomysłowa na Facebooku.

Instagram
Zdjęcia i czasem dłuższe opisy, do pooglądania i poczytania. Instastory czasem też dodaję, ale nie w ilościach hurtowych, jak co niektórzy. Zdarza mi się robić live'y - fajna sprawa, ale prawda jest taka, że nie mam na to czasu :-) Bota też nie, ale jego mieć nie zamierzam. 

Nie korzystam też z automatycznych wiadomości do nowych obserwatorów - tylko w ostatnim czasie dostałam propozycję zarabiania w Internecie, zostania ambasadorką jakichś zegarków, skorzystania z kursu motywacyjnego, a nawet  - dołączenia  do iluminatów. Żadną propozycją zainteresowana nie byłam, a kierowanie ich do wszystkich jak leci, to jakaś pomyłka.

Na Instagramie znajdziesz mnie jako pomy.slowa.

Bloglovin’
Najlepszy sposób na blogową prasówkę i bycie na bieżąco. Głównie obserwuję blogi, ale swój też dodałam, dzięki czemu widzicie, kiedy pojawił się na nim nowy wpis.

Google
No, bardziej mam tu na myśli obserwowanie w Bloggerze. Dla mnie niewygodne, ale dodanie linku zajęło mi 10 sekund, więc jeśli ktoś lubi, to zapraszam.

Twitter
Tutaj działam od początku roku. Miałam wiele podejść i zniechęcał mnie zawsze nadmiar polityki, ale to tutaj najłatwiej jest mi się wyżyć, gdy mam treści za krótkie do publikowania na blogu czy też fanpage’u. No i wreszcie rozkminiłam to miejsce, i wiem, co na nim robić, żeby przybywało nowych odbiorców. 

Na pewno odpada traktowanie go jako śmietnika na linki - i bardzo mnie boli, gdy inni, nawet znani blogerzy używają TT wyłącznie do wrzucania automatycznych linków do swoich wpisów, i nic poza tym. U mnie za to dzieje się dużo i warto mnie zaobserwować ;-)

Inne portale
Czy coś do tego można jeszcze dodać? Jasne. Mamy przecież jeszcze Snapchat, Vero, Minds… ale sama ich nie sprawdzałam, więc pozostawiam to Wam ;-)

Komentowanie z głową
Aha, no i w temacie promocji pamiętajcie też o koncie Disqus (bo komentując u innych, promujecie się również) oraz uzupełnianiu danych w komentarzach Blogger i Wordpress (koniecznie URL strony w przeznaczonej do tego rubryce!). 

I nie wrzucajcie komentarzy-syfów typu "super wpis!", "fajnie, zapraszam do mnie! [link w treści komentarza]", bo tego nikt poważnie już nie traktuje.

Pozycjonowanie i darmowe zdjęcia

O tym najdokładniej napisałam Wam we wpisie Narzędzia copywritera przydatne dla blogera, więc zapraszam tam.

Fotografowanie i obróbka zdjęć

U mnie jest prosto: w tej chwili smartfon (ASUS Zenfone 4) lub rzadziej aparat (Nikon S33), a potem GIMP. Zdjęcia na Instagram edytuję bezpośrednio w edytorze na smartfonie, czasem w Snapseed i oczywiście za pomocą filtrów na Instagramie. I tyle w temacie.

Ogólnie, u mnie własnych zdjęć jest mało. Ostatnio obrobiłam hurtem 23 sztuki w GIMP-ie do wpisów o Bullet Journal. Czasami można, ale fanką nie jestem, dlatego na co dzień wybieram fotki z banków. I ciągle śmieszą mnie komentarze „Wspaniałe zdjęcia!”. Chyba zacznę odsyłać do ich źródła w takim przypadku ;-)

A co Waszym zdaniem powinien bloger? Co byście dodali?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Sekwencja wydarzeń, sentyment i autentyczność w sieci. 2-15 lipca

Sekwencja wydarzeń, sentyment i autentyczność w sieci. 2-15 lipca

Kiedy to piszę, mamy poniedziałek i przegląd tygodnia tworzę w nieco kiepskim nastroju. Wiecie, niby poniedziałek po fajnym weekendzie, ale jednak -  poniedziałek. I chyba muszę przestać jeździć w poniedziałki do pracy autem, bo ostatnio wiecznie trafiam na jakichś drogowych frustratów, którzy wyprzedzają na chama i jeszcze mają pretensje, że nikt im korytarza życia nie robi.

ruch uliczny nocą

Przydałoby się ich oznaczyć. Skoro młodzi kierowcy mają jeździć z listkiem na szybie, to tacy szaleńcy może na przykład z męskim organem, żeby było wiadomo od razu, z kim mamy do czynienia?

Dzisiejszy zajechał mi drogę jakąś niezarejestrowaną popierdółką w typie żuka i jeszcze zwyzywał od kurew, co mnie wyjątkowo mocno obraża. Prędzej jego matka miała więcej wspólnego z paniami lekkich obyczajów niż ja. No ale nic, karma takich ludzi lubi i chętnie do nich wraca, więc ja tu sobie poczekam...

Przegląd tygodnia

Ostatnie dni to praca, relaks po pracy, audiobooki i niekończąca się historia z naprawianiem roweru, która chyba wreszcie dobiegła końca. 

Bo było to tak: pękła mi dętka na jakichś szkłach, które wyrzucił na ścieżce jakiś @%#! Co zrobiłam? Wymieniłam dętkę, pojechałam na stację benzynową, napompowałam i na drugi dzień pomknęłam do biura. Po południu jechałam tą samą trasą i niedługo po przejechaniu ścieżki... pękła mi dętka. Zostawiłam rower pod firmą, zorganizowałam sobie transport i na drugi dzień pojechałam autem, a po pracy wcisnęłam ten rower na chama do wnętrza i zabrałam ze sobą. 

Dalej wydarzenia powtarzają się w pewnej sekwencji:
- kupuję nową dętkę i wymieniam,
- jadę napompować rower na Circle K,
- dętka pęka z hukiem,
- kupuję nową dętkę...

Dopiero gdy usunęłam z równania Circle K (z ewidentnie niesprawnym kompresorem), a dodałam zakup własnej pompki nożnej, akcja zakończyła się sukcesem i wreszcie po ponad 3 tygodniach jeżdżę znowu do pracy rowerem. Tyle tylko, że, żeby nie było tak pięknie, obecna pogoda nie nadaje się do niczego.

W weekend odwiedziłam swoje dawne okolice i teraz już wiem, co czuje człowiek, który wraca w miejsce z sentymentem... i widzi, że popadło w ruinę. Ja tak miałam. Ale i tak dobrze wspominam tę wycieczkę, i w planach mam wiele kolejnych. To było takie... odświeżające, choć raz nie siedzieć w weekend w mieście, tylko wsiąść w auto i jechać.

Poza tym byłam też na karaoke, które było przedziwne, ale bardzo fajne, na kręglach i zaczęłam na nowo brać udział w konkursach. 

Z tym ostatnim wiąże się ogromne rozczarowanie, ale też i wielka niespodzianka. Rozczarowanie - bo nie umiem przegrywać ze słabszymi od siebie. Ale i zaskoczenie - bo wylądowałam na antenie w RMF FM. Kompletnie, ale to kompletnie się tego nie spodziewałam. I lubię to uczucie. Teraz tylko czekam z niecierpliwością na przesyłkę :-)

Najnowsze wpisy

Trochę odpoczywam od bloga, więc w ostatnim czasie pojawiły się na nim tylko trzy posty:

Mój nowy Bullet Journal. Planery miesięczne i tygodniowe


Wyluzowanie, czytanie i pytania o pisanie


5 filmów, które warto obejrzeć w lipcu


Przegląd internetów

To jeszcze mogę linkować, czy już nie?

W pierwszej kolejności mam ochotę podzielić się linkiem do najgorszego bloga ever, na jaki przez przypadek trafiłam na jakiejś grupie, ale nie będę aż tak złośliwa. Ewentualnie zrobię za jakiś czas krótki przegląd tego, co poszło nie tak, bez wskazywania na to, co mogłoby umożliwiać identyfikację. 

Generalnie nie chcę jednak promować czegoś słabego. Nasz czas i uwaga jest walutą. Nie rozmieniajmy jej na drobne dla słabych twórców. Po drugie, nie chcę też zjeżdżać kogoś tylko za to, że nie wie, jak blogować i pisze o jakichś nieatrakcyjnych bzdurach. Ja kilka lat temu też za świetny pomysł uważałam rozjechane banery moich sklepów z koszulkami, także tego... ;-)


Moda na autentyczność i inne kataklizmy, czyli niedzielnik, za którym bardzo tęskniłam. A ja mówię tak: nie staniesz się autentyczny od samego powtarzania, że jesteś autentyczny. Równie dobrze możesz powtarzać, że jesteś krzesłem ;-)

I mam do Was pytanie. Zajrzyjcie do mnie na Instastory i wypowiedźcie się :-)

A co Wy sądzicie o tym upartym powtarzaniu blogerów, że są autentyczni? I co Was się działo ostatnio fajnego? :-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
5 filmów, które warto obejrzeć w lipcu

5 filmów, które warto obejrzeć w lipcu

Siedzę sobie właśnie na tarasie, muchy usiłują mnie zeżreć, a do nosa dolatują swojskie wiejskie zapachy... Czy to dobry moment na stworzenie wpisu o filmach, które warto obejrzeć? Mimo wszystko - tak. Materiał zbieram od lutego, więc zdecydowanie mam dzisiaj o czym opowiadać. I większość filmów jest warta polecenia.


Jestem najlepsza


Życie pisze najczarniejsze scenariusze

Ten film wywrócił we mnie wszystko do góry nogami i trzasnął tym o ziemię. Dosłownie. Oto jedyny godny przeciwnik "Trzech bilboardów za Ebbing, Missouri". Ten sam styl, to samo połączenie najbardziej sprzecznych emocji i równie ciężki klimat. Utalentowana łyżwiarka kompletnie sobie nie radzi ze swoim życiem. Jej bliscy też nie.

Nie wiem, co było dla mnie gorsze - chore relacje Tonyi z matką czy bójki z partnerem. Przerażające, jak ludzie potrafią sobie zniszczyć swoje życie - sobie samym i nawzajem - nie przeczuwając nawet, nie mając ani krzty pojęcia, że je niszczą. Było trudno, tak trudno, że nigdy w życiu nie zapomnę tego filmu.

Player One


W świecie przyszłości liczy się tylko gra

Ziemia nie wygląda już tak, jak kiedyś. Wszyscy ściśnięci w malutkiej, klaustrofobicznej przestrzeni szukają ucieczki od swojego szarego życia. Wcale się im nie dziwię, tak na marginesie... Uciekają w świat gry. Grają wszyscy - dorośli i dzieci, pracownicy poważnych korporacji i biedacy. I wszyscy traktują to całkowicie na serio. Jeszcze większe szaleństwo zaczyna się, gdy wychodzi na jaw, że twórca gry zostawił w niej pewnego zaskakującego easter egga, dzięki któremu można całkowicie odmienić swój los. Zaczyna się wyścig...

Avengers: Wojna bez granic


Najsmutniejsza i najbardziej przykra część Avengersów

Eeee... moją opinię o najnowszej części Avengersów znajdziecie tutaj: Uniwersum Marvela. Recenzje wszystkich filmów. I podobno nie powinno się zaczynać zdania od "Eee", zwłaszcza jeśli to zdanie dotyczy uniwersum Marvela, ale jestem u siebie na blogu i będę zaczynać zdania tak, jak chcę. I kończyć też. EEE! ;-)

Kształt wody


Niema dziewczyna zakochuje się w morskiej bestii

Jaki to był dziwny film... Niby radosny, a jednak jakiś taki ponury - pewnie przede wszystkim przez ten szaro-zielony filtr, z którym go nakręcono. Nie dałam rady - obejrzałam ledwo połowę i miałam dość. Jeśli ktoś lubi dziwne filmy, trochę bajkowe (choć to taka bajka dla dorosłych, zważywszy na supernaturalistyczne sceny robienia sobie dobrze... obrzydliwe jak w polskim filmie), to może obejrzeć do końca i nawet docenić. Ja się tego nie podejmuję.

To dopiero początek


Kierownik luksusowego kurortu korzysta z życia, dopóki przeszłość się o niego nie upomni

Morgan Freeman gra starszego pana, który zarządza kurortem Villa Capri. Radzi sobie z tym świetnie, a i w życiu prywatnym wiedzie mu się nieźle. Nie brakuje mu kobiet, pieniędzy, prestiżu ani szczęścia. Nagle to wszystko staje pod znakiem zapytania...

W sumie to nie urzekł mnie ten film. Nie przykuł mojej uwagi. Nie zapamiętałam go - tylko tak plus minus. Teraz szukałam opisu fabuły, bo sama nie potrafiłam jej poukładać. W czasie oglądania natomiast nie wiedziałam, do czego właściwie ta fabuła zmierza. Kiedy trafiłam gdzieś ponownie na ten tytuł, nawet nie skojarzyłam, że go już oglądałam. Słowem: mogło być fajnie, było tak sobie. Można obejrzeć dla relaksu, ale najprawdopodobniej zamiast relaksować się, będziecie się wkurzać czy akcja dokądś zmierza i gdzie jest.

Deadpool 2


Mówili, że to już nie jest romans, tylko kino familijne...

Deadpool zawsze spoko. Niby zbyt mocne, jak dla kobiety poczucie humoru, niby zbyt wulgarny i za dużo nawiązań do popkultury, które byłabym w stanie zauważyć, a i tak mnie urzekł. Nie było jednak tak lekko, jak w pierwszej części - ale to chyba raczej na plus. Na początku Deadpool walczy z Cable'em, potem, o dziwo, stają po jednej stronie. Świetnie się bawiłam, choć krew się lała i flaki latały. Nie dajcie się zwieść - to jednak nie jest kino familijne. Ale i tak polecam.


Han Solo


Czy nie-Harrison Ford poradził sobie w roli godnej tylko Harrisona Forda?

Odpowiedź brzmi: jak najbardziej! Chociaż nie powiem, Glover w roli Lando Carlissiana pozamiastał... Tak czy tak, znowu poboczna historia okazała się lepsza niż saga. Trudno zresztą, aby opowieść o najsłynniejszym przemytniku w uniwersum Star Wars była nudna. Więc nie była. Nie brakowało akcji i humoru. Czy były błędy? A i owszem, ale nie waliły tak bardzo po oczach, więc skupiłam się na przyjemności z oglądania.

I jak jeszcze raz ktoś powie, że było słabo, źle, i główna saga jest lepsza, bo jest główna, i że ogóle duch jego dupą na rozżarzonych węglach usiadł, to naślę na niego imperialnych.

A Wy co dobrego ostatnio oglądaliście? Polecicie mi też jakiś film?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Wyluzowanie, czytanie i pytania o pisanie. 25 czerwca - 1 lipca

Wyluzowanie, czytanie i pytania o pisanie. 25 czerwca - 1 lipca

Jak myślicie, ile czasu potrzeba, by po urlopie wrócić do codziennej rutyny? Mamy kolejny tydzień, urlop odchodzi do historii, wakacyjne zdjęcia giną gdzieś w głębi galerii, a ja wciąż nie potrafię wrócić do zwykłego życia. Ja nie wiem, to taki zwyczajny kryzys, czy znak, że powinnam się wciąż wylegiwać nad basenem?

wyluzowanie

Przegląd tygodnia

Nie widzę jednak na razie opcji, by pójść znowu na urlop, więc co mi pozostaje? Oszczędzać siły. W weekendy w ogóle nie włączam komputera. Wysypiam się. Dużo czytam. W tygodniu po pracy też raczej staram się odpoczywać, ale zważywszy na to, że blog się sam nie napisze, czasami coś tam jednak robię. Wyluzowuję i muszę przyznać, że całkiem dobrze mi z tym. Weekend, w czasie którego naprawdę nic nie robiłam, sprawia, że naprawdę wypoczywam i nie boję się poniedziałku. To musi mi pomóc :-)


Z drugiej strony jednak brakuje mi trochę tej aktywności. Przychodzę po pracy do domu i nie wiem, co ze sobą zrobić - bo zawsze robiłam dużo. I wiem, że nie chcę robić nic - ale nie umiem się w tym nicnierobieniu odnaleźć.

Dlatego dalej oglądam mecze. Naszych niestety na mundialu już nie obejrzę, ale co tam... Pozostałe drużyny są warte oglądania. Zachwyciło mnie starcie Francja:Argentyna. Albo Rosja, która mimo wbicia sobie na dzień dobry samobója, ostatecznie przeszła do ćwierćfinału. Dlaczego? Bo się nie poddali na samym początku.

Czytam też dużo książek. Ostatnio znowu fachowe (jedną z nich pokazałam Wam na Instastory - dlatego warto mnie obserwować na Instagramie), ale raz na jakiś czas odpalam coś luźniejszego. Dzięki temu mam już materiał na dobre dwa posty z serii Książkowe inspiracje ;-)

Najnowsze wpisy


Ten sam oklepany scenariusz i influęserki


Mój nowy Bullet Journal. Planery miesięczne i tygodniowe


Przegląd internetów

Co odpowiedzieć, gdy na rozmowie kwalifikacyjnej posądzą Cię o kradzież? Swoją drogą, nie ogarniam niektórych pytań, które rodzą się w głowach specjalistów z HR-u. Nie mam pojęcia, po jakich krańcach synaps krążą ich myśli, ale może i dobrze - bo zrozumienie tego to droga bez powrotu ;-)


I Fofola. Ostrzegam, to wciąga! Fofolek jest przeuroczy ;-)


A co u Was nowego w tym tygodniu? Jak Wam mijają pierwsze (zimne) dni lata?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Mój nowy Bullet Journal. Planery miesięczne i tygodniowe

Mój nowy Bullet Journal. Planery miesięczne i tygodniowe

Pokazałam Wam już, co się zmieniło w moim planerze w kwestii stałych elementów. Teraz czas na najważniejszą jego część: planowanie miesięcy i tygodni. Chyba żadna część Bullet Journal nie zmienia się u mnie tak szybko. Wszystko dlatego, że w pewnym momencie dany układ mi się nudzi i próbuję go jakoś uatrakcyjnić. Chcecie zobaczyć, jak teraz wygląda mój BuJo?

Bullet Journal - zdjęcia

Planowanie miesiąca w Bullet Journal

Każdy miesiąc w moim planerze zajmuje około kilkunastu kart. Ma swój standardowy układ: od karty tytułowej aż po miesięczne kolekcje.



Karta tytułowa

Wiele się nie zmieniła od zeszłego roku. Ostatecznie jednak zaczęłam w niej pisać po polsku. Nie jest to część obowiązkowa, jednak rozrysowanie jej zajmuje mi dosłownie 5 minut, dlatego nie rezygnuję.


Planer miesięczny

Na początku z niego nie korzystałam. Zaczęłam, gdy mi się spodobało to, jak wygląda. Ostatecznie stwierdzam jednak, że jest też całkiem przydatny. Wszystko dzięki temu, że daje mi widok od razu na cały miesiąc i możliwość zaplanowania czegoś na dobre kilka tygodni wcześniej. Pomysł na zapisywanie dat zakreślaczem w tle wzięłam z Bullet Journal zaprezentowanego we wpisie Dziewczyny z agencji.


Karty tygodniowe

2 karty planera wystarczają mi na zaplanowanie 1 tygodnia: 7 dni plus notatki. Gdy dni jest mniej, część na notatki się rozrasta. Gdy więcej – zmniejsza.


Notatki

Nigdy nie rozdzielam miesięcy, stąd takie wahania. Dlatego też czasem zdarza się, że karta z notatkami ląduje zaraz po kalendarzu miesięcznym, a kiedy indziej dopiero po tygodniówkach. To stały element mojego planera.


Wdzięczność

Bardzo ważny element. Często wypełniam te karty hurtowo, raz na kilkanaście dni lub więcej, ale wciąż uważam, że są w moim planerze niezbędne. Wdzięczność czyni cuda ;-)


Planowanie miesiąca

To taka część z ogólnym planem na cały miesiąc. Pierwotnie wyglądało to tak, jak na zdjęciu poniżej.


Fajny układ, jednak niespecjalnie przystosowany do moich potrzeb – potrzebuję raczej czegoś bardziej elastycznego. Ostatecznie testuję układ, który pozwala mi na całkowicie dowolne wypełnienie karty. Zobaczymy, jak się to sprawdzi.

Zobacz moje pozostałe posty na temat Bullet Journal:

Jak planuję miesiąc w Bullet Journal?


Ile kosztuje Bullet Journal? Notes w kropki i inne akcesoria do BuJo


7 błędów w Bullet Journal, które popełniałam



Jak Wam się podoba mój Bullet Journal po zmianach? Skusiłam Was na korzystanie z tej formy planowania?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Ten sam oklepany scenariusz i influęserki. 18-24 czerwca

Ten sam oklepany scenariusz i influęserki. 18-24 czerwca

Czasami jest tak, że wręcz nie mogę się doczekać, kiedy po pracy usiądę z laptopem i napiszę kolejny przegląd tygodnia. Ale nie dzisiaj. Dziś nie mogę się doczekać, aż wezmę do ręki czytnik i dokończę sobie spokojnie kolejną książkę ;-) Nie przedłużajmy więc. 

pierwszy dzień lata

W dzisiejszym tygodniku: live, wszystko, co poszło nie tak, honorowi ludzie, instagramowe promotorki i kto się może pławić w luksusach i prestiżu.


Przegląd tygodnia

Jak sobie przypomnę zeszły poniedziałek, to słabo mi się robi. Niby wszystko OK, niby normalny dzień, ale... nie dość, że powrót do pracy po urlopie, więc poniedziałek znacznie trudniejszy, niż zawsze, to jeszcze w drodze do domu wjechałam w szkło (wyrzucone przez jakieś bydło) i pękła mi dętka w rowerze. 

Zamiast więc dalej odpoczywać i nabierać sił, tak, jak sobie obiecałam, walczyłam z przeciwnościami losu. Szkoda, bo ogólnie mam zasadę, że w poniedziałek albo ogarniam bloga, albo odpoczywam, w zależności od tego, na co bardziej mam ochotę.

A potem też wszystko poszło nie tak, bo nadszedł wtorek i wielki mecz na Mundialu. Polska:Senegal. Oglądałam go z wielką nadzieją, dopóki nie zobaczyłam, jak nasi grają. Konsekwentnie realizowali ten oklepany scenariusz: mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor. 

Z Kolumbią szło nam całkiem nieźle, ale się pogubiliśmy, zanim zdążyliśmy cokolwiek ugrać. I tak oto czeka nas tylko jeszcze jeden mecz z Japonią, który pewnie wygramy - bo bez presji. Tacy honorowi z nas ludzie!

I tak, wracając do live'a - zrobiłam live'a, a jeśli nie chcecie przegapić kolejnego, to zaobserwujcie mnie na Instagramie. Moje transmisje są bardzo na luzie i pomiędzy zabawnymi historiami sprzedaję Wam też różne ciekawostki i odrobinę copywritersko-marketingowej wiedzy. 

Tym razem opowiadałam na przykład, co robią influęserki na Instagramie. Wiecie, te od kont po 5k obserwatorów i komentowania jak popadnie, bez czytania opisów zdjęć. Tak bardzo rzygam tymi ich "Super!", "Pięknie!", "Kusisz!", że zaczęłam im złośliwie odpowiadać, i to nie tylko u siebie... i okazuje się, że te panienki na to bardzo zaskakująco reagują. W końcu wybrały influencerstwo jako swoją drogę życia, a ja im staję na tej drodze! I jak ja śmiem!

Najnowsze wpisy

Na blogu w tym tygodniu opowiedziałam Wam jeszcze trochę o moim urlopie oraz podzieliłam się kilkoma ostatnio przeczytanymi książkami:

Urlop time cz.2


4 książki, które warto przeczytać


Przegląd internetów


Pułapka własnej firmy. Specjalnie dla wszystkich tych, którym się zdaje, że jak już zostaną tymi freelancerami, jak założą firmę... to będą się pławić w luksusach i prestiżu.

I na koniec taka ciekawostka, która może Was zainspirować. Ola Gościniak z Jestem Interaktywna pisze książkę. I wpadła na ciekawy pomysł, jak zorganizować fundusze na self-publishing.

Co u Was? Jak Wam minęły pierwsze dni lata? Bo ja go chyba prawie w ogóle nie poczułam :-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
4 książki, które warto przeczytać w lipcu

4 książki, które warto przeczytać w lipcu

Z książkami ostatnio było mi nie po drodze. Zapracowałam się mocno i zwyczajnie nie miałam czasu i siły na czytanie. Urlop pozwolił mi do niego powrócić i odkryć kilka fajnych pozycji. Jesteście ciekawi, co tym razem polecam?

otwarta książka

Jak pisać, żeby chcieli czytać (i kupować)

Artur Jabłoński

Kiedy piszesz, przywiązujesz się do treści i czasem trochę się zapominasz, że powinny przede wszystkim sprzedawać, a nie zachwycać kunsztem literackim. Artur Jabłoński i Dariusz Puzyrkiewicz są w tym wyjątkowo zgodni: teksty sprzedażowe wcale nie muszą być dziełami sztuki. Liczy się prostota i przekazanie tego, co klienta interesuje najbardziej: jego  korzyści. 

W jaki sposób to zrobić? W książce dostajemy szereg pożytecznych wskazówek, poczynając od wyglądu strony internetowej, wielkości czcionki, aż po sposób tworzenia  skutecznych nagłówków i CTA. Pozycja obowiązkowa dla każdego copywritera.




Jak zmieniłam życie w rok

Malwina Bakalarz

To miała być lekka i przyjemna lektura na wylegiwanie się przy basenie. I zasadniczo taka była. Malwina dzieli się swoimi sposobami, dzięki którym udało się jej zmienić swoje życie i naprawić wszystko to, co najbardziej wymagało w nim naprawy. Zadbała o swoje zdrowie, emocje i karierę. 

To kolejny głos, który mówi "zatroszcz się o siebie i realizuj marzenia". Malwina bardzo mocno podkreśla też wartość czasu, który jej zdaniem, w tej chwili jest znacznie cenniejszą walutą, niż pieniądze. 

Książka jest napisana bardzo przyjaźnie, jakby autorka siedziała obok i opowiadała nam o wszystkim przy kawie, więc czyta się naprawdę przyjemnie. Może nie ze wszystkim się zgodzę i będę chciała to przetestować, ale na pewno poczułam się zainspirowana do wprowadzenia drobnych zmian w swoim życiu i większego przyłożenia się do realizowania marzeń.

Byłam kochanką arabskich szejków

Laila Shukri

To druga książka Laili Shukri, która trafiła w moje ręce - i jak zawsze, bardzo mocno mnie poruszyła. W jej pisaniu nie ma kompromisów - opisuje wszystko rzetelnie niczym dziennikarz, nie pomijając nawet najstraszniejszych i najobrzydliwszych detali. Może jej styl nie jest perfekcyjny, ale autentyczność opisywanych historii przyciąga do nich jak magnes. Tak naprawdę to nie Laila Shukri pisze te książki, a życie. 

Tym razem mamy książkę podzieloną na narrację dwóch kobiet: młodej Polki, Dżulii, oraz samej autorki. Dżulia poznaje w kraju przystojnego Syryjczyka mieszkającego w Dubaju, który rozkochuje ją w sobie... i wywozi, by sprzedać do domu publicznego. Dziewczyna spędza tam rok w atmosferze bogactwa i obrzydliwości, zaspokajając najohydniejsze zachcianki szejków. 

Przypadkowo jej losy zbiegają się z losami autorki książki, która postanawia uwolnić dziewczynę. I to nie będzie wcale takie proste, jak mogło się wydawać... 

W książce pojawiają się też liczne wątki autobiograficzne, które skłoniły mnie do zapoznania się z kolejną pozycją.

Jestem żoną szejka

Laila Shukri

Jak wyobrażacie sobie pisarkę? Wstaje rano, robi kawę i zasiada do laptopa, by opisywać kolejne historie, a potem cieszy się sławą i docenieniem? Może tak. Ale nie Laila Shukri. 

To Polka, żona emirackiego szejka, która pisze swoje powieści tylko podczas jego nieobecności. Nie może z nim omawiać tematów swoich książek, ponieważ ujawnia liczne sekrety Bliskiego Wschodu, świata, który pod przykrywką wyjątkowo wysokiej moralności jest pełen zdrad, nienawiści, niesprawiedliwości i rozbuchanego erotyzmu. Kobieta uważnie słucha opowieści, które do niej spływają i spisuje te historie, by dzielić się nimi ze światem. Gdyby jej mąż dowiedział się o tym, o czym ona pisze, być może już nie przeczytalibyśmy ani jednej jej książki. 

Tutaj ujawnia, jak wygląda jej życie w złotej klatce: niezwykłe bogactwo i służba gotowa na każde skinienie, ale także samotność, zazdrość, zniewolenie, namiętność i miłość. Mam wrażenie, że nie do końca wiedziała, na co się decyduje, poślubiając swojego szejka - ale mimo wszystko, wciąż go kocha. Tymczasem mąż przy niej jest, dba o nią, ale też czasami daje się ponieść i straszliwie krzywdzi. 

Nie umiem wydać jednoznacznej opinii w tej sprawie - sama zawsze powtarzałam, że nigdy bym nie zdecydowała się na związek z Arabem. Z opisu Laili wynika, że to mężczyźni, którzy potrafią być wyjątkowo wrażliwi, namiętni i troskliwi, ale też i gwałtownie zazdrośni. Tkliwe opisy spędzanych z nim wspólnie wieczorów, pełnych czułych słów, przeplatają się ze scenami zazdrości, awanturami i upokorzeniem. 

Czy w takim przypadku można jeszcze mówić o miłości? Nie wiem, dlatego polecam Wam tę książkę, abyście sami mogli ocenić.

A Wy co ciekawego ostatnio czytaliście? Może coś mi polecicie?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Urlop time cz.2. 11-17 czerwca

Urlop time cz.2. 11-17 czerwca

Urlop, urlop i po urlopie. Te kilka dni za granicą minęły mi niemal błyskawicznie. Pewnie dlatego, że były całkiem przyjemne. Teraz mam wrażenie, że to był tylko piękny sen i odwlekam opisanie go, jakbym nagle po tym wszystkim miała go zapomnieć i się już naprawdę zbudzić. Dopiero dziś się jakoś zmusiłam.

zachód słońca na plaży

Przegląd tygodnia

Nie ma lepszego lekarstwa na pracoholizm, niż wyruszyć na urlop bez laptopa. No po prostu nie ma. Był taki jeden wyjazd, kiedy zabrałam komputer ze sobą, ale przeleżał większość dni nietknięty, bo ani nie miałam czasu, ani ochoty, ani problemu z nadmiarem pracy.



Tym razem pewnie by to tak nie wyglądało, dlatego postanowiłam sobie na wstępie, że jadę bez niego, relaksować się i odpoczywać. Przewidywałam jedynie takie atrakcje jak leżenie nad basenem i czytanie książek. Ostatecznie, okazało się, że miałam też stały dostęp do wi-fi (bo pierwotnie miało go nie być), a internet raczej nie sprzyja relaksowi... ale dobrze go wykorzystałam.

Nie ma też lepszego sposobu na spędzenie dnia niż zaczęcie go od leżenia nad basenem, a potem przeniesienie się na plażę. Słońce, woda, piasek i zero jakichkolwiek spraw zaprzątających głowę. Tak trzeba wypoczywać!

Pisałam ostatnio na Instagramie jednak, że ten wyjazd idealny nie był - bo nie był. Nie do końca wszystko poszło tak, jakbym chciała, a największym minusem było stanowczo zbyt bliskie sąsiedztwo nastolatków z zielonej szkoły, którzy mieli pokoje tuż obok naszego. To zdecydowanie nie sprzyjało wypoczynkowi i wysypianiu się - bo te dzieciaki zachowywały się, jakby dopiero co uciekły z lasu. Bieganie, wrzaski, tupanie, puszczanie głośnej muzyki i moje ulubione - walenie drzwiami. Od rana do północy. Gdy lądowali na basenie - robili tam taki hałas, że Niemcy się wynosili z leżaczków. A mnie też kusiło.

Cholera, po to pojechałam w czerwcu, żeby odpocząć od hałaśliwych dzieciaków wszędzie. Nie wzięłam pod uwagę, że przecież wtedy organizuje się zielone szkoły. I że ktoś wpadnie na pomysł zorganizowania takiej superekstra w hotelu za granicą. Po powrocie wszyscy mi mówili: "Mogłaś zgłosić to na recepcji". I wiecie, nie chciałam robić afery... ot, opierdzieliłam ich kilka razy, gdy już przeginali... ale teraz sobie myślę, że racja. Miałam prawo wymagać komfortu. I następnym razem będę - do skutku.

A pomysłodawcy zagranicznej zielonej szkoły życzę, żeby co roku spędzał wakacje z polskimi nastolatkami tuż za ścianą.

Oczywiście, wyjazd na wakacje z biurem podróży to także przeloty i transfery. Te pierwsze nawet w sumie nie były takie straszne, choć na lotnisku znowu - pełno rozwrzeszczanych dzieci. Kto by się ich spodziewał o północy? No patrzcie... Ale sam lot samolotem dobrze wspominam, choć leciałam po raz pierwszy w życiu. Jedynie lądowanie skończyło się dla mnie potwornym bólem uszu.

Transfery autokarem natomiast były znacznie mniej wygodne: mało przestrzeni, znowu hałas i płacz, opóźnienia i na dodatek - moje ulubione - problemy z pasażerami. A to ktoś wysiadł nie tu, gdzie trzeba, a to ktoś myślał, że nie wyjeżdża o 21, tylko dwie godziny później, a to ktoś wsiadł do autokaru innego biura podróży...

Myślałam, że z dorosłymi nie będzie takich cyrków. Tymczasem okazało się, że rezydent musi mieć świętą cierpliwość, i pewnie niejednokrotnie czuje się, jakby wiózł na lotnisko bandę nastolatków, a nie poważnych dorosłych ludzi.

Gdy już plażowanie nam się znudziło, postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę do Nessebaru. Co z tego wyszło? Kolejne cyrki. Opiszę Wam wszystko w osobnym poście, a teraz tylko powiem, że ostatecznie dobrze wyszło, ale znowu - nie obyło się bez stresu i nerwów. Tak wakacyjnie, hłe hłe.

W sumie to chyba zalatuje jakimś syndromem sztokholmskim, że mimo tylu niedogodności, wciąż jestem zadowolona ze swoich wakacji.

Jakimś cudem jednak udało mi się odpocząć i teraz nie potrafię z tego trybu powrócić do pracy na pełnych obrotach. Jak już wracam z biura, to zabieram się raczej za oglądanie czegoś lub czytanie.

Z drugiej strony jednak postanowiłam sobie, że już więcej nie pracuję w weekendy. W tygodniu - tak, wtedy będę ogarniać wszystko, co trzeba, ale weekendy są święte. Wtedy odsypiam i relaksuję się z dobrą książką, ewentualnie podcastem, wideo lub filmem. Wiem jednak, że to dobry wybór - ostatnio ciągle miałam poczucie, że jestem bezgranicznie zmęczona i mam na głowie więcej obowiązków, niż jestem w stanie się z nimi uporać.

Wolny czas pomaga mi także opracować plany na dalszą przyszłość i mam kilka pomysłów, które wreszcie powoli zaczynam realizować. Chyba wreszcie nabrałam odwagi, by się za nie zabrać. Kiedy jak nie teraz? :-)

Najnowsze wpisy

Na blogu udało mi się opublikować dwa posty, które stworzyłam z wyprzedzeniem:

Urlop time cz.1



I przypomnę Wam jeszcze o jednym bardzo wartościowym wpisie, który może Was szczególnie zainteresować, jeśli blogujecie:

Co powinien bloger (mieć)?


Przegląd internetów

Zważywszy na to, co chwilę temu czytałam - Internet przestaje być wolny - i być może niedługo nie będę mogła robić przeglądu ciekawych linków z sieci. Póki co, chyba nie ma sensu bić na alarm - ten sam problem był, gdy Instagram zmieniał algorytm i nagle wszystkie blogerki zaczęły błagać o włączanie powiadomień, a potem się okazało, że nie jest aż tak strasznie i źle, a one tylko nie doczytały, na czym mają polegać zmiany. Chyba poświęcę trochę czasu, żeby dokładniej zapoznać się z tematem - ale faktycznie na razie nie wygląda to najlepiej...

Ja tam bym raczej blokowała dostęp do pornografii, a nie do publikowania treści i linków, jeśli już...

Obejrzałam wczoraj mecz Polska-Senegal i jestem w szoku, jak źle to poszło. Zresztą, nie tylko ja. To naprawdę wyglądało tak, jakby nikt nie uwzględnił, że Senegal nie wygoni bramkarza na ławki i nie stanie nieruchomo na skrzydłach tylko po to, by Polacy mogli im bez trudu wstrzelić parę goli. No i kto by się mógł spodziewać, że przez przypadek poleci od nas jeszcze taki-prawie-samobój? Nie jestem fanką ani specjalistą, ale poziom był tak żenująco słaby, że nawet ja to zauważyłam.

A co u Was? Oglądaliście wczorajszy mecz? Przeżywacie czy przeżyliście?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Mój nowy Bullet Journal – co się zmieniło? Kolekcje

Mój nowy Bullet Journal – co się zmieniło? Kolekcje

Prawda jest taka, że używam nowego notesu już od lutego. Chciałam się nim jak najszybciej pochwalić, jednak zima to dość kiepska pora na robienie zdjęć. Dałam sobie więc trochę czasu, w którym też całkiem nieźle wyklarował się kształt mojego BuJo. To dobry moment, by podzielić się z Wami tym, co nowego.

Bullet Journal

Być może ktoś z Was pomyślał sobie teraz, że to już ostateczny kształt mojego Bullet Journal. Ja natomiast myślę, że nie i że taki moment nie nastąpi. W pełni korzystam z elastyczności, jaką mi daje ten system planowania. Kiedyś zdawało mi się, że muszę tylko znaleźć „swój” układ. Teraz wiem, że lubię co jakiś czas go zmienić, gdy mi się już znudzi. Cóż, dzięki temu na pewno będę miała o czym pisać na blogu!


Co znajduje się w moim nowym notesie?

Stałe elementy:

  • Strona tytułowa
  • Indeks
  • Future log

Kolekcje:

  • Statystyki bloga i Instagrama
  • Pomysły na posty
  • Wygrane konkursy

Planer:

  • Kalendarz skrócony (półroczny)
  • Planery miesięczne
  • Planery tygodniowe

Wszystkie te elementy opiszę i pokażę Wam na blogu. Zacznijmy jednak od początku - od stałych elementów i kolekcji.

Strona tytułowa


Nie mam czasu na jakieś specjalne rysowanie, dlatego jest stosunkowo prosta. Oczywiście, że machnęłam się z datą. Pierwsze dwa miesiące roku zajmuje mi zawsze nauczenie się, że zmieniła się ostatnia cyferka ;-)

Bullet Journal - karta tytułowa

Indeks

W poprzednim BuJo niemalże go nie używałam. W tym już prawie też – ot, wypełniłam na początku, a potem w ogóle nie ruszałam. Dopiero ostatnio przeczytałam u kogoś, że rezygnuje z indeksu z tych samych powodów – i jakoś tak zaczęłam go na nowo uzupełniać.

Bullet Journal - indeks i spis treści

Future log

Standardowo – służy mi do zapisywania bardziej odległych planów, które powstają, zanim zdążę stworzyć planery miesięczne. Szczerze, to używam go od przypadku do przypadku, bo zazwyczaj planuję z maksymalnie miesięcznym wyprzedzeniem. Lubię jednak tę część mojego Bullet Journal i raczej z niej nie zrezygnuję.

Bullet Journal - future log

Kolekcje

Te u mnie powstają od przypadku do przypadku. Zazwyczaj staram się je tworzyć na końcu planera, żeby nie robić zamieszania wśród planerów miesięcznych – jednak nie zawsze tak pięknie to wychodzi.

Statystyki
Moim zdaniem niezbędna dla blogera kolekcja. Nic tak nie motywuje, jak comiesięczne uzupełnianie kratek o coraz ładniejsze wyniki. Pozwala to także wyciągnąć wnioski – czy np. publikowałam za mało, czy odpowiednio dużo treści. Ta kolekcja jest ze mną od samego początku mojego BuJo, przy czym dopiero teraz wygląda tak, jakbym chciała.

Bullet Journal dla blogera - blogowe statystyki


Pomysły na posty
Te najczęściej zapisuję w Evernote lub w codziennym notesie do bazgrania. Dopiero później lądują w moim BuJo. Nie zmienia to jednak faktu, że takie luźne zapisywanie ułatwia mi później planowanie postów na bloga. Nie, żebym jakoś specjalnie to rozkminiała – ale zawsze dzięki temu mam w głowie jakiś pomysł i rzadko się zdarza sytuacja, że siadam do komputera i nie wiem, o czym pisać.

Bullet Journal dla blogera - pomysły na wpisy


Wygrane konkursy
Teraz nie biorę udziału w zbyt wielu konkursach, a już na pewno nie w tylu, co na początku tego roku. Nie zmienia to jednak faktu, że miło czasem zerknąć na tę kartę i zobaczyć swoje sukcesy tak czarno na białym. Zapisuję zazwyczaj, co wygrałam i ile było warte. I tak, bazgram przy tym straszliwie ;-)

Bullet Journal - kolekcja do zapisywania wygranych konkursów


Jesteście ciekawi reszty mojego planera? W takim razie zapraszam Was na kolejny wpis, w którym pokażę, jak wygląda u mnie planowanie miesiąca oraz tygodni.

Zobacz moje pozostałe posty na temat Bullet Journal:

Jak planuję miesiąc w Bullet Journal?


Ile kosztuje Bullet Journal? Notes w kropki i inne akcesoria do BuJo


7 błędów w Bullet Journal, które popełniałam


Jak Wam się podoba mój planer? Korzystacie też z Bullet Journal? A może zamierzacie zacząć?

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Urlop time cz.1. 4-10 czerwca.

Urlop time cz.1. 4-10 czerwca.

Długi weekend minął i przyniósł... kolejny długi weekend. Jak to możliwe? Nie za dużo tego dobrego?

urlop

Absolutnie nie - mamy prawie wakacje, piękną pogodę... Szkoda spędzać całe dnie w pracy. Nadrobimy to jesienią, gdy będzie ciemno, zimno i ponuro ;-)

I kiedy Wy to właśnie czytacie, ja się właśnie lenię na plaży. Urlop time!


Przegląd tygodnia

Ten tydzień składał się ze znacznie spokojniejszych, niż do tej pory, dni. Starałam się pracować mniej - bo stwierdziłam, że nie można tak nagle zaczynać urlopu. Nie powinno się najpierw przepracowywać, a potem bez ostrzeżenia przestać robić cokolwiek. Postanowiłam zatem stopniowo wejść w nastrój lenistwa i powoli ograniczać nadmiar pracy.

Inna rzecz, że musiałam znaleźć też czas na przygotowania - pakowanie, zakupy, różne formalności...

Moje biuro podróży też nie próżnowało. W ciągu tygodnia zmieniło mi godziny wylotu 2 razy. Wkurzyłam się trochę, bo jednak trudno jest dogadać się z kimś, żeby Was podrzucił na lotnisko, kiedy za każdym razem proponujecie mu inny termin, i to nie taki o godzinę czy dwie wstecz/do przodu, tylko od razu o 20 godzin.

Wyszło jednak tak, że wrócili po prostu do pierwotnego terminu, który w mojej opinii był całkiem przyzwoity. Fakt, jestem stratna o prawie całą dobę hotelową. Teraz, kiedy to piszę, mogłabym się już opalać nad basenem. Z drugiej strony jednak pewnie właśnie marzyłabym o położeniu się do łóżka po dobie spędzonej bez snu. A tymczasem na zameldowanie w pokoju musiałabym sobie jeszcze poczekać...

Czuję się kompletnie niegotowa. Niby mam spakowany bagaż, odhaczone punkty na liście, ale nie w całości, bo przecież to, czego używam na co dzień, jeszcze czeka. Muszę zrobić zakupy, odebrać przesyłkę i przygotować coś do jedzenia na drogę. I obiad jakiś też by jeszcze wypadało zrobić... 

Lubię podróżować, ale chyba nie byłabym w stanie udźwignąć częstszych wyjazdów niż raz na kilka miesięcy :-)

Najnowsze wpisy

Na blogu w miarę spokojnie, bo starałam się wyprodukować kilka wpisów na zapas na przyszły tydzień:

Po co, po RODO i po zbóju


Co powinien bloger (mieć)?


Przegląd internetów


Miałam też wrażenie, że w weekend za bardzo nie wypoczęłam.

Żyłam wraz z internetem niefortunnymi tłumaczeniami nazw Krakowa i Zabrza.


Tytuł został już zmieniony, więc podrzucam screen ;-)

clickbait z Dziennika Zachodniego

Brzmi, jakby te panie stały tam z karabinami, nie?

Jeśli miałabym nagrodzić kogoś za najbardziej buraczane clickbaity, to wahałabym się między Faktem, Super Expressem, a Dziennikiem Zachodnim właśnie. I chyba trochę szkoda, bo w treści artykułu to się nawet jakoś obroniło...


Przy okazji zaniemówiłam, gdy przez przypadek trafiłam na ten artykuł: Na Jurze spalono tirówkę. Reszty tytułu nie zacytuję w trosce o frazy, z jakich kierowany jest ruch na mojego bloga ;-)

I tak bardzo, ale to bardzo szczerze zachwyciła mnie okładka TIME, wykonana z użyciem ... dronów.

Co u Was nowego? :-)

Obserwuj mój blog lifestylowy na:
Photobucket    Photobucket    Photobucket
Copyright © 2014 Blog lifestylowy - Pomysłowa , Blogger